Spode łba – szargają nasze świętości!

bosman_plama dnia 21 lipca, 2015 o 9:09    136 

tyt

Kto? Oczywiście – oni wszyscy. Znaczy się – twórcy: wydawcy, producenci, projektanci a przede wszystkim właściciele praw oraz typy w białych kołnierzykach z kalkulatorami zamiast serc. A czyje? Nas wszystkich, bo popkultura (w tym gry) należy do mas! Czyli nas.

Jeśli oglądacie serial „Sherlock”, to wiecie, że w trzecim sezonie jego twórcy postanowili odnieść się do wielkiego szerlokowego fandomu i odpowiedzieć na fandomową twórczość oraz rozkminy. Powstały w ten sposób najsłabsze odcinki – jak dotąd – w serialu. O ile pierwszy był zabawny, to drugi okazał się już dość męczącym ciągiem gagów, które zapewne uszczęśliwiły setki tysięcy zaangażowanych w tworzenie fanfików internautów, ale mnie znużyły i trochę zniesmaczyły (nie chodzi o to, że np. Sherlock się uchlał, co ma sens tylko w kontekście ukłonów w stronę fandomu, a nie ma zupełnie sensu w kontekście budowania opowieści, ale o to, że owo uchlanie było celebrowane bardziej niż rozwiązywanie zagadki).

sherlockZrób to na nowo, a może chwyci, a potem zagraj z fanami w zrobienie tego na nowo na staro

Niemniej stał się „Sherlock” przykładem popkulturowego sukcesu, którego twórcy nie tylko byli świadomi istnienia fandomu, ale także jego wagi, której zresztą dodali wchodząc z fandomem w grę. To i tak lepiej niż twórcy „Supernatural”, którzy posłusznie zabijają w serialu postacie kobiece, by nie podpaść za bardzo sabatom fandomitek zakochanych w głównych bohaterach i ich traumach. Tak czy owak w obu tych filmach świat wykreowany i rzeczywisty nieco się przenikają, a wszystko to dlatego, że ich twórcy liczą się ze swoimi wielbicielami.

Co zabawne w obu przypadkach trochę na ów szacunek do fanów ponarzekałem, podczas gdy zazwyczaj wkurza nas zachowanie dokładnie przeciwne, czyli kompletne nie liczenie się z fanami i wmawianie im, że szarga się ich świętości dla ich dobra. I takich przykładów mamy całkiem sporo, jeśli nie więcej.

lauren cohanSupernatural, czyli: stwórz postać, którą pokochają fani i prędko ją zabij, bo fanki znienawidziły ją za to, że mogłaby by być dla nich konkurencją w zmaganiach o serca bohaterów.

Nie zamierzam tu oceniać efektów zagrania fanom na nosach. Być może efekty decyzji właścicieli praw do danych tytułów okazały się opłakane w skutkach, być może wręcz przeciwnie. Udam, że kompletnie mnie to nie obchodzi. Co trochę smutne coraz częściej rzeczywiście przestaje mnie to obchodzić. Jakbym stygł emocjonalnie w miarę upływu lat.

Kidy nie wiecie o co chodzi w moim tekście, to na pewno chodzi o Fallout. Zobaczyliśmy trailer F4, zobaczyliśmy jakieś elementy rozgrywki, dowiedzieliśmy się, że będzie jeszcze lepiej a część z nas przypomniała sobie huragan jaki przetoczył się przez sieć przy okazji zapowiedzi i premiery F3. Doszło wtedy do zwyzywania jednych przez drugich od ostatnich betonów bądź tępej gimbazy, a twórcy gry, niestety, nie zapanowali nad PR i też zwyzywali część swoich klientów od niereformowalnych betonowych hejterów (nie dosłownie, słowo: „hejter” jeszcze nie zrobiło wówczas takiej kariery jak dziś). Patrząc na chłodno, z boku, z duża dozą wyrozumiałości, można nawet stwierdzić, że owo nieogarnięcie PRowe Bethesdy (o ile było to nieogarnięcie, a nie zaplanowana strategia mająca na celu wzbudzenie zachwytu jednej z internetowych stron barykady), jest jakoś wytłumaczalne. Bo oto firma wyszła na przeciw fanom, podjęła trud ożywienia gry – legendy, a fani ją za to znienawidzili.

Battlestar-GalacticaPrzykład udanego ożywienia trupa. Być może udało się, bo wprowadzano więcej lasek, w tym jedną w czerwonej sukience?

No dobra, znienawidziliśmy Beth nie za próbę ożywienia legendy, ale za to, że spróbowała zrobić z niej Frankensteina. Zamiast – jak życzyła sobie tego część starych fanów – zostawić wszystko jak było, podkręcając tylko nieco grafikę, Bethesda wycięła ze starych zwłok to, co jej pasowało i podopinała do nich ramiona, nogi oraz – co najgorsze – mózg z jakichś innych zwłok, a potem naładowała to prądem i wypuściła na rynek, by wrzeszcząc: „ja miażdżyć” zmieniało w widowiskowe wybuchy wszystko, co spotkało po drodze – samochody, głowy przechodniów, małe bomby atomowe wystrzeliwane z procy. Frankenstein nie tyle zdeptał nasze świętości, co wdeptał je w glebę, poskakał po nich, a potem na nie zdefekował. Fani wpadli w furię.

