Spode łba – pika mi drukarka

bosman_plama dnia 12 sierpnia, 2014 o 8:22    111 

tertyt

Gdy coś niefajnego dzieje się w moim organizmie układ nerwowy wysyła mi o tym naglące informacje, które odbieram jako ból. Ponieważ nie jestem Rambo nie potrafię wyłączać tej komunikacji. Reaguję – idę do lekarza, łykam prochy, wkurzam się na cały świat – takie tam. Obecnie sprzęt elektroniczny potrafi się zachowywać jak organizm – gdy jest mu źle wysyła sygnał – naglący i irytujący.

Jakiś czas temu w pracy postanowiono ułatwić życie wszystkim instalując na korytarzach wspólne drukarki. Trochę ponarzekaliśmy, ale przywykliśmy. Drukarki potrafiły też kserować, skanować, mailować i latać w kosmos, okazały się całkiem przyjazne a opanowanie ich obsługi nie było trudne. W końcu nawet te panie, które długo muszą kombinować przed włączeniem kompa nauczyły się które przyciski należy w nich naciskać.

I wtedy nam je zamieniono. Na lepsze.

Lepsze drukarki mają o jakieś tysiąc pięćset przycisków więcej i oprócz latania w kosmos robią też kawę, porozmawiają z człowiekiem o życiu, a w razie potrzeby ostrzelają rosyjskie samoloty taktyczną bronią jądrową. A jak coś jest z nimi nie tak, zaczynają o tym pikać. I jedna z nich w tej właśnie chwili pika. Od pół godziny. I żebym nie wiem jak się natężał nie wpadnę o co jej chodzi. Owszem, rozpoznaję przycisk informujący, że coś jest nie tak. Niestety, wciskanie go nic nie daje, ponieważ ekran pozostaje ciemny. Jak włączyć ekran? W starej, gorszej, drukarce odpowiadał za to przycisk. W nowej, lepszej jego rolę pełnią przyciski trzy. Starą mogłem zresetować, z nową w żadnym wypadku nie wolno mi tak postąpić, nawet gdyby zależało od tego życie zakładników wziętych przez oszalałą od tego pikania koleżankę. Zresztą nie wiem jak (chyba, że odłączyłbym prąd, ale wtedy chyba zostałbym rozstrzelany przez obsługę techniczną). W przypływie szału ponaciskałem wszystkie przyciski po kolei, cały czas oczekując, że sprzęt eksploduje. Nic się nie stało. Dalej pika.

W ten sposób znalazłem się w sytuacji mijającego pokolenia. Wiecie, nasi dziadkowie bez trudu radzili sobie z telefonami z tarczą, obczaili też komórki, ale w pewnym momencie stanęli wobec problemu ekranów dotykowych i dwóch miliardów aplikacji niezbędnych do obsługi smartfona. Nasi rodzice, którzy wychowywali się w czasach, gdy w telewizji leciały tylko dwa programy, teraz muszą uczyć się obsługiwać nie tylko pilot do telewizora, ale też pilot do dekodera, sam dekoder, pilot do anteny satelitarnej i odnaleźć się w menu liczącym więcej linijek tekstu niż dialogi w Planescape: Torment.  Z trudem, bo z trudem, ale jakoś sobie z tym radzą (choć często z pomocą telefonu, z którego dzwonią do nas, żeby zapytać jak do licha włączyć telewizor, bo nacisnęli przypadkiem jakiś nieużywany przycisk i świat się skończył). Ja do tej pory byłem ten mądry. Ale dziś stanąłem wobec problemu drukarki i odkryłem, że czas umierać.

