Spode łba – nasi, nasze, tutejsze

bosman_plama dnia 4 listopada, 2014 o 8:32    109 

maja komorowska

Ziuta (przy okazji – wiecie, że jego opowiadanie poszło w ostatnim numerze NF?) machnął na swojej fejstronie tekst, którego nie machnął tutaj (trochę wstyd). Tekst dotyczy seriali, a w szczególności wywiadu, który jedna z utalentowanych reżyserek udzieliła hatakowi. Pogadaliśmy sobie o tym wywiadzie i okazało się to okolicznością bardzo szczęśliwą. Uświadomiłem sobie bowiem, że w przypadku seriali, filmów i książek ich ocenę uzupełniamy często zdaniem: „jak na polskie…”. A gdzie takiego zdania nie wrzucamy w recenzjach?

W grach oczywiście! Może kiedyś, w czasach „Polan” tak jeszcze było. Recenzent mógł napisać: „gra ma swoje wady, ale jak na polski produkt…” i to automatycznie zawyżało ocenę. Nie dlatego,
że kierowani bynajmniej nie fałszywym patriotyzmem bardziej lubiliśmy polskie gry, ale dlatego,
że zdawaliśmy sobie sprawę, iż w Polsce warunki są trochę przaśne, więc nie trzeba wymagać wiele.

To samo nadal dzieje się z filmami, serialami i literaturą (z komiksami już chyba nie). Ciągle jeszcze jesteśmy w stanie mniej od nich wymagać, zakładać, że nie obcujemy wprawdzie z arcydziełem, ale przecież to produkt (dzieło) z Polski, a Polska, wicie, rozumicie, jest trochę z tyłu, trochę na uboczu, trochę zacofana przez dwieście lat wysysania z nas wszystkiego co najlepsze i przerabiania na więźniów zsyłek twierdz i obozów. My to rozumiemy, przyjmujemy do wiadomości, że jesteśmy prowincją, w dodatku prowincją z traumą. Dlatego przymykamy oczy na to, że nie bardzo potrafimy się śmiać (co widać w komediach) a nasze lepsze filmy i powieści to albo artystyczne metadzieła, których nie da się zrozumieć na trzeźwo, albo opowieści o tym, że nie umiemy na trzeźwo przyjmować rzeczywistości. I wybaczamy. Mówimy: „no, takie se, ale jak na polską fantastykę, serial, komedię…”.

kibPrzygody Kudłaczka i Bąbelka nie są „dobre bo polskie”, ale są dobre bo dobre. A nawet świetne, bo świetne. Co nie zmienia faktu, że kiedy Tadeusz Baranowski próbował swoich komiksowych sił w Belgii poprzerabiał swoje komiksy pod kątem tamtejszego odbiorcy.

Oczywiście część powyższych zdań łatwo zakwestionować. Ja na przykład wiem, że polska fantastyka nie ma się czego wstydzić i oferuje kawał świetnej oryginalnej literatury (pamiętacie o opowiadaniu Ziuty?) oraz fajnej literatury rozrywkowej. Oczywiście, na zawsze pozostanie, w większości przypadków, literaturą prowincjonalną – nie z ducha, ale z uwarunkowań. Wszystko, co nie jest pisane po angielsku jest dziś prowincją. Przykre, ale trudno.

Gry, jak się okazało, nie mają z tym wszystkim problemu. Trudność z „nieangielskojęzyczną prowincją” przeskoczyły najłatwiej – po prostu są robione od razu w języku angielskim, często przez międzynarodowe zespoły. Gra zrobiona w Polsce natychmiast staje się grą globalną dostępną wszędzie na planecie, od razu po angielsku. Język polski bywa wręcz dla niej językiem numer dwa – może pojawić się np. wyłącznie w napisach. Bywa też, że wszelkie teksty w grze od razu są pisane po angielsku, nie po polsku (co czasem wychodzi bokiem, to, że ktoś posługuje się perfekcyjnym wyuczonym angielskim nie znaczy, że załapie naturalne brzmienie języka mówionego i dialog może wyjść drewniany, choć pozbawiony błędów).