Ale masa graczy była zachwycona. To byli m.in. ci, którzy uznali, że żądania staruchów doprowadziłyby do powstania zombie – nieruchawego, cuchnącego szesnastobitową kolorystyką stwora, zdolnego ucieszyć tylko tych ludzi, którzy sami osiągnęli już prawie stan zombiastyczny.

ahsoka1Inny udany eksperyment – nie tylko doopowiedziano część historii, ale tez wprowadzono bohaterkę, która miała wszelkie szanse by polec, tymczasem pożarła kolesia, który miał być głównym bohaterem serii, czego dowód znajdziecie poniżej.

Ale co tam Fallout, jego dwa fandomy (bo nie ma co udawać, że nie ma dwóch, może już nie wojujących ze sobą, ale patrzących na siebie podejrzliwie) i zmiany w systemie rozgrywki. Pikuś. Drobiażdżątko. Nic to wszystko wobec wielkiego zaburzenia Mocy, jakie zaszło w świecie Star Wars.

Starym fanom Fallouta został przynajmniej świat i wszystkie jego opowieści. Starzy fani SW zostali pozbawieni nawet tego (nie licząc absolutnych podstaw). To dopiero wywołało rozpacz, a czasem i furię. Myszka Miki stał dla niektórych typem gorszym od najgorszego z sithów, co zresztą znalazło odzwierciedlenie w niezawodnym South Park. Tam zresztą Miki już od dawna był parszywym korpo wampirem, ale w odcinku komentującym prawa do wykupienia SW przez Disneya nawet Chińska Republika Ludowa próbowała ratować daleką galaktykę przed zaborczą myszą.

ahsoka2Jeśli sieć jest pełna seksownych przeróbek jakiejś postaci, to znaczy, że odniosła ona sukces

Inna sprawa, że Disney zaczął – z punktu widzenia fanów – tak fatalnie, jak tylko można. Skasował grę, która miała odnowić growy wizerunek SW. Skasował serial „Clone Wars” w momencie, w którym ten przeżywał największy rozkwit (to akurat dość typowe dla seriali SF) odchodząc od pierwotnych założeń i wkraczając w rejony klimatów „Imperium kontratakuje”. Ale to nic. Mysz prawie skasowała wszystkie powieści, komiksy i gry, setki bohaterów, których fani zdążyli już pokochać.

Teraz hajp znów rośnie. Ale przypomnijcie sobie co jeszcze parę lat temu fani mówili np. o przekazaniu sterów w ręce J.J. Ambramsa. „Typ, który zepsuł Star Trek” – pomrukiwano. Ano właśnie – „Star Trek”, kolejna zszargana legenda. Ponieważ jednak ST nie ma u nas fandomu porównywalnego z SW albo Fallout, pozwólcie, że wzruszę tylko ramionami nad tą abominacją.

Choć Disney i Bethesda to dwa bardzo jaskrawe przykłady zmian, które doprowadziły fanów do furii bądź na skraj załamania nerwowego, trzeba powiedzieć, że tykanie legend zawsze wiąże się z ryzykiem. Tak naprawdę ryzykanci próbujący odkurzyć te stare eksponaty mają niewielkie szanse by nas zadowolić. Rzecz jasna mogą się bardziej postarać i np. nie obrażać starych fanów, jak zrobiła to Bethesda. Niemniej, kiedy sięgasz po legendę, którą obecni brzuchacze pokochali w czasach swojej młodości, na pewno ci się oberwie. Bo sięgasz po świętość.

 evaObrazek tylko teoretycznie od czapy (zawadiackiej zresztą), bo po pierwsze dla ukontentowania tych, którzy byli nieukontentowani brakiem takiego zdjęcia tydzień temu, a po drugie Eva Green zagrała w pierwszej z serii parodii Bonda.

Powtórzę – nie wnikam teraz na ile eksperymenty się udały. Oceny są różne, a moje subiektywne pewnie już znacie. Jeśli jednak spróbujemy zapomnieć o naszych prywatnych odczuciach, będziemy musieli się zastanowić, czy firmy, które postanowiły zarobić na naszej nostalgii i silnych markach miały w ogóle szanse.

Wydaje mi się, że nie. Los np. „Wasteland2″ wskazuje, że gdyby Fallout3 powstał wedle recepty: „zrobimy tak samo, tylko z odrobinę lepszą grafiką”, to też by się nam niespecjalnie spodobał. Jasne, można powiedzieć: „Ale mogli zrobić tę grę lepiej! Nie czepiamy się tego, że jest staroszkolna, ale tego, że pod wieloma względami nieudana!”. Tyle, że pamiętajmy o tym, iż W2 powstawał także poprzez stałe konsultacje z fanami pochodzącymi z krainy betonu. I choć wpłynęły na nią ograniczenia silnika i kasy, choć mogła by być lepsza (co widać po już wprowadzanych i nadchodzących zmianach), to jednak bardzo konsultowano ją z fanami i bardzo wychodzono im naprzeciw. Choć więc możemy oznajmić, że „mimo to nie wyszło”, możemy się też zastanawiać, czy W2 miało realne szanse wyjść tak, by w pełni nas zadowolić. Nas, pamiętających, że kiedyś gry były lepsze, bo bardziej nas ekscytowały.