A potem zacząłem się zastanawiać – wiecie, jestem na razie na etapie zaprzeczania – po jaką cholerę mi te wszystkie sprzęty o nieskończonej liczbie funkcji? Przypomniała mi się opowieść kumpla, który pokochał z wzajemnością Japonkę, więc odwiedził ją w Tokio albo innej Osace. Ona codziennie wychodziła do pracy, on zwiedzał Japonię. Któregoś dnia powiedziała mu: „kochanie-san, dziś wrócę później niż zwykle. Ale nie martw się, przygotowałam Ci obiad. Musisz tylko odgrzać go w mikrofali. No to sayonara.” W ten sposób kolega poznał mikrofalę o dwóch setkach przycisków, co zaowocowało tym, że zjadł rybę z ryżem i czymśtam jeszcze na zimno. Gdy jego kochanie wróciło do domu zapytał jak u licha uruchomić ten cud techniki. „Tym przyciskiem, kochanie-san” – odpowiedziała jego miłość. „A co z pozostałymi 199?” – zapytał, jest bowiem człowiekiem ciekawym świata. „Nie wiem do czego służą. My ich nie używamy” – odparła obywatelka jednej z najwyżej rozwiniętych na naszym świecie cywilizacji.

Rozumiem, że NASA i producenci Cylonów oraz nowych lepszych proszków potrzebują odrzutowych odkurzaczy potrafiących robić masaż, telefonów ze sztuczną inteligencją oraz drukarek zdolnych przejąć z orbity uszkodzony prom kosmiczny. Rozumiem, że postęp musi zasuwać, a technologia musi się rozwijać, inaczej Vulkanie nie przyjmą nas do kosmicznej federacji. Ale czy myśmy się w tym wszystkim trochę nie pogubili? Jaki właściwie mam pożytek z wszystkomającej drukarki, skoro potrzebuję tylko, żeby mi skanowała dokumenty, drukowała je, ewentualnie kopiowała? A w dodatku, gdy zaczyna pikać tak irytująco, że jeśli potrwa to kolejne pół godziny, to zobaczycie mnie w wieczornych wiadomościach jako szaleńca, który zamordował współpracowników, ja – ani nikt inny na piętrze – nie potrafię ukoić jej bólu. Otaczają mnie coraz więcej potrafiące sprzęty, które nie są mi do niczego potrzebne. I nie wygląda na to, żeby miało się to zmienić. Za rok, albo za dwa okaże się, że żyję w świecie, w którym rządzą roboty. Nie dlatego, że się zbuntowały, tylko dlatego, że nikt z nas nie potrafi wykombinować o co im chodzi. Coś jak z dziełem Gallowaya Galleghera z opowiadań Henry Kuttnera. Ów szalony  naukowiec zbudował po pijanemu robota i po przebudzeniu nie potrafił sobie przypomnieć do czego ów służy. Robot pozostawał więc bezużyteczny i zajmował się głównie podziwianiem własnych obwodów i obrażaniem swego stwórcy. Obawiam się, że to właśnie nasza przyszłość.

PS. Superskomplikowany posiadający własną osobowość robot z opowiadania okazał się otwieraczem do piwa. Kuttner i pod tym względem przewidział przyszłość.

Dodaj komentarz



111 myśli nt. „Spode łba – pika mi drukarka

  1. Ziuta

    Nie mam telewizora. Rodzice mają. Razem z mrowiem urządzeń zewnętrznych. Pilotów jest kilka: od odbiornika, tunera satelitarnego, dekodera, magnetowidu (wciąż trzymamy!) oraz DVD. Do tego uniwersalny pilot, który nie ma przycisków, ale ekran dotykowy – i oczywiście, jak to urządzenia uniwersalne, nigdy nie jest używany.
    I średnio raz w miesiącu mama wzywa mnie do pomocy, bo coś wcisnęła i ekran jest czarny. Żeby było lepiej, mama nie pamięta, co wcisnęła, a siadając, siadła na pięciu pozostałych pilotach.
    Próbuję rozeznać się, co i jak, a to nie jest łatwe, bo choć teoretycznie jestem człowiekiem technicznym, muszę rozeznać sekret szeregowego połączenia kilku urządzeń. Bo satelita idzie przez cyfrę, cyfra przez magnetowid, ten przez DVD… albo na odwrót. Do tego mama wisi nade mną i głosem rozczarowanego egzaminatora mówi, że zegar tyka, pogoda na jedynce za pięć minut.
    Historia kończy się nieodmiennie wezwaniem taty, który mówi, że to oczywiste przecież, iż multipleks cyfrowy jest na starym pilocie od TV pod przyciskiem Video. I czemu wyłączyłeś satelitę.

