Spode łba – garść zardzewiałych wspomnień

bosman_plama dnia 18 grudnia, 2018 o 9:52    62 

rdza_publicCo

Jedni mówili: jest nas za mało. Inni: zrób to, zawsze miło będzie wrócić na stare śmieci. Inni nie mówili nic w temacie organizacyjnym tylko od razu polecieli z propozycjami. Jeszcze inni przyładowali pozostałym wiadomą piosenką, która w tym czasie bywa pułapką bądź okazją do przywalenia bliźnim. Podumałem więc, poświęciłem trochę czasu na wypełznięcie z kilku ton dedlajnów we wszystkich moich pracach i stwierdziłem, że warto. Iluzoryczne panie, panowie – czas głosowania na Zardzewiałą Krypę Bosmana nadszedł!

To już szósty raz. Być może ten będzie skromny, ale pozwólcie zwrócić sobie uwagę, że zwycięzcy zazwyczaj wygrywali jednym, dwoma głosami nawet gdy głosów tych oddano ze dwieście. Z punktu widzenia statystyki podawanej w procentach różnicy więc prawie nie ma.

Sześć lat temu wydawało mi się, że jestem już tak stary, że bardziej już chyba nie można i jak to starcy doszedłem do wniosku, że żyję głównie wspomnieniami i prędzej ucieszy mnie to, co już znam niż jakieś nowe ciekawostki, odpowiednie dla młodzieży, co to oczywiście nie zna świata i życia. Tak narodziła się Zardzewiała Krypa.

Pamiętajcie jednak, że sześć lat temu świat gier wyglądał ciut inaczej niż dziś. Takie MMO było u szczytu popularności w klasycznym wydaniu. Dziś stanowi jeden z elementów growego tła; kolejne tytuły przestały być wydarzeniem, o którym mówią wszyscy. Dziś wszyscy mówią o sieciowych strzelankach z elementami każdego gatunku gier, jaki tylko możecie sobie wyobrazić.

rdza1Dziś wszystkie zardzewiałe, hm… krypy, brałem z Pixabay. Tutaj dzieło Tama66. Nie wygląda gorzej niż niektóre polonezy, które można znaleźć u nas na drogach, nie? A mnie przypomina samochodzik, którym można było pojeździć po Arcanum, jeśli wgrało się moda.

Sześć lat temu ciągle jeszcze młodzi i żwawi gracze już nie podśmiechiwali się ze starców marudzących na przeniesienie Fallouta w 3D, bo starcy dostali już w swoje ręce Fallouta New Vegas (dwa lata wcześniej) i odkryli, że w tej formule też da się grać. Marudzenie na chwilę ustało. Na chwilę, bo sześć lat temu nie wiedzieliśmy jeszcze, że ukaże się Fallout 4, który trochę spory ożywi na nowo. Od wydania Fallouta 3 minęła w tym roku dekada i stare kłótnie, które rozgrzewały nam krew jeszcze na gamecornerze (ktoś go jeszcze pamięta?) to dziś zajęcie dla archeologów. Kusi nie by pozrzędzić, że po tych dziesięciu latach prawie wszystkie najgorsze przewidywania zrzędliwych starców spełniły się w postaci Fallout 76. Ale prawdę mówiąc nie pamiętam już jakie to były przewidywania. Zdaje się twierdziliśmy, że teraz już będzie tylko gorzej.

Ale sześć lat temu dla miłośników klasycznego cRPG świat naprawdę nie wyglądał różowo. Nie było jeszcze Pillars of Eternity, Tyranny czy Divinity Original Sin. Mieliśmy już wprawdzie Dragon Age: Początek, ale mieliśmy już również Dragon Age 2. A to, przynajmniej część graczy, wcale nie napawało optymizmem. Za to mogliśmy marzyć o jakimś rodzaju powrotu do Planescape: Torment, nieświadomi, że powrót nie okaże się szczególnie porywającym przeżyciem. W ogóle sześć lat temu optymistyczniej patrzyliśmy na powroty, bo nie zagraliśmy jeszcze w Wasteland 2, które też nie okazało się grą złą, ale nie potrafiło porwać mas. Warto tu wspomnieć, że sześć lat temu gracze marudzili już, że ta cała nowoczesność w strzelankach trochę się im przejadła i woleliby wrócić do drugiej wojny światowej. No to w tym roku wrócili, he he. Ale, ale – słuchajcie! Sześć lat temu nie mieliśmy jeszcze pojęcia kim będą: Rey i Kylo Ren! Ba, nie spodziewaliśmy wcielonej abominacji w postaci Łajdaka 6 i myśleliśmy, że najgorsze Star Wars to było to z młodym Vaderem o zawsze jednakim wyrazie gęby! A skoro o wyrazach twarzy – sześć lat temu Batman nie miał jeszcze gęby Bena Afflecka a Supermana nie grał Wiedźmin (albo na odwrót). I nikt nie znał magicznej mocy imienia: „Martha!”.

rdzatama66Przygody samochodów w lesie. Tego nie pokazują w filmach typu Auta. Znów Tama66. Bardzo post apo.

Sześć lat temu Assassin’s Creed stanowił przedmiot żartów i narzekań, że seria drepcze w miejscu a po znakomitej dwójce przyszły jakieś ni to ni sio. „Potrzeba reformy!” – mówili miłośnicy serii. Wkrótce dostali Black Flag, ale na prawdziwą rewolucję musieli jeszcze trochę poczekać.

Sześć lat temu znaliśmy już drugą odsłonę Wiedźmina. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że nadejdzie trójka, która trzy raz będzie miażdżyć przeciwników w głosowaniu na Zardzewiałą Krypę.

No dobra, starczy tego wspominania. Przechodzę do sedna Zardzewiałej Krypy. Każdy może oddać głosów ile tylko dusza zapragnie, ale będą liczyły się tylko pierwsze trzy. Nie liczą się trzy lub dwa głosy przekazane przez jedną osobę na tę samą grę. Głosujemy na grę, w którą granie dało nam w 2018 roku najwięcej satysfakcji, bez względu na to kiedy ją wydano.Głosować możecie do końca 2018 roku, do północy jego ostatniego dnia. Kiedy inni będą odliczać do zera majstrując przy korkach od szampana, Wy macie jeszcze szansę na oddanie głosu. Dwa lata temu ktoś (wybaczcie, nie pamiętam kto) zaproponował, by głosować także na książki. Tłumów to nie porwało, ale parę osób zagłosowało i ku mojej satysfakcji wygrała Diuna. W związku z tym, proszę bardzo, na książki też można. Wedle tych samych zasad.

rdzasnarsyAutor: Snarsy. Też post apo.

I jak zwykle na początek moje typy na zachętę.

Gry:

Darkest Dungeon – gra, której nigdy nie skończyłem i pewnie nigdy nie skończę, ale którą w każdym roku odkąd powstała odpalam sobie co jakiś czas, by obserwować jak moi nieszczęśni odkrywcy popadają w paranoje, arachnofobię, kleptomanię i co tam jeszcze chcecie. Odkąd w zeszłym roku uświadomiłem sobie, że mogę nadawać bohaterom imiona kumpli, gra stała się jakby zabawniejsza.

