Spode łba – idzie lato

bosman_plama dnia 2 czerwca, 2015 o 9:15    77 

tyrion

W Krakowie można to poznać po wybrzuszających się szynach tramwajowych. Poważnie – jak tylko temperatura przekroczy 25 stopni sieć tramwajowa w Krakowie zaczyna przypominać wesołe miasteczko. W telewizjach można to poznać po tym, że lecą głównie powtórki (polską telewizję można było dawniej poznać po Klossie, ale on teraz leci cały rok), a w grach po tym, że zaczynamy rozmawiać o tym, co przyniesie jesień.

Od razu napiszę szczerze – nie mam pojęcia co przyniesie. Odkąd dowiedziałem się, że Uncharted 4 ma przyjść dopiero na przyszłoroczną wiosnę, przestałem śledzić zapowiedzi. Jesienią może zagram w Wieśka Trzeciego, co pokazuje jak bardzo na bieżąco jestem z grami.

Z serialami też u mnie tak sobie, ale coś tam oglądam. Dlatego wiem, że Daredevil skończył się jak trzeba, że nastąpi jego dalszy ciąg i że pojawi się w nim Elektra (główny powód, żeby interesować się Daredevilem, jeśli o mnie chodzi). Fortitude, o którym wspomniał niedawno Nitek, złapało pod koniec zadyszkę. Bo poważnie – jak po zakończeniu odcinka w sposób lśnienioodobny można potem przez kolejne dwa odcinki znowu snuć się wśród bieli i udawać, że czas stoi w miejscu? Gdybyście nie wiedzieli – Daredevil to serial o niewidomym masakrującym drani w strugach deszczu (dość często w każdym razie), a Fortitude to serial o tym, że wykopanie mamuta w okolicach kręgu polarnego może przynieść kłopoty, zwłaszcza gdy szeryf niewłaściwie ulokował uczucia, ruscy chcą nielegalnie dorobić, pani burmistrz ma własne interesy a w ogóle wszyscy to banda świrów i w dodatku znaczna część z nich to Norwegowie (a oni wiadomo – wykopują spod lodu oprócz mamutów także nazi zombies, ganiają się po lasach z siekierami, zakładają hotele w górach tylko po to, żeby mieszkali w nich szaleni zabójcy i wszyscy słuchają pagan black – death metalu; a z tym całym złem walczyć może tylko jeden policjant, który do tego jest alkoholikiem i ćpunem – oto streszczenie norweskiej popkultury z ostatnich 10 lat). Przy tym Fortitude jest też serialem o miłości.

FortitudeW okolicach Fortitude jest tak zimno, że nawet czas zmarzł i nic się nie dzieje

Wszyscy narzekają na obecny sezon Gry o Tron. Że nic się nie dzieje (poczytalibyście powieść, na której oparty jest ten sezon, tam Tyrion tylko pije i sika przez jakieś trzysta stron), że odchodzi od treści pierwowzoru (np. była tylko jedna scena sikającego Tyriona, gdyby serial miał być wierny powieści, powinno ich być z siedemset), że Sansa się miota (gdy akurat nikt jej nie gwałci), że Żmijowe Panny (czy jak im tam) nie pokazują nic, chyba że cycki. Nuda panie. W sumie racja, ale ostatni (na razie) odcinek ratuje moim zdaniem cały sezon. Po pierwsze serial wyprzedził w tym miejscu powieść (musieliby nakręcić Mad Men fantasy, by nie wyprzedzić) i doprowadził do spotkania Tyriona z Daenerys, dzięki czemu oboje mieli wreszcie okazję wygłosić jakieś sensowne kwestie zamiast biadolenia, a matka smoków nawet pokazała, że zostało jej jeszcze trochę charakteru.

