Spode łba – kiepskie bo polskie?

bosman_plama dnia 7 października, 2014 o 8:54    265 

potoptyt

WarNerd machnął recenzję filmu „Służby Specjalne” Patryka Vegi. Ponieważ była pozytywna, wywołała pewną dyskusję. Ja np. dziwiłem się, że Vega nakręcił coś, co nie wywołuje pragnienia ucieczki z kina i wycia z rozpaczy nad stanem polskiej kinematografii. Inni zareagowali radykalniej – oświadczyli, że na polskie filmy do kina nie chodzą.

„Nie oglądam bo polskie” – to wcale częste hasło, które mnie kojarzy się z równie popularnym: „nie czytam bo polskie”. I rodzime filmy i literatura nie cieszą się w ojczyźnie wielkim uznaniem. Oczywiście, mamy ileśtam nagród literackich, które charakteryzują się głównie tym, że rzadko nagradzają dzieła znane szerszemu ogółowi. Kiedy ostatnio przysłuchiwałem się przyobiedniej dyskusji ludzi, którzy siedzą w temacie dużo mocniej ode mnie i znają rynek książkowy jak wy mapy w sieciowych strzelankach, dowiedziałem się, że przypadku jednej przynajmniej nagrody nominowanych książek często nie czytają nawet członkowie jury, a laudacje na cześć laureatów zawsze brzmią podejrzanie identycznie. Wygląda więc na to, że polskiej literatury nie czytają nawet polscy krytycy. Być może dzieje się tak dlatego, że ta część rodzimej twórczości, która dociera na salony cierpi zwykle na uczulenie na fabułę, co od lat piętnuje np. Pilipiuk.

kameleonPonieważ w tekście zabrakło miejsca by machnąć więcej zdań o polskiej fantastyce, nadrobię to zaniedbanie w obrazkach. Na tym okładka powieści „Kameleon” autorstwa Rafała Kosika, który potrafi pisać i ciekawie i zasysająco. I tworzy – oz grozo – fabuły! A jego bohaterowie to nie zachlani mroczni postintelektualiści nawijający bez końca o mrokach swych zwietrzałych dusz.

Dość podobny problem dotyka polskiego kina. Być może wyjdę teraz na prymitywa, ale wszystkie moje podejścia do chwalonego dość powszechnie filmu „Zmruż oczy” kończyły się porażką, ponieważ prędzej czy później dochodziłem do wniosku, że czas poświęcony na oglądanie filmu o człowieku siedzącym na ławce przed domem mógłbym lepiej spędzić np. samemu siadając na ławce przed domem. Nie zrozumcie mnie źle – to mogło być wybitne kino, ale z pewnością nie adresowane do mnie. Z mojego doświadczenia wynika, że polskie filmy dzielą się na te bez fabuły (kino ambitne i artystyczne), te jeszcze bardziej bez fabuły („komedie romantyczne” i w ogóle komedie), te z zalążkiem fabuły, skupiającej się przede wszystkim  na chlaniu i rzyganiu, te z fabułą mającą na celu przyprawić mnie o depresję oraz Wajdę i Kolskiego.

prawo i piesc2„Kiedyś było lepiej”, czyli potrafiliśmy kręcić dobre sensacje. Na zdjęciu aktor, który (dziś trudno w to uwierzyć) miał szanse zostać jednym z pierwszych twardzieli polskiego kina, ale uznał, że go to nie interesuje. „Prawo i pięść” to chyba jedyny film, w którym nie tylko zdarzyło mu się strzelać w imię zasad, a do tego rozkochiwać w sobie laski, lać po mordzie s…ysnów i takie tam.

Na Wajdę można się zżymać, miewa on kiepską prasę. Ale gdy robi film, to na pewno będzie ów film miał fabułę, będzie miał świetnych i grających przy tym na najwyższym swoim poziomie aktorów, znakomite zdjęcia i… dźwięk. Tak – będzie słychać co aktorzy mówią, nie tylko dlatego, że posiadać będą dykcję, ale dlatego, że Wajda jakimś cudem znajduje dźwiękowców znających się na swojej robocie. Możecie mnie obrzucić kostkami z Minecrafta, ale mnie naprawdę podobały się „Pan Tadeusz” i „Zemsta”. Aktorsko i plastycznie były to przepyszne filmy. Za nic w świecie nie przyczepię się też do opowiadanych w nich historii – porwania, spiski, pojedynki, humor… Pokażcie mi wyprodukowany w ciągu ostatnich 20 lat w Polsce film, który choćby zbliżył się do nich pod względem fabularnego rozmachu i kompozycji.

krolewskie snyAktor, który nie został twardzielem został za to Jagiełłą w serialu „Królewskie sny”. Jak widać na zdjęciu znów rozkochuje w sobie laski, choć już nie strzela.
Tak się składa, że autorem scenariusza do „Prawa i pięści” i do „Królewskich snów” był Józef Hen.
Chcecie się od kogoś uczyć sztuki pisania dialogów? Czytajcie Hena i oglądajcie filmy na podstawie jego scenariuszy! 

Ano tak, przegrałem sam ze sobą – są filmy Kolskiego. Kolski opowiada film raczej obrazem niż słowem, ale też zatrudnia wyśmienitych aktorów i tez wydobywa z nich wszystko, co najlepsze. Do tego pięknie sięga po magiczne obrazy, gra światłem i kolorem, ma talent do ukazywania przyrody. Potrafi się do tego skupić na człowieku wydobywając zeń właśnie człowieczeństwo, a nie tylko upadek w okolicznościach społecznej czy politycznej degrengolady. W ogóle cenię Kolskiego i za to, że w nosie ma politykę.