Uncharted 4 – gra ma już dwa lata a ciągle mnie cieszy. Podstawka bardziej niż dodatek, choć w dodatku można zagrać Chloe, która zajmuje specjalne miejsce w moim sercu. Ale okazało się, że była fajniejsza gdy dogadywała Drake’owi niż gdy to jej dogaduje inna postać poboczna. U4 ma to wszystko co poprzednie części, tylko ma to intensywniej. I ma tego więcej. A do tego ma chyba najlepszą fabułę z całej serii, z najfajniej ukazanymi postaciami. I – co doceniłem po zagraniu w drugiego Tomb Raidera z młodą Larą – nie jest dżumiastym ułomnym survivalem z otwartym światem. Poważnie, jak można to było zrobić Larze?

rdzaemkanicepicA tu prześliczny zardzewiały wyszczerz. Autor: emkanicepic.

Tu chciałem wpisać: Medal od Honor: Allied Assault, bo kupiłem go na jakiejś przecenie na GOGu za złotówkę, czy coś koło tego (bez tej przeceny pewnie bym nie kupił, ponieważ wciąż mam swoją starożytną płytkę) i zagrałem w to trochę dla śmiechu. Ale odpaliły we mnie wspomnienia i przeszedłem grę nawet z przyjemnością. Ponieważ jednak była to przyjemność kogoś wracającego po stu latach do miasta, w którym spędził kiedyś miło trochę czasu i na każdym kroku wspominającego: „o, tu zatłukłem tego kolesia kolbą po tym, jak już całkiem skończyła mi się amunicja” albo: „pamiętam, jak tu przycelowałem ze snajpy tylko po to, żeby zobaczyć w lunecie jak leci na mnie pocisk z panzerfausta” (oba wspomnienia prawdziwe, acz pochodzące z sieciowych zmagań, nie z singla), to nie wiem, czy taka przyjemność z grania pasuje. A po za tym wszyscy wiemy, że głos musiałem oddać na…

Fallout 2. Tu chyba nic nie trzeba komentować

Książki.

Larry McMurtry, Na południe od Brazos – wróciłem do powieści w ubiegłym roku (pod koniec), ale ponieważ to kobyła, zakończyłem lekturę już w tym. To najniezwyklejszy i najlepszy western jaki czytałem (a jestem fanem westernów). A przy tym to coś więcej niż western. Trochę to opowieść o gnaniu za marzeniami, trochę o schyłku pewnego świata i o tym, że nie chcemy się z tym schyłkiem godzić – czy jest to zmierzch świata, czy nasz. Wielka historia na wiele znakomitych postaci. Czyta się to wyśmienicie. Jeśli teraz, szybciutko, zerkniecie na stronę wydawcy drugiego wydania, odkryjecie, że przecenił je z 79 jednostek krwawicy na 48. Ja jestem takim fanem, że kupiłem za 79, jak tylko się ukazało, choć mam pierwsze polskie wydanie. Kupiłem trzy egzemplarze. Bo wcześniej napisałem do wydawcy czy planuje wydanie dalszych tomów, które nigdy się w Polsce nie ukazały. Odpisał, że owszem, jeśli ten się sprzeda.

brazosOkładka prawie jak zardzewiała

Przy czym każdy z tych tomów to zamknięta całość. Można nawet czytać je osobno. Dwa opowiadają o młodości bohaterów, których poznajemy w Brazos jako zrzędliwych starych rangerów, a jeden mówi o tym, co stało się po Brazos. Wiem, bo oglądałem ekranizacje – każda z tych powieści doczekała się własnego miniserialu. Pierwszy był wybitny. Pozostałe okazywały się przynajmniej niezłe.

Glen Cook, Czarna Kompania – całość. Wiem, na to samo głosowałem rok temu. Ale wtedy po prostu przeczytałem pierwsze dwa tomy. W tym roku zrobiłem sobie powtórkę do całego cyklu, od pierwszego do dziesiątego tomu. I nadal wszystkie się w moim odczuciu bronią. I te pierwsze, które znam już niemal na pamięć i ten, który dawniej lubiłem najmniej, czyli Woda Śpi. Dziś to już klasyka fantasy, bez której Erikson czy Wegner nie wyglądaliby tak, jak wyglądają. I – ponoć, ktoś wrzucił to w komentarzach pod głosowaniem rok temu, grożąc mi nawet piekłem – nie wszystkim się ten cykl podoba. No cóż, ludzie muszą mieć jakieś słabości, prawda?

puste nieboTo okładka poprzedniej powieści Radka Raka. Wrzucam tę, bo nowa jeszcze okładki nie ma, a w dodatku ta pasuje kolorystycznie.

Radek Rak. Baśń o wężowym sercu. Tej książki pewnie nie znacie, bo czytałem ją, że tak powiem, w becie. Powieść ukaże się w przyszłym roku (zdarzało nam się głosować na gry, które dopiero miały wyjść) i bardzo chciałbym, aby pozamiatała na naszym rynku. Obawiam się, że różnie może być z tym pozamiataniem, bo dla tzw. głównego nurtu może okazać się za bardzo fantastyczna.

O czym to jest? Trzymajcie się – o Jakubie Szeli. Tym, którzy nie mieszkają w okolicach Krakowa, przypomnę – to ten facet, który rżnął panów w ramach Rabacji Galicyjskiej w 1846, przy okazji rozwalając Powstanie Krakowskie zanim zdążyło naprawdę wybuchnąć (normalna sprawa w Krakowie). Tyle, że Radek Rak nie napisał powieści historycznej. Napisał baśń. Jeśli chcecie, możecie nazwać to: „fantasy” i też będzie pasowało. Krytycy głównonurtowi, jeśli raczyliby tę powieść zauważyć, nazwaliby ją pewnie „realizmem magicznym” i tak też mogłoby być.

Kiedy coraz więcej rodzimych twórców fantasy pisze „fantasy słowiańskie” podkreślając to i pakując w swoje powieści rozmaite Światowidy oraz podłych księży niszczących naszą słowiańską wiarę, Radek Rak ma to gdzieś. A jednak napisał najbardziej słowiańskie fantasy, jakie w życiu czytałem. Tylko nie sięgnął po opracowania na temat słowiańskich bogów a po folklor. Sięgnął po baśnie, obyczaje, legendy, klechdy, rytuały, po chłopskie opowieści. Wprowadza nas w świat rusałek, demonów nieco przaśnych, w podziemne królestwo węży (chcecie epickości w fantasy? poczytajcie o wojnie węży z Tatarami), w zwyczaje wiedźm, pustelników, duchów, demonów złych i tych bardziej życzliwych. Wszystko jest cudem i opowieścią, ale bywa i przekleństwem, klątwą i kłamstwem. Napisał to Rak z uczuciem, z okrucieństwem i ironią, z ciepłem kiedy trzeba i bezwzględnie kiedy trzeba.