medalionCzasem zdarza mi się spotkać argument: „przestańmy się czymś podniecać tylko dlatego, że jest polskie”. Rzeczywiście, bywa, że niektóre gry dostają od nas punkty na starcie za to, że są rodzime. Ale trudno mi się zgodzić z tym, że to jest złe. Na całym świecie ludzie bardziej lubią produkty dlatego, że zostały wyprodukowane w ich krajach. Włosi śpiewają pieśni na cześć swoich fiatów, Anglicy wypinają dumnie piersi na myśl o samochodach, których marki dawno sprzedali Niemcom, ci zaś uważają, że kiełbasa to ich wynalazek. Czemu my nie mamy się cieszyć, że coś nam się udało i czemu nie mamy promować dobrych produktów za to, że są rodzime?

Ale jakim cudem grom udało się przezwyciężyć tę drugą granicę? Stać się produktem globalnym nie ze względu na język, ale ze względu na przezwyciężenie prowincjonalnej przaśności, traum i kontekstów twórczych nakładających na nas ciężar bycia spadkobiercami wieszczów?

Myślę, że pomogło to właśnie, że gry spadkobiercami wieszczów nie są. Inaczej niż literatura, filmy i seriale nie wyrastały z dzieł tak wielkich, że aż nieobejmowalnych umysłami i duszami maluczkich, z dokonań spełniających kosmologiczne objawienia i koniecznie posiadających przekaz, od którego trzepotały nam serca i przepalały się zwoje mózgowe. U nas nawet znakomita powieść przygodowa dostała pieczątkę „ku pokrzepieniu serc” przez co dziś niektórym stają z trwogi serca na samo wspomnienie Sienkiewicza.

Gry od początku były zabawą. Wiem, teraz się to zmienia. Powstają gry o wielkich walorach artystycznych, gry publicystyczne walące nas po łbach bardziej niż reportaże nadawane wieczorem w TVP1, gry poematy, gry wyrywające nam z trzewi psychologiczne bóle itp. itd. Ale to nie one były początkiem. Początkiem była zabawa.

nfPrzy okazji „naszości” – wspominałem Wam o najnowszym numerze NF?:)

A zabawy nie obciążają traumy mniejszej bądź większej przeszłości. Twórcy gier, gdy zasiadają nad projektem, nie zastanawiają się, czy krytycy nie obnażą miałkości ich przekazu, ale czy gracz będzie się dobrze bawił. Sarkam czasem na to, że silnik gry i kompozycja korytarzy są w nich zwykle ważniejsze od scenariusza, ale to także dzięki temu twórcy gier nie musieli najpierw nauczyć się na pamięć dokonań polskiej szkoły filmowej, by coś napisać. Jeśli ktoś miałby być patronem polskich gier, to w literaturze byłby nim, poprzez sukces Wiedźmina, Sapkowski (co oznacza, że Sienkiewicz uśmiecha się szeroko na swojej niebiańskiej chmurce, bo Sapkowski przyjął go na sztandary jako mistrza).

Gry są wolne. I dlatego możemy oceniać je bez adnotacji: „jak na polskie…”. Owszem, czasem jeszcze nam się to zdarza, trudno uciec od głęboko zakorzenionych odruchów. Ale, mam nadzieję, coraz rzadziej.

Dodaj komentarz



109 myśli nt. „Spode łba – nasi, nasze, tutejsze

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @urt_sth

      A ja mam problem właśnie z ostatnim odcinkiem Watahy. W momencie, gdy pani prokurator pojechała do Warszawy, zacząłem odczuwać pewien niepokój. Gdy na końcu odcinka wszyscy zaczęli telefonować do wszystkich, co sugeruje, że sprawa sięga jeszcze wyżej niż komuś by się mogło wydawać, mina mi zrzedła bardzo.