Tyle, że to wszystko działo się w czasach, gdy prawie każdy element wszechświata, którego doświadczaliśmy, bardziej nas ekscytował.

Można więc postawić pchły przeciw diamentom, że nowy „Baldur’s Gate” też nie wzbudzi entuzjazmu „starych wyjadaczy”. Ta gra w ogóle może mieć pecha, bo nowych odrzuci grafika i mechanizmy. Nowe „Fallouty” przynajmniej potrafiły przyciągnąć młodych graczy.

Tak naprawdę więc najlepiej dla legend byłoby, gdyby już nimi pozostały. Gdyby nie powstawały BG3, F3 (itd.), Duke… Tyle, że z drugiej strony chcemy ich, domagamy się ich, prawda? I równocześnie drżymy, że znowu zostaną skopane. Może więc nieważny jest efekt, ale ta (coraz rzadsza) ekscytacja, jaką możemy przeżywać w oczekiwaniu na powrót legendy? Choć żywimy przekonanie, że okaże się klęską, a potem często kiwamy z ukontentowaniem głowami zadowoleni z faktu, że znów mieliśmy rację, to równocześnie nie możemy się doczekać co znowu odkopią łopaciarze białych kołnierzyków polujących na kolejną stara markę, z której można by wycisnąć parę dolców.

Inna sprawa, że czasem ożywianie legendy kończy się sukcesem. Ale to już temat na osobną opowieść o „Battlestar Galactica” i tym podobnych.

Dodaj komentarz



136 myśli nt. „Spode łba – szargają nasze świętości!

  1. Obledny

    „Ponieważ jednak ST nie ma u nas fandomu porównywalnego z SW albo Fallout, pozwólcie, że wzruszę tylko ramionami nad tą abominacją.”

    Ze co? Ze nie ma fandomu ? Gdzie moje widly i pochodnia?!?
    Beam me up to the bosman house Scotty , a ja mu pokaze brak fandomu :)

      1. Probabilistyk

        @aihS

        Jak byłem młodszy i głupi i na dodatek dałem się złapać w sidła MMO to w ST:Online wyklepałem 888h wg steam licznika. Zaliczyłem wszystkie odcinki DS9, połowę Voyagera, wszystkie filmy kinowe, lwią część „pokoleń”, rezyduję w granicach PL, więc tak, mamy tu trekkies :P

      1. Toc85

        @MusialemToPowiedziec

        Zdarza się jawne cięcie w wuja, ale są też całkiem fajne inicjatywy :)
        Gry jako medium już dojrzały i mają swoją historię, ale różnice w warstwie technicznej sprawiają że zapoznanie się z historią to dla przeciętnego gracza straszny ból. Tak jak czytanie Illiady w oryginale… niektórzy uczą się starogreki specjalnie po to, ale kuRRde.

        Remake’i/rebooty to dla niektórych okazja zeby wejść do rzeki po raz pierwszy. Resident Evil 1 jak wyszło to PSXa nie miałem, teraz kijem przez szmatę nie tknę w wersji oryginalnej, ale na remake może się zdecyduję.

        1. urt_sth

          @Toc85

          W oryginale, to musi być prawdziwie mocne doznanie, ale nauka kontekstu kulturowego starożytnych kultur, żeby sobie poczytać to lekka przesada. Na marginesie przypominam sobie jak na mnie patrzyli w młodości, na wakacjach na wsi , gdy czytałem Iliadę i Odyseję tak normalnie, tj. w tłumaczeniu. Podejrzewam, że też było to dla innych lekką przesadą.

  2. Toc85

    Was wszystkich już chyba starość dopada. Dajmy spokój legendom, ulubieńcom itd. Przechodziłem za młodu F1 i F2, baldury, tormenta. Czego doświadczyłem to moje. To przed nami też może być fajne – Dark Souls, nie takie znowu stare, to jak dla mnie było przeżycie (a nie jakieś tam przejście gry). Patrzcie przed siebie, mości panie Bosmanie :) Z przodu też bywa pięknie.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Toc85

      „Z przodu bywa pięknie” – masz na myśli mój brzuch?:D

      Ale wiesz, o to chodzi, że warto kreować nowe marki i światy. Soulsy już są swego rodzaju legendą, bo są nowe. Nie próbowały być np. „Morrowindem”.
      Jak dla mnie – masz rację. Czego doświadczyliśmy, to nasze. I chętnie doświadczałbym czegoś nowego. Ale nie tak łatwo (choć też nie jakoś niebotycznie trudno) o nowe w świecie gier.

  3. urt_sth

    Co prawda pięć zdań napisane z punktu widzenia odbiorcy, ale zadam pytanie od drugiej strony barykady.
    Czy dzieło tak popularne, że aż żywe („Przytrzymać ci kapelusz, synku?” J. Carroll) jest mokrym snem, czy raczej koszmarem twórców?

