Spode łba. Smuteczek dostępności.

bosman_plama dnia 10 grudnia, 2013 o 8:30    101 

kaszatyt

Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem, hej, wiedziałem z całą pewnością co będzie stanowić podstawę mojej diety, gdy dorosnę. Oczywiście miały to być: kasza ze skwarkami, czyli ulubione danie Kajka i Kokosza, pieczony dzik (czyli to, czym zajadali się Asteriks z Obeliksem) oraz, do popicia, rum Jamajka, stanowiący ulubiony napitek bosmana Nowickiego.

Żyłem tym kulinarnym marzeniem przez jakiś czas. Wyobrażałem sobie jak wgryzam się w wielkiego pieczonego dzika, albo wsuwam drewnianą (a jakże) łyżką kaszę ze skwarkami. Rum, którego smaku wówczas nie znałem był w moim przekonaniu czymś na kształt napoju bogów – z pewnością był orzeźwiający i… tu zeznania moich marzeń trochę się mieszały. Sądziłem w każdym razie, że przypomina coś w rodzaju alkoholowej pepsi.

rum1Rum Jamajka z nazwą napisaną jak należy. Z pewnych powodów wolę jednak pisać po swojemu.

Dziś, gdy sam jestem dziadkiem, nadal nie mam nic przeciw kaszy, skwarkom, dzikom i rumowi, nie mieszczą się one jednak w pierwszej dziesiątce mojej kulinarnej listy przebojów (no, może poza pasztetem z dzika), Okazało się, że cukierek, którego smak wyobrażam sobie liżąc szybę wystawy cukierni na żywo smakuje nieźle, ale już nie tak doskonale. Może być pyszny, ale zabraknie mu magii. Naturalnie wiecie już co chcę napisać.

Z grami jest tak samo. I na tym nas łapią ci wszyscy wstrętni kapitalistyczni dranie.

Fallout-31

Jedna z gier, przy zapowiedziach których wiele sobie wyobrażałem. Wiele i niepotrzebnie.

To, co niedostępne, ale już jakoś obecne w naszej świadomości, zawsze jest piękniejsze. Komiksy o Kajku i Kokoszu narobiły mi smaka na kaszę ze skwarkami (a w domu jak na złość, jak kasza to z gulaszem!), a powieści o bosmanie Nowickim, prawdziwym bohaterze serii o Tomku Wilmowskim, na rum. Dawno, dawno temu, gdy ani gry ani sprzęt, na którym je uruchamiano, nie były tak dostępne jak dziś, także mogłem je sobie tylko wyobrażać. Podobnie komiksy i filmy o Batmanie, który u nas dostępny był tylko u kolegów posiadających krewnych na zachodzie. Jak cudownymi w moich marzeniach były powieści ze świata Gwiezdnych Wojen! Powszechna niedostępność tych wszystkich wspaniałości sprawiała, że świat, który widziałem w krótkich spodenkach był znacznie wspanialszy niż w rzeczywistości. Dziś powieści z serii Star Wars mogę kupić prawie w każdym kiosku i wiem, że w większości przypadków to taka sobie pulpa. Dostępność zabrała mi kilka fajnych kolorów ze świata.

Knight_Lore

A to jedna z gier, o których marzyłem dziecięciem będąc. Jedna z pierwszych gier wykorzystująca tryby dnia i nocy oraz trójwymiar.

Ale czasem ciągle daję się nabierać. Wystarczy, że twórcy gier zapowiedzą jakiś nowy tytuł i na początek zorganizują kontrolowany wyciek kilku ściśle tajnych szkiców. Nieznośna wyobraźnia od razu zaczyna działać. Jej oczyma widzę grę o cudownie wysmakowanej grafice, udanej fabule, fajnych, dopracowanych postaciach, pysznej muzyce i porywającej grywalności. Oczywiście, im więcej lat mija, tym częściej budzi się we mnie zgred, który kopie i mnie i Was po kostkach szydząc z tych wszystkich wyobrażeń i przypominając, że składając preorder najprawdopodobniej płacę za betę i że nawet po wszystkich łatach gra będzie zaledwie cieniem moich wyobrażeń. Z czasem zaczynam wyobrażać sobie coraz mniej. Bo powszechna dostępność komiksów, filmów, gier i powieści sprawia, że dzieciak we mnie robi się coraz mniejszy i mniejszy i… Jednak czasem ktoś ogłasza, na przykład, że wyda duchową kontynuację Tormenta. I wtedy dzieciak znów staje się większy i mocniejszy niż zgred.

torment2Gra, o której odważam się marzyć dziś. Ale na wszelki wypadek staram sobie nic na jej temat nie wyobrażać.

