Spode łba – nieskapizm

bosman_plama dnia 27 września, 2016 o 9:16    16 

tytniesk

Nie, nie będzie o larpach, choćby dlatego, że w zbyt niewielu brałem udział, by się na ich temat wymądrzać, a z drugiej strony zbyt stary to temat, by się nim ekscytować. Po prostu ostatnio trafił się kolejny film o grach internecie, szkoda więc było nie wykorzystać go jako pretekstu do napisania o wszystkim i o niczym.
PS. Tekst nosił początkowo tytuł: „gry na żywo”, dlatego ten wstęp powyżej wygląda jak wygląda. Postanowiłem go zostawić, żebyście zobaczyli, jak z zaplanowanego króciaka wyrasta mi w trakcie pisania coś zupełnie innego. Takiego na inny temat i pięć zdań. Dzieje się tak w każdy wtorkowy poranek i w niektóre piątkowe. I stanowi chyba niezłą metaforę mojego życia, co właśnie przyszło mi do głowy. Teraz będę musiał ze wszystkich sił powstrzymywać się, by nie napisać i o tym.

Film nazywa się Nerve i pewnie bym go nie skojarzył za bardzo, gdyby nie fakt, że pojawiło się w jego opisie coś o graniu, a w głównej roli zagrała tam niejaka Emma Roberts.

emmanerve

Emma z  przerażającą komórką w Nerve

Dziewczę to jest córką Erica Robersta znanego obecnie z faktu, że przyjmuje rolę w każdym filmie, jaki mu zaproponują i chyba nawet w M jak Miłość by zagrał, gdyby napisano w tym serialu rolę dla zimnokrwistego zabójcy, bo głównie takie role Roberts grywa. Jest przy okazji bratem swojej sławniejszej siostry i kiedyś uważano go za młodego, zdolnego. Potem jednak coś wybuchło mu w głowie i z obu tych cech w karcie opisu postaci zostało niewiele. Jeśli chodzi o córkę (Emmę) to ona dopiero zaczyna zasuwać po drabinie sławy. Po drodze trafił się jej serial Scream Queens, który porcją szaleństwa sprawił, że prawie nikt nie przejmuje się serialową wersją superprzeboju o szlachtowaniu nastolatków, czyli Scream, który może i jest niezły, ale duchem nowatorstwa siedzi wciąż w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Gdy powstał pierwszy film Scream, masa ludzi zwariowała z zachwytu, ponieważ był taki meta, niby pokazywał sceny rzezi, ale tak naprawdę komentował popkulturę i bawił się nią przednio, nawet tego nie ukrywając.

Eric-Roberts2

Tatuś Emmy w jednym z miliona filmów, w których zagrał. Żeby nie było, lubię je prawie tak jak Sharknado. Szczególnie jeden, w którym gra on agenta Secret Service i w kulminacyjnej scenie stoi na dachu z bandytą, z którym na przemian wyrywają sobie sprytnie z rąk pistolet. Kilkanaście razy. Niestety, nie znam tytułu tego arcydzieła i wciąż go szukam, żeby zobaczyć w całości, bo trafiłem w jakiejś podrzędnej telewizji tylko na końcówkę.

Serial na jego podstawie powinien pójść podobnym tropem, ale jego twórcom wydawało się, że jeśli przepiszą wszystko, co dotyczy chlapania sztuczną krwią po kamerze i czasem puszczą do widzów oko, to wejdą tym samym na szlachetny szlak metakulturowania. Podejrzewam, że kiedy zobaczyli pierwszy odcinek Scream Queens podjęli próbę zbiorowego samobójstwa. Bo to właśnie ten serial zrobił to samo, co kiedyś Scream, tylko bardziej i w duchu naszych popieprzonych czasów.

screammtv

No dobra, o tym, że z serialem Scream jest coś nie tak było wiadomo, odkąd ujawnili maskę zabójcy.

O ile więc serial Scream okazał się sympatycznie krwawą, ale jednak ramotką, o tyle Scream Queens zatrzęsły niebiosami i właśnie zaczęły trząść nimi ponownie, tym razem w drugim sezonie. Czy im się uda, nie wiem, bo powtarzane krzyki tracą na mocy. Serial już powiedział, co miał powiedzieć, teraz będzie nas przede wszystkim bawił. To znaczy – oby nas bawił.

sc1

Ale o co z tym wszystkim chodzi?