    1. Beti

      @Ziuta

      Zawsze jak jestem u rodziców i zbliża się 17, to we dwoje jednym głosem mówią, że za 5 minut będzie teleekspres. Co z tego, że mają 10 innych kanałów informacyjnych 24h ;) Teleekspres musi być!

      Już niedługo nie będę mogła powiedzieć, że też nie mam tv. Mój chłopak przekonał mnie do tego, żeby w końcu kupić, tak więc szafka pod tv się robi i niedługo stanie 50″. Cieszę się, bo w końcu normalnie będę oglądała filmy i seriale ;)

  2. aihS Webmajster

    Rzuć dużo na ukrywanie się w cieniu i odłącz sukę od prądu. Uciekaj i delektuj się błogą ciszą :)

    Obstawiam w ciemno:
    1) ktoś puścił druk na podajnik ręczny, w którym nie ma papieru
    2) ktoś zaznaczył w Acrobat Readerze Wybierz źródło papieru według rozmiaru strony dokumentu a drukuje dokument w formacie Letter, Legal czy jakiś inny USAński wynalazek

  3. MHT82

    Średnio raz w tygodniu panie w pracy zachodzą i proszą o naprawienie drukarki. 9 na 10 przypadków trzeba włączyć i wyłączyć. :P

    Ja nie ogarniam tych całych pinterestów, tumblerów i innych społecznościowych rzeczy. A co będzie za 10 lat? Okulary google na każdym nosie? Bedziemy dzwonić tylko przez internet?

        1. MusialemToPowiedziec

          @Marcin O

          To, to wiem. Ale wyparcia telefonów w ciągu 10 lat nie przewiduję, bo jednak za dużo białych plam zasięgu jest.

          Jak to w gazecie napisali – facet pojechał do miasteczka które według mapek operatorów ma internet mobilny, okazało się że jedyny internet to jest w bibliotece.

        2. aihS Webmajster

          @Marcin O

          Część kablówek sprzedających usługi telefoniczne tak naprawdę sprzedaje ci VoIP np UPC. Ludzie dzwonią przez internet nawet o tym nie wiedząc, ale generalnie zgadzam się z MTP. Łatwo jest wydawać tego typu sądy „co będzie za 10 lat” mieszkając w terenie zurbanizowanym. Faktycznie są miejsca gdzie nie ma nic.

  4. MusialemToPowiedziec

    „Superskomplikowany posiadający własną osobowość robot z opowiadania okazał się otwieraczem do piwa. Kuttner i pod tym względem przewidział przyszłość.” – jak wierzyć jakiejś stronie z faktami, pierwsze sprzęty elektroniczne to były rzeczy dla kobiet – kuchenki, odkurzacze, wibratory…

    Tak więc jako jeden z pierwszych sprzętów potrafiących mówić domowego użytku spodziewałbym się wrażliwych gumek, zostających i rozmawiających z damą nawet godzinę po wyjściu faceta…

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @MusialemToPowiedziec

      Galloway Gallegher z opowiadań Kuttnera nie dość, że był samotnikiem, to jeszcze konstruował niemal wyłącznie po pijanemu. Dlatego nie przejmował się potrzebami kobiet, tylko własnymi.

      Swoją drogą opowiadania Kuttnera o Gallegherze oraz o rodzince mutantów szczerze polecam. Dawno, dawno temu kazały się zebrane w zbiorku „Stos Kłopotów” a w miarę niedawno temu w „Próżny robot”.

  5. Tasioros

    Po prostu nieświadomie (aż do teraz) bierzecie udział w eksperymencie, mającym na celu zbadanie zachowań grupy ludzi w stresowej/niekomfortowej sytuacji. Obserwują was i dokładnie zapisują wasze poczynania. Na podstawie zapisków wybiorą parę osób do eksperymentów na mózgu lub organach wewnętrznych. A właściwie, tak jak się domyślasz, to wszystko to robi drukarka. Próbowałeś coś zadziałać, więc na razie jesteś bezpieczny.
    Taka mała rada: tego typu obserwacje zazwyczaj są przerywane, gdy zginie parę osób. Nie bądź bierny, nie daj się zabić.