 

Dodaj komentarz



101 myśli nt. „Spode łba. Smuteczek dostępności.

  1. iHS

    Na takiej samej zasadzie mam straszny sentyment do pixelowatej grafiki – pamiętam pierwsze Top Secrety, te takie jeszcze z sztywną lakierowaną okładką potężnego formatu, w których godzinami wpatrywałem się w screeny z gier zbyt potężnych na mój komputer – i właściwie to w wyobraźni grałem w nie znaczniej lepiej niż zagrałbym kiedykolwiek na prawdę. Ale te piękne pixel arty z pierwszego i drugiego wing commandera (drugi za kija nie chciał się odpalić, po trzech tygodniach edycji plików autoexec.bat i config.sys się poddałem), another worlda, betrayal at krondor… W wiele z nich w ogóle nie zagrałem (w Tormenta! W Baldursa! W Icewinda!), bo świat zrobił krok do przodu, została mi miłość do pixeli wielkości spodka, którą zresztą ostatnio dopieszczają twócy indie.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @iHS

      Zastanawiałem się, czy z okazji zimy nie napisać o grach zimowych ze szczególnym uwzględnieniem właśnie Icewind Dale. Ale zdaje się, że coś takiego rok temu zrobiła Owca (tyle, że pisała o innych grach:)).
      Zabawne, ale do ID wracam chyba częściej niż do BG czy P:T.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Wicen

          Tak jest! Klimat ta gra ma, że hej!
          Być może – o zgrozo – fakt, że nie jest skomplikowana fabularnie i specjalnie rozbudowana (tu się bardzo liniowo gania od questu do questu), sprawia, że łatwiej do niej wracać? To po prostu wielka przygoda, nie wielkie wydarzenie fabularne.

  2. Makbeton

    dzien dobry kochani, a tak z innej beczki miałem wczoraj akcyje rodem z american pie (nie nie walilem ciasta). A więc z rańca opiekunka nie dała rady przyjść do dziecka więc przyszła moja ukochana matka. No i mowi „wiesz co znalazłam twoje stare rysunki” mowie „o fajnie” no i jemy sobie śniadanie i przeglądamy i ooooooooooooooooo kurwa okazało się że jako dziecko byłem fanem pornografii no to chowam te rysunki matka na mnie patrzy z takim „eee no fajnie” luz polazlem do roboty (oczywiście zapomniałem spalić dowody zbrodni) wracam patrze moje starsze dziecko bierze się do ogladania tych rysunków no to wydarlem je z rąk mała w płacz mowie „cicho” ta jeszcze głośniej przyłazi żona co jest „aaaa nic” mała się drze „bo tata nie chce mi pokazać rysunków” zoneks zabrał rysunki i przeglada no i oczywiscie „łooooooooooooooohohoho” i do tego przychodzi moj stary noi wyszło dramatycznie. Na szczęście nie tak dramatycznie jak wieki temu kiedy mój ojciec w kółko słuchał w samochodzie budki suflera kuuuuuurwa mać jak ja tej kapeli nie znosze i kiedyś jedziemy cała rodzina i znowu ta budka suflera no wiec zapodałem mojemu ojcu kasete white zombie la sexorcisto pech chiał że zaczyna się od parominutowego wzdychania jakiejś pani

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Makbeton

      Hehehehe. Kiedyś, nastolatkiem będąc wróciłem do domu z wakacji i na dzień dobry zderzyłem się z smutną miną rodzonej matki, która to matka oświadczyła, że musi ze mną porozmawiać poważnie. Po głowie kołatały mi się dwie równie rozpaczliwe myśli: „ukryta wódka czy Playboye?” Okazało się, że to drugie. Co gorsza wyszperał je brat (wtedy lat chyba sześć). Zemściło się na mnie, że układałem je (na dnie wszystkiego) ostatnimi okładkami do góry. A na tych ostatnich okładkach były jak na złość reklamy marlborskich z samochodami. I te właśnie samochody wypatrzył mój braciszek. A potem zobaczył znacznie więcej. I pobiegł się wyspowiadać mamie, że oglądał „brzydkie zdjęcia”…

            1. Goblin_Wizard

              @powazny_sam

              Twój Weekend? Ojciec kupował, więc pożyczałem sobie jak rodziców nie było w domu. No i jeszcze jakieś niemieckie katalogi „gadżetów” co się pojawiały jak tata wracał z robót w Niemczech. Pamiętam jaką furorę zrobiłem wśród kolegów jak w 7 czy 8 klasie podstawówki zaniosłem jeden do szkoły. Nie wiem tylko dlaczego koleżanki były mniej zachwycone, hehe.