      Jeszcze mam nadzieję, że Warszawa oznacza wyższą gangsterkę. Ale jeśli znowu dostanę serial o tym, że politycy mieszają się w przestępczość, to obawiam się ataku niestrawności. Mam już dość polityki wciskanej absolutnie wszędzie. Czy nie da się zrobić kryminału bez polityków?

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @MusialemToPowiedziec

            W Justified nie ma polityki na przykład. Znaczy „polityki”w sensie uprawiania polityki przez ambitnych cwaniaków, a nie w sensie pewnego zjawiska. A jak już ta polityka się pojawia, to na poziomie superlokalnym (np. wyboru nowego szeryfa). W „Glinie” i „Mroku” długo im się udawało bez polityki obejść. Niestety, tendencja do wikłania w fabułę jakichś senatorów czy posłów, by nie rzec ministrów bywa u nas bardzo męcząca.

            Zdaję sobie sprawę, że historia o tym, że Ziutek zabił po pijanemu Mietka może być mało atrakcyjna serialowo, ale może dałoby się np. taką Watahę uwikłać lokalnie, a nie od razu lecieć do Warszawy.

            1. Kerdej99

              @bosman_plama

              To polecam film „Bogowie”. Jest trochę polityki, trochę profesorozy (taka polska choroba http://lekarski.blog.polityka.pl/2014/08/21/profesoroza/ ) ,ale naprawdę dobrze się ogląda, dynamicznie nakręcony film dla każdego na świecie, co widział szpital od środka. Jest pewien PRLowski klimat, ale w sumie lekki i na wesoło. Co prawda już od „Wesela” Smarzowskiego i serialu „Pitbull” uznałem, że polskie kino i seriale mogą być i mocne i rozrywkowe. Kilka dobrych filmów w ostatnich latach to potwierdza, chociaż zgadzam się, że trochę brakuje nam pewnej uniwersalności w kinie, albo uniwersalność tą rozumiemy jako wątek żydowski („Ida”, „Pokłosie”, „W ciemności” itd.) i myślimy, że już dla wszystkich.

            2. Iago

              @bosman_plama

              To nie jest po trochu tak, że polityków wielkoformatowych nie ma i nie było (bo gdzie się mieli takowi wykształcić? W Moskwie? Na WUMLu? Na styropianie?) – i w efekcie ci wszyscy, którzy dorwali się do władzy na najwyższym szczeblu, mentalnie wciąż są sekretarzami POP, w ostateczności szczebla powiatowego? I stąd ich tendencje do mieszania się w gangsterkę niższych lotów (jak nie przymierzając minister, o którym zamilczymy, bo o zmarłych jak wiadomo nil nisi bonum) i pokrewne, równie śmieszne gabarytowo kryminałki?
              A swoją drogą w dzisiejszych czasach taki Dyzma nie miałby chyba szans na sfilmowanie. Zbyt wielu polityków poczułoby się obrażonych. Nie mówiąc tez o wątkach satanistycznych i seksualnych w samej powieści.

      1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

        @bosman_plama

        „Mam już dość polityki wciskanej absolutnie wszędzie. Czy nie da się zrobić kryminału bez polityków?”
        Heh. Akurat kończę Sejf 3, Sekielskiego, tam jest polityką naćkane aż do pożygu. No ale to specsłużby, nie ma się co dziwić.
        Na urlopie czytałem Wyrok Zielke i tam od spisków też się roiło. I obydwie zdrowo dają popalić mediom. A co ciekawe obaj autorzy ze świata massmediów się wywodzą. Odreagowują?

      1. nacho66

        @Nitek

        to co nie zostalo nigdy naprawione… crashuje ludziom na potege. Mi sie wczoraj znow zdarzylo, dobrze, ze za checkpointem. I nie przejmowalbym sie gdyby nie relacje, ze im dalej w las, tym z tymi crashami gorzej. Cos mi smierdzi, ze CI nie umie sobie poradzic bo tak jak puscili patcha 1.1 dwa dni po premierze, tak teraz cisza od tygodnia

        1. Yerz

          @nacho66

          Mi nie pomogło ale może Tobie:

          „”We are aware that some users have problem with the game crashing soon after the launch. We are currently working on a patch for this issue. There is a temporary solution that solves the problem for many users.