Od lat nie udaje nam się nakręcenie filmu przygodowego, mamy kłopot z filmami kryminalnymi i sensacyjnymi (choć krytycy zachłystują się, ku zdumieniu fanów fantastyki, powodzeniem polskiego kryminału w literaturze). Pewien renesans przeżywa teraz film wojenny, przede wszystkim ze względu na okrągłą rocznicę Powstania Warszawskiego. Unikamy za to filmów kostiumowych, bo drogie. i może dobrze, że ich unikamy, skoro zdesperowane HBO, które ukradło pomysł mojego kolegi (i mój) na nakręcenie serialu o Jagiellonach szukało scenarzystów w Szwecji, bo w Polsce nikt (poza okradzionymi rzecz jasna) nie potrafił, ponoć, napisać sensownego scenariusza. Zważywszy, że ciągle żyje Hen wydaje mi się to dziwne, ale może w HBO nie słyszeli o Henie.

crimen_hen„Crimen” też został zekranizowany w formie serialu. Holoubek, o ile pamiętam, już w nim nie zagrał. W roli twardziela zastąpił go Franz Mauer Boguś Linda.

Polskie seriale zaczynają odżywać, choć ciągle ciąży nad nimi telenowelowe przekleństwo. Widać to było np. w pierwszych sezonach „Czasu Honoru”, gdzie równie ważne jak cichociemni wydawały się pogaduszki o niczym i uczuciach przy kawie. Zdecydowanie zabiło to serial „Misja Afganistan”, w którym wątek „z kim prześpi się pani porucznik” zdominował fabułę. Lepiej radziły sobie seriale na licencji – „Krew z Krwi” czy „Bez Tajemnic”. Ale trudno przeróbki zagranicznych scenariuszy ogłaszać triumfem. Choć krytycy zachłystują się renesansem polskiego kryminału nowy serial – „Zbrodnia” to znowu skandynawski format, a nie próba zrobienia czegoś własnego.

Afganski-Zeus-_bn30459Wiedzieliście, że pewien Polak pracujący w tajnych służbach jego carskiej mości wykiwał kiedyś w Afganistanie brytyjski wywiad? A że ów as szpiegów nie działał tak do końca na rzecz jego carskiej mości, bo pamiętał, że był Polakiem? No więc Lewandowski o tym wiedział i napisał własną wersję tej historii. Obawiam się, że prędzej powstanie u nas pięć remake’ów „M jak miłość” niż ktoś sięgnie po taką historię.

Wygląda na to, że uznani literaci piszą wyłącznie dla garstki krytyków (z których część udaje tylko, że ich czyta), tę samą metodę stosują uznani filmowcy. Wszyscy razem wzięci (uznani twórcy i uznani krytycy) nienawidzą fabuł i uciekają z krzykiem jeśli ktoś stawia przed nimi powieść napisaną tzw. lekkim piórem (tym sobie w każdym razie tłumaczę popularność kryminałów Krajewskiego i brak popularności kryminałów Lewandowskiego; pierwszy pisał o traumach i syfie i prędko przestał udawać, że intryga ma znaczenie, drugi pisał z humorem i przykładał się do intrygi, a jego pozytywni bohaterowie byli… cóż, pozytywni).

potopOkropna, pozbawiona właściwych wartości scena pochodząca z filmu na podstawie grafomańskiej powieści, w której kompletnie nieuświadomieni bohaterowie zamiast dzielić się z nami głębią treści żołądków, co metaforycznie ukazywałoby stan ducha ich straconego pokolenia, biją się między sobą oraz z wrogiem ojczyzny i w ogóle przeżywają (o zgrozo) przygody, zamiast tarzać się w mniej lub bardziej symbolicznym upadku. Artystycznej katastrofy dopełnia fakt, że obaj dają się lubić.

Czytelnicy i widzowie mają inne gusta. Lubią, gdy komedie są śmieszne, sensacje sensacyjne, bohaterowie wyraziści i dający się lubić, a kryminały posiadają fabułę i intrygę. Dlatego polska fantastyka wciąż cieszy się popularnością w rodzimy światku, choć krytycy marszczą nosy, gdy przechodzą obok stoisk z tą literaturą. No, ale część z tych krytyków nazywa szkodliwym grafomanem pisarza, który z ochotą opowiadał o porwaniach, strzelnianach, pościgach, oblężeniach, pojedynkach i przystojniakach, w których kochały się na zabój ślicznotki (z wzajemnością). Tak, mowa o Sienkiewiczu.

CieniorytNike ta powieść nie dostanie, dostała za to Zajdla oraz wyróżnienie w Żuławskim. Właściwie jej bohater jest na tyle zmęczony życiem i trochę przegrany, że mógłby otrzeć się o wielkość, gdyby nie fakt, że też przeżywa przygody. Ech, Piskorski, Piskorski, a mogłeś zostać artystą!

