Spode łba – sezon ogórkowy

bosman_plama dnia 7 lipca, 2015 o 8:33    50 

tyt

Podczas gdy my oburzamy się na marne porty z konsol, debilne dlc i takie tam, rodzimy światek okołoliteracki od kilku dni żyje największą aferą od czasu poprzedniej i przeżywa fakt, że ktoś dostał mercedesa. Co, jak się okazało, godzi w etos. Takie greckie słowo. Grecy, jak wiadomo, są dziś na topie.

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to streszczam – Szczepan Twardoch został ambasadorem marki mercedes, w wyniku czego część ludzi mu pogratulowało, część wzruszyło ramionami, że co ich obchodzi jakiś Twardoch, a część wpadła w zdumienie i oburzenie. Zasłużony nie tylko wynalezieniem Masłowskiej krytyk Paweł Dunin Wąsowicz, oświadczył na przykład, że w takim razie nie może już dłużej uważać Twardocha za pisarza. Słowo „etos” pojawia się w dziesiątkach kontekstów a miejscami internety rozgrzewają się nieco od emocji dyskutantów.

Złośliwi rzucają, że najwyraźniej „etos” ma oznaczać, że pisarz powinien zdychać z głodu i cierpieć za miliony. „Idealiści” tłumaczą im, że na takim zachodzie żaden pisarz by się tak nie upodlił, co mnie wydaje się dość interesujące, bo nigdy nie czułem się szczególnie upodlony jadąc dobrym samochodem. No, ale są różne gusta.

juslo

Żenujący przykład kompletnego braku etosu. Juliusz Słowacki z powodzeniem grał na giełdzie i żył – hańba! – dostatnio.

Oczywiście, tak aferka mogła wybuchnąć między innymi dlatego, że nasz światek literacki jest tak nudny – gdy spojrzeć nań z zewnątrz – że wystarczy byle co, aby wywołać poruszenie. Czasem ktoś się z kimś prześpi wbrew swym preferencjom (nie jestem pewien, czy podczas tamtej afery słyszałem coś o etosie), czasem ktoś inny nie zauważy, że przystroił się w nazistowskie symbole (tu prawie mam pewność, że nikt nie wspominał greckiego słowa). Czytelniczki rozpaczliwie rozglądają się za jakimś Hankiem Moodym, ale porszakami rozbijają się tylko piłkarze i Kuba Wojewódzki. Oni też nie mówią o etosach, no i ambitne młode intelektualistki muszą udawać, że nie są nimi zainteresowane.

A piszę o tym wszystkim bo, po pierwsze, trwa sezon ogórkowy, czyli czas, kiedy we wszystkich redakcjach wyciąga się z archiwów barszcze Sosnowskiego, albo meszki przenoszące wirusy, bądź wgapia w dowolne jeziora w nadziei, że wypłynie z nich jakiś potwór. Straszny Twardoch zastępuje mi więc dziś potwora z Loch Ness. Jest jednak i drugi powód. Otóż żyjemy w czasach, kiedy definicja pisarza znów będzie się trochę zmieniać. Oczywiście, z winy gier.

potwnDla odmiany przykład gościa z klasą, który etosu się trzyma. Potwór z Loch Ness, wie, że nie powinien rozbijać się furami, tylko trzymać pod powierzchnią wody, pokazując pewne fragmenty ciała wyłącznie podczas mgieł i deszczów, gdy w pobliżu jest ktoś z kiepskim aparatem.

Liczby są nieprzyjemne, ale szczere – gry osiągają większe nakłady, niż większość książek (chyba, że to poradniki, albo wspomnienia celebrytów z ich celebrytowania). Nie zdziwiłbym się, gdyby ilość osób potrafiących czytać była już mniejsza od liczby tych, którzy tego nie potrafią. Przy czym trzeba wspomnieć, że „czytać” nie oznacza: „składać literki, tak aby przy pewnym wysiłku pojąć sens literkowej mozaiki, pod warunkiem, że nie jest zbyt skomplikowana”. Czytanie ze zrozumieniem zaczyna być dziś rodzajem sztuki i kto wie, czy lada moment nie będziemy go sobie wpisywać w cefaułki. A to nie wszystko, wśród czytających ze zrozumieniem, nie wszyscy mają ochotę poświęcać swój czas na zapoznawanie się z prozą inną, niż proza życia. Jeśli więc chcesz opowiadać historie musisz się zastanowić jak chcesz to robić.

Kinga_RusinPrzykład poczytnej autorki, która nie upadla się luksusowym wozem, ale prócz dwóch torebek trzyma także etos i dzielnie zasuwa pieszo. Oto obraz prawdziwego pisarza!