  6. nosiwoda

    U mnie – jak wiesz – też są drukarki sieciowe. Do naprawy których czasem – pomimo braku jakichkolwiek kwalifikacji, poza ogólnym ogarnięciem – się zabieram. Ale nie oglądam się na to, co może robić tylko Wykwalifikowany Personel, tylko odłączam od prądu, a czasem nawet otwieram jej wnętrzności, by wyciągnąć zakleszczony papier. Raz także odłączyłem pikacz rejestrujący karty magnetyczne, bo drukowanie i tak nie działało, a ludzie przychodzili, nie czytali info na ekranie, tylko przykładali karty, pikali i dziwili się, czemu nic nie idzie. A że już piknęli i praca została zarejestrowana na tej jednej drukarce, nie mogli już pojść do drugiej i druknąć tam. Najprostszym rozwiązaniem było, żeby ludzie nie mogli pikać – wtedy a) zorientują się, że coś nie działa, b) będą mogli wydrukować swą pracę na innej drukarce bez c) konieczności wracania do pokoju i ponownego wysyłania do druku. Ale jakoś nikt przede mną na to nie wpadł, tylko przychodzili, pikali, wściekali się i wracali do pokojów, narzekając na nowoczesność.

    Ale faktycznie, ten kombajn ma mnóstwo funkcji, a zwłaszcza ustawień, z których 99% użytkowników w 99% czasu nie korzysta. Większość nawet o nich nie wie. Myślę, że do celów biurowych należałoby stworzyć specjalną linię – tak jak telefony dla starszych – kilka przycisków, wszystko czytelne i jak najmniej możliwości kombinowania.

    Swoją drogą, też uważałem się za technicznego (if they think you’re technical, go crude), ale zaczynam powoli odklejać się od współczesnych mediowych technikaliów. Nie łapię sensu pinteresta, tumblra, a instagram mnie nie pociąga, nie mam także zainstalowanego TORa. Niedługo fejsbuk będzie medium dla staruszków.

  7. Uziel

    Powiem krótko – drukarki to zło.

    Jest to jedno z tych niewielu urządzeń (poza telefonem na Androidzie), które potrafi wyprowadzić mnie z równowagi w ułamku sekundy. Pamiętam jak raz w pracy drukarka tak mnie wkurzyła wciągając kolejny raz papier, że oczy zaszły mi czerwoną mgłą. Jak doszedłem do siebie to kopałem ją. Na szczęście mając na uwadze, że jest to sprzęt służbowy, kopałem ja tak, żeby nie było śladów. :D

    Kiedyś kupiłem sobie drukarkę, ale już ją wywaliłem. Wkurzała mnie.

  8. morfiszon

    To mógłby być „Manifest ludzi nietechnicznych” :) Ja patrze na ten problem z innej strony. Nim jesteśmy starsi tym zbieramy doświadczenie i z niego korzystamy, czyli jak kiedyś drukarka miała przycisk i go się nacisnęło i drukował tak to sobie „zapisaliśmy” w głowie. Jak bardziej nasz wiek jest zaawansowany, tym stajemy się leniwi i „poznawanie świata” nie jest tak samo atrakcyjne kiedy byliśmy dziećmi. Teraz dostajemy drukarkę i ma 3 przyciski, my pamiętamy, że był jeden to korzystając z doświadczenia jedno przyciskowej drukarki zaczyna się właśnie problem. Próbujemy coś zrobić, niestety nie wychodzi ( tak abstrahując w Polsce jest pogląd, że „instrukcji się nie czyta”, a to duży błąd, bo na końcu takich instrukcji często są podane pikania,mrugania diod i co oznaczają :) ) . To doprowadza nas do frustracji, nerwów, gniewu i dużej ilości zimnych do ukojenia :)
    Myślę, że gdzieś z kolejnymi latami tracimy ciekawość świata, może on nas przeraża i chcemy gdzieś się przed nim skryć, przestaje nas obchodzić, skupiamy się na innych rzeczach.
    Zawsze wywołuje u mnie uśmiech na twarzy, jak rodzice są zachwyceni, że ich dziecko 3,4,5 iluś letnie tak szybko opanowuje smartfon, komputer itd. a oni potrafią zadzwonić, czasami wysłać maila. Jeśli kilkuletnie dziecko potrafi opanować sprzęt to dlaczego my mamy problem ? A pewnie dlatego, ze nie chce nam się uczyć nowych rzeczy i bazujemy już na tym co poznaliśmy.
    Ot takie małe przemyślenia :)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @morfiszon