Całe szczęście, że gry są zbyt młodym medium, by zdążyło rozsiąść się nad nim stado czarnoskrzydłych krytyków nienawidzących dobrej zabawy. Dlatego nikt nie mówi: „nie gram, bo polskie”. Przeciwnie. Po rodzime gry gracze sięgają nie tylko z patriotyzmu (swoją drogą ów patriotyzm konsumpcyjny to też swego rodzaju ewenement, o ilu innych produktach można powiedzieć, że ludzie cenią je dlatego, że są polskie?). Choć, oczywiście, zdarzają się wpadki, powstaje tak wiele świetnych i dobrych polskich gier, że ocenia się je nie przez pryzmat lokalności, ale na tle światowego rynku. W grach twórcy pamiętają, że chodzi o grywalność a nie o rwanie szat, artystowskie zagrania i próby doprowadzania odbiorców do samobójstwa, bo to najprostszy sposób, by udowodnić, że stworzyło się dzieło ambitne. I owszem, powstają gry typu TT3, stanowiące odpowiednik polskich „komedii romantycznych”, ale na szczęście istnieją dla nich alternatywy.

2D Boxshot Wizard v1.1Gdyby istniał jakiś Państwowy Instytut Sztuki Growej, a o kształcie gier decydowałyby Autorytety, ta gra pewnie nigdy by nie powstała.

Literatura popularna też sobie radzi. Piskorski, Kosik, Sapkowski, Grzędowicz, Lewandowski – to nazwiska solidnych popkulturowych pisarzy. Niestety fantastycznych, więc najczęściej zbywanych w artystycznym świecie wzruszeniem ramion. No trudno. Na wielkie nagrody nie mają co liczyć (wyjątek – Sapkowski w czasach swojej świetności, ale raczej jako ciekawostka niż pisarz). Byłoby jednak źle, gdyby nie mogli też liczyć na Waszą uwagę.

Dodaj komentarz



265 myśli nt. „Spode łba – kiepskie bo polskie?

  1. Iago

    Ja bym uważał z wymienianiem Sapkowskiego w tekście, zdominowanym utyskiwaniem nad miałkością fabuły, jako przeciwwagi. Akurat fabuła to mu wychodziła z tego wszystkiego najgorzej. Na szczęście pozostałe elementy (bohaterowie, język, humor, opisy, warsztat ogólnie) wychodziły mu mistrzowsko, więc sumarycznie książki wyróżniały się mocno ‚in plus’ z ogółu. Ale jak miał gorszy okres, to płodził teksty mocno średnie (‚Lux Perpetua’, ‚Żmija’). I to piszę ja, który mam 2 wydania Wiedźmina i wszystkie pozostałe książki autora.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Iago

      Miał lepsze i gorsze momenty, fakt. Ale do fabuły w opowiadaniach przyczepić się trudno. W cyklu powieściowym trochę mu się rozjeżdżała momentami, ale znów – część historii była znakomita. W Trylogii Husyckiej trochę za bardzo wziął sobie do serca pomysł na to, że jak bohatera łapią i musi uciekać, to dobrze robi tempu powieści. No i ciągle go łapią, on ucieka, ale go łapią, więc ucieka, a wtedy go łapią i…;)

              1. nufiko

                @MHT

                To wiem, że w okolicach Białegostoku jest znacznie łatwiej o dobrą, jednak jak się skusiłem raz w Warszawie gdzie mieszkam, to praktycznie od razu po spróbowaniu wyrzuciłem, była przesolona i więcej w niej było jakiegoś sztucznego wypełniacza niż ziemniaków. Brrr… aż mnie ciarki przechodzą jak wspominam.

        1. amonlb

          @Nitek

          Polecam wam tą wódeczkę – http://www.polanin.com.pl/produkt,Vodka-Pure-Diamond-500-ml-40-obj,7.html
          Można ją czasami dostać w sklepie jest zajebista. Spiłem nią gości weselnych i znajomych. Efekt taki że nie ma po niej kogo leczyć bo wszyscy chcą więcej :D

          Zwróćcie uwagę na fakt że to jest wódka robiona na bazie spirytusu i głównie na export do niemiec i dalej przez co jest lepsza. Polecam też wersję czarną jest lekko ziołowa ale nie smakuje jak lekarstwo nadaje się idealnie dla kobiet i osób nielubiących czystej.

          Na koniec recenzji dodam że wódka nawet ciepła daje się pić bez popitki, dla mnie to rzecz niewiarygodna.

              1. urt_sth

                @Tasioros

                Sheridans czy smirnoff ?.
                Co do wódki więcej niż pierwszą butelkę się nie da, ale lubię kawę więc mi nie przeszkadza, oprócz cukru. Wchodzi lekko i przyjemnie.
                Mnie osobiście odrzuca laskowa soplica, a orzechy (i wódkę) lubię.
                Jeżeli o smakowe chodzi to stumbras, co prawda to litewska wódka, ale dobra.

                PS. Mogła by być lepsza – bez mleka i cukru, zostawić samą kawę.

              2. urt_sth

                @Beti

                Do kawy to lubię odrobinę winiaczka , bo daje odpowiedni aromat, ale tak symbolicznie aby alkohol nie zdominował.

                Za to miałem taką tradycję (miałem bo od dwóch lat zawiesiłem wiosło na kołku), że wieczorem po dniu na wodzie czekoladę na gorąco ze sporą dolewką rumu, szczególnie jak pogoda nie dopisała :D

              3. Tasioros

                @urt_sth

                O smirnoffa mi chodziło. Ale ja pijam kawę dla mięczaków, czyli ze śmietanką czy tam innym mleczkiem (ale bez cukru). Za to soplica orzech laskowy bardzo lubię – oczywiście w niewielkich ilościach, bo słodkie to to. Heh, ciekawe czego byśmy się razem napili, gdyby taka sposobność się nadarzyła.

      1. urt_sth

        @Obledny

        Chleb, chleb i jeszcze raz chleb. Może w Europie tragedii nie ma, ale jak się spróbuje tych wiórów za wielką kałużą, to człowiek jest w stanie jechać i 100 mil do polskiej piekarni aby zrobić zapas i zamrozić.