A wspominałem, że nikt jak on nie potrafi dziś w erotykę?

Tyle ode mnie. Teraz Wy.

Autorem zdjęcia tytułowego jest: PublicCo.

Dodaj komentarz



62 myśli nt. „Spode łba – garść zardzewiałych wspomnień

  1. Mnisio

    Oczekiwałem nieoczekiwanego i mam – jak w horoskopie:)
    Więc gry:
    1. FTL – w tym roku spiąłem się i odblokowałem wszystkie statki. Potem planowałem oblatać każdym po 2 loty na każdym poziomie trudności i zestawić, którym gra się najlepiej. Policzyłem tez czas na to potrzebny: 28 statków x 45min/grę x 6 lotów każdym = 126h (168lotów, a teraz mam 145) i trochę przeraził mnie rozmach. Więc chyba poczekam, aż będę miał czas.
    2. Cywilizacja 6 – zabawa fajna, komputer jak zawsze nie daje rady, dużo czasu nie mam więc się nie znudziła. Co ciekawe chodzi lepiej niż piątka.
    3. Szaleństwo powraca: Alice: madness returns. Bałem się do tego siąść po dobrych wspomnieniach z pierwszej części. Grę kupiłem na promocji i poleżała trochę na dysku. Ostatnio zacząłem i zażarło tak jak miało. Jest fajnie, trochę wyzwania jest, klimat – pełna schiza, tak jak ma być. Na razie początki, ale machanie sztyletem migbłystalnym nie było takie fajne od bodajże Hexena II.
    książki:
    1. cykl głębia Podlewskiego. na razie 2 części z 4, ale jako space opera sprawdza się, wciąga i ma klimat.
    2. Syberia – zimowa odyseja, Koperski. Opis zimowego rajdu przez syberię wykonanego przez autora – dobre.
    3. Tu dam czarną kompanię. Odkryłem ją niedawno i bardzo żałowałem, że w młodości nie dorwałem się do tej serii. Teraz nadrabiam.

      1. Mnisio

        @projan

        Zazwyczaj teleport, jak da radę to w kombie z reconstructiv teleport i cloning bay. Jak się znajdzie to też zoltan shield bypas.
        Jak jest teleport 2 osobowy to potrzeba wsparcia, np. mind control, ewentualnie drony abordażowe.
        Do tego coś na zniszczenie tarcz/medbaya/cloning center – preferuję bomby, ewentualnie rakiety lub hakowanie.
        Za niezbędne uważam maskowanie, zwłaszcza na ostateczną walkę.
        Taki układ pozwala oszczędzić sporo kasy. A ona przydaje się na:
        - silniki (tak do 6 poziomu są dość tanie)
        - tarcze (najczęściej 3 warstwy)
        - jak masz drużynę abordażową to drony atakujące są ryzykowne, ale obronny mark I zawsze się przyda.
        Ponieważ teleport 2 osobowy nie starcza na ostateczną walkę to za nadmiarową kasę trzeba kupić jakąś broń:
        - coś na tarcze (wyżej wymienione bomby/rakiety lub np. flak),
        - posiadanie dwóch lub więcej broni rakietowej mija się z celem, bo wydasz kupę kasy na rakiety,
        - dobrze mieć ze dwa mocniejsze działka lub np. vulcana;
        - jak da radę to jakiś mocniejszy promień (ale jak wszystko doliczysz to brakuje mocy na wszystko).
        Z dodatkowych usprawnień, to dobrze jest mieć wepon pre-ignitier (wtedy dajesz bronie o długi czasie ładowania), inne zależne od preferencji.
        Ogólnie niestety nie starcza na wszystko kasy, a jak już jest kasa, to nie ma tego co się chce, a nawet jak jest to i tak potem energia statku się kończy i działa tylko pół systemów.

          1. Mnisio

            @projan

            No niestety nic poza ogólnymi wytycznymi się nie da wepchnąć.
            Czasem fartem znajdzie się jakiś bajer unoszący się w próżni już w 1 sektorze, a czasem lecisz na początkowym zestawieniu i nawet nie masz jak pisnąć. Dlatego lubię ustawienia w których oszczędza się kasę – masz wtedy możliwość manewru pod koniec.

  2. Probabilistyk

    Dzięki za literki do czytania Bosman, jakaś to miła odmiana (i uczta dla mózgu) od artykułów pisanych przez boty/stażystów na popularnych portalach z newsami, gdzie poziom szoruje dno :-)

    Co do gier to w tym roku:
    1) Mass Effect (cała trylogia)
    2) God of War (4)
    3) Marvel’s Spider-Man

    Tak wiem, 2 z nich nie są krypami, ale tak wyszło że okazały się bardzo dobrymi tytułami które przykuły mnie na wiele wieczorów.

    Co do książek, to ostatnio obracam się w klimatach komiksów/mangi:
    1) Bleach (seria, która powoli zbieram)
    2) Ghost in the Shell
    3) Tu jeszcze się zastanawiam nad nominacją

        1. michau

          @Probabilistyk

          Hmm. Pod Amerykańców? Tego nie słyszałem. Sam uważałem zawsze, że najbardziej „zachodnią” mangą z tych znanych sionenów był właśnie Bleach. Ja sam mam trudności ze wskazaniem faworyta. One Piece zdecydowanie najrówniejsze, Naruto najlepiej (do czasu…) grające na filsach, Bleach najbardziej (do czasu…) klimatyczny… demyt. :D

            1. michau

              @Probabilistyk

              Lepiej przeczytaj. Choć Naruto w wersji animowanej ma nieco plusów (np fajna muzyka i animacja w niektórych walkach ocierająca się o geniusz) to jednak jest strasznie przeciągane i z czasem coraz bardziej przeładowane fillerami. Lepiej przeczytać i ew. obejrzeć sobie najlepsze fragmenty na youtube. W ogóle IMO z tasiemcowych sionenów wersja animowana sprawdza się zwykle gorzej. Wyjątkiem hunter x hunter.
              Generalnie jak szukasz polecajek to wbijaj jak w dym. Stary mangozjeb here. :D

  3. Wicen

    Wiedźmin 3 – dopiero w tym roku zagrałem i naprawdę wiele mnie ominęło. Podstawka zaliczona, DLCki zaliczone i powiedziałbym że idealnie zaspokoiło to pragnienie obcowania ze światem – bez przesytu i niedosytu.
    Pillars 2 – świetnie się bawiłem i całkowicie dałem się porwać pirackiej przygodzie. Gra ma swoje minusy, ale całkowicie zatraciłem się w klimacie i nie zwracałem na nie uwagi. Dużo wyższa wartość produkcyjna niż części pierwszej
    Bioshock Infinite – trochę poleżało na półce wstydu, ale w końcu znalazłem czas ograć. Bardzo fajnie zbudowana relacja z NPC, ciekawa, choć naciągana historia, wciągający gameplay. Nie jest to poziom pierwszej część, ale nadal bardzo dobry produkt.