          The following solution might solve the problem with the game crashing during splash screens:

          verify integrity of the game cache first:
          1. Launch Steam
          2. Proceed to “Library”
          3. Right click on “Lords of the Fallen”
          4. Choose “Properties”
          5. Proceed to “Local files” section
          6. Choose “Verify integrity of game cache”

          Then visit the amd or nvidia website:
          http://support.amd.com/en-us/download
          http://www.nvidia.com/Download/index.aspx?lang=en-us

          and download and install the latest driver (BETA driver for AMD GPUs) for your GPU. Afterwards, please open the game directory, open folder ‚_CommonRedist’ then open 2 other folders- ‚DirectX’ and ‚Jun2010′ and install the DirectX by running ‚DXSETUP’.”

  1. Iago

    Jest bowiem w tym kraju tak, że gry i fantastyka literacka nie są traktowane jako coś „poważnego”.
    „Poważne” musi być obowiązkowo „intelektualne” (do granic niezrozumiałości, a często i poza te granice), martyrologiczne, bogoojczyźniane, samobiczujące, przeartyzowane i zwyczajnie nudne. Inaczej nie ma prawa do nagród (i pieniędzy), które „swoi” dają „swoim”.
    Jednocześnie „rozrywka dla mas” jest – celowo – przaśna, jarmarczna, celebrycko-tańcząco-śpiewająca-na-lodzie-reality-tv.
    Nie ma middle ground. Wszelkie próby przełamania tego schematu w rezultacie traktowane są jako ożywczy powiew, zamiast być normalnością.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Iago

      Ha, faktycznie! Na poziomie masowym albo mamy Zanusiego albo Dodę i nic po środku. Środek zajmują nisze – fantastyka i gry na przykład. Kryminał niby mógłby być wyjątkiem, ale nawet on się chyba teraz dzieli na dzieła, które ętelygęcja może oglądać bez zaćpania, czyli np. „The Killing” i takie, które można co najwyżej zbyć śmiechem, czyli coś między „Ojcem Mateuszem” a CSI/NCIS.

  2. bad_puppy

    Po mojemu to co decyduje o tym że akurat gry wyprzedziły w rozwoju inne dziedziny nazwijmy to sztuki ;) to przede wszystkim dystrybucja. Druga rzecz, to wspomniany brak nacechowania lokalnością, fakt że gry są „wolne” a człowiek na drugim końcu świata nie będzie się obawiał że z ekranu wyskoczu mu jakiś polski wieszcz ;)
    Co do tego że zabawa… Wszystkie wspomniane media hmm, kulturalne ;) są zawsze w jakimś stopniu zabawą; gry po prostu spełniają się w tej roli wybitnie dobrze, a internet jako dystrybutor wydaje się tylko pieczętować ich pozycję w tym temacie.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @bad_puppy

      O wiesz, to jest poniekąd pytanie o definicję „rozrywki”, bo wiadomo, że jednego czytelnika Dukaj będzie bawił, a innego przyprawi o ból głowy:). Ale za przykładowym Dukajem stoi też chęć opowiedzenia czegoś i przedstawienia jakiegoś problemu, a za twórcą gry najczęściej dostarczenia rozrywki w stanie czystym, bez ideologicznych czy publicystycznych nadbudów.

      Z dystrybucją to ciekawy strzał. Seriale też teraz na to wchodzą, filmy zresztą też. Netflix to kanał trochę jak steam (acz jeszcze nie aż tak dostępny).