    PS. Aby pomóc wczuć się w temat tradycyjnie przypomnę o pewnej niedokończonej opowieści ;)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @urt_sth

      To jest dobre pytanie, na które odpowiedzieli już sobie producenci samochodów i przestali robić stare, dobre niezniszczalne wozy z lat 60 i 70:).

      Swoją drogą właśnie przeczytałem, że chcą robić remake „Xeny”. Chwilę później przeczytałem, że to tylko ploty, ale przez kilka minut dumałem co by z tego wyszło. Bo wiecie – pewne seriale mogą powstać tylko w określonym czasie. „Xena” była szczytowym osiągnięciem epoki totalnego campu i nie bardzo widzę możliwość powrotu do takiego klimatu dziś. Z drugiej strony „Ash vs. Evil Dead” i „Kung Fury” mogą sugerować, że taka epoka powraca

  4. Revant

    Chyba taka ludzka natura. Staram się zrozumieć te dziwne zjawisko, że młodsi biorą to co dają, a starsi stażem porównują do wcześniejszych wytworów. Z jednej strony wkurza mnie to ciągłe jęczenie „ale to nie fallout/baldur” i zagrywałem się w NWN, DA:O, czy F3 i F:NV bardziej niż w „pierwowzory”. Z drugiej strony jednak zaciskam pięści jak widzę kolejne materiały z nowego Battlefronta. Teraz więc nie wiem – czy lepiej jest jednak wyrażać dezaprobatę dla czegoś co uważamy za święte, czy jednak zrozumieć, że są osoby, do których te „nowe” bardziej dociera niż to „stare”. Wydaje mi się, że to sytuacja bez wyjścia – ten podział istniał, istnieje i będzie istnieć.

    Z podobnej beczki: ostatnio nadrabiam z żoną jej braki w kinematografii i oglądaliśmy sobie serię American Pie. Obejrzeliśmy 1, 2 i 3. Zrezygnowaliśmy z kilku następny bo nie kontynuowały historii, a wczoraj sięgnęliśmy po część chyba 7, która miała być powrotem do pierwszych bohaterów. Oboje stwierdziliśmy, że film wyszedł przedni – zachowano zajebistość pierwszego filmu i uniknięto nudny jaka wdała się w zmianę klimatu przy nr 3. Zastanawialiśmy się właśnie, dlaczego typowa kontynuacja „ssała” (cała akcja ze ślubem i poważnym jednak tonem relacji nowożeńców), a taki nie-do-końca-ale-jednak-trochę-remake był zajebiaszczy (bohaterowie udają się na zjazd szkolny i film wraca niemal do wszystkich wątków z jedynki).

  5. Darios

    To ja chyba jestem jakiś dziwny…
    Zaczynałem grać w latach 80, na Atari 800XL. Także „przegrałem” całkiem sporo w życiu ;)
    Różne platformy, różne gry. I mile wspominam te starocie. Laser Squad grany jeszcze na Amstradzie – na początku nie wiedziałem co to, o co chodzi. Ale jak już się domyśliłem i w końcu wygrałem „mapę”, to mnie wciągło. Później przyszło UFO Enemy Unknown. Szok, Laser Squad tylko lepszy. Pamiętam jak pewnemu aktorowi co to lubił grać w strategie i miał kiedyś nawet program w TV o grach tłumaczyłem na giełdzie w Wawie jak ustawić configa i autoexeca by mu działało :)
    No i temat – Fallout. Dorwałem kiedyś demo. Zanim o Falloucie cokolwiek było wiadomo. I to był znów szok. Jedno małe miasteczko, zwyczajni mieszkańcy, dwie grupy bandytów. I ja – wolny strzelec co to przyszedł do miast i chce sobie dorobić. Ale wynikało, że można sobie pomóc tylko łącząc się z którąś z grup bandytów. Żadna mi nie pasowała, w końcu bandyci. No ale trza, przyzwyczajony więc do czarno-białych wyborów wybrałem jedną grupę. I tu właśnie zaskoczenie, bo po rzezi jaka nastąpiła, zostało kilku z grupy do której dołączyłem. I mogłem ich wykończyć póki byli osłabieni… Mieszkańcy miasteczka byli wdzięczni :) Także jak gra już wyszła, wsiąkłem.
    Ale jak pojawił się Fallout 3, to grałem. Ok, to nie było to samo. Rozczarowanie było. Głownie przez brak walk w turach (uwielbiam – co może już widać po przydługim wstępie). Ale się źle nie grało. New Vegas było lepsze, choć główną wadę nadal miało. W czwórkę też będę grał, powroty do przeszłości nie zawsze wychodzą, a coś nowego w życiu nie zawsze musi być złe.
    Nawet jeśli depcze legendę :)

    1. MusialemToPowiedziec

      @Darios

      Bo FO3 sam w sobie nie jest złą grą. Jakby nazwali go The Nuclear Scrolls, to pewnie nazywałbym go najlepszą grą Bethesdy.
      Jakby nazwali go „Fallout, or How To Shit On Legend”, to dziś pewnie bym się zastanawiał, czy spiracić „Fallout Double The Shit, Double The Fun” (z FO4 nie mam takiego problemu, jak w 2017 będzie GOTY za €5, to się może zobaczy).
      Ale nazwali to FO3 i FO4, więc wymagam minimum, którego Bethesda nigdy nie osiągnie, bo wciąż nie chcą zatrudnić przedszkolaków do pisania scenariuszy (bo to byłby improvement, a nadzieja na porządne pisarstwo w Bethesdzie już dawno umarła).