Widzieliście BrainDead? Odnoszę wrażenie, że nie był to serial szczególnie nagłaśniany i omawiany, przynajmniej nie w moich rejonach internetu. Może więc widzieliście go już z parę miesięcy temu, a ja zobaczyłem go dopiero całkiem niedawno, po drugiej rekomendacji (najpierw kumpel, potem siostra) i po tym, jak sprawdziłem go w sieci i odkryłem, że gra w nim Mary Elisabeth Winstead, która pełniła kiedyś rolę muzy nerdów, nim rolę tę przejęła Anna Kendric.

bd2

Co łączy Scream Queens i BrainDead? A  może jeszcze te dwa seriale i np. Kaznodzieję? A może jeszcze te wszystkie trzy seriale i np. komiks Loisela Wielki Martwy? A może jeszcze… No dobra, stop. Pewnie mógłbym rozwijać tę litanię dalej i sam bym się w niej zaraz pogubił.

Pokrótce: Scream Queens opowiada o kompletnie oszalałych ultraznerwicowanych dzieciakach z uniwerka tak zakręconych na punkcie samych siebie i skupionych na odtwarzaniu ról społecznych określanych przez pokręcone reguły bractw, że właściwie wszystkie role w tym filmie mógłby zagrać Woody Allen. Pod względem nerwic przypominają go wszyscy bohaterowie i wszystkie bohaterki serialu, a różnią się odeń tym, że w większości są niewiarygodnie tępi, memują zamiast myśleć, krzyczą zamiast szeptać i w ogóle za grosz w nich subtelności, która została zastąpiona wszechobecnym różem. W tenże świat wkracza rzeźnik z wielkim nożem i zaczyna siec w towarzystwie. Mamy więc zderzenie slashera  z Gossip Girl, a wszystko podane troszkę jak w Czy leci z nami pilot, albo innym filmie z Leslie Nielsenem, gdzie wszyscy przyjmowali role porąbańców  udając, że świat tak właśnie wygląda.

sc2

A co, jeśli tak właśnie wygląda? W BrainDead też dostajemy przeróbkę jednego z najstarszych i najbardziej ogranych motywów, tym razem SF. Oto przylatują obcy i opanowują nasze mózgi. Tak, tak jak we Władcach Marionetek Heinleina na przykład. Albo w nieskończonej ilości wariacji na temat tego motywu na czele z Inwazją Porywaczy Ciał z 1978, w której UWAGA SPOILER, ŻE HEJ Donald Sutherland wyciąga przed siebie palec i wrzeszczy, który to obrazek stał się memem jeszcze zanim odkryto memy (i internet) i odtwarzany jest bez końca, np. w Community czy Futuramie. W BrainDead obcy przylatują do nas na słynnym „rosyjskim” meteorycie z zeszłego chyba roku i pod postacią robali bardzo przypominających mrówki włażą nam do mózgu, zjadają jego połowę i zaczynają rządzić.

bd31

Rządzić bardzo dosłownie, bo skupiają się na opanowaniu Kapitolu akurat tuż przed wyborami w USA. Ze wszystkich ekranów wyją do bohaterów Hillary C. oraz Donald T. (ten amerykański, nie nasz) a Amerykanie dostają szału i radykalizują się coraz bardziej z każdą sekundą. Świat, podobnie jak w Scream Queens, robi się coraz bardziej szalony. Co, oczywiście, jest winą kosmicznych mrówek.

Mallie_LeGrandMortT3_INT5

Komiks Wielki Martwy, o którym pisałem ostatnio, traktuje rzecz nieco poważniej. A właściwie dużo bardziej poważnie, bo seriale, które opisałem wcześniej to farsy ( w epoce spłaszczania definicji opisywane w programach telewizyjnych jako komedie). Wielki Martwy nie jest komedią. Całkowicie poważnie opowiada nam o magicznym rytuale, od powodzenia którego zależą losy kilku światów. Rytuał nie wychodzi tak, jak trzeba i coś zaczyna się psuć. Bohater powraca do naszego świata, przyjeżdża do Paryża i odkrywa, że miasto to nagle zaczyna wyglądać tak, jak w opisach polskiego prawicowego internetu.

braindead

A Kaznodzieja? Serial odpuściłem sobie po trzecim odcinku, ale komiks z humorem opowiada jak wali się duchowość naszego świata, a za nią wszystko inne (na szczęście jest jeszcze miłość).