    Książki:
    Perełka i Przyjechał Cyrk Modiano – nie wiem, jakoś bardzo pasuje mi jego twórczość, poza tym książki nie są długie, co bywa plusem jak się ma dzieciaki. Często nobliści wydają się nadęci, tu jest lekko i z tajemnicą.
    Reszta, którą w tym roku przeczytałem aż tak mnie nie zachwyciła, jeżeli miałbym coś nominować to Krocząc w ciemności Leonie Swann. Trochę w stylu Gaimana, absurdalna powieść o pchłach. Ten sam poziom co jej poprzednie książki.

  4. Revant

    Yupi, krypy na horyzoncie!

    Dziękuje za miłe wspomnienie – aż zarzucę ciekawym linkiem dla ciekawskich : link ;-)

    Moje nominacje, które w tym roku to naprawdę krypy:
    1. R6: Siege - bo nic innego nie umila piąteczku jak granie w to z gikzami ^_^
    2. Euro Truck Simulator 2 – nakupowałem dodatków z mapami, nietypowymi transportami, wrzuciłem nieoficjalną listę stacji radiowych i jeżdżę, cykam fotki (już prawie 300 %_%) i spamuje znajomych ze Steama ;-)
    3. AC4: Black Flag. Totalne zaskoczenie. Nie stać mnie było na nowsze części, a ta się akurat walała po koncie uplayowym gdy zachciało mi się poasasynić. Mimo moich oporów przed brakiem dużych fajnych miast (fanem jestem Rzymu z przygód Ezia) to pływanie łódką z szantami – cudowne! Świetny główny bohater, bardzo przyjemna powtarzalność zadań wśród niepowtarzalnych wysp egzotycznych. Mniam!

    Książkowo w tym roku totalnie słabo – dziecko i ograniczenie czasowe narzucone przez tego nowego członka rodziny odrzuciły mnie od dłuższych i wymagających czytadeł. Choć ostatnio dziecko zaczęło się coraz bardziej bawić same, więc zacząłem poczytywać…Diunę ;-) Na pewno jednak zarzucę mangą – obowiązkowym jak Fallout u Bosmana One Piece . Po średnio gorszym arcu z Big Mom, teraz w Wano dzieję się dużo ciekawego :D na drugim miejscu One Punch Man . Choć ostatnio ociągają się z nowymi chapterami, to jednak epickość walk i epicki humor robi robotę :D Na trzecim Azumi . Wciągająca opowieść w feudalnej Japonii z utalentowaną skrytobójczynią w roli głównej.

  5. Kiler

    1. Hearts of Iron IV – długo się nie mogłem przekonać w tego okrojonego pod hamburgery tworu, nędznego następcy HoI III, ale wraz z dodatkami widać, ze gra wraca na właściwe tory, tzn. HoI III v.2 i zaczyna sprawiać coraz więcej frajdy. No i odkryłem w końcu multi i mody ; )
    2. Europa Universalis IV – to się nigdy nie znudzi. Na wielkiej gali z okazji 25-lecia Zardzewiałej Krypy Bosmana jestem przekonany, że ten tytuł będzie nadal wysoko. No chyba, ze gracze powymierają, bo nie sądzę żeby ktoś nowy w to chodził przy takiej ilości dlckow.
    3. nic – byłby tu Gwint bo jeszcze na początku roku był świetną grą z problemami trapiącymi każdą betę, ale po tym szumnie zapowiadanym „Far from home”, czy jakoś tak, który okazał się kompletną kupą, nie mogę tego głosu tu oddać niestety.

    1. Trylogia husycka (A. Sapkowski) – w tym roku odbyło się moje 4 spotkanie z tą serią. Tym razem w postaci słuchowiska? (nie wiem czy to odpowiednia nazwa na audiobooka czytanego uczciwie z podziałem na role) i nadal bawi tak jak dawniej. To seria, którą osobiście cenię dużo bardziej niż Wiedźmina i żałuje, ze hbo nie ma wolnej ekipy bo woli kręcić tą chałę o wilkach i smokach zamiast wziąć się za ten kawał dobrej lektury – kupowałbym koszulki z biskupem wrocławskim na pewno.

    2. Cienie Nowego Orleanu (M. Lewandowski) – trochę przewrotnie bo nie ma jeszcze wersji książkowej, więc tak nie do końca pasuje do kategorii, ale chyba zapowiedziana jest też taka wersja i nie wiem jaka ona będzie, natomiast audiobook klasa. Pan Bonaszewski odwalił kawał dobrej roboty w czytaniu tego słuchaczowi. A kryminał z elementami okultyzmu w duchu lovecraftowskim to coś po co zawsze z chęcią sięgnę.

    3. cykl „Pola dawno zapomnianych bitew” (R. J. Szmidt – nie wiem czemu ale jak pisałem te literki to mi się przypomniała bitwa panów R.R https://www.youtube.com/watch?v=Mz492MCAIYw)

  6. lemon

    Radek Rak zafiksował się na temacie rabacji galicyjskiej jak P.K. Dick na nierzeczywistej rzeczywistości. Od kiedy przeczytałem „Tamdareja…” (gdzie znalazł się odjechany fragment o Jakubie Szeli, a jakże!), mam go za jednego z najciekawszych młodych polskich autorów. Gruba ta jego baśń?

    Nominował nie będę, bo w tym roku jakoś dużo nie grałem. Wróciłem z przyjemnością do Wiedźmina 3, do CK2 i do Football Managera 2016 (4. sezon). Poza tym na konsoli zdziwiłem się, jaką frajdę potrafi sprawiać słuchanie bulgotu, pomruku i wreszcie ryku wielkiego V8 oraz trzasku łamanych kości w Mad Maksie – to nadal wydmuszka ze znacznikami na mapie, ale całkiem fajna wydmuszka. I jeździ się tam zardzewiałymi krypami. Twórcom udało się oddać klimat i efekciarstwo filmu.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @lemon

      Nie wiem, czy to grube, bo czytałem na kindlu. Ale raczej nie. To ma być pierwszy tom trylogii galicyjskiej, ale każdy tom ma opowiadać inną historię. Acz podejrzewam, że część drugoplanowych postaci ze świata demonów być może powróci… Ale to tylko takie kombinowanie.

  7. KojoBojo

    1. Baldur’s Gate 2 EE – Boziu jakie to jest dobre ! Chyba z 10 lat nie grałem w Baldury ale porwało mnie natychmiastowo. Jedynka zestarzała się okropnie, miejscami bardzo nudna. Dwójka to arcydzieło.

    2. Icewind Dale EE – Taktyczne cudo ! Pamiętam, że przy premierze narzekano, że historia nie porywa jak w Baldurach i Tormencie, ale to całkiem inny typ gry. Tworzenie drużyny i potem walka z hordami wrogów, naprawdę wciąga i daję masę frajdy :)

    3. Destiny 2: Forsaken – Sam się dziwię, że mnie Destiny wciągneło. Podstawkę Destiny 2 dali za darmo to spróbowałem i cholerstwo wciąga , a dodatek dodał tyle aktywności, że jak kiedyś nie miałem co robić to tak teraz nie wyrabiam z zadaniami tygodniowymi. Feeling strzelania 10/10, fajne to. Całość tak max 8/10.