Game-of-Thrones-Hardhome-71Zima przybywa i od razu zaczyna się dziać

Po drugie po kilku raczej sennych odcinkach przygotowawczych (czyli tych wiernych powieści) dostaliśmy zarąbiście wielkie bum. Bum przybrało postać najlepiej chyba nakręconej bitwy z dotychczasowych. I nawet jeśli ktoś może narzekać, że zombie mu się trochę przejadły, to teraz dostał średniowieczne zombie z nawalającym się z nimi olbrzymem na dokładkę. A wszystko dynamicznie, przez przeskoków do innych wątków. Po prostu duża, mocna naparzanka z solidnymi strzałami (np. dzieci) i zarąbiście klimatycznym i solidnym zakończeniem a’la Dunkierka (też medievalna). Fajnie to zostało nakręcone. Dziki chaos bitewny i potem przerażające wyciszenie. Warto zobaczyć choćby ten odcinek, jeśli nawet ktoś nie ogląda serialu.

michelle_catwomanJedyna słuszna Catwoman (swoją drogą coś jest z tą zimą, bo akcja tego filmu też toczyła się w śniegu)

Dokończył się pierwszy sezon Gotham, na który też narzekano. Ja akurat polubiłem ten serial, nawet jeśli przyznaję, że główny bohater jest nieszczególny. Ale od czasów Life mam słabość do Donala Logue, który w dodatku w Gotham zagrał postać, do której też mam słabość, czyli Bullocka. Podoba mi się rozwój młodego Bruce’a, podoba mi się Pingwin, chociaż jest trochę zajeżdżany, podoba mi się Riddler i podoba mi się atmosfera serialowego Gotham. Finał był średniawy, bo musiał być wybuchowy. Jedni ginęli, inni przechodzili przemianę (Selina Kyle, znaczy Celina Kocurkova). Publiczność powszechnie woli – z serialowych komiksów – Daredevila, ja wolę Gotham. Owszem, ono ma więcej odcinków, a przez to więcej okazji do wpadek, które zdarza mu się skrzętnie wykorzystywać. Ale scenariusz Daredevil niczym właściwie nie różni się od scenariusza pierwszego sezonu Arrow, tyle, że znacznie lepiej go zrealizowano. Cóż, niestety, ja cały czas miałem wrażenie, że oglądam to samo, tylko w innych dekoracjach.

arrow

Kaptur zawsze robi klimat. Niestety, sam kaptur to za mało.

Skoro zaś jesteśmy przy Arrow, to trzeba powiedzieć, że telenowela trwa. Bohaterowie umierają i zmartwychwstają, kochają się i porzucają, odkrywają, że ich ojcami byli inni faceci i takie tam. Fani marzą, by serial powrócił do poziomu drugiego sezonu. Ja drugiego sezonu nie byłem w stanie oglądać, taki wydawał mi się ultrabadziewny. Znów więc należę do mniejszości i uważam, że najlepszy był pierwszy. Potem wszystko poleciało na pysk i jak leci, tak leci.

Zupełnie inaczej jest z kolejną serializacją komiksu, czyli z Agentami Tarczy (wybaczcie skrócenie tytułu, nie chcę, by jego wypisanie zajęło mi pięć linijek). Z serialu, w którym rozpaczliwie nic się nie dzieje przez osiemnaście odcinków zmienił się w serial, w którym najpierw mamy przytup, a potem na scenę wchodzą coraz to nowi megamocarze, wszyscy przeciw wszystkim spiskują, nikt nikomu nie ufa i nikt nic nie wie. Ponieważ to klimaty, które lubię, Agenci… wędrują, moim zdaniem we właściwą stronę. Niestety najprawdopodobniej serial nie skończy się dobrze i UWAGA SPOILERY, DLA KAŻDEGO, KTO NIE WIDZIAŁ PIERWSZEGO SEZONU. MEGASPOILER. MEGAMEGAMEGA moja ulubiona postać, której szczerze kibicuję, czyli zdradziecki, podły, bezwzględny i pewnie szalony agent Ward nie wygra, a może nawet zginie w jakimś dramatycznym finale. To smutne, bo szczerze nie cierpię tych zadufanych dupków, czyli większości ekipy S.H.I.E.L.D. z ultradupkiem Coulsonem na czele, a bardzo polubiłem Warda. Zresztą to właśnie Ward uratował ten serial i sprawił, że pojawiła się w nim jakaś dynamika i emocje w miejsce głaskania się po główkach i zapewniania o tym, że wszyscy są rodziną.

agencitJestem złym człowiekiem. Mam nadzieję, że oni wszyscy zginą. No, prawie wszyscy.