Co one wszystkie (i jeszcze parę innych tytułów też) mają ze sobą wspólnego? Oprócz tego, że wszystkie opisują świat, który oszalał? Jeśli zajmujecie się fantastyką (na przykład jako fani jeżdżący po konwentach), prędzej czy później dorwie was mniej lub bardziej lokalna dziennikarka, która niby to spyta, ale tak naprawdę wciśnie wam w gardła oświadczenie, że „fantastyka to eskapizm”, czyli sposób na to, by uciec w wyśnione rzeczywistości, gdy nam smutno. I nie ma co się obruszać, czasem bywa to prawda. Ale czasem niekoniecznie.

preacher

To, co Amerykanie przerabiają w tej chwili, my przećwiczyliśmy w zeszłym roku: świat zwariował. Z ekranów wyrykują na nas swoje zapewnienia o troskach o nas politycy, pastelowe kucyki zwiedzają postapokaliptyczne bezdroża, ludzie nie walą się nawzajem po pyskach z byle powodu tylko dlatego, że jeszcze nie uświadomili sobie, że tak można a piosenki z reklam batonów i podpasek są popularniejsze od songów z Eurowizji. Najsłynniejsza telewizja muzyczna świata kręci wyłącznie reality show, filmy dla nastolatków opowiadają o dystopiach, podczas gdy filmy dla dorosłych opowiadają o bohaterach komiksów. W internecie więcej ludzi memi niż pisze, a  połowa z nas to wtórni analfabeci. Rolę major Motoko Kusanagi powierzono Scarlett Johanson. Czy potrzeba mocniejszego dowodu na to, że światem rządzą mrówki zjadające mózgi? Tylko mózgożerna mrówka mogłaby wymyślić coś takiego. To oraz Fallouta 3 i 4. A tylko ludzie, którym zjedzono mózgi mogą kupować DLC do gier wczesnego dostępu.

Czy istnieje lepsza metoda na opisanie stanu świata niż szaleństwo i fantastyka? Scream Queens, BrainDead, Wielki Martwy, Kaznodzieja nie mają nic wspólnego z eskapizmem, nawet jeśli opowiadają o szalonych mordercach, mrówkach zjadających mózgi by przejmować ciała, magicznych rytuałach, które nie wyszły i obdarzonym wielką mocą kolesiu z Teksasu wyruszającym na własną Odyseję, by zabić Boga. Są tak nie eskapistyczne jak uczciwa recenzja burgerowni za rogiem. Opisują rzeczywistość taką, jaką być może jest właśnie teraz, gdy Ziemia zaczęła przypominać wielki kalejdoskop – za każdym obrotem inny a zawsze taki sam, coraz bardziej pokręcony, aż od oglądania tego wszystkim na zbiera się na zwracanie posiłku niewłaściwą stroną. Nasi filmowcy kręcą w kółko filmy o historii albo pocztówki z nieistniejącej Warszawy, co też jest dość szalone, gdy o tym pomyśleć. Ponieważ dałem się ostatnio skusić i zobaczyłem Planetę Singli, zapoznałem się z kolejnymi ludźmi, którzy mieszkają wyłącznie w sterylnych domach. Nie wiem też, czy zauważyliście, że w polskich „komediach romantycznych” istnieje specjalna rasa dzieci – zombie patrzących zawsze w ten sam słodko – przemądry sposób, uśmiechających się zawsze tak samo i wygłaszających w odpowiednich momentach sztuczne pseudo dziecinne komentarze. Ani chybi mrówki z kosmosu zeżarły im połowę mózgów i teraz nimi sterują.

dzieci

Oczywiście, fantastyka i horrory od lat pełniły chętnie także te poważniejsze funkcje: ostrzegaczy przed tym, co może nastąpić, jeśli się nie opamiętamy. Ale widzicie, takie ostrzegactwo, to też swego rodzaju eskapizm. Po obejrzeniu filmu możemy wyjść z kina, otrzeć pot z czoła i westchnąć z ulgą: „na szczęście świat tak (jeszcze) nie wygląda”. Po przeczytaniu Kaznodziei, czy oglądnięciu BrainDead nie odczujemy żadnej ulgi wychodząc na ulicę, albo oglądając wiadomości. Wręcz przeciwnie. Prędzej pomyślimy: „O kurczaki, to wszystko prawda”.

