Totalny remastering wszystkiego (na piątek)

bosman_plama dnia 5 czerwca, 2015 o 9:56    40 

tyt

Serce zabiło mi żywiej, gdy dowiedziałem się, że na PS4 wyjdą w komplecie pierwsze trzy części Uncharted. Naturalnie zremasterowane. Po chwili radości uświadomiłem sobie, że przecież i tak wszystkie te części mam. W prawdzie w „gorszej” bo dotychczasowej wersji. Czy wywalę na nie cenne złocisze, żeby móc na nie pograć na nowej konsoli? Cóż… Być może.

Oczywista przewaga pieca nad konsolą polega na tym, że wystarczy, by zachował jakąś lichą partycję na dysku pod XP, bym mógł cieszyć się w granie w większość gier wydanych w ciągu ostatnich dwudziestu lat – pod warunkiem, że mam je na płytach. Z PS nie ma już tak dobrze. Jeśli moje PS3 zdechnie, będę musiał kombinować z kupnem nowego (co za jakiś czas może okazać się trudne) albo korzystać wyłącznie z PS4, na którym gry z trójki nie pójdą. No, chyba, że kupię je w wersji ulepszonej.

unchNowa edycja, czyli zastrzel to jeszcze raz Sam… znaczy Drake.

Oznacza to, że w stare gry na PC mogę grać niemal bez końca, nie potrzebując do tego nawet GOGa. Jeśli poczuję taką chęć w przypadku konsoli, przyjdzie mi za te same gry zapłacić jeszcze raz (a może nawet dwa razy, bo kto wie, co stanie się za pięć – sześć lat). Nie wiem ile będzie kosztował box trzech Uncharted, ale mam cichą nadzieję, że nie np. 600 zeta.

Oczywiście, to fajnie, że ludzie, którzy dopiero teraz dorastają i na granie w pewne gry na PS3 byli trochę za mali, teraz będą mogli zapoznać się ze świetnymi tytułami. A mnie nikt nie każe wracać do tych samych, starych tytułów, skoro nie nadążam z graniem w nowe, prawda?

ekspedycjaPoniekąd zremasterowane ukazują się teraz komiksy. Niedawno na rynku pojawiła się Ekspedycja. Bogowie z kosmosu Polcha, Mostowicza i Górnego, czyli komiksowe streszczenie teorii Daenikena (koleś, który wszelkie niezwykłości z zamierzchłej przeszłości ludzkości tłumaczy wpływem kosmitów kształtujących nasze cywilizacje). W przypadku komiksu nie da się tak naprawdę powiedzieć o remasteringu, to raczej wydania GOTY. Nowe wydanie Ekspedycji zawiera wszystkie osiem albumów o dzielnych kosmitach. Nikt tam nic nie dorysowywał. Z drugiej strony, gdybym miał porównać je do pierwszych wydań, które kupowałem dziecięciem będąc to (nie licząc pierwszego tomu wydanego ful wypas na kredzie) można mówić o pewnym remasteringu – w skali komiksu. Zamiast szorstkiego, szarawego papieru otrzymałem przecież ulepszony nośnik. Lepszy jest papier, lepsze kolory.

aiskomNie wiem jakie zmyślone laski są teraz na topie, ale w czasach moich głębokich młodzieńczych uniesień Ais stała wysoko w nieletnich rankingach

Podobnie jest w przypadku drugiego tomu zbiorczego wydania serii „Valerian” – opowieści o parze agentów, którzy podróżują przez przestrzeń i czas ratując rozproszoną w kosmosie ludzkość przed kłopotami, które sama sprowadza sobie na głowę. U nas jeden z albumów z tej serii ukazywał się, dawno, dawno temu w gazecie „Świat Młodych”. Później wydano kilka pierwszych tomów i tytuł przepadł. Fajnie, że teraz powrócił bo to nie tylko klasyka, ale też klasyka całkiem niezła. Nawet jeśli momentami narracyjnie trąci myszką, to owa staroświeckość dodaje serii uroku.

Laureline2

No a do tego Laurelina jest śliczna, bez dwóch zdań.