Skoro zaś jesteśmy przy temacie serialu, którego bohaterowie wzbudzają irytację, trzeba wspomnieć o Supernatural. Ktoś to jeszcze ogląda? Napisanie, że w finale sezonu trauma braci wzrośnie niczym supernova a jeden z nich prawie – że zginie to żaden spoiler, bo tak się dzieje w finale każdego sezonu. Niestety, ostatni sezon był niemal wyłącznie traumiasty i niemal nie dało się go oglądać – choć trafiały się fajne odcinki. Zainteresowanych z kim tym razem walczyli bracia po tym, jak powstrzymali apokalipsę, pokonali Lucyfera i archanioły oraz zabili chyba wszystkich pogańskich bogów, jakich scenarzyści znaleźli w wikipedii, informuję, że tym razem wrogami łowców była ich trauma, a oprócz niej Ciemność (choć ta dopiero nadchodzi, niczym zima). Taka Ciemność, z którą nawet Bóg nie był sobie w stanie do końca poradzić. No to macie jasność.

508_promo_stills_2001304671Podsumowując – dzieje się dużo, a nawet jeszcze więcej. Kłopot w tym, że seriale zaczynają się niebezpiecznie zbliżać do momentu, w jakim znalazło się kino. Powstają ciągle rzeczy wybitne, ale coraz częściej mamy do czynienia z dreptaniem w miejscu. Niestety, kino nie przyniesie ratunku, gdy bańka serialowa pęknie albo (co bardziej prawdopodobne) zejdzie sobie cichutko. Nie przyniesie, bo kino zachwycone sukcesami Disneya-Marvela (też, mam wrażenie zbliżającymi się do wyciszania) postanowiło przejąc zasadę Myszki i Miki i kręcić bez końca to samo, tylko z większymi wybuchami. Wiecie, że zapowiedziano dalszy ciąg Dnia Niepodległości? A wiecie, że tak naprawdę zapowiedziano trzy dalsze ciągi tego filmu?

Kino przyjrzało się serialom i wyciągnęło wnioski. Nie takie, że trzeba się przyłożyć do oryginalnych, ambitnych scenariuszy. Nic z tych rzeczy. Wnioski są takie, że trzeba wszystko kręcić w odcinkach – nawet filmy kinowe.

W sumie gry wpadły na to już dawno temu.

Dodaj komentarz



77 myśli nt. „Spode łba – idzie lato

  1. iHS

    A, powinszować, powinszować, na pohybel. Jestem pełen podziwu dla ilości ogarniętych seriali: ja oglądam ino jednym okiem Doctora Who: sezon pierwszy jak se macham jakimś żelastwem w godzinach już bardziej porannych niż nocnych. Battlestar Galactica, Spaced, Park and Recreation, The Wire, Fargo – wszystkie leżą i mają za złe. Nic, może kiedyś.

  2. Revant

    Dlatego cieszę się jednak, że pozostaję przy anime :D obecny sezon się kończy już powoli, a ja jedna baardzo w tyle, choć z 7 tytułów wyłowiłem. Mamy świetną novelkę o dziewczynach w licealnej orkiestrze (świetna kreska i piękne tła!). Jest epicka walka ludzi zepchniętymi do obrony przez panoszące się wampiry i potwory – dużo klisz, ale ma swój własny klimat graficzny. Można obejrzeć zmagania młodego kucharza, który zostaje wysłany do elitarnej szkoły kucharskiej i swoim gotowaniem przyprawia wszystkich o wielokrotne orgazmy (serio ;) ). Pośmiać się można przy historii niesfornego chłopaka i dziewczyny-prymuski, którzy odkrywają, że potrafią się zamieniać ciałami poprzez pocałunek (i to nie tylko między sobą :D ). Numeru uno jest jednak dla mnie historia licealisty, który wygląda jak ogr, a zakochuje się w nim słodka i malutka w porównaniu do niego dziewczyna. Taki japoński Shrek :D nie ma w sumie osła, ale jest przyjaciel głównego bohatera, który jest oschły i zimny, ale wszystkie laski na niego lecą ;)
    ps. tyle lat Ci życzę bosmanie, ile Twoich pięć zdań :P

              1. Revant

                @Iago

                Wyzwanie w tym wypadku raczej niewielkie ;) HotD przebrnąłem, nawet mangę czytałem (jeżeli dobrze pamiętam, to w wersji drukowanej nie było tego całego fanservisu jak w anime). Pewnie dlatego, że motyw zombie apokalipsy jest jednym z moich ulubionych. Innych „cycatych” tytułów nigdy nie ogarniałem. Jedną/dwie postaci ok, ale powyższe tytuły to zdaje się przekraczają tą normę :D szacun więc, że obejrzałeś powyższe tytuły ;)

                edytka: zmieniłeś posta i już moja odpowiedź głupio brzmi :P

              2. Iago

                @Revant

                Przyczajona edytka, ukryty cancel. Wiem, wredny jestem.

