Spode łba – Legendy

bosman_plama dnia 1 grudnia, 2015 o 9:15    54 

klechdy

Mało który wydawca fantastyki potrafi zacząć promocję od mocnego uderzenia, jak zrobiło to Allegro z Legendami Polskimi, kolejnym po Starości Aksolotla Dukaja swoim projekcie literackim. Literackim, ale nie tylko. Podobnie jak wtedy sporo się wokół książki dzieje. O ile jednak powieść Dukaja trzeba było kupić, to zbiór opowiadań dostajemy od Allegro za darmo. Można więc podumać, że to działanie marketingowe służące na przykład uświadomieniu nam, że Allegro jeszcze bardziej chce zostać naszym lokalnym Amazonem. Produkuje więc własne książki i własne filmy (na razie krótkie).

Filmik o Smoku widzieliście pewnie wszyscy, a nawet jeśli nie, to łatwo możecie go zobaczyć. Już zadziałał. Asz Dziennik zareagował pisząc, że jeden filmik zużył wszystkie zapasy efektów specjalnych polskiego kina na rok poprawka, napisali, że w tym stuleciu, gazeta.pl link do filmu zamieściła na pierwszej stronie a internauci zdążyli powybrzydzać w komentarzach. Nie będę wyliczał zarzutów, bo w ramach rozmaitości sądów dotyczyły chyba wszystkiego. Oberwało się twórcom także za słabą fabułę. Moim zdaniem nie fabuła był w tym filmiku celem, prędzej zabawa światem; nie tylko legendą, ale naszym światem właśnie. Dlatego pojawiają się ciągłe przebitki na media społecznościowe („bierz mnie Smoku”), a sam Smok wrzuca obleśne filmiki do sieci. Ciekawy jest wątek, powiedzmy, zzawschodniograniczny. Zniszczona zostaje część wieży kościoła Mariackiego a po opuszczonym Rynku walają się śmieci. Są laski, jest Jaś.

leg1Jaś, Janek pojawia się w prawie każdym z opowiadań zamieszczonych w zbiorku (poprawione, bo wydawca zwrócił mi uwagę, że nie w każdym). Zakładam, że taki był zamysł (czyli jednak nie był). Niestety, mogę tylko zakładać, bo antologii zabrakło jakiegoś wstępu bądź posłowia (i nadal mi go brakuje). Możliwe, że zastąpić je mają filmiki z wypowiedziami autorów. Nie wiem, nie oglądałem, prawdę mówiąc umiarkowanie mnie obchodzi, co pisarze mają do powiedzenia; wypowiedzieli się już w swoich opowiadaniach. Wolałbym przeczytać wstęp jakiegoś krytyka, mógłby to być Parowski, Cetnarowski, Dunin – Wąsowicz, albo ktoś jeszcze inny, może jakiś młody gniewny, może wręcz przeciwnie. Niestety, muszę obejść się smakiem albo śledzić recenzje w sieci i innych mediach.

Co do mnie, napiszę od razu, żeby mieć z głowy. Najbardziej podobały mi się teksty Małeckiego, Raka i Orbitowskiego (podaję w kolejności zbiorku). Małecki machnął pozornie prostą rzecz, nawet specjalnie nie szalejąc z legendą, uwspółcześniając ją czysto umownie, zapewne po to, żeby zagrać dekoracjami i byśmy się wszyscy odnaleźli w tle, jakie znamy. Siłą jego tekstu jest zabieg nienowy, ale często skuteczny – ukazanie znanej historii z innej niż zwykle perspektywy. A ponieważ Małecki lubi schylać się po ludzkie emocje, lubi wiwisekcje ludzkich wzajemności, to dostajemy opowiadanie trochę ładne, bardzo smutne i bardzo ludzkie.