Wydawanie w Polsce komiksów zbiorczo to taka nasza rodzima tradycja. Wprawdzie w innych krajach (Usach, Francji itd.) też powstają takie wydania, często nasze, polskie są po prostu przedrukami zachodnich. Jednak tam komiksy te ukazywały się wcześniej w odcinkach. U nas nawet Hellboy wychodzi już jako zbiorcze wydanie kilku zeszytów – takie GOTY. To, czym wyraźniej różnimy się od zachodu, to fakt, że u nas te zbiorcze wydania zyskują na jakości. Nawet w latach 90 komiksy ukazywały się bowiem u nas na papierze kiepskiej jakości, co aż nazbyt często wpływało na jakość rysunków. Kto pamięta pierwsze wydanie Poszukiwania Ptaka Czasu ten wie jakie cuda wyczyniał z kolorami i jakością detali „papier śniadaniowy”, na którym wydano dwa pierwsze tomy serii. Wydaje się więc, że poniekąd możemy mówić o remasteringu także i w przypadku komiksów, choć jest to, zdaje się, nasza lokalna tradycja.

valerian_okladkaNieco inaczej wygląda kwestia z remasteringiem literackim. I tu, przede wszystkim, w latach 90 dostawaliśmy odmienione, pełne wersje, powieści wydawanych wcześniej w PRL. Zwykle oznaczało to, że pewne fragmenty z pierwszych wydań wycinano, albo zmieniano. W polskich wydaniach MacLeana (bardzo popularny w ubiegłym wieku autor kryminałów i powieści sensacyjnych) roiło się na przykład od tajemniczych złowrogich „Generalsimussów”, podczas gdy w oryginałach padały konkretne nazwiska, bp. Fidela Castro. I choć nikt w Polsce nie miał wątpliwości dla kogo pracował psychopatyczny zabójca z powieści „Noc bez brzasku” w polskim wydaniu wycięto wszelkie odniesienia do Związku Radzieckiego.

LaurelineCzy to pełny remastering, czy też o prostu nasza cenzura zastosowała „metodę DLC”, czyli wycięła pewne fragmenty, które później mogliśmy sobie dokupić (z całością nowego wydania książki). Bywają jednak i inne praktyki.

Na przykład Ewa Białołęcka poczuła w pewnym momencie niezadowolenie z pierwszego wydania powieści: Kamień na szczycie oraz Piołun i miód i trochę je ulepszyła. Wcześniej zmieniła zbiór opowiadań Tkacz Iluzji w powieść i też trochę poprawiła. czytelnicy dostali więc nowe lepsze wersje powieści. Czy da się nazwać to „remasteringiem”? Chyba tak. Wprawdzie tym razem – inaczej niż w przypadku gier i komiksów – zmiany nie zostały dostosowane do nowych, lepszych nośników. jedynie autorka postanowiła polepszyć ich treść. Niemniej zasada jest ta sama – dostajemy to samo, tylko jeszcze raz, trochę ulepszone. W każdym razie – ulepszone w założeniach, bo jakość zmian to kwestia gustu, ktoś może być z niej niezadowolony.

tkacz iluzjiJeśli zmiany byłyby dotyczyć okładki, nie byłbym zdziwiony pragnieniem remasteringu

Kino działa nieco inaczej. Ono oprócz remasteringu – np. kolorowania filmów nakręconych pierwotnie w wersji czarno-białej albo dokładania ścieżki dźwiękowej do filmów niemych ma jeszcze jedno narzędzie – remake. Ostatnio zdecydowanie woli nakręcić nową wersję jakiegoś filmu niż ulepszać technicznie stary, ale takie Gwiezdne wojny są sztandarowym przykładem niemal obsesyjnego przystosowywania starego filmu do nowych możliwości technologicznych. Jednak Gwiezdne Wojny to fenomen. Kolejne odnowione wersje przyciągają tłumy widzów, toteż opłaca się bawić kopiami filmu sprzed prawie czterdziestu lat. Nikomu nie chce się powtarzać takiego zagrania ze Star Trek, tu bardziej opłacało się nakręcenie filmu od nowa.

valerianetlaureline01Tak więc gry nie są jedyne. Na każdym chyba polu popkultury trwa przetwarzanie bez końca tych samych tytułów i opowieści. Część działań wynika z naszego zapóźnienia kulturowego. O ile bez trudu dogoniliśmy świat pod względem korzystania z nowoczesnej elektroniki (sprawdzić czy nie Japonia), o tyle wiele doświadczeń kulturowych i popkulturowych mamy do nadrobienia, części z nich nie nadrobimy najprawdopodobniej nigdy. Kto wie, czy także i my nie jesteśmy odpowiedzialni za komiksowo-kinowe resety? Jasne, przede wszystkim są one spowodowane faktem, że dorosło nowe pokolenie konsumentów, które ani nie kojarzy już o co chodzi w przygodach różnych superów ciągnących się od dekad, ani nie chce się tego dowiadywać. Ale my, którzy nie wychowaliśmy się na Thorze i Iron Manie, z lekka tylko znamy Batmana, Supermana i Spidermana, jesteśmy (bez względu na rzeczywisty wiek) niczym amerykańskie nastolatki. Wiemy, że coś było, ale jest tego za dużo, by przetrawił cała tę historię ktoś poza fascynatami.

