Spode łba – wielki offtop

bosman_plama dnia 9 września, 2014 o 9:11    87 

polcon1

Jeśli nie możesz pisać na temat, pisz o tym, co widzisz na polu ryżowym” – napisał 1234 lata temu wielki filozof Griz Lee. Ponieważ przez ostatni tydzień nie grałem absolutnie w nic, muszę go posłuchać i popełnić wielki offtop. Z czego zresztą wynika, że Wy, jeśli zechcecie dochować wielkiej offtopowej tradycji, będziecie musieli w komentarzach pisać wyłącznie na temat.

Nie grałem w absolutnie nic, ponieważ szykowałem się do konwentu, a potem konwentowałem.Odbywał się bowiem Polcon 2014, bardzo ważny bo pełen (z mojego punktu widzenia) mnie. Zazwyczaj kryję się po kownentowych knajpkach i unikam pchania na widok przy panelowym bądź prelekcyjnym stoliku, tym razem jednak nie było wyjścia – jednym z organizatorów był znajomy, wpisał mnie więc w różne punkty programu, nie przejmując się zresztą informowaniem mnie o tym. Straszną prawdę poznałem dopiero, gdy ujrzałem w sieci ostateczny (okazało się zresztą, że wcale nie ostateczny) program konwentu z jakimiś punktami, w których uczestniczę.

milla1

W każdym wpisie umieszczam jakieś powabne nazwisko, żeby mieć pretekst do wklejenia sympatycznego zdjęcia. Dzisiaj padło na Millę.

W autobusie pozwoliłem sobie westchnąć: „przynajmniej nie ma dyżurów autorskich”. a wtedy jakiś głos z siedzenia z tyłu zawołał: „a właśnie, że są, tylko zapisali je na osobnym arkuszu!”.

Dyżury autorskie to zło, chyba, że nazywasz się Henryk Sienkiewicz (wtedy żurnaliści z gw przyjdą na ciebie nakrzyczeć, że jesteś grafomanem, a w dodatku promowałeś niewłaściwe wartości), Andrzej Sapkowski (wtedy przyjdą fani) albo Milla Jovovich (wtedy przyjdą psychofani i zombie). W większości pozostałych przypadków ludzie raczej nie przychodzą, w związku  z czym człowiek spędza smutną godzinę gapiąc się w sufit pustego pokoju i żałując tych wszystkich fajnych prelekcji, które odbywają się właśnie w tym samym czasie. I nie chodzi o to, że czytelnicy nie odwiedzają tych mniej znanych autorów – bo odwiedzają. Ale też zamiast polować na dyżur wolą dopaść ofiarę, gdy niczego się nie spodziewając wędruje korytarzem, albo po panelu, bądź prelekcji, w których uczestniczył. Zapewne obawiają się, że autor dopadnięty podczas dyżuru będzie chciał z nimi rozmawiać, a to zawsze kłopotliwe.

doctorwho502

Inwazja Doctorów na polskie ziemie trwa. Zdaje się, że najwięcej fanow lubiło się przebierać za tego z szalikiem, nikt nie przebrał się za jednego z moich ulubionych czyli furiata w skórzanej kurtce. A i tak najwięcej fanów lubiło przebierać się za niebieską budkę, albo przynajmniej nosić koszulki z nią itp.

Ja dodatkowo obawiałem się fanów „Metra”, ponieważ reakcję na „Dzielnicę obiecaną” są mniej więcej takiej, jak reakcję na zapowiedź tej powieści. Fani fantastyki, którzy serii „Metro” nie darzyli wielka estymą, twierdzą, że moja powieść jest fajna, a fani „Metra” już niekoniecznie tak twierdzą. Na szczęście po panelach i prelekcjach dopadali mnie ci fani „Metra”, którzy byli mili, sympatyczni i książki jeszcze nie czytali.

1425628-tardis1

Najczęściej chyba występujący podczas Polconu element dekoracyjny wyglądał tak.