  3. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    W niedzielę dopadł mnie smuteczek dostępności gdy w lokalnym empiku przywaliłem kolanem w stojącą na środku alejki „wyspę” ze stosami klocków Lego.
    Lego czujecie? W księgarni!! I to stos taki że okiem sokolim nie zmierzysz. Kiedyś był jeden Pewex na miasto. Teraz masz Pewex w każdym sklepie. Ba, w kiosku ruchu masz pewexowskie słodycze i inne drobiazgi. To jakiś absurd. W 89 miałem 14 lat, można powiedzieć że świadomie w PRLu przeżyłem może z 10 ale pewnie bardziej 7,8 lat. A i tak mnie to dziwi. A co mają powiedzieć ludzie którzy w nim funkcjonowali przez 30, 40 czy 50 lat?
    Ale wracając do gier: w takim 1991 kupowało się raz na miesiąc (albo i rzadziej) Top Secret i to właściwie było jedyne źródło informacji. Teraz w ciągu dnia jestem bombardowany większą liczbą newsów niż wtedy w miesiąc. Lokalne „studio komputerowe” było wtedy czynne kilka godzin w niektóre dni tygodnia. Dziś na upartego mógłbym ssać nowe tytuły 24/7 z steama, origina, warezów, torrentów, cokolwiek-tam-innego. No i ta masowość i popularność w oczywisty sposób przytłacza, odziera gry z nimbu tajemniczości dla wybranych. Co sobie można jeszcze wyobrażać? Wszystko podane na tacy, w HD i 60fps…

    1. shani

      @brum75

      Brum przywyknij, ja juz sporo wczesniej takie spostrzezenie mialem gdy w empiku pojawily sie jakies pierdoly artystyczne, czy nawet od jakiegos czasu slodycze. Jeszcze niech kurde kacik warzywny sobie trzasna :/
      ————-
      A w ogole z innej beczki, wiecie ze walka w Torment: Tides of Numenera bedzie turowa? Nie wiem co o tym myslec …

            1. Nitek De Kuń

              @bosman_plama

              haha e, FFX HD to trochę tak nie wiem. Śmieszne story, miałem to na PS2 pożyczone od kolegi i tydzień na przejście. Wyrobiłem się, raz też na tym zasnąłem, ale choć nie wiem co by się działo w FF. choćby nie wiem jak były zajebiste, nie zaliczam ich do kategorii wielu przejść. Raz i dość. Nie ważne czy HD, SD czy 4K. Raz i już.
              Choć może się skuszę.
              :D

    2. pan-hydraulik

      @brum75

      Lego samo w sobie jeszcze przejdzie, ale jak juz jest Lego Star Wars, Lego Batman, Star Wars na płatkach śniadaniowych, Batman na nocniku dla dziecka, Star Wars angry pigs – całe uniwersa zostają unicestwione przez gwiazdę śmierci banału i plastikowej komercjalizacji. I pomyśleć że Star Wars Episode któreśtam (te co Luke sie dopiero uczy mocy) oglądałem jako smark ze 30 razy, nagrane z TVP 2 na wideło. Teraz jak widze maske Vadera to staje mi przed oczami jakiś mem z pijanym cosplayerem z różowym dildosem w roli miecza świetlnego.

  4. Makbeton

    e tam bosman wypiernicz z czapy starego zgreda i ciesz się czym popadnie , jaki ostatnio panie zrobilem helikopter z lego oooooooooooooo kurde (potem mi go dzieci rozpieprzyły i przerobiły na domek). A dzisiaj oooooooo panie ile radochy wczoraj padalo i narobily sie kałuże i zamarzły no i chyba nie musze mowic ile radości jest z lamania lodu szczególnie rowerem. Gry nadal są dobre a kasza ze skawrkami zawsze była ochydna :)

  5. Tasioros

    Co do Kajka i Kokosza, kiedyś się tu wyżalałem, że w zamierzchłej przeszłości mój brak pociął w paski parę zeszytów tego wspaniałego komiksu, po czym nie omieszkałem zadzwonić do niego, wypomnieć mu i go zbluzgać. Około 2 miesięcy temu odwiedziłem strony rodzinne, a ten mnie zaskoczył wręczając mi odrestaurowane komiksy – wszystkie pocięte paski ułożył w odpowiedniej kolejności (każdy pasek miał fabrycznie swój numerek), umieścił w koszulkach, przypiął okładki. A dodatkowo dołączył 2 niemal nieużywane, kolorowe wersje zeszytów, których nie posiadaliśmy. Teraz czekam aż sobie złamię nogę i przeczytam wszystkie jeszcze raz (albo zabiorę do pracy).