leg2 Radek Rak trafia mnie w samą duszę, już tak ma. Atomy jego pisania bliskie są atomom mojego czytania. Używa języka, który zdolny jestem rozumieć nie tylko na poziomie oczu i mózgu. Czasem tak bywa z pisarzami. W moim przypadku piszą tak np. Rak i Szostak. Ale też Cook, żeby poszukać prostszych przykładów. Jeżeli nie rozumiecie o co chodzi, spróbuję wyjaśnić to w bliższym gikzowi języku: atomy narracji Fallouta 1 i 2 są inne niż atomy narracji F3 i F4. Można starać się podchodzić do wszystkich gier z tych dwu serii obiektywnie, ale zazwyczaj język jednej z nich będziesz rozumieć, a drugi czuć. I tyle. Tak więc o czymkolwiek pisze dotąd Radek Rak, ja zawsze reaguję na to strzyżeniem uszami duszy. Ale mogę być nieobiektywny, bo facet kiedyś postawił mi placki ziemniaczane. W dodatku interesują go tematy, które bliskie są i mnie, widać, że nie jest to autor po raz pierwszy sięgający po baśnie czy legendy. Posługuje się też, w tym zbiorku, językiem najbliższym językowi klechdy. I widać, że jest to dla niego język naturalny, że nie musi się wysilać, konstruować go. Płynąłem z tekstem Raka poddając się z przyjemnością jego narracji.

Z Orbitowskim mam dokładnie na odwrót. Jego atomy są mi obce, są antyatomami moich. Czytanie jego opowiadań i powieści przypomina mi zawsze próbę zjadania antymaterii cynową łyżką (identycznie mam z Dukajem). Do prozy Orbita podchodzę więc zawsze jak do zwiedzania dalekiego kraju, którego map właściwie nie ma; składają się bowiem wyłącznie z białym plam, wśród których ktoś narysował tylko kilka zwodniczych kresek mogących być równie dobrze granicami, jak i rzekami. Na szczęście literatura to nie fizyka i mogę takiej antymaterii kosztować, a Orbitowski potrafi splatać ją w zadziwiające i zachwycające od czasu do czasu supły. Nie inaczej jest i tym razem. Choć spróbował napisać prosto i nawet osiągnął w tej prostocie pewien sukces, to równocześnie jest Orbitowski pisarzem na tyle dojrzałym, że jego fraza wyróżnia się zawsze na tle innych fraz. I choćby dlatego czytanie jego utworów to przyjemność, zbliżona do tej przyjemności, jaką daje nam obcowanie z naprawdę dobrą muzyką. A przy tym to autor, który chyba nie potrafi pisać głupio, więc nawet jeśli niekoniecznie się z nim zgadzamy, warto sprawdzić co miał do powiedzenia. Tym bardziej, że podobnie jak Małecki i Orbit lubi się babrać w bebechach ludzkich dusz.

leg3Rafał Kosik, kolejne mocne nazwisko, zdobywca nagród, wydawca bestsellerów, machnął do zbiorku „Pilipiuka”. Wiecie, opowiadanie wychodzące z konkretnego pomysłu i pędzące przez dowcipy do pointy. Ponieważ Kosik Pilipiukiem nie jest, raczej zmierza dziarsko do zakończenia niż gna na złamanie karku, ale poza tym wszystko jest w jego tekście Pilipiukowe. Wydaje mi się znaczące, że największy twardoesefowiec w zbiorze w starciu z legendą, a zatem nieoczywistością zanurzoną w magicznym sosie, wybrał jako oręż żart. Bardzo cenię Kosika za twarde stąpanie po ziemi, lubię mądrą konkretność jego stylu. To jednak, co sprawdza się w fizyce, uczyniło go niemal bezbronnym wobec metafizyki. Kosik świetnie punktuje różne systemy organizacji życia społecznego, odkrywa ułudy ideologii i kreuje mechanizmy światów fizycznych. Stając wobec legendy zawahał się i zrobił unik. Jeśli zadał pytania, jakie zadaje pisząc SF, ja przegapiłem je wśród zgrywy. Powstało więc opowiadanie lekkie, punktujące to i owo w naszych narodowych mitach, niewolne o niekoniecznie miłej dla nas metafory ale przede wszystkim zabawowe. Opowiadanie esefowca. Równocześnie to właśnie Kosik (obok Cherezińskiej) najbardziej wprost odnosi się do tematu „polskości”, spośród autorów całego zbiorku.