        Jak ktoś ma okazje zajechać do Krzeszowic – na rynku jest taka mała piekarnia (w sensie sklep piekarni), a w niej chleb chłopski. Polecam.

        1. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

          @urt_sth

          Ten obecny chleb i tak jest gówniany i nie ma startu do tego z lat dziewięćdziesiątych. No, ale obecny to wszystkie łunijne normy spełnia…

          I tak, próbowałem szukać w małych i dużych piekarniach tu gdzie mieszkam lub pomieszkuję oraz gdzie jestem przejazdem.

          I nie, wypiekanie własnego chleba to nie jest rozwiązanie bo i tak w najlepszym wypadku jest po prostu zjadliwy/zdrowy, ale obok chleba takiego jak „jeszcze w latach dziewięćdziesiątych” to nawet nie leżał.

          Ale co fakt to fakt, za granicą pieczywo jest w większości dramatycznie chu… słabe.

      2. Beti

        @Obledny

        Chleb! Tak! Nie ma lepszego niż polski. Pamiętam, jak kiedyś byłam na wymianie młodzieży we Francji (2 tyg.) i jak wróciłam do domu, to pierwsze o co poprosiłam mamę, to żeby zrobiła mi wielką kromę. Kuchnia francuskiej rodziny w ogóle mi nie podeszła. Za to kuchnię chorwacką mogę wcinać bez chleba :D

    1. Fantus

      @mokraTrawa

      Nie szarżowałbym ze stwierdzeniem, że „pełno”.

      A co do Symetrii to mam z nią taki sam kłopot jak z filmem „Życie na podsłuchu” czy „American History X”. Otóż kiepsko – jak dla mnie – i bardzo mało wiarygodnie przedstawiona jest przemiana głównego bohatera. Wchodzi do celi normalny, a nagle bum – gitowiec. Pół filmu bezwzględny agent stasi, nagle bum – rozkochany Romeo. Rasista, nazista – pogadał chwilę z murzynem, bum – dusza człowiek i ogólnie matka Teresa z Kalkuty.
      W tych filmach nie ma ukazanej, albo jest ukazana bardzo płytko – PRZEMIANA. Jest za to pięknie namalowane PRZED i pod koniec filmu chwilę ukazane PO. Kurtyna!

      1. projan

        @Fantus

        Jak chcesz wiarygodnie i realistycznie pokazać przemianę człowieka w ciągu 1,5 godziny? Musisz sobie dopowiedzieć że był to proces a reżyser musi dać miejsce na ta interpretację. Może powinieneś oglądać tylko seriale?
        W życiu na podsłuchu przecież on siedział i obserwował ich przez długi czas. Psychologicznie jest to jak najbardziej wiarygodne.

  2. bea

    Bardzo mi się podoba ten tekst! Czytam książki nominowane do polskich nagród, co roku np. analizuje wybór jury przyznającego Nike (dziwię się najczęściej ich wyborowi, ale czytam). Co więcej przyznam, że głównie polska literatura mnie interesuje, współczesna i ta starsza również. A już na przykład jeśli chodzi o reportaż to moim skromnym zdaniem jesteśmy w czołówce światowej – i to nie (tylko) za sprawą Kapuścińskiego. Trzeba chcieć znaleźć to, co jest dobre. Oddzielić ziarna od plew jak to mawiają :) A jak ktoś ma problem z wyborem dobrej polskiej literatury – to zapraszam do oglądnięcia mojej biblioteczki ;) O filmie się nie wypowiadam, bo mąż mnie nie zaprasza od dawna do kina :P

  3. Nitek De Kuń

    Jak mówiłem ostatnio na streamie, ostatnio leciałem na YT z odcinkami 13 posterunku. Nogi Kasi, wszyscy oglądali dla nóg Kasi. W sumie kiedyś mnie to bawiło, teraz trochę mniej, ale też dlatego, że znam te odcinki na pamięć. Tja.
    Idąc za ciosem, po odcinku kiedy przybywa na Posterunek Linda uczyć się jak być true psem, postanowiłem obejrzeć Psy. Tak, Psy, dzięki jutub. Chyba już nie zrozumiem fenomenu Psów w swoich czasach, ale przyznać muszę, że nie byłem zażenowany tym co widzę. Onelinery nawet nadal dobre, ale nie na tyle, żebym notował je w złotych myślach, tak nie było źle. Po 22 latach od premiery. 22 lata! Ja pierdziu. I dobre kille wpadły, huehue.

    1. Iago

      @Nitek

      Ale stare polskie kino było naprawdę lepsze od obecnego. Ci sami reżyserzy, którzy teraz płodzą gnioty (Hoffman, Kawalerowicz), kiedyś kręcili dzieła sztuki (Potop, Faraon). Że już o dokonaniach Hasa (mój ukochany ‚Rękopis’, któremu achronologicznej konstrukcji fabuły spokojnie mógłby pozazdrościć Tarantino) nie wspomnę.

          1. thesheep

            @Iago

            Nie rozumiem Twojego skrótu myślowego. :) Nie twierdzę, że Potocki wziął swoją formę z kosmosu, to logiczne, że inspirował się tym, co powstało już wcześniej. Chodzi mi tylko o to, że książka dalej przemawia do mnie bardziej niż film. Może dlatego, że była pierwsza?