      1. bad_puppy

        @bosman_plama

        Fakt, że rozrywka jest tu przeze mnie rozumiana szerzej niż tylko fun fun fun z uśmiechem na ustach. Ludzie lubią się czasami potrudzić dla rozrywki, tudzież pobać lub posmucić. Jako że w każdym z tych mediów rozrywka występuje w zdecydowanej większośći w tym mniej zadumanym, żeby nie powiedzieć bezmyślnym stanie, to nie czyniłbym tutaj rozróżnienia; nawet jeśli w nie tak odległych czasach książki były traktowane jako kultura wyższa od, dajmy na to filmu.

  3. Tasioros

    Coś mało offtopu (jeszcze).
    Jestem pod wrażeniem możliwości malutkich dzieci, w jaki sposób i z jaką mocą potrafią się pozbyć tego, co już organizmowi zbędne. O 5.40 nad ranem, jak zwykle bohatersko, poszedłem zmienić pieluchę dziecku, bo wcześniejszy dźwięk, który mnie zbudził, dał jasno do zrozumienia, że stało się. I to stało się porządnie. Ale tatuś da radę. Musi. Jednak to jeszcze nie był koniec. Gdy sytuacja była już w pełni opanowana i sięgałem po kolejną pieluszkę, nadeszła druga fala. Wystrzał na półtora metra, po drodze zdobiący całe moje prawe przedramię i pół podłogi. Shieeeeet! Zaskoczyła mnie. Szacunek.

    1. true_mayonez

      @Tasioros

      tez tak miałem hahahahaahahhaahah!!!!
      akurat uniosłem dziecku nagi to umycia tyłka, czyli wycelowałem armatę w siebie :D dzięki temu wystarczyło tylko umyć mnie i wyprać moje rzeczy, obeszło się bez prania dywanu i pośceli.

      czy wyciągnąłeś wnioski do dalszej pracy Tasiorosie?

  4. furry

    Gdzie jest ten tekst Ziuty? Na fejsiku widzę dwa zdania na krzyż…

    A Kasia Adamik do końca świata i o jeden dzień dłużej będzie mi się kojarzyła z robioną na zamówienie wiadomej opcji „Ekipą”, sorry.

    Offtop: Jak płacić z mobilnej aplikacji Allegro? Dostałem bon na 20zł, ale mogę go zrealizować tylko płacąc z telefonu, a próby z PayU i dwoma bankami (iPKO, mBank) wywalają jakieś błędy, przy próbie płacenia przez stronę banku. Samsung S3 mini, zainstalowany cyanogen, jeśli ma to znaczenie. Zostaje mi karta?

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @furry

      Żyjemy w tzw. dzisiejszych czasach, a w nich tylko ja walę teksty na pięć zdań. reszta ludzkości wie, że zdania mają być budowane twitterowo.

      Będąc wiernym tej wykładni Ziuta machnął dwa fejsodcinki tekstu, które w dziełach zebranych na gikzie wyglądają tak:
      „- Jesteśmy jednym z niewielu krajów, gdzie jeśli coś jest popularne, to na następny sezon otrzymuje mniej pieniędzy – mówi Kasia Adamik, potwierdzając moje intuicje.
      Ale z tym polskim „House of Cards” (czy raczej polskim „Borgen” – dlaczego mielibyśmy zgapiać od Amerykanów zgapiających od Brytyjczyków?) jest inny problem. Żeby polski serial polityczny powstał i był dobry, musiałby powstać z grobu Dołęga-Mostowicz i napisać scenariusz. Chyba, że zdarzyłby się cud skompletowania ekipy reżyser/scenarzysta/producent, którzy potrafiliby na czas produkcji odstawić na bok resentymenty.

      Jeszcze ciągnąc temat. „Kariera Nikodema Dyzmy” jest wielką powieścią (takoż i jej serialowa adaptacja), naszym „House of Cards”*, a „To wy wywindowaliście to bydlę na piedestał!” spokojnie może się bić z „I couldn’t possibly comment” o tytuł przecytatu.

      „Kariera…” jest mimo swej wielkości powieścią niedocenioną, bo jest pop i o polityce (a obiema tymi rzeczami polski intelektualista się brzydzi), bo nie podaje kawa na ławę, co i jak, ale zostawia czytelnikowi do domyślenia się.