leg5Mimo, że to Kosik jest hardym esefowcem, najklasyczniejsze opowiadanie SF napisała do zbiorku Cherezińska, znana nam głównie z tego, że nurkuje bez lęku w historię Polski i wyciąga na powierzchnię skarby, po które inni też czasem sięgali, ale z mniejszym od niej powodzeniem. Nic więc dziwnego, że i do Legend napisała opowiadanie zanurzone aż po czubek głowy w polskiej historii. Ładnie się nią bawi, ładnie i klasycznie bawi się też warszawską legendą. Mnie bardziej od fabuły bawiło tło, świat opowieści, wszystkie mrugnięcia okiem autorki do historii i naszych rodzimych mitów historycznych. Ale to dlatego, że ja jestem skrzywiony, zawsze fascynują mnie światy. Fabuła ma i zagadkę i zwroty akcji. Tło esefowe jest dość klasyczne, choć pewnej egzotyki dodaje mu nasza lokalność i podejście do niej. Gdzieś w tle przebrzmiewały mi echa igraszek z historią Kuby Nowaka, ale to bardzo luźne skojarzenie i nie wiem, czy potrafiłbym się z niego wytłumaczyć. Opierałbym je raczej na pewnym podobieństwie humoru odnajdywanego, być może na wyrost, między wierszami, niż na jakimś konkretnym dowodzie.

leg4Wegner to już chyba na naszym poletku zawodnik wagi ciężkiej. Zdobywanie Zajdli przychodzi mu z łatwością mniejszą chyba tylko od zdobywania czytelniczych serc. Należy do tych, którzy potrafią wpleść w beletrystykę traktującą o magii i mieczach prawdziwe emocje, a to nie każdemu się udaje (chyba nawet więcej poległo na tym polu, niż odniosło sukces). Co pewien czas sięga po SF i widać, że kusi go i ta nisza. Jako czytelnik bardzo się z tego cieszę, jako autor lękam się nazbyt mocnego konkurenta. Czekam na jego space operę niecierpliwiej niż na kolejne tomy jego sagi fantasy. Widać, że lubi temat relacji człowieka z maszyną, że kuszą go tematy sztucznych bytów, sztucznych inteligencji i projektowanych osobowości. Jak zawsze jest mocnym punktem zbioru, cieszy i porusza.

Jak widzicie, napisałem i nie napisałem. Starałem się nie spoilerować, dlatego otrzymaliście mieszankę wrażeń i ogólnych informacji. Czy warto po zbiorek sięgnąć nie tylko dlatego, że jest za darmo? Już dla samych nazwisk warto. To nie są przypadkowi autorzy, nie próbują zbywać czytelnika pozorem zaangażowania. To zawodowcy, poważnie podchodzący do swojej pracy (nawet jeśli piszą żartobliwe teksty). A zatem warto.

Czy całość pozostawiła mnie zmiażdżonym, czy nie spałem w nocy dumając nad zaproponowanymi mi interpretacjami legend? Nie. Ani trochę. Czy otrzymałem zestaw emocji, których być może nie otrzymałbym w inny sposób? Nieco. Czy dobrze się bawiłem przy lekturze? Owszem. Czy to będzie ważny zbiór na polskim rynku fantastycznym? Pojęcia nie mam. Może być ważny, bo Allegro przyłożyło wielką wagę do marketingu – wszyscy o nim usłyszą. Głównonurtowcy będą mogli trochę powzruszać nad nim ramionami, a może zastanowią się, czy nie namówić Allegro, żeby spróbowało wydać także ich, skoro tak ładnie stara się przy promocji. Pewien kłopot widzę w tym, że wśród opowiadań dobrych i świetnych nie ma właściwie tekstu, który podszedłby do legend w sposób obalający mury zastanej rzeczywistości. To, zazwyczaj, gry z legendami, czasem prześliczne kompozycje na ich motywach. Ale nie jest to pięćdziesiąt ton wartości, które przebiją się przez sufit i spadną na nas zmuszając nas do zawołania: „o kurczaki!”.