      Z dziećmi działa to i w drugą stronę. Moja siostrzenica (lat 4) świetnie radzi sobie z tabletami i telefonami z ekranem dotykowym. Ale gdy wzięła do ręki telefon z klawiaturą nie wiedziała co z tym robić. Stukała w ekran i dziwiła się, że był martwy.

      Pewnie by to rozgryzła, ale wolałem odebrać jej telefon nim rozwali ekran:).

      1. Beti

        @bosman_plama

        Moja siostrzenica (8 miesięcy) świetnie sobie radzi z klawiaturą. Nie siedzi jeszcze sama tak do końca, nie raczkuje za bardzo, ale wszystko zrobi, żeby dostać się do klawiatury. Wszystko! Pełza niczym żołnierz w okopach.
        Szwagier (programista) już wie, że wyrośnie z niej mistrzyni kodu :) Ja natomiast uważam, że będzie pro graczką ;D

    2. Probabilistyk

      @morfiszon

      Dziecko nie wie co jest naprawdę fajne więc stara się poznawać wszystko. My już jako dorośli zazwyczaj wiemy co „nas kręci” i skupiamy się właśnie na tych rzecach. Ja np. lubię alkohole i z przyjemnością odkrywam nowe rodzaje (ostatnio podczas luźnych strumyków) :P podobnie mam z grami, wiem które gatunki są OK i głównie skupiam się na nich.
      Mechanika pozostaje ta sama, zawęża się tylko obszar zainteresowań ;-)

              1. MusialemToPowiedziec

                @morfiszon

                Od tego są poranne notki*, żeby robić offtopy.

                Ale o Robinie dałoby się napisać większego newsa (gdyby nie robota to coś bym spróbował, ale tu nawet Painta nie mam :( ). To był wielki fan gier – co teraz o nim pamiętam, córkę nazwał Zelda, to przez niego mamy gry Sid Meier Cośtam, a nie tylko Cośtam (przekonał Meiera by wpychał swoje nazwisko w tytuły), a jak ktoś grywał na USAńskich serwerach w BF2 to mógł dostać kulkę wysłaną ze snajperki Robina.

                *Definicja „Porannej notki”: to co publikuje Nitek, bosman, owca, z rzadka ktoś inny koło 8:30.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @King Julian

      On od dłuższego już czasu nie mógł znaleźć sensownej roli. Jasne, że jego uzależnienia i brak ról pewnie nakręcały się nawzajem, ale podejrzewam, że mogło zacząć się od tego, że nagle przestał być topowym aktorem. Sława i powodzenie też mogą być narkotykami.

      Zapewne wiązał jakieś nadzieje z nowym serialem komediowym, który na moje oko został pod niego napisany. Ale serial padł.

  9. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    :D „Komputery służą do rozwiązywania problemów których by nie było gdyby nie komputery”. A, a drukarek z całego hardware’u najbardziej nie lubię. Jak mi się w firmie u kogoś drukara rozkraczy to mnie zawsze coś trafia gdy trzeba kombinować.