Na konwenty przybywają też gracze. Część z nich to klan turlaczy kostek, część tuła sie po okolicach larpując (ja przez chwilę grałem w „znajdź o północy w nieznanym mieście sklep całodobowy”), część jednak to nasi bracia i siostry spod znaku myszy i pada. Mam wrażenie, że ci spędzali więcej czasu w okolicach obfitujących w źródła płynów. W każdym razie mijając różne pojowiska słyszałem: „a w Fallout to najlepiej zabić tak…” albo: „Chciałabym zagrać w to Baldur’s Gate i nie wiem, czy wybrać edycję unowocześnioną, czy…”, albo po prostu: „No ja tego… uja z shotguna, rozumiesz za…bałem, ale  ten …uj miał chyba…”.

Inaczej niż na Pyrkonie nie stwierdziłem zmasowanej obecności assasynów. W Bielsku najwięcej ludzi przebierało się chyba za niebieskie budki, albo jej mieszkańców. Widziałem nawet jakieś nieszczęsne dziecko przebrane za Daleka. Poza tym można było, oczywiście, liczyć na Jedi oraz Sith, jakiegoś stalkera na rowerze i paru wielbicieli mangi zaopatrujących się szpiczaste uszy. Nie zawiedli oczywiście wielbiciele Star Trek. Ciekawe, czy można mówić o jakichś regionalnych strefach oddziaływania? A może po prostu Doctor Who okazał się skuteczniejszy od assasynów w podstępnym wybijaniu?

milla3

Wydawałoby się, że powinienem tu wkleić np. zdjęcia okładek książek, które były nominowane do nagrody. Ale, widzicie, galę wręczania nagród uświetniła wokalistka śpiewająca utwory związane z filmami fantastycznymi. Wykonała też pieśń z „Piątego elementu”. A kto grał w „Piątym elemencie”?

Nagrodę im. Zajdla dostali dobrzy ludzie, którzy napisali dobre powieści i opowiadania. Szczerze im pogratulowałem podczas gali (miałem łatwo – siedziałem w pierwszym rzędzie, acz po raz pierwszy satysfakcja płynąca z tego faktu została nieco zaburzona – na hali było sporo wolnych miejsc i nikt nie bił się o to, by wejść wcześniej, by zdążyć usiąść, patrząc przy tym z zazdrością na krzesła z napisem: „rezerwacja”) i gratulacje te powtarzam tutaj. Zasłużyli.

PS. poślizg w opublikowaniu tego offtopu wynika z faktu, że najważniejsze części konwentowego programu zaczynały się po godzinie 22, a kończyły na przykład w okolicach piątej rano. Sami rozumiecie, że kiedyś trzeba to odespać.

Dodaj komentarz



87 myśli nt. „Spode łba – wielki offtop

  1. mokraTrawa

    „Fani fantastyki, którzy serii „metro” nie darzyli wielka estymą, twierdzą, że moja powieść jest fajna, a fani „Metra” już niekoniecznie tak twierdzą.”

    Czytałem z metra chyba wszystkie książki i twierdzę odwrotnie, z tych co pożyczyli świat od Głuchowskiego według mnie Dzielnica to ścisła czołówka, ale ja jestem tylko prostym konsumentem

      1. borianello

        @bosman_plama

        Bosmanie, „Dzielnicę Obiecaną” przeczytałem i bawiłem się dobrze, teraz książkę zaczęła moja żona, ciekawe, co ona powie, bo moje zdanie może być skażone sympatią do ludzi z gikza ;) Z świata Metra czytałem tylko 2033 i 2034 i muszę powiedzieć, że Twoja książka jest na pewno lepsza od 2034, za to przy 2033 bawilem się lepiej, niz przy Dzielnicy.
        Jedna uwaga, choć to żaden zarzut, raczej zaleta: czytając „Dzielnicę” miałem bardziej wrażenie, że czytam książkę z świata Fallouta (może przez władcę zwierząt), a nie z Metra. Pewnie przez czynniki obiektywne, czyli brak metra w Krakowie i okolicach, hehe.

    1. Siemion

      @mokraTrawa

      Z mojego punktu widzenia „Dzielnica obiecana” jest na trzecim miejscu za „Piterem” i „Do światła” (co znaczy, że jest bardzo dobra). Porządnie napisana, fajnie się czytało, chociaż na słowo „jednomyślne” reaguję teraz alergią. W sumie średnio na miejscu wydawały się tylko dwa niewielkie wątki, których nie mogę jednak tu wpisać z przyczyn dość oczywistych.