No i widzicie, tak mnie poniosło we wtorkowy poranek. Ani chybi, szaleństwo świata dopadło i mnie. A miałem pisać o Nerve i porównać ten film z Grą Finchera (i nie tylko). A wyszło mi na to, że pojechałem prawie Gogolem, i prawie – prawie napisałem: kiedy rechoczecie przez łzy, uważajcie z czego rechoczecie.

Dodaj komentarz



16 myśli nt. „Spode łba – nieskapizm

  1. Zebulah

    Ech, znów wyszło, że jestem nie w temacie bo z wymienionych oglądałem tylko „Czy leci z nami pilot” i musiałem googlać obie muzy nerdów, których po nazwiskach nie kojarzyłem. Przynajmniej Bosman podaje też nazwiska, a nie, jak Nitek, same zdjęcia ;-)

        1. MHT

          @lemon

          Nawet nie próbuję walczyć z tą tezą, F1 i F2 to genialne gry, ale stare. Czas ruszył do przodu. Jakbym miał ogarnąć teraz F2, skapitulowałbym po paru godzinach. Zwyczajnie mamy duży ładunek emocjonalny z nimi związany. Przykład Wasteland2 pokazuje jak wielki mamy problem z archaicznym sposobem rozgrywki. F3 (ten prawdziwy spadkobierca który nigdy nie wyszedł, a nie Bethesdy) gdyby miał powstać, musiałby być zupełnie inną grą, z super nowoczesnym interfejsem, craftingiem, edytorem postaci na miarę tego z F4, mieć historię i głębię niczym książki Bosmana, multiplayer bo wiadomo że w dzisiejszych czasach bez tego nie ma dobrej gry, pierdyliard innych smaczków a i tak pewnie znalazło by się grono osób narzekających. To jest do zrobienia, ale trzeba naprawdę dużo pieniędzy żeby taka gra powstała. F3 i F4 mają klimat, są w uniwersum, łażenie po pustkowiach jest satysfakcjonujące. Fajnie gry i tyle. A czy im bliżej czy dalej, nie oceniam. jedna i druga dała mi setki godzin rozrywki :)

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @MHT

            Ale wiesz, można zrobić silnik 3D i wodotryski nowoczesnych grafik nie okaleczając przy okazji dialogów, nie udrętwiając postaci itp. itd. Problemem z F3 nie jest to, że stał się trójwymiarowy, ale pusty (a zarazem pełen irytujących tuneli metra). W F4 poszli z tymi, nietechnicznymi, zmianami jeszcze dalej.

            1. MHT

              @bosman_plama

              No i tutaj mi się mylą podstawowe założenia. Owszem F3 w fabule jest puste i płytkie, ale grę stanowi same wałęsanie się po pustkowiach, odkrywanie co jest za kolejnym krzakiem czy odkrywanie historii w danej lokacji. I to naprawdę może dostarczyć ogromnej liczby godzin rozgrywki. Zresztą, z całym szacunkiem dla F1, nie sądzę żeby pod względem zawartości dorównywał F3. A co do F4 – dialogi są ok, ale można modem sobie włączyć klasyczny układ ich wyświetlania. Drętwe postacie – no dobra tego też nie ogarniam, dla mnie w każdej grze są drętwe i płytkie, chociaż w F4 wcale nie chcę znać historii każdego napotkanego osadnika czy kupca. Przyznaję też że można by te gry zrobić o wiele lepiej. Jednak nastawiając się negatywnie szybko zwyczajnie znajdujemy wady które nas zniechęcają, a nie dostrzegamy pozytywnych aspektów. Kwintesencją gier jest to że mają nas bawić. Z drugiej strony rozumiem rozgoryczenie i niezrozumienie gdy akurat ta seria idzie coraz bardziej w stronę zwykłego shootera a nie mrocznego postapo.

              1. furry

                @MHT

                grę stanowi same wałęsanie się po pustkowiach

                Raczej wałęsanie się po ruinach miasta, naszpikowanych bandytami, ghoulami i supermutantami. Pustkowia to na pewno nie były.