    A ja wczoraj dobre dwie godziny spędziłem POD biurkiem. Otóż przy okazji moich sobotnich bojów z mikrofonem przekonałem się naocznie, że pod biurkiem, w okolicy komputera i całej tej plątaniny kabli pojawił się nowy ekosystem. Tam trwa życie. Ba, trwa! Ono tam wręcz buzuje. Jasne, to tylko jakieś roztocza w kurzu i inne takie robale ale przecież ewolucja nie śpi, ona się nieustannie toczy. Poczekam jeszcze chwile i co? I mi tam zaczną dinozaury łazić. A po co mi velociraptor pod biurkiem?
    Zatem po przyjściu do domu powiedziałem Magdzie: teraz będę sprzątał! Trochę się przestraszyła i zapytała o moje zdrowie no ale jakoś udało się sprawę wyjaśnić. Zrozumiała że czasem masa krytyczna zostanie przekroczona… Wlazłem pod biurko, odłączyłem wszystkie kable, wyciągnąłem cały szmelc i wyniosłem na środek pokoju a pod biurko wróciłem ze szmatą, płynem do podłóg, odkurzaczem itp. Wyglansowałem podłogę, oczyściłem cały sprzęt z kurzu i kocich kłaków, poukładałem na nowo kabelki, pospinałem je ładnie trytkami, powpinałem w jako-takiej sensownej kolejności…
    A, i a propos ogarniania nowych sprzętów wczoraj mi z RSS wyskoczyło i przeczytałem:
    http://gadzetomania.pl/1648,w-wieku-14-15-lat-najszybciej-uczymy-sie-nowych-technologii-potem-jest-juz-tylko-gorzej

      1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

        @Beti

        Można to tak nazwać.
        Ale z drugiej strony to nie uważam że młodzież taka biegła jest. Jasne, mają małpią zwinność śmigania po klawiaturce i miziania ekranu ale nie stoi za tym jakaś głębsza myśl zrozumienia tematu. Już niejeden komputerek takiego młodego co to „on się zna dobrze na tych komputerach, no ale tu to coś grubszego być musi, zerknij co?” naprawiałem… Jak do firmy zatrudniają młodego zdolnego co to w CV biegłą znajomość kompa wpisuje to też raczej pewne że będzie wołał do pomocy a wszystkie dokumenty i tak będzie trzymał na pulpicie ;)

        1. aihS Webmajster

          @brum75

          Nie mógłbym być rekruterem bo jak widzę w CV dobra znajomość pakietu Office to w głowie rodzą mi się szatańskie pomysły na proste testy :twisted: W sumie fajnie gdyby wreszcie zaczęto wszędzie w procesie rekrutacji weryfikować tego typu deklaracje. Ludzie by się nagle nie stali biegli w obsłudze komputera, ale na pewno przestali by z automatu wpisywać bajki w CV.

          1. urt_sth

            @aihS

            O ile w zastosowaniu skomplikowanych formuł po chwili buszowania po helpie i zainstalowaniu kilku dodatków może bym dał rade, nawet po małym odświeżeniu podstaw VBA, to już stworzenie formularza dla mnie to czarna magia nie wspominając o jakiś kreatorach wydruków i innych cudach które tam się znajdują.

            Generalnie różne dziwne rzeczy jako załączniki xls krążyły kiedyś, więc jeżeli chciałbyś sprawdzić tak zaawansowaną znajomość, to mógłbyś mieć problem z obsadą stanowiska.

            Od razu przypomniała mi się scena z rekrutacją w języku włoskim w „Komedii Małżeńskiej”.

            1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

              @urt_sth

              Obawiam się że tu nikt nie mówi o skomplikowanych formułach :) Często gęsto stworzenie prostej tabeli z sumowaniami wierszy i kolumn a potem ładne zwizualizowanie tego na wykresie to już jest wyzwanie ponad miarę. A zaglądanie do helpa? Gdyby to zależało ode mnie to za sam pomysł zajrzenia do helpa bym zatrudniał bo to znaczy że człowiek sam próbuje :)

              1. urt_sth

                @MusialemToPowiedziec

                No przecież miała być „dobra” ta znajomość czyli advanced ;)