  8. maladict

    Jak odgrażałem się wcześniej tak też nominuję:
    1. Europa Universalis IV – bo ostatnio udało mi się wcielić do Rzeczypospolitej Bułgarię i wziąłem Moskwę (i utrzymałem!) spychając Moskwicina za Morze Kaspijskie
    2. XCOM 2 – bo system dwóch akcji przestał mi w końcu przeszkadzać, bo Shen jest słodka, bo running joke o adventburgerach no i mody. A szczególnie _te_ mody.
    3. Tutaj pewnie wpisałbym FM-a, jako ogólnie serię ale cały czas gram w 2014 (chcę skończyć zanim przejdę do następnych części). Ale w porę przypomniałem sobie o Tyranny, które technicznie jest takie se, ale fabularnie to dawno mi nic tak dobrze nie zrobiło. Komu jak komu, ale wam chyba mogę się przyznać, że na koniec stchórzyłem i ugiąłem kark przed Panią. Zatem Tyranny.
    Książki
    1. Oczywiście Diuna, bo Diuna zawsze i wszędzie.
    2. Starship Troopers Heinleina, bo warstwa polityczna jest warta przemyśleń i dyskusji a militarna wciąż cieszy (hej, to Heinlein pierwszy wprowadził power armoury)
    3. Park Jurajski Crichtona, a co. Bo choć staroć i Crichton tak naprawdę pisze o jednym i tym samym, to jednak dinozaury i matematyka chaosu jako ‚next hot thing’. No i film, w którym Samuel L. Jackson ani razu nie mówi ‚mother-fucker’.

  9. projan

    1. Kingdom Rush: Origins. Kingdom Rush to moje Fallouty.
    2. X-COM 2. Przeszedłem dwa razy – podstawkę i z dodatkiem War of the Chosen i już powoli zabieram się za kolejne podejście.
    3. Rebel Galaxy. Największe pozytywne zaskoczenie. Jakbym miał znaleźć jakiś punkt odniesienia to porównałbym do Sea Dogs w kosmosie. Super gameplay, przepięknie zasysa w kolejne misje, z możliwością handlu, wyboru statków, frakcji…

    Kurcze, marzy mi się jakieś miejsce dla Gikzowców. Jednak fajnie Bosman że ożywiłeś tą krypę. :)

    Z książek… Wurt. Znowu. :)
    EDIT:
    I jeszcze Kochanica Francuza. W końcu nadrobiłem Fowlesa.
    No i Wojny przestrzeni. XD

  10. Tichy

    Miło Was poczytać.
    Ciężki to był rok dla mej e-rozrywki.
    Wyróżniam:
    Ori and the Blind Forest
    Hollow Knight
    Warthunder
    W sumie zdałem sobie sprawę, że od jakiegoś pół roku nie ukończyłem żadnej gry. Ostatnio nawet nabyłem ps4 żeby się wybić z marazmu, i trochę się kurzy :) . A czeka tam parę fajnych gierek.
    Z książek – jedynie przychodzi mi do głowy Antony Beevor – Berlin 1945. Świetna książka o upadku marzeń jednego gościa z wąsem.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Tichy

      Beevor potrafi pisać. Teraz ukazało się jego Arnhem. Stalingrad też był dobry. A za książkę o wojnie domowej w Hiszpanii wzywano go na dywanik w rządzie Hiszpanii z sugestiami, że może byłoby fajnie, gdyby coś pozmieniał, bo on tam nie przepuszczał żadnej stronie.
      A z kończeniem gier miałem w tym roku bardzo podobnie:(.

      1. Tichy

        @bosman_plama

        Potrafi pisać, to fakt. Czytam jego książki z wypiekami na twarzy, jak nastolatek, a przecież pisze o rzeczach które już zwykle skądinąd znam. Nawet ostatnio w antykwariacie znalazłem Paryż wyzwolony. W sumie historia Francji mnie jakoś nieszczególnie interesuje, ale i tak czyta się fajnie. Z literatury 2 wojennej polecę też „Sołdat” Nikołaja Nikulina. To takie wspomnienia zwykłego żołnierza Armii Czerwonej. Naprawdę dobre.

  11. Tasioros

    W tym roku sprawa dla mnie jest wyjątkowo prosta.

    1. The Talos Principle – po prostu wspaniała gra. Niby główne skrzypce grają tutaj łamigłówki, ale oprócz tego mamy jeszcze szereg rozważań filozoficznych na temat człowieczeństwa, samoświadomości, wolnej woli oraz wielką tajemnicę do odkrycia. Co do skrzypiec – w tle towarzyszy nam piękna, relaksująca (choć nie zawsze) muzyka, która doskonale pomaga wtopić się w przedstawiony świat i odpowiednio nastraja szare komórki do pracy. A tej jest tu naprawdę dużo, szczególnie gdy zechcemy zdobyć wszystko. Zagadki są świetnie pomyślane i występują w różnych poziomach skomplikowania. Grafika nie zestarzała się zbytnio i gra potrafi nie raz, nie dwa, urzec widoczkami. Na koniec pozostaje zatrzęsienie „easter eggów” z odniesieniami do innych produkcji i popkultury. Wszystko to jest mistrzowsko skomponowane i tworzy niesamowitą całość.
    Ps. Właśnie jest promocja na Steamie na dodatek Road to Gehenna za 8,09 zł. Bosko.

    2. Batman: Arkham Knight – problemy techniczne na bok, bo żadnych nie uświadczyłem. Stary, dobry Batman. Czy lepszy od Arkham City, tego jeszcze nie wiem, bo nadal jestem w trakcie szybowania w deszczu (ten efekt strząsanych kropel wody z peleryny…). Batek jest wkurzony, łamie kości, jak zawsze ma fajne zabawki i tym razem również Batmobil (czy będzie Robin, któremu każe doń wsiąść?). Jest mroczny jak muzyka w grze. W tańcu się nie pierdzieli, bo jest kozak. Wszystko działa płynnie i wygląda po prostu super. Graficy jak zwykle odwalili kawał porządnej roboty. Aktywności i misje są na tyle zróżnicowane, że można pograć i 15 minut, i 3 godziny. Znużenia jak dotąd absolutnie brak – jest wręcz odwrotnie. Reasumując: I AM BATMAN!

    Bardzo przyjemnie grało się w Sleeping Dogs – fajny wschodni klimacik.
    Life is Strange również wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Choć wybrałem to „gorsze” zakończenie, bo czuć było, że twórcy popychali w drugą stronę.
    Trzecie miejsce zajmuje jednak:

    3. Mass Effect 3 – trochę gorzej skrojone niż część druga i były problemy z ustawieniem tej samej wrednej gęby Sheparda, ale mimo to grało się bardzo dobrze. Chęć dokończenia historii była na tyle duża, żeby cały czas czerpać radość z rozgrywki. Wyszło jak wyszło, choć zakończenia wcale takie tragiczne nie są jak to internet krzyczał. Się biega, się strzela, czasem podejmuje jakieś wybory, a gdzieniegdzie nawet przewijały się statystyki. Nadal to to w miarę ładne, a kawałek „Leaving Earth” ciągle gości na mej playliście. Jednak to, co mnie przekonało do tego wyboru, to DLC „Cytadela”. Najlepsze z serii Mass Effect i chyba jedno z lepszych w ogóle. Długie, ciekawe i momentami wręcz przezabawne. Dla fana serii najlepsze pożegnanie z trylogią jakie mógłby otrzymać.