                Inna sprawa, że w FNV jest podobnie, osada znajdująca się „daleko, daleko stąd” okazuje się leżeć za najbliższem zakrętem drogi. Tłumaczę to sobie tak, że lata siedzenia pod ziemią i opad radioaktywny osłabiły organizmy i przejście kilometra jest nie lada wyzwaniem. Bo niby dlaczegomieszkańcy schronów mieliby mieć wydolność taką jak współcześni biegający, bezglutenowi herosi z instagrama? Aha, F3 skończyłem, zbytnio nie narzekam, np. symulacja była super. Dobra strzelanka, 7/10, ale fabuły tam niewiele.

              2. MHT

                @furry

                Do wielu lokacji można było dojść nie używając tych irytujących kanałów metra ( do tej pory jak w F4 widzę metro to idę w odwrotną stronę) jednak nie zgodzę się, w F3 ruiny miasta to może 1/4 mapy, no chyba że traktować wszystkie budynki czy niewielkie skupiska ruin na obrzeżach jako miasto. Problem odległości jest jeszcze bardziej widoczny w F4, mam wrażenie że skrócili je jeszcze bardziej. Nie wiem czemu, raczej wielkość mapy nie jest aż tak wielkim problemem, ale mogę się mylić. W wiedzminie 3 fajniej to rozwiązali. W ogóle szkoda że CDPR nie zrobią następnego Fallouta!! :)

              3. bosman_plama Autor tekstu

                @MHT

                No cóż, porównywanie zawartości pierwszej części gry (sprzed prawie dwudziestu lat) do części trzeciej (sprzed lat sześciu) powinno wypadać koniecznie na korzyść tej drugiej. A tu nawet nie ma pewności. A w porównaniu do F2 (1998) F3 najprawdopodobniej bypod tym względem przepadł.
                Natomiast argument: „można zmodować dialogi” niespecjalnie jest argumentem za grą. Bo to trochę jak: „pański samochód zacznie jeździć, jak go pan sobie przebuduje, więc to ciągle niezły wóz, nawet jeśli nie działa”;).

                Kwestia wagi modów to stały problem z grami od Bathesdy, które dość otwarcie traktowane są (przez graczy) jako półprodukty czekające na to, żeby moderzy coś z nimi zrobili.

                Co do postaci, rzeczywiście, one prawie zawsze wypadną w grach bledziej niż np. w powieściach. Tyle, że Beth przejawia tendencję, by pod tym względem równać w dół. Można je zrobić wyraziściej bez jakiś mega rozbudowanych linii dialogowych, a ludzie będą je pamiętać latami jak Sulika czy (z innej beczki) Minska (i Boo). A można rąbać drewno, jak robi to Bethesda.

              4. MHT

                @bosman_plama

                Akurat takiego Three Doga z Radio Galaxy News czy James z głosem Liama Neesona są postaciami które pamiętam latami, wywarły na mnie duży wpływ, a już pomijam, że pomysł z radiem to mistrzostwo świata. W F4 Codsworth, Curie, Nick Valentine, Paladyn Danse czy Piper nie są wcale płytkimi i bezpłciowymi postaciami. W dodatku z obu części pamiętam bardzo wiele fajnych lokacji czy questów, niczym nie ustępujących tym w F2.

                W całej tej dyskusji mam wrażenie opieramy się o najbardziej stary problem z jakim borykają się wszystkie długie growe serie. Tak jak fani starego diablo czy heroesów będą narzekać na nowe części, tak i fani fallouta nie będą tutaj specjalnie odstawać. To po prostu są inne gry, robione w innych czasach na innych komputerach. Inni też byli sami gracze, z braku ułatwień czy alternatywy skazani na poświęcanie godzin, dni, tygodni im ulubionym gatunkom. Może po prostu tak bardzo przesiąkliśmy pewnymi rzeczami, że nowe i inne działa na nas odstraszająco. Zamiast przejść grę i czerpać z niej przyjemność, zazwyczaj kończy się na krytyce i wrzucaniu całości do jednego worka.

                Na koniec tylko dodam, że o ile odrzucały mnie skrócone dialogi F4 i z miejsca pomysł wydawał mi się strasznie głupi, to po pewnym czasie przyzwyczaiłem się i nawet dostrzegam pozytywne aspekty tego rozwiązania.

                Nie ma gier doskonałych, ważne jest tylko jak wiele możemy twórcom błędów wybaczyć, a zakres tolerancji każdy ma inny ;)

Powrót do artykułu