      *przyszło mi do głowy, że całkiem udanym tłumaczeniem byłaby „Izba pionków”. Zachowuje nazwę miejsca akcji. Gubi metaforę kart, które układasz, póki ci się nie rozsypią, ale pionki, którymi grasz, póki cię nie zaszachują, tyż pasi.”

    2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @furry

      Ja płaciłem kartą przez payU ale nie mogłem wpisać terminu ważności karty. Znaczy wybierałem niby z tej rozwijanej listy miesiąc i rok ale „nie zaskakiwało” i kiszka. No to zalogowałem się do PU bo miałem tam wcześniej konto, wybrałem kartę z zapisanych i jakoś poszło. To znaczy wydawało mi się że poszło bo po kilkunastu minutach biorę telefon do ręki a tam okienko z pytaniem o CVV. Wpisałem ale sesja się już skończyła i byłem wylogowany. No to klikam cofnij i jeszcze nic nie zdążyłem zrobić a tu telefon sygnalizuje maila „twoja wpłata dotarła do sprzedawcy”…
      Trzeba się nakombinować żeby te 20 złociszy wycebulić :)

        1. slowman

          @Beti

          Jak Probabilistyk ma się poczuć prawdziwym mężczyzną, kiedy jego zmysł podróżnika jest duszony przez to, że wszystko ma w swoim mieście, a dodatkowo Ty ograniczasz jego ruchliwość po tym mieście? Facet musi podróżować, żeby móc stawić czoło przygodzie, dogonić złodzieja torebek i bić się o miejsce w kolejce do kasy sprzedającej bilety na HoG.

  5. Wyspa

    Tekst fajny i trafiający w sedno choć trochę sprawę gier upraszczający.
    Gry nie tworzy się tylko na rynek PL a głównie na rynki zagraniczne bo skończyłoby się to bankructwem.
    Nie znam realiów literackich ale wydaje mi się że „produkcja” książki to mimo wszystko stosunkowo małe koszta (strzelam w takie na poziomie 3 osobowego indyczego gamedev teamu), z kolei seriale i filmy to szeroka publiczność, reklamy i sponsoring (coś co istnieje co najwyżej w grach na mobile albo fejsa), choć tu mogę się mylić…
    Co do zjawiska zabawy… prawda podstawą produkcji zazwyczaj nie jest to co chcemy opowiedzieć a to jaki „expreriance” wytworzyć a co za tym idzie realizować dobrze flow: http://www.jenovachen.com/flowingames/Flow_in_games_final.pdf

  6. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

    Oprócz powodów podanych wyżej jest jeszcze jeden: w przypadku gier nie ma żadnego PISFu, żadnej państwowej komisji oceniającej co warto wspomóc publiczną kasą, co warto w ogóle zrobić i na co pójdą tłumy licealistów, a co jest Ważnym Tematem Społecznym. Twórcy nie są zakładnikami żadnych klik, koterii i mniejszych i większych polityków.

    I niech tak zostanie.

  7. Revant

    Odebrałem dzisiaj mój własny egzemplarz Pokoju Światów i mogę potwierdzić – it’s damn good! nawet moja troszkę anty-fantasy polonistka vel żona stwierdziła bosmanie, że masz bardzo fajny styl pisania oraz głowę świeżych pomysłów ^_^ na święta nabywam dzielnice ;)

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @aihS

            Spokojnie, wydawca dla drugiego tomu jest, nie trzeba zbiórki:). Trzeba tylko książkę napisać:). Preordery pewnie będą, tylko zastanawiam się jakie bonusy do nich wykombinować:D. Może darmowe dlc (mam kilka rozgrzebanych opowiadań z tego świata, będzie też ilustrowane wydanie PŚ, ale to tylko w nakładzie ok 30 egz., bo wyłącznie promocyjne).

Powrót do artykułu