Bohaterowie i opowieści będą do nas powracać. Gry także. Czy pod postacią remasteringu, czy remake’u. I nie ma przed tym ucieczki. Można mieć tylko nadzieję, że biotechnologie rozwiną się na tyle, by kiedyś zremasterować nas. Co zdecydowanie odpowiada mi bardziej od zremejkowania mnie.

Dodaj komentarz



40 myśli nt. „Totalny remastering wszystkiego (na piątek)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @urt_sth

      Co to znaczy: „rozsądne pieniądze”?:D
      Na Kaziku bardzo przyjemnym lokalem jest Zazie przy Józefa – kuchnia francuska przede wszystkim, gotują smacznie i nie jakoś drogo (acz to oczywiście kwestia co dla kogo oznacza „drogo”). Przy ul. Bożego Ciała znajdziesz (też na Kazimierzu) pierogarnię U Wincenta. Zawartość tamtejszej karty jest sezonowa, więc pierogów z kurkami pewnie teraz nie znajdziesz, a są pyszne. Ja bardzo lubię też sycylijskie. Prawie naprzeciwko Vincenta jest Cyklop. Pierwotny Cyklop, przy ul. Mikołajskiej, to jedna z lepszych (i pierwszych) pizzerii w Krakowie. Cyklop przy Bożego Ciała to jego klon, ale nigdy w nim jeszcze nie jadłem.
      Natomiast przy ul. Józefa mieści się też Kolanko – niedrogie, kuchnia nie jest zła i nie jest droga, zwykle mnóstwo tam pięknych, młodych i często samotnych (chyba, że z koleżankami) dziewcząt.

      Jeśli lubisz steki, koniecznie idź do Ed Red przy ul Sławkowskiej (okolice Rynku). Ceny przystępne (w kategoriach cen stekowych) a steki boskie. Na Kaziku niezłe steki zjesz przy Placu Nowym w argentyńskiej stekowni, ale wyjdzie Ci drożej. Za to niedaleczko tej stekowni, naprzeciwko Zingera (każdy Ci powie gdzie to jest, jeśli zapytasz) znajdziesz nową (w miarę) knajpę. Nie pamiętam jak się nazywa, ale mieście się na parterze i piętrze lśniącego nowością budynku z czerwonej cegły. I znowu – nie wiem co to znaczy drogo albo niedrogo dla Ciebie, ale jest smacznie i nie wstyd pójść z kobietą.

      Burgerownie, to oczywiście Maoburger (okolice Rynku). Na Kaziku mieści się zaułek burgerowozów przy ul. św. Wawrzyńca, przy tej samej ulicy jest też najlepsza kebabownia w mieście – Sami Am Am. Przy Placu Wolnica, jeśli by Cię zawiało w tamte okolice, nie idź do burgerowni na rogu, bo tam dostajesz tłuszcz z niewielką ilością frytek. Z kolei Love Krove (tuż obok) jest niezłe, ale przeginają tam czasem z pomysłami na burgery i burgerowi tradycjanonaliści mogą się poczuć nieco zagubieni w tym, co znajdą na talerzu. Niestety pobliska knajpka czeska (przy Mostowej) nie oferuje wiele jeśli chodzi o żarełko 9choć dostaniesz tam jakiś gulasz, albo takie se smażone sery), za to można tam się napić fajnych piw w fajnej atmosferze. Jest natomiast przy Placu Wolnica restauracja hiszpańska, całkiem niezła, ale niekoniecznie niedroga.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @urt_sth

          A, jeszcze w uzupełnieniu – Boscaiola (Boska Jola?) przy Szewskiej 10 (znowu okolice Rynku) – kuchnia włoska, są stosunkowo nowi więc bardzo się starają. Smaczne pizze po przeciętnych cenach, poza pizzami nic tam nie jadłem, ale znajomi chwalili sobie pasty i takie tam. Starają się prawie wszystkie składniki sprowadzać z Włoch.