Oczywiście, możesz iść do pracy i traktować pisanie jako hobby. Prędzej czy później znajdziesz się jednak w sytuacji, w którym jedno przestanie ci wystarczać a drugie satysfakcjonować. Zaczniesz sobie marzyć, że fajnie byłoby na pisaniu zarabiać, bo to pozwoliłoby ci po prostu pisać. Wtedy możesz sobie przypomnieć, że literki to tylko krótka przygoda w historii snucia opowieści. Kiedyś nikt nie umiał czytać. Mieliśmy wtedy lepszą pamięć, a celebrytami byli pieśniarze zdolni recytować z pamięci całe Odyseje. Pisma zresztą nie wymyślono po to, żeby zapisywać czyjeś zmyślenia, ale konkretne warunki umów handlowych. Być może pierwszą zmyśloną opowieścią było zapisanie na glinianej tabliczce wyobrażonej a nie faktycznej liczby sprzedanych krów, a pierwszy krytykiem kontrahent, który wrzasnął: „Masz mnie za durnia? Coś ty tu nazmyślał?”.

Gliniane_tabliczki_z_Ugarit.Jedna z wczesnych antologii

Jeśli sobie o tym przypomnimy, możemy zauważyć, że pisarze od dekad zajmują się pisaniem scenariuszy do filmów. O ile wiem nikt nie uważa, że np. William Faulkner pohańbił się pracując np. przy scenariuszu do „Wielkiego snu” („Wielki sen” powraca w moich wpisach prawie jak Fallout). Nie pamiętam czy biczowano Wańkowicza za ukucie hasła: „cukier krzepi!”, co stanowiło umoczenie literata w świat reklamy. Drew Karpyshyn prócz pisania scenariuszy do gier, pisuje też powieści, osadzone nie tylko w świecie gier, ale i np. Star Wars. Ta ostatnia marka przyciąga zresztą różnych autorów. Są wśród nich i tacy, o których inaczej pewnie mało kto by usłyszał, ale trafili się np. Greg Bear i Walter J. Williams, czyli pisarze w świecie SF znani, zasłużeni i nagradzani. być może kochają Star Wars, ale możliwe też, że zrobili to dla kasy. I nikt, o ile wiem, nie przybijał ich do etosu.

big sleepSkoro jest o Big Sleep i o książkach, to nie mogło zabraknąć tego zdjęcia z książkami

Gry to kolejne narzędzie do opowiadania historii. U nas dali mu się skusić np. Jacek Komuda, Rafał Orkan i Piotr Rogoża. Ten ostatni wylądował w związku z tym w amerykańskim stowarzyszeniu pisarzy – czy jakoś tak, nie pamiętam nazwy. Tak jest, został za oceanem oficjalnie uznany za pisarza, nie dlatego, że machnął dwie powieści i kilkanaście opowiadań, bo o nich nikt tam nie słyszał, ale dlatego, że brał udział w pisaniu scenariusza do gry. Strategicznej, nie żadnej tam artystycznej nadprzygodówki.

etosChwilka dla etosu. W tle obowiązkowe wyposażenie mieszkania tych, którzy chcą mieć honor uważać się za prawdziwego pisarza.

To wszystko ludzie, którzy nie widzą wielkiego sensu w szlachetnym umieraniu z głodu czy na inne suchoty. Ludzie, którzy dostrzegają, że sytuacja się zmienia, a wraz z nią i definicje. I nie dzieje się tak dlatego, że naoglądali się zbyt wiele „Californication”. Po prostu któregoś dnia otworzyli lodówkę, albo wybrali się z dziewczyną do knajpy. Przychodzi wam do głowy jakiś szlachetny etos scenarzysty gier komputerowych? Mnie nie. Praca, to praca, etos wyraża się w tym, by wykonywać ją najlepiej jak się potrafi.

 

Dodaj komentarz



50 myśli nt. „Spode łba – sezon ogórkowy

  1. shani

    Czy dobrze rozumiem, jeśli jakiś czas temu wygrałem kosz ze słodyczami w Leclercu, to tracę w tym momencie wszelkie tytuły, przywileje i zaszczytne miano gikzowicza? o_O
    Bez sęsu :( Idę po kawę i jeszcze raz przeczytam, bo coś chyba przekręciłem.
    A może już należę do tych co nie potrafią czytać? Hm.
    Nie cierpię sezonów ogórkowych :/

  2. MusialemToPowiedziec

    Jako że pana Szczepana T. (nie wiem czy oskarżony i już nawet skazany pozwala na używanie całego nazwiska) nie znam osobiście, to może idzie o to, że facet twierdził, że nie ma gorszego imienia damskiego niż Mercedes, a samochody to w ogóle zło gorsze niż gry komputerowe?