    Ciekawe co to będzie za rok, bo Wiedźmin u mnie zaplanowany na pierwszy kwartał roku 2019.

    Książki:
    Trochę martwi mnie to, jak niewiele czytam. Jeszcze bardziej martwi mnie fakt, że i tak zawyżam średnią.

    1. Pan Lodowego Ogrodu Tom 4 (J. Grzędowicz) – rok temu zacząłem sagę, teraz ją kończę. Prawie. W zasadzie to powinna tu widnieć cała seria właśnie, bo w tym roku czytane było 3/4 całości. Cały czas pomysłowo. Cały czas czyta się świetnie.
    2. Mówca Umarłych (O.S. Card) – pierwsza część, czyli „Gra Endera” była ok. Druga spodobała mi się o wiele bardziej. Poznawanie Prosiaczków i śledzenie poczynań Endera było naprawdę wciągające. W części kolejnej autor niestety przedobrzył i lekko przynudził.

  12. s2892 Honorowy dawca organów

    Gry
    1 RS2: Vietnam – Bo mozna grac Kangurami, a nie ujmujac nic innym nacjom, milo uslyszec swojski akcent prosto z buszu.
    2 ADOM – moze w koncu w odswierzonej wersji, graficznej, platnej. ee, .. Pewnie i tak wroce do ASCI
    3 DF – bo DF to DF i mimo usilnych prob, lepszego menagera krasnoludzkiej wspolnoty nie udalo mi sie znalesc.

    Ksiazki -
    1) Jakub wendrowycz – czy jakos tak mu to bylo
    2) Czarna wolga – bo nie ma to jak afery z czasow PRL
    3) age of sigmar – bo, chce w koncu zrozumiec dzlaczego nie moge grac moimi scavenami w nowa edycje WH, tak samo dlaczego nowy WH wyglada tak samo jak WH40k :|

  13. Zebulah

    Miło, że gikzowa tradycja nadal jest podtrzymywana :-)
    U mnie również kiepsko z graniem w tym roku. Były to same starocie, żeby nie tracić czasu na rozgryzanie mechaniki itp. tylko pędzić do przodu, a i tak każdy tytuł rozwlekałem na kilka miesięcy więc mam akurat trzy:
    1. Duke Nukem 3D: Megaton Edition – wreszcie oprócz podstawowych trzech epizodów, ograłem również wszystkie dodatki
    2. No One Lives Forever 2 – po nieoficjalnych patchach zaskakująco bezproblemowo działa na Win10, a na Win7 nie chciało
    3. Incubation – gdyby nie to, że w około 3/4 gry napotkałem błąd uniemożliwiający dalszą rozgrywkę, którego nie udało mi się rozwiązać, byłoby miejsce wyżej

    Kontynuowałem też, po roku przerwy, Metro 2033, którym zachwycałem się w ramach Krypy 2017, ale im dalej, tym gorzej i nie skończyłem. Książka dużo lepsza.
    W planach na 2019 mam Half-Life 1 + dodatki, mod do Quake 1: Arcane Dimensions, Portal 2, Kingdom Rush: Origins (jak będzie na GOGu w promocji) i coś z serii Batman: Arkham.

    Z książkami było jeszcze gorzej bo nie przeczytałem w tym roku żadnej, nie licząc poradników specjalistycznych :-(

  14. michau

    Kiepski to był rok. Niewiele przeczytałem dla przyjemności, grałem też jakoś mało, a jak już zagrałem to często grymasząc przy tym. Ale coś tam do listy powinno się znaleźć.
    Czytadła:
    1. Ślepowidzenie i Echopraksja: dwie książki sci-fi, które są w zasadzie ukrytymi pod płaszczykiem fabuły popularnonaukowymi esejami. Całe mnóstwo intrygujących pomysłów w nie zawsze lekkostrawnej dla laika formie. Warto, ale z odpowiednim nastawieniem.
    2. Imajica. Nie jest to nawet jakoś szczególnie dobre (poza może światem przedstawionym), ale jakoś mi siadło. Przypominało mi tą część twórczości Kinga, którą czytałem od deski do deski choć w życiu nie przyznałbym, że mi się podoba. :D
    3. Zbiorczo aplikacja Webtoon LINE. Serio. Miałem dziwny, trochę depresyjny, bardzo zabiegany i zdezorganizowany rok i te komiksiory dostosowane do czytania na telefonie w przerwach od łączenia końca z końcem niejednokrotnie zrobiły mi dzień. Świetna sprawa.

    Gry.
    Tu będzie jeszcze trudniej, bo poza zebranym za darmochę Shadow Warriorem nie przypominam sobie bym próbował w tym roku czegoś nowego…
    1. Shadow Warrior – no… naprawdę fajnie mi się siepało.
    2. Unreal. Darmowy był to wróciłem. I naprawdę fajnie się strzelało.
    3. Baldur2? Znów skończyłem podstawkę bawiąc się przy tym setnie i znów dałem sobie spokój z dodatkiem. Z pewnością są gorsze nałogi, ale o dziwniejszy trudno. :D

  15. aryman222

    Gry:
    1. Hearts of Iron IV. SIngle – super na kilka razy, ale kiedy zauważysz samobójcze tendencje AI (jeśli myślisz, że TW mają słabe bitewne AI – nie grałes w HOI IV), przestajesz dobrze się bawić. Zatem – Multi? Boi, ileż wad ma multiplayer HOI IV (przez weteranów nazywany „symulatorem lobby”), ileż niedoróbek, ile niezbalansowanych elementów (dobra gra historyczna może mieć kilkadziesiąt zastrzeżeń, których gracze muszą się trzymać, by utrzymać solidny balans) i toksyczności/głupoty w społeczności… Przy wszystkich tych wadach – kiedy jest dobrze, jest tak zajebiście, że nie da się tego opisać. Dla wielbicieli strategii i II WŚ -przeżycie nie do pobicia. Zmagania wielkich bloków, gdzie każdy członek ma inne zadania, prowadzi do niesamowitych kombinacji taktyczno-strategicznych. Osobiście preferuję granie UK, której zadaniem jest wygranie wojny w powietrzu, sklepanie włoskiej floty i utrzymanie kluczowych lokacji strategicznych. Jeśli jacyś gikzowiecze są zainteresowani wspólną grą – dajcie znać tu lub na Steam (Aryman, w grupie GIKZ)
    2. Rainbow 6: Siege – i wszystko jasne. Wspaniała gra taktyczna. Grają w nią debeściaki z Gikza :) Ja ostatnio trochę rzadziej (przyczyna: w punkcie 1), ale nie zapominam i na pewno wrócę jeszcze nie raz.
    3. Tu mamy problem. Dałbym trzecie przygody Geralta, na wspomnienie jakości których odechciewa mi się jakichkolwiek innych RPGów (co oszczędza mnóstwo czasu na pkt. 1 i 2), ale też nie chciałbym, żeby nasze wybory stały się zbyt monotonne (ile lat pod rząd…) więc zagłosuję na… XCOM 2.