            1. Iago

              @thesheep

              Mój skrót myślowy jest o tyle porąbany, że przeskoczyłem nad książką (bo nie czytałem ‚Rękopisu’ – cały czas jest na liście ‚do przeczytania’, ale lista ta jest długa i dość często uaktualniana o nowe pozycje) od razu do źródła szkatułkowej konstrukcji (tj. do ‚Baśni’, którymi moim zdaniem się inspirował i Potocki, i Has i pewnie cała masa innych). Stąd ‚Rękopis’ książkowy jest i ‚jajkiem’ (dla ‚Baśni’), i ‚kurą’ (dla filmu), a dyskusja co było pierwsze jest akademicka.

              A film kocham miłością wielką (dość powiedzieć, że mam wydanie zachodnie, sprowadzone z zagranicy, z czasów kiedy Has był w kraju nieosiągalny z różnych przyczyn).

    2. furry

      @Nitek

      ja za to niedawno widziałem pierwszy raz „Słodko-gorzki” i bardzo mnie się podobało, nie tylko młoda Anita Werner. Plus piosenki tego tam z Tiltu, Lipiński czy Lipnicki.

      Aha, jakbyś chciał oglądać „Reich” Pasikowskiego, to nie, chyba że po dużej ilości zimnych.

    3. Fantus

      @Nitek

      Nigdy nie rozumiałem fascynacji polskimi serialami komediowymi typu 13 posterunek czy kiepscy. ANI RAZU mnie to nie rozśmieszyło, ale o gustach się nie dyskutuje.

      O Psach można napisać wiele. W czasach premiery uchodził za kino gangstersko-policyjno-sensacyjne. Z perspektywy czasu widać, że chyba nikt jeszcze lepiej nie opowiedział o tamtych czasach i o transformacji. O układach, ubekach, teczkach, służbach, karierach i tłustych czerwonych świniach.

      Polecam zresztą posłuchać samego Pazury. Wolę go jako poważnego gościa, a nie w posterunku czy promującego garnki kiepskim standupem.

      http://stopklatka.pl/program-obowiazkowy/-/56839566,cezary-pazura-i-olaf-lubaszenko-wspominaja-psy-

  4. slowman

    W „Popiele i diamencie” był głos, ale do teraz jestem ciekaw jak wyglądała bójka w piwnicy :)

    Zadawałem kiedyś podobne pytanie, ale muszę ponowić. Zna ktoś jakieś ciekawe rodzinki z filmów i książek (najlepiej minimum 3-osobowe)? Póki co myślę o „Ojcu Chrzestnym”, bo tam było dość ciekawie w tej kwestii. Nie obrażę się też za „Pięć minimum 3-osobowych rodzin na piątek” (w zamian mogę obiecać, że nie pobiję 500 Krakusów) ;)

            1. furry

              @Ziuta

              „Na wschód od Edenu” to taczej jeden z członków rodziny był patologiczny bardzo. Ewentualnie jeszcze Steinbecka „Pastwiska niebieskie”.

              Ale ja polecę ci coś lepszego, Kraina traw, ou je! Możesz kojarzyć film Terry’ego Gilliama, ale to na podstawie książki, dość porytej.

              Z filmu to może jeszcze „Beetlejuice” się łapie.

              1. furry

                @slowman

                Ale ucieczka w fantazję z powodu patologiczności rodziny właśnie, bardziej niż u Michała Wiśniewskiego. Serio, obejrzyj albo przeczytaj, tym bardziej że książka ma raptem 180 stron.

                W „Pastwiskach” jest genialny motyw człowieka, który chce osiąść, stworzyć własną dynastię, buduje wielki dom i …

        1. Iago

          @slowman

          Pierwszy raz w tomie trzecim (Grave peril). Więcej o nich jest w tomach szóstym (Blood rites) i dziewiątym (White night) – działalność wampirów różnych dworów jest tam osią fabuły; tom szesnasty też zdaje się będzie o wyczynach Lary Raith i spółki (niepotwierdzone, równie dobrze może być o faeriach). W innych raczej jako tło, wspominani przy okazji.

              1. slowman

                @brum75

                Na pocieszenie powiem, że w niedzielę po roku przerwy od ostatniego kopnięcia piłki poszedłem pokopać i do teraz stękam wstając do toalety.

                Zresztą, na streamie z TWD wydało się, że jest tu co najmniej jeszcze jeden gimnazjalista.

                Na napisanie mam czas jakoś do stycznia.

            1. thesheep

              @slowman

              Zastanów się, czy takie obnoszenie z tym Twoim wiekiem jest rozsądne. Widzisz do jakich dyskusji to prowadzi. :) Chyba że szukasz równolatek, oczywiście. ;)

              Ed. A co do pokręconych rodzin, to niemalże każda zagadka Herkulesa Poirot obraca się wokół takiej. Tylko nie wiem, czy materiału do analizy wystarczy, bo to krótkie książki są.

              1. slowman

                @thesheep

                Zaraz obnoszenie się. Musiałem wyjaśnić, że otyły 66 latek będzie żył raczej 20 niż więcej lat i dlatego sugestie, że dopiero na emeryturze będę mógł przeczytać całość PLiO jest błędna.

                Jeśli chodzi o rówieśniczki – podejrzewam, że tu prędzej mógłbym próbować uderzać do jakiegoś ojca, żeby mnie umówił z córką niż do jakiejś mojej rówieśniczki. Zresztą, jaka kobieta jest warta króla Polski?