      1. Zebulah

        @Siemion

        Spóźnione wszystkiego najlepszego z okazji wczorajszych urodzin. Dzisiaj ja mam i koleżanki z pracy ładnie się spisały kupując mi zgodnie z sugestią „Dzielnicę”. Po „Pokoju Światów” oraz „Metrze 2033″ jestem bardziej napalony niż na „Grę o Tron”. Zamierzam wykorzystać do cna firmową tradycję „urodzinowej taryfy ulgowej” i czytać ile się da.

  2. Ziuta

    „Dyżury autorskie to zło, chyba, że nazywasz się Henryk Sienkiewicz (wtedy żurnaliści z gw przyjdą na ciebie nakrzyczeć, że jesteś grafomanem, a w dodatku promowałeś niewłaściwe wartości)”

    Ja przy tym artykule wymiękłem . Istnieje chyba specjalna kategoria żurnalizmu autoparodystycznego, albo sytuacja na rynku jest już tak zła, że gazety podkręcają przekaz do maksimum. Inaczej tego nie potrafię wytłumaczyć.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Ziuta

      Ale to nie jest pierwszy taki tekst w GW. Tam Sienkiewicz jest wrogiem, bo znajduje się w kanonie lektur a opisuje Polskę, o jakiej zdaniem GW powinniśmy jak najszybciej zapomnieć – wciąż wielką terytorialnie, w której patriotyzm i honor miałyby być największymi cnotami ( wiadomo – honor to cnota niewłaściwej klasy, zaś patriotyzm to prawie faszyzm – to też teza z GW). Pamiętanie o tym, ze Rzeczypospolita należała kiedyś do najpotężniejszych w Europie państw to prawie rewanżyzm. A do tego bohaterowie Sienkiewicza to najczęściej szlachta, czyli klasa, która wedle lewicy składała się z samego zła i wywoływała powstania, a powstania wolno tylko ganić.

      Inna sprawa, że ten akurat artykuł wspina się na wyżyny niezamierzonego komizmu (np. uwaga o Ukrainie). Ale już powtarzanie: „cztery nogi dobr…” a nie, przepraszam, „Sienkiewicz to grafoman” to stara śpiewka. Gdyby ktoś miał przedstawić a to dowód, pewnie stanęłoby na „Sienkiewicz to grafoman, bo nie dostał Nike”.

      A najzabawniejsze to, że takie akcje to strzelanie z atomówek do bakterii, bo młodzież Sienkiewicza prawie nie czyta. Nie dlatego, że uważa, iż to pisarz niewłaściwych wartości, ale dlatego, że język tych powieści jest dla niej zbyt trudny.

          1. furry

            @bosman_plama

            Dla tych, którzy nie cenią dobrego dziennikarstwa i nie umieją omijać gazetowego paywalla:

            Ta piekielna mieszanka, która miała Polakom przywrócić poczucie wartości w dobie zaborów, dzisiaj okazuje się jadem, zatruwającym życie publiczne i zbiorową wyobraźnię. Mentalny wąs naszych polityków, sarmackie postaw się, a zastaw się, skrajny indywidualizm, licytacja, kto jest Polakiem bardziej – to wszystko fatalne dziedzictwo popularnych powieści Sienkiewicza. Symptomy tej choroby możemy spotkać na każdym kroku: od pseudodworkowej architektury przez szaleńczą jazdę na polskich drogach po wojujący katolicyzm rodem z szańców Jasnej Góry. Dorzućmy do tego jeszcze podszyte uprzedzeniami opisy Kozaków, których nasz klasyk określa trzema słowami: tłuszcza, motłoch i czerń (ciekawie to brzmi w kontekście dzisiejszej miłości Polaków do Ukraińców) oraz pochwałę sadystycznego okrucieństwa, a zrozumiemy, dlaczego nie warto dzisiaj czytać Sienkiewicza. Doprawdy, nie wiem, co ma wspólnego z „mityczną historią o poszukiwaniu prawdy, o potrzebie duchowej przemiany, o poświęceniu i honorze” opowieść o pewnym rycerzu, który swego wroga nadział na pal, wyłupił oko, a następnie podpalił. Czy o innym herosie, którego życiową misją stało się ścięcie trzech tatarskich głów jednym pociągnięciem miecza.

            Kurczę, to ja proponuję wywalić Conrada-Korzeniowskiego, gdyż „Jądro ciemności” jest jawnie rasistowskie i szowinistyczne.