  6. Goblin_Wizard

    To właśnie ta ciemna strona tzw. życiowego doświadczenia. Młodzi po prostu siadają, grają i mają z tego mnóstwo radochy, a stare pierniki zaczynają sobie przypominać, porównywać i w ten sposób sami zabiją sobie przyjemność z gry. Czym więcej ktoś w życiu widział tym trudniej go zadowolić (wiem, banał).

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @bad_puppy

      Tylko dlatego, że gra tam Eva, sprawia takie wrażenie;).

      Problem z CR polega na tym, że to mógłby być jeden z najlepszych Bondów ale wyszedł z tego najlepszy Bąd;). Ja akurat nie należę do fanów, którzy czepiają się aktora, bo aktor jest dobry, tylko nie bondowski. Niestety, nie jestem w stanie oglądać CR w oderwaniu od starych Bondów. I nie dość, że maniera tych starych podobała mi się bardziej (jasne, ewoluowała), to jeszcze widzę aż nazbyt wyraźnie, że prawie wszystko, co w CR miało być nowością, było już starych Bondach.

      No i mózg mi się zawiesza ilekroć Judi Dench wygłasza twardzielskie teksty, podczas gdy w „Golden Eye” jako Nowa M ogłaszała, że etap twardzielstwa dobiega końca. I to byłby bardzo fajny element ewolucji tej postaci, gdyby nie to, że cała reszta świata już nie ewoluuje:P. Nowe Bondy wprawiły mnie więc w totalny dysonans poznawczy, którego nie jestem w stanie przeskoczyć.

      Nie pomaga fakt, że kolejny Bond był najgorszym i najnudniejszym w historii, a trzeci nie okazał się wiele lepszy, co dobiło w moich oczach tę serię i uwypukliło wady CR.

      1. bad_puppy

        @bosman_plama

        Konwencja ewoluować musiała, o czym dobitnie świadczyły groteskowe wyczyny Brosnana. To, że komuś nie podchodzi Craig to osobna kwestia. Eva zrobiła wrażenie ;) ale moim zdaniem całe CR najlepiej sprzedał główny złoczyńca.
        Nad Quantum of Solace myślę że nie ma co debatować tylko spuścić litościwie zasłonę milczenia. Skyfall zaskoczył dość mocnym odbiciem się od dna, głównie za sprawą, znowu, głównego złoczyńcy, niemniej brakowało tam jakiejś ikry, wyrafinowania, humoru… trochę jak te ostatnie batmany ;)
        Miejmy nadzieję na Spectre bo przynajmniej trailer wygląda ciekawie.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @bad_puppy

          Fakt, złoczyńca był tak zarąbisty, że szczerze życzyłem mu, żeby wygrał. To zresztą problem – nie tylko bondowski – z wyjątkowo udanymi złoczyńcami, że muszą zgłupieć w finałowych scenach, żeby bohaterowie mogli ich odpowiednio cwanie/bohatersko wykończyć.

          Swoją drogą ostatni Bond Brosmana jest rzeczywiście przegięty w stylu szczytowych przegięć Rogera Moore’a (ale w filmach z Brosmanem przegina nie aktor, tylko scenopisarze), ale te przegięcia IMO wpisują się w konwencję, nawet jeśli ją nadwyrężają. Natomiast sam Bond – wygnany z firmy (nie pierwszy to raz, swoją drogą), nie ufający M i powracający tylko dlatego, że sobie ten powrót sam wywalczył, stawia pod znakiem zapytania połowę scenariuszowej (bo nie aktorskiej, to osobna sprawa) kreacji Bonda z ostatniego filmu. Jakieś 90% drugiej połowy podważa „stary Bond”, czyli Sean Connery z „Nigdy nie mów nigdy”. Niekanoniczny, bo niekanoniczny, ale był.

          1. Daimonion

            @bosman_plama

            Jeżeli będziesz prześladowany przez kogokolwiek za wycieczki w stronę Craigowych Antybondów, zawsze możesz liczyć na moje wsparcie. Ja na to coś patrzeć nie mogę. Serio. Nie mogę. Bond umarł wraz z odejściem Brosnana i wątpię, czy kiedykolwiek zmartwychwstanie, biorąc pod uwagę ciamkające zachwyty nad nową konwencją, odświeżonym stylem, oscarowymi kreacjami i generalnie nowoczesnym Bondem na miarę naszych czasów. Lepsze odświeżenie postaci było u Deavera w „Carte blanche” – jeśli nie znasz, to zerknij w wolnej chwili. Łba nie urywa, ale moim zdaniem daje radę.