      1. Iago

        @slowman

        Weź pod uwagę, że Puzo pisze bzdury, opierające się na bzdurach autorstwa przeciwników politycznych Borgiów.
        Nie to, żeby Rodrigo i Cesare byli aniołami, ale mimo wszystko wolę prawdę historyczną od sensacyjnej bzdury beletrystycznej. Jest taka książeczka niejakiego Roberto Gervaso „Borgiowie”. Zdecydowanie bliżej prawdy historycznej, niż Puzo.

  5. MusialemToPowiedziec

    „Całe szczęście, że gry są zbyt młodym medium, by zdążyło rozsiąść się nad nim stado czarnoskrzydłych krytyków nienawidzących dobrej zabawy” – jak nie, już jest całe stado ludzi zmuszających do siedzenia nad takimi tworami jak Gone Home i potwierdzania, że to GOTY, albo i GOTC. Mimo że wystarczy zmienić język na jakiś niezrozumiały i wtedy automatycznie nie da się z nimi obcować.

    Hmm, to byłoby dość ciekawy sposób recenzowania gier – czy da się mieć jakąkolwiek zabawę po praktycznym usunięciu fabuły.

    1. MusialemToPowiedziec

      @MHT

      Z polską muzyką nie jest tak źle. Chyba że jest się fanem „pop-music”, wtedy faktycznie może być trudno (bo Maryli to nawet nie są godni butów czyścić ci, co Polacy ostatnio wysyłają na Eurowizję).

      Przypomina mi się porównanie dwóch tekstów: jeden to Bohemian Rhapsody, drugi to jakiś utworek pop składający się w 90% z jednego słowa.
      Liczba autorów tekstu BH: jeden (Freddy Mercury). Liczba autorów powtarzania jednego słowa przez kilka minut: chyba z 7 osób tam było…

  6. dywyn

    Nie chce wychylać się za bardzo w przeszłość ale u mnie Polska vs Świata 1:0. Zaliczyłem ostatnio dwa dzieła literacki:. 1. Kronika ptaka nakręcacza 2. Grillbar Galaktyka. Grill wygrał. Moje ulubione książki też raczej są bardziej polskich autorów niż zagranicznych. Z filmami gorzej, ale i tak kondycję amerykańskiej kinematografii oceniam słabo. Nudne serialne produkowane masowo. Nudne filmy na podstawie kominków. Wtórność nad wtórnościami.

  7. Ziuta

    Widać to było np. w pierwszych sezonach „Czasu Honoru”, gdzie równie ważne jak cichociemni wydawały się pogaduszki o niczym i uczuciach przy kawie.

    Jako fanboj czuję się wywołany :)
    Oglądam teraz ten dodatkowy powstańczy sezon CzH. To esencja blasków i cieni polskiego serialu.
    Cieszę się, że dobrnęli do tego Powstania, bo to było wielkie marzenie twórców, aktorów, i widzów. Gorzej z wykonaniem, bo odzywają się wszystkie wtopy i błędy z at poprzednich.
    Na przykład problemem jest już to, że siódmy sezon cofa się fabularnie do dziury między czwartym a piątym. Wtedy nie mieli jak, gdzie i za co, teraz wreszcie mogą, bo sponsor sypnął, telewizja dała się przekonać, a po Mieście 44 zostało sporo dekoracji. Ale przez to nad fabułą ciąży konieczność wybrnięcia z niefortunnego zakończenia czwartego sezonu i doprowadzenia historii do tych dwóch nieudanych sezonów powojennych (dobra, piąty ujdzie, ale szósty był niepotrzebny w sumie). Twórcy się ratują wprowadzeniem całej masy całkiem fajnych młodych aktorów, którzy wprowadzają dużo świeżego powietrza, ale żałuję, że nie poszli na całość, robiąc pełnoprawny spinoff, z głównymi postaciami zepchniętymi na drugi plan i skupiając się na nowym materiale.

    Może to jest problem polskiego serialu/kina, że jest letni i bez wyrazu, a powinien być zimny albo gorący.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Ziuta

      To chyba jest też problem braku pomysłu na więcej. „Czas Honoru” jeszcze się pod tym względem bronił, ale poza tym bywa kiepsko. „Glinę” też mógłbym wskazać jako dobry przykład, ale już np. „Oficer” w kontynuacji to tragedia.

      Psute kontynuacje to nie tylko polski problem, ale mimo wszystko w Usach czy Anglii znaleźli na to sposób. Anglicy w ogóle mają własne formaty i świetnie na tym wychodzą, ale nawet Usańcy wpadli w końcu na pomysł krótszych serii, albo serii opowiadających w każdym sezonie inną historię.

      I teraz najważniejsze – tam eksperymentują z formułą. U nas nawet jeśli nie kręcą telenoweli z założenia, to najczęściej wychodzi im telenowela, bo nie potrafią skończyć.

      1. Ziuta

        @bosman_plama

        Widziałeś trzeci sezon PitBulla? Dał się oglądać, nie było źle, ale już coś zaczęło się psuć. Telewizja za bardzo go promowała, jako swój sukces (ciekawe, że spadek formy CzH też się zbiegł z nadmiernym zainteresowaniem wysoko postawionych osób), Vega zaczął zjazd z dół (to było wpół do Ciacha), czy fakt, że trzeci sezon reżyserowali młodzi zdolni polscy filmowcy w rodzaju Matwiejczyka, czy młodej Hollandówny. Chyba tylko do odcinków Zglińskego nie miałem zastrzeżeń – no ale potem facet zrobił Paradoks, a teraz Zbrodnię, czyli on akurat się zna.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Ziuta

          „Pitbull”, moim zdaniem, to był strzał na góra dwa sezony. On bardziej niż intrygą jechał tłem obyczajowym (a właściwie nieobyczajnym). A to potrafi się szybko wyczerpać. Może też skończyły się Vedze notatki z „Policyjnych Psów”? Bo zdaje się, że jednym z elementów promocji było informowanie, że w fabule pokazujemy to, czego nie mogliśmy pokazać w paradokumencie.