            1. Mnisio

              @furry

              No dla gw najlepiej by było większość lektur polskich wyżucić, a zastąpić je jakimiś zagranicznymi, angielskmi lub niemieckimi. No w ostateczności jakieś eseje pani Kazimiery Sz. lub inne feministyczne/socjalistyczne bzdety.
              Sienkiewicz obrywa najbardziej, bo jest pierwszy na liście.

              1. MusialemToPowiedziec

                @Zwirbaum

                Uwielbiam tą ironię, kiedy ktoś kogoś poprawia i sam robi ‚błenda’ :P .

                Główny powód dla którego sam na ogół nie poprawiam takich ortów czy interów – no chyba że ktoś „wieży, że jest na wierzy” czy „quite, that’s quiet a something” – bo wtedy jak czytam to mnie mózg boli, bo coś zdania nie rozumiem.

              2. Mnisio

                @Zwirbaum

                A no czasem wracam.
                Sam się nie spodziewałem, ale sporą część czyta się z przyjemnością (Jako dziecko tak nie uważałem – zwłaszcza jak mnie zmuszali do czytania konkretnej książki).
                Dobór samych lektur też nie jest najszczęśliwszy, zwłaszcza dla tych co muszą je czytać, ale mógłby być także dużo gorszy.
                Dyskutować na te tematy można, ale jak ktoś ideologicznie wdeptuje konkretne książki w glebę, to mnie żyłka skacze.

          2. Zwirbaum

            @bosman_plama

            Sam artykuł nie jest oceniany z tego co widzę po komentarzach zbyt wysoko. Trzeba dodać też że akurat GW publikuje różne felietony, ludzi, którzy sami wchodzą ze sobą w polemikę itd. Artykuł pobieżnie widziałem i się nie zgadzam z nim.

            Sienkiewicza czytałem, i całkiem mi się podobały, chociaż niektóre elementy trochę drażniły (Kmicić mańka-wstańka, czy Skrzetuski z zadatkami na pierwszego polskiego emo). No i z historycznością niektórych elementów można się trochę spierać. Ogólnie, nie rozumiem i jednej i drugiej strony (Sienkiewicz największy! czy Sienkiewicz faszysta!).

            Rzeczpospolita w momencie w trylogii Sienkiewicza, to już praktycznie smutny proces upadku (1648-1672). Szlachta jakby nie patrzeć manipulowana przez magnatów, doprowadziła w praktyce do upadku tego kraju. O wyzysku chłopów nie wspominam. Czytałem że pewien Francuski podróżnik, który bodajże w 17 albo 18 wieku trafił do Polski, i trafił na wieś. Z opisu praktycznie wynikało że nasi chłopi to był już praktycznie inny gatunek ludzki :P
            Co do powstań – kiedy powstanie ma sens i ma możliwości (patrz Listopadowe) to ok. A jaki sens miało Powstanie Styczniowe? Tak samo z perspektywy wyniku, możliwości i okoliczności – Warszawskie. Osobiście uznaję, żeby honorować powstańców, pamiętać o nich, ale też pamiętać żeby nigdy więcej taka tragedia się nie powtórzyła.

            To jest oczywiście telegraficzny skrót. Bo można by wszystko trochę bardziej rozwinąć.

              1. Zwirbaum

                @bosman_plama

                Zawsze będą różne zdania. I chyba czytałem tezy Lewandowskiego chociaż z nimi nie zgadzałem (z tego co pamiętam, albo w części przynajmniej). Też jestem zdania że o historii, z historią trzeba rozmawiać, właśnie z tego powodu co napisałem wcześniej, wyciągając wnioski z historii, żeby pewne tragedie nie powtórzyły się więcej. Co więcej u mnie w rodzinie jest często sporo dyskusji i rozmów na temat historii.

                A co do tekstu to mówię, patrzyłem bardzo pobieżnie i tylko patrzyłem po argumentach (nie zgadzam się z nimi) i nie patrzyłem na niego dłużej niż powiedzmy 2-3 minutki – więc całkiem możliwe że to jest paszkwil, albo też po prostu wydurmany (połączenie durnego i wydumanego) artykuł. Albo beznadziejny tekst.