  7. furry

    Tyle, że pamiętajmy o tym, iż W2 [...] konsultowano z fanami i bardzo wychodzono im naprzeciw. Choć więc możemy oznajmić, że „mimo to nie wyszło”

    A może właśnie dlatego nie wyszło, hm? Ja też nie lubię, jak szef stoi nade mną, patrzy na ręce i pyta „już?”.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @furry

      To jest właśnie kłopot, o którym zacząłem pisać w kontekście Sherlocka i Supernatural, tylko potem mi uciekło i nie trafiło do podsumowania. Rozmowa z fanami powinna mieć jakieś granice. Fanki IMO mordują Supernatural, choćby dlatego, m.in. dlatego, że brak fajnych (i żywych dłużej) postaci kobiecych w serialu to właśnie efekt nienawiści wobec nich sfeminizowanego fandomu. Podobnie jak ciągłe traumy braci są m.in. efektem westchnień fanek do „głębokich” przeżywających każde westchnienie facetów.

      Trzeba więc znać granice. Choć akurat w W2 jestem wdzięczny fanom, że wymusili na twórcach rozwinięcie warstwy fabularnej gry.

  8. deathclaws

    Nostalgia nostalgią, starość starością, wiadomo że pierwsze 25 lat to najdłuższy okres w życiu (najwięcej różnorodnych doświadczeń sprawia że pamiętamy ten czas jako dużo więcej doświadczeń, a kolejne lata są do siebie bardziej podobne więc „zlewają” się w jedno)…

    ALE!

    Fallout 3 to zła gra. I to nie chodzi o obozy, że jestem starym rupieciem, który nie docenia tego co jest. Błagam… człowiek mrówka i człowiek robot w mieścinie w której oprócz nich nie było prawie nikogo? Wioska dzieci ukryta w skale? Tuż obok obozowiska super mutantów? Bez żadnego fabularnego uzasadnienia? Mam parę pomysłów co stałoby się z tymi dziećmi w świecie Fallout 1/2… Fallout 3 to kolaż obrazków z fallouta stworzony przez kogoś kto grał w 1 i 2 ale… nie umiał czytać?. Prawdopodobnie po Morrowindzie, Bethesda zwolniła wszystkich którzy potrafili czytać i dlatego teraz Howard podnieca się że w Fallout 4 będzie 5000 rodzajów kontrolek do komputerów i będzie można zbudować wioskę ze wszystkiego co można zebrać w świecie. Oczywiście że to będzie hit, oczywiście że to się sprzeda, ale czy naprawdę nie można wymagać odrobiny więcej od tego uniwersum?

    Mimo tego uważam że można zrobić coś opartego na legendzie i zdobyć szacunek fanów. Tylko to musi być mądre. To się musi obronić samo. Dlatego to jest tak cholernie trudne zadanie. Jak dla mnie Fallout 3 nie broni się. Broni się Fallout New Vegas. Howgh.

        1. deathclaws

          @deathclaws

          Z drugiej strony patrząc oryginalnego Battestar Galactica nie widziałem, i to remake jest dla mnie „legendą” więc jeśli są jacyś fani pierwowzoru obrażeni remakiem (nie wiem jaki był odbiór) to z góry przepraszam że mi się bardzo podobało :P :D (oczywiście oprócz tego że BG się broni, a F3 nie :P )

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @deathclaws

            Ja miałem problem z zaakceptowaniem, że Starbuck ma być kobietą, w dodatku w najgorszym z istniejących typów charakterologicznych (serio potwornie nienawidziłem jej aż do ostatniej sekundy jej istnienia). To był sympatyczny koleś, cholera!
            Poza tym podobały mi się modyfikacje, jakie wprowadzali, bo w pierwowzorze też mity odgrywały sporą rolę, tylko w nowej wersji zrobili to bardziej i mocniej.
            Natomiast żadna z wersji nie poradziła sobie, moim zdaniem, z rozwiązaniem dotarcia na Ziemię.

            1. deathclaws

              @bosman_plama

              Dotarciem na Ziemię czy na Kobol? Ogólnie sam pomysł dotarcia na Ziemię i osadzenia tego w czasie był super

              Spoiler! Pokaż

              Co do mitów to też świetny pomysł tylko że sami twórcy gdzieś się chyba w tym wszystkim zamotali w okolicach czwartego sezonu, który mogli sobie spokojnie darować. Naprawdę sezon podyktowany chyba tylko tym żeby serial był dłużej na antenie. Zwłaszcza że

              Spoiler! Pokaż

              Tylko to w sumie takie niedociągnięcia, a sam serial, klimat, pomysł, akcja, naprawdę fajnie zagrało :) A że Starbuck był facetem? Ciekawa decyzja scenarzystów…

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @deathclaws

                No właśnie to, co zaspoilowałeś w ukryciu psuło oba seriale. W oryginalnym dokręcili całe wątki o cofaniu się w czasie i nawalankach… z Niemcami podczas II wojny światowej. Remake zaś olał całą część SF i zrobił zakończenie, które ma sens tylko mistyczny. Po drodze zgubili co najmniej jeden wątek i tyle.