Ale nie każdy zbiór musi przecież takim być.

Zobrazkowałem ten tekst fragmentami ilustracji ze zbiorku. Są autorstwa Marcina Panasiuka i przyznaję, że mnie zauroczyły.  Natomiast obrazek tytułowy to fragment Klechd Sezamowych i jest autorstwa Szancera.

 

Dodaj komentarz



54 myśli nt. „Spode łba – Legendy

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @jaGrab

      To jest informacja dla Allegro. Z drugiej strony na gikz temat (i link) pojawił się w komentarzach wczoraj. Na fejsie temat przebłyskuje, a wczoraj linków do filmu ze smokiem było sporo. Temat wyszczerzał się też z większość stron polskich serwisów. Acz rzeczywiście niekoniecznie na głównych miejscach.

      Trudno zaprzeczyć, że Allegro musiało szastnąć kasą. Bagiński zapewne nic za darmo nie zrobił, podobnie Stuhr i Więckiewicz. Nawet ich nie licząc na zrobienie filmików pewnie trzeba było wydać większą kasę niż połowa polskich wydawców wydaje na promocję wszystkich sowich autorów w ciągu roku.

      A skoro przy tym wszystkim temat potrafi umykać odbiorcom, to może coś jest nie tak.

      1. jaGrab

        @bosman_plama

        aż poszukam tego smoka bo też o nim nie słyszałem, oby był lepszy niż ten z Wiedźmina
        trochę to dziwne biorąc pod uwagę ile czasu spędzam przed ekranem na wszelkich gazetach, jutubach, tłiterach etc.
        zbiorek pobrałem z wspomnianego linka na ŚCz, wrzuciłem do calibra, wysłałem na kindla z zamierzeniem że gdzieś tam, kiedyś tam, jak nie będzie nic innego do czytania sięgnę, coś jak kolejne bundle z popierdółkami na parówce czekające na lepsze czasy
        nie wiedziałem że mam do czynienia z WYDARZENIEM

  1. Obledny

    Zgadzam sie z Bosmanem ze promocja tomiku byla wyjatkowo silna- filmik na glownej stronie GW – czy mozna wiecej ?

    Wlasnie wszedlem na strone zeby pobrac- zachecony recenzja Bosmana- i bylem 1928 osoba ktora to zrobila. Na 40 milionow Polakow. Ksiazke ZA DARMO. Cebula power, Gazeta wyborcza, Baginski, facebook, allego- wszystko razem zlozylo sie na zainteresowanie rzedu 0,05 PROMILA.

    No i wez nie stac wiary w ludzi.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @iago

          No, niezupełnie tak. Jeśli Twój tekst wisi w sieci i tam przeczytało go w ciągu dwóch lat 5 tysięcy ludzi, to jednak różni się to od sprzedaży papierowej książki, tym bardziej, że w jej przypadku rolę grają zazwyczaj pierwsze trzy – cztery miesiące sprzedaży.

          1. iago

            @bosman_plama

            Trochę (ha, ha) sobie jaja robię. To są kompletnie nieporównywalne media (amatorski blog vs. książka drukowana). Ale zaciekawiła mnie podana liczba. Jeśli te nakłady faktycznie są tak niskie, to co należy uznać za sukces (wydawniczy)? Że książkę przeczytało 5k ludzików (jest jakiś przelicznik typu czytelnictwo = n sprzedanych egzemplarzy * 1.5 (wyssany z palca wskaźnik pożyczania książek) or compatibile?)? Że cały nakład się sprzedał i dodrukowujemy?