                No i widzisz, właśnie widać to że GW jakby nie patrzeć publikuje kontry, różne punkty widzenia itd. Nie tylko to co część uznaje że to jedynie lewactwo tfu tfu na psa urok. :)

                EDYTKA: Czasami interpunkcja, gramtyka czy styl mi szwankuje. Za problem serdecznie przepraszam.

  3. furry

    Jako że czytam właśnie pierwsze Metro Głuchowskiego, aż mnie korci, żeby zadać to pytanie:

    Czy wpływ na wybór ciebie na autora pierwszej polskiej powieści miało opowiadanie „Grewolucja”? I czy nawiązywało do rozmowy Artema/Artioma z dwoma podstarzałymi filozofami na stacji Polianka?

    Potraktuj to pytanie jako zadane podczas dyżuru autorskiego :-)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @furry

      Nie sądzę, by ludzie odpowiedzialni za decyzję o powierzeniu mi „Metra”czytali „Grewolucję”. Ich fantastyka, o ile wiem, interesuje o tyle o ile.

      A „Grewolucja” to właściwie literacka wariacja na temat „Piosenki na dłużej” z Gikza. Nie nawiązywało do żadnej sceny z „Metra…”, inspiracje były czysto growo-cyberpunkowe.

      1. urt_sth

        @bosman_plama

        W nawiązaniu do „Grewolucji” , rzuciłem się ostatnio na tygodnik, że Paweł Majka ten od gikza do mainstream’u przeszedł (Grewolucja na okładce czy jakoś podobnie) no i zawód, bo artykuł o tym jak płacić ludziom mniej motywując ich bardziej do czarnej roboty organizując wirtualne igrzyska w ramach prawdziwej pracy, a autor(ka) oczywiście inny(a).

  4. Marcin O

    offtop to offtop
    „koledzy” z Poly wypuścili ciekawy wywiad z Januszem Mrzigodem
    a w weekend byłem w końcu na strażnikach galaktyki – świetny film z genialnie poprowadzoną ścieżką muzyczną chociaż miałem ” pecha ” bo trafiłem przypadkiem na wersję dubbingowaną. Napisałem pecha w cudzysłowie bo chociaż nie cierpię dubbingu ( uważam że to kastracja filmu aktorskiego ) to ten był całkiem niezły.

  5. whushhh

    Patrze na grafike Polcon-u i przypomnial mi sie stary film z lat 70tych bodajze, ktory kiedys widzialem w TV ale za groma nie moge znalesc tytulu. Nawet wujek google nie dal rady.

    Film byl o rysowniku komiksow o tematyce BHP bodajze dla gazety w Nowym Jorku, koles w dzien rysowal komiksy a w nocy byl takim batmanem tylko bez fikusnego kombinezonu.

    Kojarzy kto moze?

  6. King Julian

    offtop drugi: mam sobie w lapku dysk SSD, 256 GB. Za każdym razem po włączeniu HDTune krzyczy, że dysk ma krytyczną temperaturę 128 st.C. To oczywista byzydura, bo mogę dotknąć laptopa i nie mam poparzeń, no i nie stopiły się elementy plastikowe. Fabryczny program testowy w ogóle nie pokazuje temperatury tego dysku, pisząc, że N/A. Pomysł ADATA (producent): podpiąć do innego kompa i sprawdzić. Nie mam na to czasu, jest jakiś inny program? Helpunku, gikzowicze drodzy.

        1. MHT82

          @Marcin O

          pracuję w firmie która musi kupować taniej, a więc dużo ADATy się przewija. po wymianie jakichś 27miu pendrive’ów które padają po paru godzinach używania, rozłączających się dyskach przenośnych sypiących błędami itp. etc. można wyrobić sobie dobrą (czyli złą) opinię o tych dyskach. Serio, unikajcie, zapłaćcie trochę więcej za WD czy coś innego.

  7. Revant

    Ja tylko pogratuluję Tobie bosmanie, bo ostatnio w empiku widziałem Twoją dzielnicę na pierwszym miejscu jakieś nieopisanej listy przebojów znajdującej się tuż obok działu z fantastyką ;) anyway, muszę w końcu wyszarpać jakąś kasiorkę zarówno na Pokój Światów jak i Dzielnicę :(

      1. slowman

        @Marcin O

        Heh, przeskoczyło mi na Hooked on a Feeling i mi się przypomniało jak w czasach przed internetem w moim mieście (powiedzmy, że to tamten wiek) na komputerze, który woził brat mojego znajomego (życie bez porządnych laptopów, ach) i była animacja jakiegoś tańczącego bobasa z tym uga uga ugachaga itd. Właściwie to jest to to samo źródło, dzięki któremu poznałem pornografię.