    Książ… A nie, już dawno nie przeczytałem książki… Jednakże, jako suweren, mam prawo do dwóch głosowań. To sobie zagłosuję na filmy :P
    1. Avengers: Wojna bez granic. Lubię filmy o superbohaterach, a ten film jest majstersztykiem w tej kategorii.
    2. Bohemian Rapsody. Ciekawa historia, przesycona niesamowitą (świetnie dobraną do danych fragmentów fabuły) muzyką. Wspaniałe przeżycie (w IMAX). Od wieków miałem playlistę Queen na telefonie, i znałem ich piosenki, ale doświadczenie tego w takim formacie, z takim nagłośnieniem było czymś nowym; poruszającym i wzruszającym.
    3. Na trzecią pozycję miałem kilku równoważnych kandydatów, ale wybieram Upgrade. Mało znany, ale świetny film scifi – takich nigdy za wiele. Australijczycy pokazują, że nie trzeba 200 baniek by zrobić świetny film z efektami na wysokim poziomie. Ukryty diament!

  16. PeteScorpio

    Niezmiernie miło przeczytać znów coś od Bosmana, zwłaszcza gdy odśnieżył tą zacną zabawę :)

    Gry

    1. Fortnite – gra, która na przemian z Gwintem (kiedy jeszcze był gwintem) i tradycyjnie League of Legends, zapełniła pierwsze miesiące tego roku. Niezaprzeczalny fenomen i choć już nie gram i raczej nie wrócę to bardzo mile wspominam godziny spędzone przy tej produkcji.

    2. Far Cry 5 – zaintrygowany zapowiedziami postanowiłem dać jej szansę i absolutnie nie żałuję. Podobno sandboxy już się przejadły… eee nie tutaj ;) Hrabstwo Hope w Montanie potrafi wessać na godziny.

    3. Fifa 19 – powróciłem do komputerowej kopanej po wielu latach, korzystając z dobrodziejstwa usługi pt. Orgin Access Premier, przepadłem na dwa miesiące i wystarczy :) Jako detox skusiłem się na Fallout 76…ale to już temat na zupełnie inną historię ;)

    Książka
    W tym roku nie przeczytałem nic godnego uwagi oprócz…
    Bob Batchelor „Stan Lee. Człowiek-Marvel” – w roku w którym odszedł Stan nie mogłem nie sięgnąć po ten tytuł. Świetna lektura, do której wrócę jeszcze nie raz.

  17. Daimonion

    A jednak?!
    No i super:)
    Jakże nisko upadłem, skoro oddaję swój głos na MMO – Star Trek Online z rozszerzeniem „Victory is Life”. O drugim rozszerzeniu z tego roku nic nie powiem, udaję, że go nie było, a w przyszłorocznej krypcie już z pewnością na tę produkcję nie zagłosuję.
    Drugi głos – a niech będzie – Assassins’ Creed Black Flag z butelką świątecznego rumu dla Organizatora Ankiety.
    Książki:
    Naprawdę polecam dwie pozycje Gyorgya Spiro – „Iksowie” i „Mesjasze”. Ta pierwsza bardziej mi się podobała, ta druga bardziej zdemolowała mi psychikę, ukazując smutną prawdę o idolach.
    PS – Jeszcze jestem w Grze… Niezły wynik w porównaniu z zeszłym rokiem:)

  18. Cayden Cailean

    O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju! Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju… :D

    A skoro zacząłem tak poetycko i optymistycznie to lecimy:
    Gry:
    1. Far Cry 5. Tak wiem że to odcinanie kuponów, wiem że jedyny prawdziwy Far Cry wyszedł w 2012, a potem to już tylko kopia kopii… no ale podobało mi się i już.
    2. Battlefleet Gothic Armada – lubię WH40k, lubię SF i military sci-fi, lubię klimaty morskie, lubię gry strategiczne… siadło mi i wsysło na długo
    3. Długo myślałem czy Wiedźmak trzeci czy może World of warships, ale jednak głos po raz kolejny pada na pogromcę potworów i zdobywcę czarodziejek. Za mody których magię odkryłem na wiosnę i dzięki którym zagrałem w zupełnie inną grę niż to co stworzyło CDPR ;)

    Książki…. no to tu jest prawdziwa klęska urodzaju. Ale niech będzie tak:
    1. Robert Wegner i jego cykl mekhański. Jego świeżo wydane „Każde martwe marzenie” przypomniało mi czemu ten autor zbiera Zajdle jak inni zbierają STD – mimochodem. Oraz że to jeden z niewielu autorów którzy potrafią mnie zmusić do porzucenia praktycznie wszystkich funkcji życiowych poza oddychaniem, mruganiem i spowolnionym wydalaniem, bo po za tym rzucam wszystko i chłonę książkę. To już kolejna jego książka która prawie mnie zabiła, zwolniła z pracy i rozbiła związek [jednocześnie], ale jednak musiałem przeczytać ją ciurkiem. Moc w nim silna jest.

    2. Michał Cholewa i jego cykl „Algorytmy wojny” – mówiłem już że lubię military sci-fi? No to to jest książka która nie ustępuje najlepszym pisarzom na świecie w tej kategorii. Polecam.

    3. W ramach przypomnienia przed premierą nadchodzącego filmu pochłonąłem po raz kolejny mangę „Battle Angel Alita”… Kurde jakie to jest nadal dobre, mimo upływy dekad. Czytając tę mangę znów poczułem się jak nastolatek, a jednocześnie odkryłem mnóstwo rzeczy których wtedy nie zrozumiałem… Jedna z moich dwóch ulubionych mang [no bo jest jeszcze Nausicaa, ale to nie w tym roku ;) ]

    1. QRec

      @Cayden Cailean

      Ad Wegner – zgadzam się.
      Wczoraj do drugiej w nocy ją kończyłem, wiedząc, że rano latorośle bezlitośnie zerwą mnie z łóżka około 7. Teraz czuję pustkę, jakby Pramatka Bogów mnie opuściła.
      „Każde martwe marzenie” jest naprawdę dobre, jednak jak na razie „Niebo ze stali” jest dla mnie pozycją numer jeden w cyklu.