                Ja to oglądałem dla „plotu” :D (lots and lots of plot… oh, yeah!). Akurat miałem fazę na tego rodzaju tytuły i za jednym zamachem poleciała większa ich ilość (w tym ww.; ostatnio z pokrewnych to mi się jeszcze Cross Ange przytrafiło). Ale stężenia durnoty w drugim sezonie SnQ już nie zmogłem.
                Teraz poluję na mniej lub bardziej absurdalne (ale nie żenujące i nie głupie) komedie – możesz coś polecić (w charakterze probierza absurdu, żenady i głupoty: obejrzałem 2 pierwsze odcinki Hataraku Maou-sama i może być, ale za kolejne Bokusatsu Tenshi Dokuro-chan czy Macademi Wasshoi! na razie dziękuję)?

              3. Revant

                @Iago

                A jakie dokładniej? Ja jestem zwolennikiem komedii szkolnych z romansami – np. kultowe Toradora, czy nawet K-On (tutaj trzema mieć bardzo specyficzne poczucie humoru i jeżeli nie załapiesz efektu „moe” to nie podchodź bo się zanudzisz :P ). Obecnie fajne jest Punch Line i Ore Monogatari. Z komedii innych to jeszcze Space Dandy, a nawet Trigun. O, z takich odjechanych to jeszcze B Gata H Kei.
                Dużo tego :P

                edytka: tutaj masz moją osobistą listę, skleconą dość na szybko: http://myanimelist.net/animelist/revant44

              4. Revant

                @emperorkaligula

                Jako otaku z wieloletnim stażem już dawno odkryłem, że openingi i endingi nie świadczą o jakości danej serii :D często pomijam op/ed przy jakiś lepszych seriach, bo kompletnie odstają jakością, ale za to wiele pomniejszych anime potrafi mimo ich średniactwa zatrzymać mnie dzięki właśnie op lub ed :D kurczę, muszę w końcu napisać ten tekst o op/ed i ogólnie muzyce w anime, bo chodzi za mną od dłuższego czasu :D

              5. Garett

                @Revant

                Jeśli chodzi o muzykę w anime to moim miszczem jest Cowboy Beepop, wszystko od op po ed i każden jeden kawałek jest wykonane mistrzowsko. Ost cały czas na dysku siedzi i sobie słucham :)

                Edyta: Jeszcze jedno anime i jego muzyka mi się przypomniała, mianowicie Gungrave (swoją drogą świetne anime, przynajmniej do połowy gdy główna role grają klimaty gangsterskie). W ost jest sporo kawałków bigbandowych (np. Maverick do tej pory jak usłyszę to czekam aż zacznie się rozróba :P ), spokojnych na skrzypce i/lub kontrabas (Old friend, Bitter ending), a także pokręcone elektorniczne z domieszką wszystkiego (Calculator cannot help you) i bardzo fajny kawałek na ending. Jeśli chcecie posłuchać to pomóc może w szukaniu nazwa zespołu: Tsuneo Imahori, ja niestety nie zalinkuje gdyż w pracy jestem.

    1. emperorkaligula

      @Revant

      z obecnego sezonu interesuje mnie:
      Sidonia no Kishi (pierwszy sezon był denny, ale chce wiedzieć jak jeden wątek się zakończy), Fate/stay night (samo przez się), to o orkiestrze (dawno dramy żadnej nie widziałem) i jeszcze tenis i bejzbol (ostatnio jestem w nastroju na sportówki)

      „Jest epicka walka ludzi zepchniętymi do obrony przez panoszące się wampiry i potwory – dużo klisz, ale ma swój własny klimat graficzny”

      które masz na myśli ? pobieżnie rzuciłem okiem na obecny sezon bo jeszcze poprzedniego nie nadrobiłem (ghul, log, aldnoah i jakaś drama leży i czeka) i nic takiego nie widze na „czartach” wiosennych.

      z seriali „ludzkich” widziałem ostatnio daredevila… utwierdził mnie w przekonaniu że obecne seriale z usa to w 99% gówno. do tego kingping taka pizda i płaczek… nie takiego pamiętam z dzieciństwa i kreskówek/komiksów.