        E: bobas z poprzednim zdaniem miał tyle wspólnego, że znajdował się na tym samym dysku twardym.

  8. slowman

    NA TEMAT!!! Zainstalowałem Ubuntu 14.04 jednocześnie formatując dysk na starym komputerze z Sempronem 2300, pamięcią 768 MB RAM, kartą graficzną 512 lub 256 MB, płytą główną ASROCK K7vt4a+ i wciąż (bo wcześniej na Windowsie XP było podobnie) mam problem z powolnym działaniem komputera (w sensie zanim otworzy się nowy folder mogę się napatrzeć na każdą klatkę, wyrobić sobie o niej zdanie i napisać recenzję na jej temat). Ma ktoś jakieś sugestie co do potencjalnego sposobu zaradzenia tej sytuacji.

    Z góry dziękuję za ewentualne próby pomocy i wsparcie moralne.

    1. urt_sth

      @slowman

      Mógłbym zasugerować sposób znany z diagnostyki uturbionych silników, gdy któryś z elementów sterowania nie zawsze działa prawidłowo, a nie wiadomo który. Wymieniać po jednej części i obserwować jakie rezultaty dala zmiana, po czym powrócić do pierwotnej i wymienić kolejną.
      Tylko trzeba mieć „magazyn” zamienników. Przydaje się drugi podobny samochód na warsztacie ;)

            1. furry

              @slowman

              Wiatrak powinien wyciągać ciepłe powietrze znad procka (czyli w twoją stronę).

              Spróbuj uruchomić z jedną kością pamięci, ewentualnie w menu startowym ubuntu masz memtest, możesz zapuścić 2-3 razy, ale to pewnie nie to. Aha, w dzisiejszych czasach mniej niż 2GB to trochę jazda po bandzie, nawet allegro i gmail potrzebują więcej ;-) Może po prostu zainwestuj te 15zł?

              Rozumiem że sterowniki od grafiki zainstalowałeś?

              Kiedyś miałem takie jazdy na dysku twardym, który miał dużo badsektorów, mógł się też pewnie posypać kontroler IDE na płycie, tak żeby podgrzać atmosferę.

              1. slowman

                @furry

                Tak myślałem z tym wiatrakiem.

                Zapomniałem o sterownikach (albo mi się po prostu nie chciało aż tak grzebać przy prędkośi malucha pod górkę) :oops: . Raz robiłem memtest, zrobię jeszcze, chociaż najpierw sterowniki zainstaluję.

                A gdyby tak nie chciało się włączyć teraz? Wcześniej monitor zdążył zasnąć zanim się odpalił ekran startowy ubuntu, ale teraz chyba zapadł w śpiączkę.

                E: Tzn. sprawdzałem jednak dysk, bo miałem jakiś problemu przy odpalaniu memtestu.

                E2: Aaa, /boot ni mo. *skreśla*

    2. nufiko

      @slowman

      Ja jakieś 5 lat temu, gdy mój główny komp poszedł na serwis, dostałem wygrzebany z zapomnianych czeluści akademika komputer z pentiumem 3 550 MHz na pokładzie (oryginalnie było 500MHz, ale kumpel sobie przypomniał, że jako pamiątka leży mu na półce trochę szybszy). Miał problem płynnie wyświetlać obraz w rozdzielczości 1024×768. Nie mówiąc, że przeglądanie internetu wymagało mnóstwa cierpliwości. Nawet kumpel wpadł na pomysł, że stworzył mi u siebie konto i tamten komp służył jako klient, czy jak to tam się zwie profesjonalnie, który miał wyświetlić jedynie obraz podawany z „serwera” i to nie dawało rady. Odkryłem wtedy LXDE – bardzo lekki interfejs graficzny na ububntu, po połączeniu tego z firefoxem uzbrojonym we flashblocka i adblocka internet przeglądało się już całkiem komfortowo. A poza tym dzięki wine pograłem w baldura pierwszego :)

      Tu masz link z opisem jak zmienić środowisko graficzne: http://askubuntu.com/questions/413569/whats-the-lightest-ubuntu-desktop-environment

      e: Albo spróbuj jakiejś lżejszej wersji ubuntu np Lubuntu albo Xubuntu.