          1. Ziuta

            @bosman_plama

            Raczej się nie skończyły. Warstwa kryminalna była dalej dobra (i inspirowana prawdziwymi zdarzeniami) – perypetie gangstera, którego pechowa konkurencja za nic nie mogła odstrzelić (nota bene jedna z lepszych strzelanin w i tak dobrym pod tym względem seriali), lincz we Włodowie, zdegradowany Barszczyk, czy ślubne problemy Depera trzymały poziom. Słabowały wątki obyczajowe, ten z nową kobietą Gebelsa i policjantką Renatą. Ale to ewidentnie były rzeczy dopisane, by uczynić Pitbulla bardziej znośnym dla widza żyjącego operami mydlanymi.

    2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @Ziuta

      „Może to jest problem polskiego serialu/kina, że jest letni i bez wyrazu, a powinien być zimny albo gorący.”
      Ale jeśli serial jest skierowany do masowego odbiorcy (a jest) to z definicji musi być letni. Ekstrema odstraszą widownie, słupki polecą i tyle…
      Zresztą po co eksperymentować z serialami skoro zrobi się kolejne szoł z kucharzeniem albo z gwiazdami albo najlepiej z kucharzącymi gwiazdami i słupki oglądalności wybijają dziury w górnych obudowach ekranów.

      1. Ziuta

        @brum75

        Nie chodzi mi o TAKĄ EKSTREMĘ, tylko wzbudzanie podstawowych emocji. Jak w Wikingach czy Hannibalu. Zwróć uwagę, że ostatnio TV Puls namieszała w świecie polskich stacji telewizyjnych puszczaniem tych właśnie seriali. No i kreskówek, ale to inna sprawa, też zaniedbana przez mainstream.

        Co do drugiego – ten model się powoli kończy, gdyż albowiem pokolenie torrentów przekroczyło trzydziestkę.

      2. amonlb

        @brum75

        Masz świetny pomysł! Tego jeszcze nie było!

        „Gotuj z gwiazdami” nowy program w TVN „najwybitniejsi” polscy celebryci zmierzą się na garnki i rondle o statuetkę krowiego placka. Już teraz możesz głosować czy do programu mamy zaprosić A) Głupią blondynę B) Gogusia w porwanych portkach czy C) Ich dziecko.

        1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

          @amonlb

          Odezwij się do mnie na priva, doprecyzujemy szczegóły, zasady, napiszemy jakiś wstępny scenariuszyk szoła, zaproponujemy obsadę celebrycką oraz jurorską (równie celebrycką) i zaczynamy marsz po redakcjach. Kupimy sobie dużo gier jak sprzedamy pomysła! ;)

  8. amonlb

    Panie Bosmanie dzięki ci za ten tekst. Zacnie się czytało, ciekawe przemyślenia na temat polskiej kinematografii. Obawiam się jednak, że to się nie zmieni w najbliższym czasie. Kino producenckie ma swoje wady tak jak miało je kino reżyserskie. Produkuje się gnioty obliczone na zysk z biletów, a nie doznania widzów. Inteligentni ludzie o zdolnościach takich jak Hen nie radzą sobie na takim rynku, bo stawiają wyzwania przed produkcją filmu. Trzeba dla nich rezygnować z utartych wygodnych schematów, budżet rośnie, bo nie da się ograć scen w galerii handlowej na podstawie umowy barterowej itd.

    Nie przytoczę teraz dokładnych danych, bo nie pamiętam, ale tak +/- do kina najczęściej chodzi widz w wieku 14 – 20 lat przeważnie na randkę, albo w celu poznawczym i traktują to jak wieczór przed wielkim telewizorem, gadają, ciumkają, chrupią popcorn i aktualizują status na fejsie (sweet focia – z misiaczkiem w kinie <3)

    Ps. Wiedźmin z każdą kolejną częścią zaczyna niebezpiecznie przypominać Batmana w lateksie albo Thora. Ja wiem że jest moda na slim fit itp. ale mogliby Geraltowi odpuścić legginsy.

  9. Revant

    W kwestii kinematografii to najbardziej ubolewam nad komediami.
    Kiedyś mieliśmy Kilerów, Poranek Kojota, dalej Seksmisję, gdzieś tam Kogel Mogel, itd.
    Teraz mamy Last Minute.
    A wszystkie te pseudoartystyczne/pesymistyczne/wygrywające nagrody na wszelkich festiwalach produkcje to po prostu dno. Zgadzam się tutaj Bosmanie z Tobą – totalnie brak konkretnej fabuły, dużo walenia artyzmem po oczach. Ostatnio widzę to zwłaszcza w moim teatrze, gdzie na ostatnie spektakle to nawet nie mam ochoty iść, bo wszystko ociera się o prl/politykę/bzdedy artystyczne/mniejszości narodowe.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Revant

      Ba, komedia to jest temat na film SF o kradzieży stulecia.
      Kiedyś mieliśmy „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, „Gdzie jest generał” (propaganda, ale śmieszna), „Lekarstwo na miłość”, Vabanki… Były i komedie kryminalne i obyczajowe – przede wszystkim śmieszne i nawet w najmniej subtelnym wykonaniu dalekie od obecnego prymitywizmu.
      Akurat w komediach byliśmy potęgą. A potem wszystkim amputowano poczucie humoru i subtelności dowcipów. Jacyś kosmici je ukradli? Całkiem niedawno pamiętam „Pół serio” i „Ciało”, które oparte były na oryginalnych pomysłach i niezłym dowcipie. A potem ci sami twórcy nakręcili „Lejdis”:P.