  9. furry

    Offtop, włączam dziś rano tv, a tam normalnie leci teledysk zespołu Walk off the Earth!
    https://www.youtube.com/watch?v=ukigjUvwAR4

    Może ich kojarzycie, robili na YT covery, wybili się chyba na pomysłowym Gotye, gdzie pięć osób gra na jednej gitarze, choć cały show skradł Majestatyczny Człowiek z Brodą. https://www.youtube.com/watch?v=d9NF2edxy-M

    Taki komentarz o wychodzeniu z internetu. Czekam na Postmodern Jukebox, choć już grali w Stodole, to w telewizji ich chyba nie ma, może to lepiej.

      1. emperorkaligula

        @Beti

        dla mnie to aktorskie zero, a fabularnie to już skala ujemna. przerażające jak scenarzyści mogą zrobić krzywdę na lata :D bo nigdy jego facjaty na ekranie nie widziałem i raczej długo nie będę widział ponownie – ale będę pamiętał tą jedną rolę :D

        ps: Reeve Carney bije go na głowę. mimika mistrz. jego wątek tragiczny, ale na to jak mówi można patrzeć i patrzeć pogrążając się w kompleksach :D

          1. emperorkaligula

            @Beti

            no Reeve ma rolę gównianą (spartolili ciekawą postać po całości), ale mimika podczas jego dialogów mistrz… i to niby jakiś szarpidrut, a nie aktor :P

            seriale dla ciasteczek to mi się raczej z brazzersami kojarzą ;) jak oglądam serial to szukam czegoś więcej niż ładne buzie. tutaj ładnych pyszczków oprócz Evy nie stwierdziłem – ją akurat widziałem w jakimś westernie ostatnio – za nic nie powiedziałbym, że jest brzydka. fascynująca uroda i genialna mimika („opętania” vs „luźne rozmowy z kompanami”). oczywiście to wszytko knocą scenarzyści rozciągając w nieskończoność gówniane sceny :/ nie oglądam za dużo seriali, ale to pierwszy serial gdzie farmiłem przedmioty w castlevanii tylko słuchając dialogów co nudniejszych bohaterów…

            McCrory rozczarowała O.o w peaky blinders też z zeszłego roku świetna rola, a tu takie meh…

            trzeci sezon oglądał będę chyba tylko dla tego kogoś kto odpłyną na zimowym statku, chociaż też trąci banałem :/

            1. Beti

              @emperorkaligula

              Nie oglądam nudnych seriali dla ciasteczek :P
              Penny Dreadful jest fajnym serialem. Wydaje mi się, że trzeci sezon będzie jeszcze bardziej interesujący. Męczył mnie już motyw z wiedźmami.

              W sumie nie wiem o co Ci chodzi z mimiką, ale idąc tym tropem Eva jest jedną z najbrzydszych aktorek ;)

              W przeciągu kilku miesięcy wyjdzie kilka dobrych pozycji, więc będzie co oglądać :) Na szczęście bez Evy :P

              1. emperorkaligula

                @Beti

                https://pl.wikipedia.org/wiki/Mimika

                mimika – znaczy że potrafią grać, odgrywają szeroką gamę emocji bez problemów. a jak super grać bez emocji pokazał Danny Sapani. jak zanudzić widza na śmierć pokazał Josh… zawsze ten sam wyraz ryjka + ewentualnie głupiutki wyraz mordki a’la „ha ha ha, chyba żartujesz?” zdecydowanie najgorsza rola męska w serialu, szczególnie że Treadaway w trzecim sezonie w końcu ma szansę być interesujący.

                Eva i ten jej grymas na czole – zdecydowanie najładniejsza w serialu i tak w ogóle piękna kobieta.

  10. George

    Odnosząc się do Mikiego, to nie wycofując się ani kroku za linię nakreśloną przez Matta i Treya w „Obama Wins!”, muszę powiedzieć, że zarówno Star Wars Rebels jak i klapsy z planu ep. VII, trochę mnie udobruchały : ).

    Umówmy się, gorzej niż ep. I i II nie będzie. May the Midi-chlorian be with you!

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @maladict

        SW:R trochę odżyło w ostatnich trzech odcinkach pierwszego sezonu. Ale już pierwszy odcinek sezonu drugiego cofnął się o krok. Następnego jeszcze nie widziałem, ale obawiam się, że Vader w nim już wrócił do swoich spraw, Ahsoka też (no chyba, że pociągnęli wątek jej podejrzeń, ale coś czuję, że zostawią to na zakończenia i początki sezonów, inaczej ta para ukradła by serial) i serial wróci na stare tory „nasza fajna jajcarska paczka robi z Imperium debili”:P.