        1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

          @Probabilistyk

          Tak, niech każdy napisze o swoim mieście ;) Powstanie wtedy KFAQ czyli kulinarny FAQ. Albo nawet McKFAQ czyli Miejski Czytelniczy Kulinarny FAQ.
          Z Koszalina przychodzi mi do łba: restauracja Maredo. Całkiem zacna i smaczna. Magda G. gdy była u nas robić rewolucje w innej knajpie tam się właśnie stołowała i chwaliła. Nie wiem czy to akurat dla wszystkich jest zaleta no ale i Magda i ja polecamy.
          Na koszalińskim „Manhattanie” (czyli targowisku) jest buda z kurczakami z rożna. RE-WE-LA-CYJ-NE. Prowadzi je ponoć stary, niezweryfikowany dawno temu bezpiecznik ;) Resort się go pozbył i teraz dawne grzechy zamazuje kręcąc szpikulce z kurakami. I dobrze mu to wychodzi. I frytki mają świetne.
          W przydworcowym przejściu podziemnym (stary lokalny żart „tu proszę do metra i nad morze szybciutko, przy samej plaży pani wysiądzie”) są dwa punkty z tostami. Punkty mają po 30 lat (jak nie więcej) i tosty cały czas smakują jak wtedy. Wszystko się dookoła zmieniło, tosty przetrwały. Chleb, pieczarki, ser, chleb. Lokalny fastfood z korzeniami w PRL.
          A nad morzem nieustannie polecam smażalnie ryb w Unieściu, tuż przy przystani rybackiej. Okolica bardzo niewyględna, same lokale wizualnie też bardziej z trzeciego świata ale ten dorsz! Co do innych lokali w Mielnie/Unieściu trudno się wypowiadać bo to co sezon albo nowy właściciel albo przynajmniej obsada kucharska i raz może być dobrze a po roku kiszka. Za dużo się tam dzieje. Zresztą do Mielna przyjeżdżają zasadniczo miłośnicy napojów a nie jedzenia więc po co się starać.

      1. Geralt_Bialy_Wilk

        @bosman_plama

        Potwierdzam, że Kolanko fajne. Naleśniki ze wszystkim co się wymyśli, cudna sprawa.

        W kwestii kuchni chińsko-wietnamskiej – porządny lokal jest przy alei Mickiewicza, naprzeciwko głównego gmachu AGH (po drugiej stronie ulicy) – zwie się Lotos. Ciężka do przeoczenia czerwona stylizowana brama. Ceny ciut wyższe niż w klasycznym wietnamcu, ale jedzonko znacznie lepsze i obsługa super. Karta dań też bogatsza i wykracza poza klasycznego kurczaka w pięciu smakach.

        Jeżeli ktoś ma bardzo szczupły portfel, ale nie chce się nadziać na dziadostwo to chyba najlepiej skoczyć na Miasteczko Studenckie AGH – obłożenie budek i knajpek jest tam niesamowite, a można nieźle zjeść.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Geralt_Bialy_Wilk

          Jeśli ktoś ma mało zasobny portfel, nie przeszkadza mu cerata na stole i kuchnia absolutnie typowo polska, może zaglądać do Stasi – Mikołajska 16, ta sama brama co Cyklop. Wszystko wygląda jak bar mleczny, ale jednak barem mlecznym nie jest. Turyści, śmietanka aktorska, radni i różne szychy stołują się tam od – właściwie można tak napisać – dekad.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @Geralt_Bialy_Wilk

              Ale Stasia to akurat nie Kazik.
              Niedrogo na Kaziku możesz zjeść np. w Szynku przy ulicy Podbrzezie. Przy czym – kiedyś było tam bardzo smacznie, ale jakieś pół roku temu zmienił się właściciel (i kucharz), jak jest teraz – nie wiem. Bardzo dobre rzeczy słyszałem też o włoskiej restauracji przy ul. Kupa.

              Jeśli komuś chciałoby się przejść Mostową to pod kładką znajdzie kilka barek na Wiśle, z których jedna (ta przedostatnia na prawo) ma przyjemną kuchnię. A za kładką będzie nie taka znów tania Zakładka z kuchnią francuską oraz przyjemna cenowo, klimatycznie i smakowo Makaroniarnia wiadomo z czym.
              Jest tam też Punkt Docelowy, w którym czasem można mnie spotkać w weekendowe noce. Ale do zjedzenia mają chyba tylko pizzę zamawianą naprzeciwko. Tanią, sporą i uchodzącą w smaku.