        1. emperorkaligula

          @Revant

          Fate/stay night z 2006 to gówno straszne przy obecnym ;) nie wiem które anime jest wierne grze, ale nowa seria trzyma naprawdę wysoki poziom – a co najważniejsze nie ogranicza się jednego do pizdusiowatego głównego bohatera… thorze jak ta seria z 2006 posysała

          jedyny sport jaki czynnie uprawiałem to SC2 przez kilka wieczorów :D

  3. fl0dA

    Ja niedawno odkryłem świetny serial, który leci na hamerykańskim ABC, mianowicie „Fresh off the Boat”. Opowiada o chińskim nastolatku, który przeprowadza się z rodziną z DC do Orlando, FL. Akcja dzieje się w 93 roku. Jak dla mnie świetna komedia i nawiązania do ówczesnej popkultury. Jak ktoś ma wolne 20 minut to polecam!

    Najlepszego do jubilata ;)

  4. teekay

    Jeżeli chodzi o Grę o Tron to dla mnie i tak serial jest dużo lepszy niż książki. Ale obecnego sezonu już chyba nie będzie mi się chciało obejrzeć. Najfajniejsze postaci już nie żyją, zostały praktycznie tylko ciepłe kluchy, na których podejrzewam skupia się teraz serial. Arię i Sansę najchętniej bym utopił, tę całą Briannę zresztą tak samo; myślałem, że Daenerys będzie żeńską wersją Franka Underwooda, a okazała się być ciapą z problemami emocjonalnymi i jakimiś irracjonalnymi wyrzutami sumienia. Męczyć się cały sezon dla samego karła i laski w czerwonym to chyba tak średnio udany sposób spędzania wolnego czasu ;] Przeżywałem to niedawno przy Twin Peaks i więcej nie chcę. ;p

    Wszystkiego najlepszego Bosmanku. Piwko dla Ciebie. :)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @teekay

      A widzisz, właśnie w tym 8 odcinku Daenerys nareszcie pokazuje pazur – w ogóle jej rozmowa z Tyrionem jest jak powiew świeżości, także po lekturze ostatnich tomów autorstwa Martina. To była taka Daenerys, na jaką czekałem. Testująca Tyriona, zimna (już po wydaniu wyroku, który kosztował ją trochę emocji), bezwzględna.
      No i bitwa z zombiakami jest naprawdę fajna, trochę w stylu: „w sumie to, skoro nie mamy szans, możemy przynajmniej zginąć z przytupem”.

  5. furry

    Dwa pierwsze odcinki Agentów Tarczy to była kropla, która przegięła pałę goryczy, jakoś nie mam ochoty iść na Czas Ultrona, nie kupuję tej formuły serialu w kinie. Na Strażnikach Galaktyki bawiłem się tak se, raczej na plus, ale na pewno nie film roku (wegług portalu esensja). Myślałem, że ktoś sobie robi śmieszki, pisząc tu kiedyś, że w Disneyu zaplanowali filmy z uniwersum do 2019, ale to prawda, już w lipcu Ant-man. :-(

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @furry

      Dwa pierwsze odcinki AT były tak fatalne, że kolejnych nie oglądałem przez blisko rok. Ale, że lubię Ming Na Wen odkąd zobaczyłem ją w „Ta jedna noc”, to po jakimś czasie wróciłem, żeby przekonać się, że kolejne odcinki też są słabe. I pozostawały w relacji od: „słabe jak przyrodzenie komara” do „takie se” aż do wejścia Hydry na poważnie, kiedy wreszcie zaczęło się dziać a moja ulubiona postać została moją ulubioną postacią.
      Niemniej nie umiałbym z czystym sumieniem namawiać kogokolwiek na przemęczenie ponad 15 odcinków, żeby cieszyć się ostatnimi siedmioma (czy coś koło tego).

Powrót do artykułu