  6. mr_geo

    +1 do zajebistości dla Autora za odwołanie do Knight Lore :)

    Do „smuteczków dostępności” dodał bym jeszcze podróże. Pacholęciem będąc marzyło się o odwiedzeniu tych wszystkich egzotycznych lądów i dalekich krajów po których podróżowali bohaterowie książek. Bo przecież to takie fajne, ekscytujące i w ogóle. Tylko że wtedy nie było można. Z powodów różnych.

    Dzisiaj można. I właśnie jestem w trakcie prób załatwienia sobie wizy do jednego z krajów w Afryce. Gdzie, dodajmy, bieda jest piszcząca, syf z malarią (dosłownie), z atrakcji turystycznych ma się różne bojówki wyrzynające się wzajemnie. I gdzie mam jechać nie wyzyskiwać biednych krajowców tylko ich szkolić żeby mogli znaleźć pracę w mojej firmie. A warunków, papierów i opłat za wjazd tamoj tyle jakby to był raj na ziemi, mlekiem, miodem i dolarami płynący, gdzie żyć można leżąc cały dzień w hamaku, otoczony urodziwymi hostessami, popijając ambrozję w błogim nieróbstwie, leniwie łapiąc złotą packą spadające z nieba gołąbki i mannę.

    …sigh…

  7. serafin

    bardzo fajny tekst, ale chciałbym zdementować rewelację o bosmanie Nowickim – prawdziwym bohaterem powieści o Tomku Wilmowskim jest oczywiście Dingo. Tak swoją drogą jakiś rok czy dwa temu, we Święta, siedziałem u rodzinny offline i nie miałem co robić, więc postanowiłem, że przypomnę sobie „tomki”, które w latach szczenięcych przeczytałem chyba z 800 razy. I trochę się rozczarowałem, bo nie pamiętałem, żeby były takie krótkie – jeden wystarczał na kilka godzin zaledwie, więc przez trzy dni obskoczyłem wszystkie :D Szkoda, że Szklarscy tego nie pociągnęli dalej po Gran Chaco. I szkoda, że nie żyjemy w Ameryce, bo już by był jeden albo dwa seriale na podstawie, które chętnie bym obejrzał. Ale jak sobie pomyślę, że nasi by mogli zrobić taki serial, to momentalnie słabo mi się robi…

    Swoją drogą, jak sobie pomyślę, że ja się wychowywałem na „tomkach” czy Złocie Gór Czarnych przesączających masę wiedzy przez swoje kartki, a dziś dzieciaki się wychowują na Potterach i Zmierzchach, które nie uczą kompletnie niczego, to przestaje dziwić poziom dyskusji w internecie.

    aha, i nawiązując do innego wątku dyskusji, oczywiście Cats > all

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @serafin

      Dingo faktycznie pojawia się już w pierwszej części, więc może aspirować do niemal równorzędnego bohatera, u boku bosmana.
      Ja w ogóle jestem w szoku, że:
      a. nikt Tomków nie zekranizował
      b. nikt nie zrobił na ich podstawie przygodówek p&c. Te drugie byłyby pewnie tańsze niż serial.

      W piwnicy powoli wklepuję w przedwojenną maszynę do pisania „Tomek na lodowej pustyni” o tym, jak nasi bohaterowie spotykają Cthulhu. Ale sza!

    1. serafin

      @maladict

      aaa, faktycznie, jak mogłem zapomnieć babę z ŻP. Matko, ile to się rzeczy zapomniało. Między innymi moje 30 kg „tygrysków”, które powinny jeszcze być gdzieś u mamy, jeśli nie wyrzuciła. Strach byłby dzisiaj do nich sięgać, bo to taka nachalna propaganda, ale wtedy to była moja wielotomowa biblia kurde…

      z drugiej strony do dziś pamiętam, jak cudownie pachniał papierem i drukiem świeżo kupiony Świat Młodych

Powrót do artykułu