              Aha – Kazik. Słynne zapiekanki Endziora nie są już tak bardzo Endziora jak kiedyś. Ale wciąż są jadalne.
              Natomiast rozpoczęto już sezon kiełbaskowy. Przy czym nie wypowiem się na temat kiełbasek blisko Endziora, bo tam nie jadłem. A to dlatego, że zawsze na kiełbaski chodzę na stanowisko bliżej ulicy Nowej (wychodzącej na niezawodną kulinarnie ulicę Józefa). Tam kiełbaski są pyszne a do tego można zamówić ogóraska albo paprykę nadziewaną kiszoną kapustą.

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @lemon

                To właściwie jest całkiem niezły pomysł. W kolejnym opowiadaniu o sierżancie Koryckim i kacie Strzelbickim bohaterowie będą tropić seryjnego truciciela wędrując od jednej krakowskiej knajpy do drugiej. Ale knajpy będą takie jak dziś:).
                A ponieważ pomysł wyszedł, poniekąd, od Ciebie, to na Twoja część truciciel będzie m.in. posługiwał się zatrutymi lemonkami.

    2. pan-hydraulik

      @urt_sth

      (Za) Rzadko bywam w Krakowie, ale jak już bywam to czasem coś odkrywam bo zmienia się tu wszystko szybko. W tamtym roku dla mnie odkryciem był Magnes przy Pl. Mariackim od strony Floriańskiej – codziennie inne menu, autorskie pyszne dania. Mam nadzieję że nadal trzyma poziom.

  1. furry

    Pożalę się wam. Na GOGu ruszyła letnia promocja, tak ogólnie meh, ale wczoraj wpadło mi w oczy The Banner Saga za 5€ i stwierdziłem, że kupię. Ale byłem jakiś śnięty, dzisiaj patrzę, w zakładce mam stronę ”Potwierdź swoją płatność dla GOG.com”. :-( Gra ma już standardową cenę.

    EDIT: W zasadzie mam jeszcze pytanie, czy grał ktoś w NEO Scavenger? Coś pisał Errabundi, ale to było wieki temu, ostatnio była notka w Polityce, Olaf Szewczyk dał 4/6, a gra ma takie piękne piksele…

    1. lemon

      @furry

      Kupiłem zaległe Sanitarium oraz przy okazji Indiana Jones i Emperor’s Tomb. A dzień wcześniej Lichdom Battlemage (Trawa kiedyś chwalił) i Gone Home – tak że nie jest tak źle, jeśli o mnie chodzi. Na pewno lepiej niż dwie ostatnie wyprzedaże parówkowe. Dziwi mnie (i tysiące innych osób), że GOG do tej pory nie ogarnął tak podstawowej funkcjonalności, jak informowanie ludzi, że gra z ich wishlisty jest właśnie w obniżonej cenie.

  2. Tasioros

    A ja miałem tydzień z Mad Maxem. Od poniedziałku, każdego dnia, oglądałem kolejną część. W tym po raz pierwszy „jedynkę”, która to przywodzi na myśl obraz pre-alpha filmu. O najnowszej odsłonie napisano już tak wiele, że nie będę tu miejsca marnował. Bardzo dobry film akcji, ze świetnymi motywami i momentami, ale te wszystkie zachwyto-orgazmy są moim zdaniem lekko przesadzone.
    Warty odnotowania jest natomiast fakt, że podczas projekcji filmu, na dużej sali, oprócz mnie były jedynie dwie osoby! Razem trzy! Trzy było tą liczbą! Coś pięknego. Cisza, że oko wykol ;)
    Drugi ważny fakt to to, że pierwszy raz w karierze musiałem w środku seansu sprawdzić czy rowery stoją. Tak mnie cisnęło. Przez kawę chyba. Ale to i tak było już po najlepszej części filmu. Ogólnie polecam wszystko co powyżej.
    Siedzę w pracy. Tego nie polecam.

  3. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

    Bosmanie,
    nie jestem jakimś fanem, znawcą czy nawet entuzjastą komiksów, ale Twój wpis odpalił mi w głowie pewną rzecz:

    http://kzet.pl/wp-content/uploads/Valerian_ok%C5%82adka_1.jpg

    Dostałem to od Babci jako pięcio- może sześciolatek? Wizja zdemolowanego Nowego Jorku… Ciary. Aż bym sobie jeszcze raz sprawdził o co tam naprawdę chodziło bo w sumie jedyne co pamiętam to wielką falę niszcząca Statuę Wolności.

Powrót do artykułu