                Pamiętam jak ojcu usuwałem spacje, aby sformatować pisma (albo wręcz pisałem, bo w sumie było łatwiej) :)
                Tak się zawsze zastanawiam co ludzie mają na myśli pisząc pakiet. Z tego co pamiętam to wymieniałem aplikacje w CV, aby sprecyzować to pojęcie. Większość osób nie zna Access’a choć ja go zaliczam do pakietu (nie wiem od którego wydania jest w wersji PRO).
                Zresztą za każdym razem się dziwię, dziwom Access’a, kiedy do niego siadam.
                Najlepsze jest to że 10 lat temu mogłem przez niego przerzucić dużo większe woluminy danych niż obecnie, no ale na szczęście obecnie nie muszę.
                Co do wykresów i ich formatowania (ewentualnie wielopoziomowe numerowanie lub spisy treści w Word), to zło w czystej postaci. Sytuacja, w której chcę poprawić jakiś drobiazg, układ osi, legendę albo coś takiego, to Siara (i cały misterny plan też w pizdu).

                Dlatego pewnie też bym odpadł na takich testach.

                PS. Też załączacie niewidoczne znaki pisząc coś ważnego?
                PS2. Kto, ja się pytam, wymyślił aby spolszczyć nazwy funkcji w jednej aplikacji, a w drugiej nie (po co k.. je tłumaczyć).

              2. aihS Webmajster

                @urt_sth

                Access jest w pakiecie biznesowym od 2007 chyba.

                Word jest potężnym programem, ale jego przydatność (przydatność =/= możliwości) kończy się dla mnie na kilkunastostronicowych nieskomplikowanych dokumentach. Niestety zaawansowany skład tekstu na Wordzie to męka. Być może Word na sterydach czyli Publisher radzi sobie lepiej, ale nigdy nie miałem potrzeby tego sprawdzać.

                Niewidoczne znaki to podstawa, bez tego ciężko stwierdzić co tu się kurwa dzieje ;)

              1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

                @Beti

                :D
                Nie. Ale też ładnie.
                Jak się tak zastanowić to w sumie skrót uniwersalny…
                pewnie, k, pewnie
                piwo, k, piwo
                potem, k, potem albo później, k, później
                przepraszam, k, przepraszam
                Polska, k, Polska
                PO, k, PO
                PiS, k, PiS
                Premier, Prezydent, Prezes, Prymas i Proboszcz :)
                no i pogram, k, pogram…

    1. furry

      @brum75

      Łe, też nie wiedziałem co to snapchat.

      Z messengerami czy portalami społecznościowymi to nie jest kwestia zapóźnienia technologicznego, tylko zapewnienia sobie minimalnej prywatności, bo nie mam ochoty zostawiać całego swojego życia na serwerach Google. Choć z drugiej strony próbowaliśmy ze znajomym lansować wśród znajomych Jabbera, ale nie było zainteresowania.

      PS. Dzieciaki wcale nie używają nowych technologii, po prostu zamiast GG czy NK jest facebook i tyle. A nowsze telefony czy komputery są wręcz łatwiejsze w użyciu, wystarczy przypomnieć klepanie komend w DOSie czy dłubanie w pamięci bazowej, żeby Frontier poszedł.

  10. furry

    Postępować z drukarkami należy zawsze tak samo, nieważne jak bardzo są skomplikowane. Odkryłem to już dawno temu, a ostatnio ktoś to nawet zwizualizował na kwejku. W tzw. zasięgu drukarki należy rozmawiać o pogodzie, albo plotkować. NIGDY o tym, jak bardzo się nam spieszy, albo jak bardzo ważny jest ten wydruk. Wiem co mówię, przez parę lat drukowałem ludziom w akademiku różne rzeczy, to nie są żarty, tylko fakty potwierdzone doświadczalnie.

  11. g4mb4re

    Sie kurde śmiejecie z Japońców. Jak tam mieszkałem kilka lat temu to jedną z pierwszych rzeczy jakich musiałem się nauczyć była obsługa mikrofalowegopodgrzewaczaazarazempiekarnika.

    A reszta taka prawdziwa- jak się coś za przeproszeniem zjebie u mnie w robocie w pobliskiej drukarce to olewam i przekierowuje wydruki na inną. Spaceru przynajmniej troche więcej zażywam ;)

Powrót do artykułu