  10. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

    Polskie filmy zdają się wracać do formy, rzadko wychodzę z kina rozczarowany.

    Oczywiście dalej problem tyczy się słynnej „polskiej fonii” dzięki której słychać wszystkie zapadki w przekręcanym zamku, ale za to nie sposób zrozumieć dialogów. I tyczy się to nawet takich hitów (choć imho akurat ten film był koszmarny) jak „Drogówka”, ale już w „Mieście 44″ dialogi są zrozumiałem nawet gdy wokół trwa bitwa.

    Co ciekawe myślałem, że ten problem dotyczy starych filmów, ale nie. Przez ostatnie trzy wieczory obejrzeliśmy z M. „Kanał”, „Bazę ludzi umarłych” oraz „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” i w żadnym nie było problemów z dźwiękiem. Więc drogą dedukcji stwierdzam, że w polskiej filmówce coś musiało się ostro spieprzyć w latach osiemdziesiątych..

    1. Iago

      @sunrrrise

      A to nie jest tak, że kiedyś dialogi dogrywano w studiu, w postsynchronach (np. angielskie dialogi do westernów Leone), a teraz są z planu?
      Edit: no i kiedyś jednak generalnie więcej kręcono w studiu (nieustannie bawią mnie sceny z tak nakręconą jazdą samochodem), więc łatwiej było te dialogi nagrywać nawet na planie. Mniej szumu tła.

      Że już nie wspomnę o genialnych nagłośnieniach kin, gdzie wszystko z tła jest wzmocnione i puszczone dookolnie, a dialogi idą z 1-2 głośników z przodu?

    2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

      @sunrrrise

      Ta fonia to makabra na komediach. Jak się ludzie zaczną śmiać to już absolutnie nic się nie da zrozumieć. W tych miejscach gdzie twórcy chcieli żeby się naród śmiał to owszem, jest jakieś zatrzymanie dialogu czasem czy nawet akcji coby śmiech wybrzmiał. Problem w tym że często gęsto widzowie śmieją się tam gdzie autorzy sobie tego niezaplanowali…

  11. Daimonion

    W temacie seriali: czy ktoś pamięta/oglądał taki króciusieńki serial kryminalny „Mrok”? Pamiętam, że przepadł bez echa (na topie był „Oficer”), a mnie zachwycił jak rzadko co. Klimat jak ze starych francuskich kryminałów, świetne ujęcia i gra aktorska. Moim zdaniem była to jedyna udana próba dorównania Borewiczowi.
    I jeszcze jedno – „Przeprowadzki” zakończone po pierwszym sezonie. To powinno być ścigane przez prokuraturę.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Daimonion

      Mrok to jeden z lepszych polskich seriali kryminalnych. TVP postanowiła go zamordować porą emisji. Nadawano go jeszcze w czasach „starego systemu”, gdy kryminały puszczano w czwartki. A „Mrok” puszczano we wtorki, w dodatku dwa odcinki – jeden po drugim. Sporo osób go przegapiło.

      A ocierał się o wybitność. Zimne filtry zastosowano tam nim wpadli na to skandynawowie w swoich kryminałach. Sprawy nie tylko opierano o autentyczne historie, ale też wybierano – zazwyczaj ciężkie tematy i grano mocno psychologią postaci, w tym przestępców. Za to bohaterowie byli mało przystojni, kiepsko ubrani i takie tam. Generalnie było to takie trochę „Killing” w klimacie (bo w stylu to jednak procedural), na jakieś dziesięć lat zanim „Killing” (oryginalne) nakręcono.

      I co? I nic.

      1. Ziuta

        @bosman_plama

        Bo to jest polska szkoła dbania o serial. Puszczasz bez jakiejkolwiek reklamy w niedzielę o 23.55. Po sezonie kasujesz, bo spełnił oczekiwań stacji.
        Jeśli jakimś cudem serial przetrwał, a nawet zwyżkuje jakością (jak CzH w sezonach 2-3), to obcinasz budżet. Bo rzecz dobra sama sobie poradzi, a trzeba dotować mniej chodliwe produkcje.

    2. slowman

      @Daimonion

      Wpisałem „mrok serial” w wyszukiwarkę youtube’a, żeby zobaczyć, czy da się to tam obejrzeć, a tam był też ten serial robiony w The Sims 2…nie może zostać odwidziane.
      Ojciec do córki siedząc w kuchni:
      - Co tu robisz?
      - Mama mnie zaprosiła, muszę coś jeść.
      - To prawda, przestań Arek – mówi mama.
      - No właśnie – mówi córka.

        1. slowman

          @furry

          Powinienem ostrzec, że „mrok” z tytułu się odnosi do mokrego snu emo-nastolatki.

          E: Kolejny serial tej samej autorki: Przeprowadzka
          Nie mogę się doczekać! W końcu mój nowy dom! Taaak! W bloku! To chyba blok nr 89.

          - Gdzie jest Katy?
          - Wyprowadziła się, sprzedała mi to mieszkanie.
          - Jakim cudem? To moja przyjaciółka?
          - Nie wiem, ale to fajnie, że ją znasz!

          Do tego to napięcie seksualne między uczestniczkami dialogu…
          :D

Powrót do artykułu