    Ogórki rosną zdrowo.

    Przypominał mi się Notch, co najpierw rozpisywał się o tym, jakie to korpo są złe, ale jak mu machnęli 2 miliardami za Minecrafta, to wziął i se kupił dom, na który miała chrapkę Beyonce.
    Ten przynajmniej porządnie swój etos wycenił :)

          1. furry

            @brum75

            W przeciwieństwie do niektórych nie mam gikzowego kajecika „who’s who”, więc nie pamiętam, czyś z Warszawy, ale jeśli tak, to śpieszę donieść, że kupowałem kiedyś toner w sklepie Czarny na białym, na ulicy Puławskiej i do toneru pan dorzucił promocyjnego wafelka Prince Polo, niestety tego małego, w rozmiarze „na dwa gryzy”.

            Był to chyba jednorazowy wybryk, bo kiedy zamówiłem toner wysyłkowo, w przesyłce wafelka nie było, nie wiem czy kurier zjadł, wstydziłem się zadzwonić z reklamacją :-(

  3. iHS

    Odnoszę wrażenie że całej afery by nie było, gdyby Szczepan Twardoch przez ostatnie parę lat nie starał się z determinacją, poświęceniem i ślepym uporem zostać największym bucentym nie tylko wśród polskich pisarzy, ale aspirując również do tytułu międzydyscyplinarnie. A i na arenie międzynarodowej zasługiwałby przynajmniej na honorowe wyróżnienie, coś jak „bucosław 2015″. Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, żeby ktoś mi dał pojeździć mercedesem, a nie 16 letnią hondą accord, z radością dałbym się skorumpować za znaczne mniejsze pieniądze, niestety, nikt jakoś nic nie oferuje, Więc kwestia tego całego ambasadorowania jest dla mnie całkowicie neutralna, a z odzewu społecznego widzę, że ludzie chcą po prostu przywalić gościowi który bezlitośnie szargał ich dumę własną przez ostatnie kilka lat. No, może na moją ocenę sytuacji wpływa fakt, że Twardoch razem z Orbitowskim spłodzili najlepszy kawałek polskiej literatury jaki czytałem w tej dekadzie. Co nie zmienia faktu, że gościa nie trawię.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @iHS

      To bardzo możliwe, bo Twardoch ciężko i uczciwie zapracował na to, by stać się postacią kontrowersyjną. Z drugiej strony tacy bywają utalentowani pisarze. Ponieważ jednak mało kto przygląda się historii literatury, gdy ogarnia go gniew na Twardocha za jakieś jego powiedzenie, to wątek historyczny może nabrać wagi za kilka dekad. Obecnie nie ma znaczenia.

      Zastanawiałem się nawet, czy głosy oburzenia pojawiłyby się, gdyby merca dostał ktoś inny, na przykład Michał Witkowski (to ten, który cierpi na wadę wzroku uniemożliwiającą rozpoznawanie symboli SS).

        1. iHS

          @Obledny

          Sądzę, że raczej burza ma rozmiary mikroskopijne, bo choć interesuję się tematem, i kojarzę nadanie Twardochowi tytułu mister mercedes, to jakiekolwiek głosy oburzenia już mi umknęły. Celowali raczej w to że gość ma dobry gust, jest dandysem i snobem, i podeszło im to pod image marki.

          EDYTA: dammit, przeczytałem ze zrozumieniem jeszcze raz twojego posta, i niestety nikt nigdy nie da mi mercedesa. Ale, chciałbym zaznaczyć, dobry rower też przyjmę.

          1. urt_sth

            @bosman_plama

            W pełni rozumiem, no ale po to są czytelnicy (ew. psychofani), aby dopingować pisarzy.
            Planujesz rozdawać tusz/atrament na okładkach swojej nowowydanej książki w Warszawie?

            PS. Ostatnio sobie uświadomiłem (przy okazji oglądania prezentów bratanka), że nie pisałem piórem od czasu zakończenia edukacji.

  4. /mamrotha

    Etos, Patos i Aramis.

    To chyba tylko u nas istnieje, w tym dziwnym kraju w którym wielu uwierzyło, że „cierpienie uszlachetnia” i jak komuś się powodzi to albo fuksiarz albo złodziej. Bo przecież to niemożliwe, by NORMALNY człowiek radził sobie w życiu

Powrót do artykułu