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @iago

              No niestety. nakłady wysokie nie są. Tzn. nakłady już znanych i popularnych autorów różnią się oczywiście od nakładów debiutantów, albo autorów uchodzących za „artystów”, a nie dość wypromowanych.
              Gdyby Pilipiuk sprzedał swoją książkę np. w 3 tysiącach egzemplarzy, to by się chyba zapił ze smutku. Ale taki nakład dla debiutanta – fantasty to smutny, bo smutny ale sukces.

      1. furry

        @bosman_plama

        Dukaja za dychę się sprzedało ponad 10k, była gdzieś informacja na Świecie Czytników.

        Ale co z tego, oni (Allegro) naprawdę nie mają pomysłu na sklep z ebokami, zresztą mieli sklep i go zlikwidowali, teraz tylko pośredniczą, jak z resztą towaru.

        Nie wiem co oni planują, z drugiej strony nie wiem też, dlaczego zezwalają na handel podróbkami perfum, kurtek czy smartfonów.

        1. Garett

          @furry

          No dobła, dobła. Mało pobrań e-book’a. Z moich znajomych czytnik posiada jedna osoba, jedna. Ja wiem, że nie przeczytam bo czytnika nie mam i nie planuję w najbliższej przyszłości, a czytanie tego na kompie to mija się z celem. Dlatego też nie ma co się sugerować liczbą tych pobrań za bardzo, IMHO.

          1. aihS Webmajster

            @Garett

            Z moich znajomych czytnik posiada jedna osoba, jedna.

            To niczego nie dowodzi. Znajdą się tacy, których wszyscy znajomi mają czytniki, a papierowej książki nie czytali od kilku lat i to również niczego nie dowodzi.

            Możliwości jest wiele. Ja np pobrałem ebook, ale nie obejrzałem filmu.

              1. furry

                @Garett

                W sumie nie wiadomo ile czytników sprzedaje się na Allegro, te statystyki są płatne, aż tak ciekawy nie jestem :-) Zakładam, że ktoś w Allegro takie dane ma i pomyślał, że warto zacząć sprzedawać książki na te czytniki.

                Akcja z Dukajem przyniosła chyba niezłe wyniki, sprzedali 10 tys. kopii, Bookrage sprzedało jakieś 4,5 tys. pakietów z Zajdlem… Ale rynek ebookowy w Polsce wygląda tak, że sprzedają się ebooki za kilka-kilkanaście zł, minimum 50% w dniu premiery :-)

                Moja, wyssana z palca, choć nie do końca teoria jest taka, że w Polsce 80-90% czytelników zaopatruje się w ebooki z tzw. alternatywnych źródeł, biorąc pod uwagę to ile sprzedaje się czytników (na allegro), a ile ebooków. A to i tak jest niedoszacowane, bo statystyk sprzedaży czytników poza Allegro nie ma.

                Liczby zbieram tu i tam, bo nikt się nie chwali ile ebooków sprzedał, a wszyscy sprzedawcy piszą, jakie mieli wzrosty sprzedaży, hoho. A wzrost o 100% to może być i 50 -> 100 kopii, i 5000 -> 10000.

  2. iago

    Offtop (wybacz, Bosmanie): usiłuję ułożyć „alfabet growy roku 2015″ (zjawiska na rynku, najważniejsze gry, spektakularne sukcesy i wtopy itd.). Na razie mam A (jak AAA), B (jak Batman: Arkham Knigget), C (jak cRPG), D (jak Darkest Dungeon) i V (jak Visual Novels). Możecie zaproponować pozostałe hasła? A może zrobić z tego interaktywną zabawę – chętni przysyłają propozycje i gdzieś w początkach 2016 powstanie duży wpis a’la podsumowanie roku 2015? (obok tradycyjnych złotych podków/wałachów roku). Tak tylko rzucam pomysł w przestrzeń :)

Powrót do artykułu