  11. Mnisio

    Aby nie szargać świętości i legend, trzeba ściubić zmiany po trochu.
    No i nie dopuścić do zbyt dużej przerwy między kolejnymi grami.
    Na moje oko przykładem jak to należy robić, aby utrzymać starych fanów ale i przyciągnąć nowych jest seria Herosów.
    Jest w serii gra legenda, są odejścia i powroty do korzeni. Różne zmiany i odmiany, a gracze dalej grają.
    Na IV psioczyli, ale i tak ludzie grali (mi się podobała). Kolejne już nie były ogłaszane szarganiem dobrego imienia legendy i wydawane były bez problemu.
    Co prawda VI jest kiszkowa z tego co widziałem, ale oprócz tego seria się sprawdza.
    Nawet VII zapowiada się całkiem całkiem.

  12. Klucznik

    Nie mam gdzie indziej sensownie tego napisać, więc piszę tutaj. ;) Chodzi mianowicie o błędy w patchu 1.07 do Wiedźmina 3. Może zaoszczędzę komuś nerwów.

    Pierwszy, mniej groźny, ale przykry błąd polega na tym, że w każdej misji w jakiej musimy chronić jakiegoś NPC przed przeciwnikami, nasz VIP ginie od jednego ciosu. Oczywiście można próbować być szybkim (a czasami nadludzko szybkim), ale nasz NPC często i tak zaliczy zgon, co naturalnie oznacza niewykonane zdania. Takich questów w grze jest kilka.

    Drugi błąd jest z rodziny tych morderczych w cRPG – uniemożliwia ukończenie wątku głównego. Błąd ma miejsce w Novigradzie, w zadaniu „Dorwać Juniora”:

    spoiler Pokaż

    Oba błędy sprawdziłem na swoich sejwach z 1.06. Po instalacji nowego patcha niestety dzieje się to co wyżej.

    1. aihS Webmajster

      @Klucznik

      Uwaga znowu będę jechał po Wieśku, ale obawiam się, że stan grywalny już minął. Gra wyszła w dość dobrym stanie na premierze i było nieźle przez 2-3 patche, a teraz to wydaje mi się, że nastąpiło zmęczenie materiału i to równia pochyła aż do dopieszczonego 2.0 za kilka miesięcy :( Mówię o wszystkich wersjach, nie tylko PCtowej.

    2. Revant

      @Klucznik

      Na szczęście na razie nie widzę w pobliżu questa z VIP, a Juniora już dorwałem ;) mi niestety również przydarzyło się kilka nieładnych bugów – płynąc łódką zatrzymałem się przy znaku zapytania (jakieś zatopione skrzynki) i wcisnąłem „E” aby Geralt puścił stery. Wystrzelił wówczas jak proca hen w górę, potem szarpnęło nim w dół, pospazmował się w łódcę kilkakrotnie, teleportował się znów pod niebo i spadł z hukiem na łódkę. Na szczęście nie zabrało mi życia, więc ucieszyłem się, że loadingu nie będzie ;) wskoczyłem więc do wody i zdziwko, bo klawisz odpowiedzialny za nurkowanie nie odpowiada. Myślę sobie – bug, więc próbuję jeszcze raz zdefiniować klawisz pod „C” jak domyślnie jest. Na dole pojawił się komunikat coś ala „klawisz nurkowania nie jest prawidłowo przypisany”. Zmieniłem na jakiś randomowy, brak komunikatu, więc wracam do gry i dupa. Dopiero po wczytaniu sejwa „C” zaczęło znów działać ;) dodatkowo mnóstwo przypadków teleportowania się z rozmówcami o parę metrów w bok (śmiesznie jest zwłaszcza w Szałwii i Rozmarynie, gdzie teleportuje na zewnątrz budynku) i gliczowanie się ciał. O, jeszcze trafił mi się babol, gdy ruszyłem na pewną Babę Cmentarną i mimo sprowadzenia jej paska życia do zera, ta nadal się biła :D wszystko ratuje jednak wczytanie sejwa.

      Jeżeli chodzi o Rocha, to można spróbować poruszać kamerą i Geraltę pod różnymi kątami – ja nie mogłem wczoraj pogadać z Talarem stojącym w karczmie. Pojawiło się imię, ale brak znaku interakcji. Dopiero po kombinacja z „kątami” pojawił się znaczek „E”

      1. Klucznik

        @Revant

        Wystrzelił wówczas jak proca hen w górę, potem szarpnęło nim w dół, pospazmował się w łódcę kilkakrotnie, teleportował się znów pod niebo i spadł z hukiem na łódkę.

        Mógłby być z tego przedni gif. :) Z serii takich błędów uwielbiam „BIS, please never fix this”.

        A co do pana „R” (czy pisanie o nim wprost może być spoilerem?), to uwierz – próbowałem, a razem ze mną sporo ludzi z forum Wieśka. To niewykonalne.

        Mam szczęście, że już ukończyłem przygody Gerwanta.

          1. Nitek De Kuń

            @Revant

            na takie rzeczy dobrze jest mieć GF Experience. Nie, że girlfriend experience, ale to tam od nvidii.
            tam jest cos jak shadowplay. ustawiasz se przejrzyste knefelki i za pomoca komba klawiszy zapisujesz WSTECZ jakis fragment rozgrywki. minutę, dwie, dziesięć, ile tam chcesz ;)

            nie, nie zżera zasobów. nie wiem jak, ale robi to w locie.

Powrót do artykułu