      1. slowman

        @nufiko

        Te alternatywy brzmią ciekawie, chociaż zawsze mi się wydawało, że wymagania OS-a pokazują tyle ile przy rozsądnym użytkowaniu powinno wystarczyć i to potwierdza to, że mam trochę rzeczy teraz naotwieranych i wg menadżera zadań korzystam z 1,85 GB RAM. Jak to właściwie jest?

        1. furry

          @slowman

          Zainstaluj od zera Lubuntu, to wersja ze środowiskiem LXDE właśnie. Jest też jakaś alternatywna przeglądarka, bo nowy Firefox żre RAM jak koń owies.

          EDIT: Przeglądarka to Midori na Webkicie, możesz też doinstalować Chromium, klon Chrome, jeśli wolisz. Ale zainwestuj w RAM.

          EDIT: te 1,85 GB to swap, dlatego ci pewnie muli. Ciekawe ile z tego zajmuje firefox? Wpisz w konsoli ‚top’ a potem wciśnij ‚M’ (Shift+m), to posortuje ci procesy wg zużycia pamięci.

          1. slowman

            @furry

            Namieszałem. Mam stary, 10-letni komputer stacjonarny i na nim walczę o jako-taką jakość użytkowania. Piszę z Windowsa 7 x64 z 3 GB RAM-u, z których wykorzystywane jest teraz 1,85 GB, a jakaś strona o Windowsie mówi, że Siódemka x64 wymaga 2 GB.

            Zaraz będę próbował instalować sterownik karty graficznej (którą okazał się w międzyczasie Radeon 9200 z 128 MB, bo tamtą lepszą sprzedałem).

  9. mr_geo

    Właśnie próbowałem, korzystając z zasobów dostępnych na pokładzie (zaprawdę zaprawdę powiadam wam: nie masz większego gniazda piractwa filmowo-muzyczno-serialowo-ebookowo-programowego niźli survey vessels które robią długie projekty gdzieś na zadupiu i wygwizdowie tej planety) podejść do doktora Who.
    I odbiłem się jak od niego jak kauczukowa piłka od żelbetowej ściany. CHRYSTE O KULACH JAKA TO JEST KOSZMARNA, ABSOLUTNA CHAŁA!
    Starsze serie tak walą myszą że aż dziwne że spontanicznie nie generują kotów a nowsze są tak miałkie jak mąka tortowa premium i tak naładowane kiczowatymi kliszami jak muzeum fotografii w czasie wystawy „Motyw jelenia na rykowisku nad jeziorem, o zachodzie słońca – od dagerotypu do obrazu cyfrowego”.
    I mówie to z będąc osobnikiem zahartowanym poprzez niezliczone filmy SF&F klasy „minus Z” wyprodukowane przez takie tuzy kinemtografii fantastycznej jak Filipiny, Korea, Chiny czy ostatnio Etiopia i Ghana (ożywiony przez córkę wioskowego szaman za pomocą magicznego snopka (chyba) sorgo plemienny wojownik który pod postacią pół człowieka – pół krokodyla (??) staje do walki z potworami lęgnącymi się w… krowach i nękającymi jego rodzinną wioskę, m.in. porywając rzeczoną córkę szamana… niektóre części mojego mózgu wciąż pragną umrzeć po tym seansie). I jako ktoś kto lubi stylistykę i narrację spod znaku Flasha Gordona czy Zakazanej Planety.
    Daleki (Dalecy?), przybywajcie i uwolnijcie Ziemię od tego koszmaru! Jeśli przy okazji anihilujecie ludzkość to nie szkodzi – potrzymam wam nawet anihilator jeżeli to przyspieszy koniec tego womitalnego kultu!

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tap

      Znaleźliśmy nocny! trzeba było iść od rynku w górę, trochę w lewo do białych podświetlonych belek, potem drogą za pizzerią z filmowymi akcentami, potem trochę dalej i po prawej był mały sklepik.

      Potem zaprzyjaźnialiśmy się ze strażą miejską ale to inna historia i opowiadałem ją w innym wątku.

Powrót do artykułu