      1. Cayden Cailean

        @QRec

        No to prawda że „niebo ze stali” jest jak na razie najlepsze. Kiedy doczytałem jak wozacy zrobili martwy kwiat wiedziałem już ze musze ta książkę skończyć jak najszybciej, jeszcze dziś. Kit z tym że czytałem ją przez ostatnie 8 godzin w samolocie, że jestem w tropikach i mam ostrego jet-laga, że muszę czytać na stojąco zamknięty w parnej klitce (żeby nie przeszkadzać spiacej w pokoju obok dziewczynie) – nie było to ważne – po prostu musiałem się dowiedzieć jak to się dalej potoczy.
        No ale to nie w tym roku, więc głos idzie na nowy tom cyklu. ;)

        1. QRec

          @Cayden Cailean

          Story of my life, prawie. Ostanie kilkadziesiąt stron kończyłem na wakacjach na Sycylii, do jakieś 5 rano. Na drugi (ten sam) dzień nie miałem siły na zwiedzanie, pływanie, czy plażowanie, ale synek był bezlitosny.
          Sama kultura Verdano, z tymi trzema wersjami języka, religijnym zakazie dosiadania konia i legendą krwawego marszu jest fascynująca. Inne kultury są dość ewidentnie wzorowane na naszym świecie (Meekhan = Rzym, Se Kholland = Mongołowie, dalekie południe = Starożytny Egipt, Nesbord = Skandynawia Wikingów, Issaram = wczesny Islam), ale Verdano są dość specyficzni, niby Romowie, ale z bardzo dużą ilością nowatorskich elementów. Poza tym oś fabuły toczyła się wokół dwójki moich ulubionych grup bohaterów: czerwonych szóstek i czardanu Laskolnyka. „Pamięć wszystkich słów” – najsłabsze ogniwo jak na razie.

      1. Cayden Cailean

        @QRec

        @Qrec :
        Mody są różne i każdemu mogą pasować inne, ale z tych co przeleciałem to w miarę fajne były [bo jeszcze je pamiętam]
        - graficzne Witcher 3 HD Rework
        - zmiana systemu walki i trudności: Enhancement System, Multi Companion Mod, Always Full Exp
        - użytkowe [niektorzy mogą powiedzieć że cheaty; ) : Over 9000 - Weight limit, Fast Travel from Anywhere, Debug Console [wymagany przez inne mody] , Auto Apply Oils, Better Trophies, Buyable Rare Mutagens, Bring Back Life Into The Bathhouse, The Gwent Card Dealer, Galloping in Settlements
        - z cyklu NSFW ;) : polecam serię brothel npc swap. nie polecam all girls nude! powtarzam nie polecam! …. chyba że chcesz oglądać nagie przekupki w novigradzie i stare chłopki w Velen…

        Generalnie gra z modami to już coś zupełnie innego niż oryginał – raczej nie dla kogoś kto chce przejść grę po raz pierwszy, ale po trzecim/czwartym przejściu nawet wiedźmin zaczyna się nudzić…

  19. QRec

    Gikz ożył! Oczom nie wierzę! Panie Bossmanie, czapki z głów.

    Gry (same krypy)
    1) Europa Universalis IV
    2) Life is Strange
    3) Bordelrands 2

    Książki:
    1) Szczepan Twardoch: „Król”
    2) Cixin Liu „Ciemny las”
    3) Robert M Wegner „Każde martwe marzenie”

    Edyta: Na drugim miejsciu był Mechaniczny Iana Tregillisa, ale przypomniałem sobie, że w tym roku sięgnąłem po „Ciemny las” Cixin Liu i nie żałuję ani jednej przeczytanej literki (dla tych co radzi by również sięgnąć, to jest druga część trylogii, zacznijcie od „Problemu trzech ciał”).

  20. civil

    Fajnie widzieć tak żywe komentarze :)

    Mi ten rok upływa głównie na Młodym, od końca marca jestem wszak dumnym tatą :)
    Przed D-Dayem ograłem zaległości z PS3, natomiast po jakieś spokojne single player turówki, czy tam jednego slasher na PSie…

    Zetem:
    1. The last of Us – czekała na półce ze 2 lata, warto było, prawie się poryczałem w kilku momentach :) Jestem pewien ze remaster i II wyjdą na PS5, to ogram z młodym za 10 lat :D
    2. X-Com 2 – siostra na urodziny sprezentowała mi dodatek. Idealny na 2-3h co drugi wieczór. Wybrańcy i nowe frakcje robią robotę, już 2 pozabijałem, zostal mi tylko warlock. Robie sobie przerwe bo coś za łatwo idzie… Z kolei na hardzie ciut za trudno. Ale gierka przednia.
    3. DmC: Devil May Cry – bardzo przyjemna i fajny setting. Wcześniej grałem tylko w DmC4, ale wyżej oceniam DmC. Twist na końcu był całkiem ciekawy.

    Z książek w tym roku wyjątkowo licho, tylko w czasie podróży służbowych. Sen jest na wage złota :D
    Kilka tomów Jima Batchera – „Akta Drezdena”. Jakieś wybitne nie są, ale czyta się szybko i przyjemnie. W sam raz do samolotu :D
    Aaa i jeszcze „Patron” Mateusza Lemberga, fajny polski kryminał. Co prawda to środkowy tom, ale jako stand alone też daje radę. 1 i 3 czekają na kindlu.

  21. larkson

    1. Danganronpa 2 – Jak co roku u mnie musi być coś z Japonii. Nie wiecie pewnie co to jest, więc tłumaczę. W wielkim skrócie jest to gra detektywistyczna/visual novel, gdzie grupa licealistów zostaje uprowadzonych i zamkniętych na tropikalnej wyspie, a jedynym sposobem na wydostanie się stamtąd jest zabicie kogoś i nie zostać na tym przyłapanym. Ktoś ginie, szukamy dowodów, rozmawiamy z innymi uczniami, a po jakimś czasie rozpoczyna się najlepsza część zabawy, czyli rozprawa. Pomysłowe morderstwa, cała menażeria barwnych postaci, niezła fabuła, z wykręconymi plot twistami. Nie każdemu się to spodoba, bo to jednak jest VNka, a to znaczy, że czytania jest od cholery, a gry z tej serii przechodzi się w ok. 40h każda. Niemniej Danganronpa to jedno z moich growych odkryć ostatnich lat.
    2. Prey – Świetny immersive sim z ciekawymi przeciwnikami, sensownym craftingiem, fajnymi brońkami i interesującym lore.
    3. Red Dead Redemption 2 – Rockstar pozamiatał. Świetnie napisana, pięknie wyglądająca, z taką końcówką, że chce się płakać. Może ma parę drobnych wad jak pewna ślamazarność postaci, albo, że jeden rozdział jest taki trochę z czapy, ale i tak całościowo jest tak dobrze, że można powiedzieć, że to jest najlepsza gra tej generacji. Jak macie konsolę, a jeszcze w to nie graliście to nie wiem na co jeszcze liczycie.

    Wyróżnienia dla:
    Yakuza 6 – Moja druga ulubiona seria tym razem się na podium nie załapała z dwóch powodów: nie miała tak dobrej fabuły jak Yakuza 0, trochę mi brakowało starych znajomych, drugi powód to niektóre aktywności poboczne, zawiązywanie znajomości w barze czy zarządzanie drużyną bejsbolową, to jedne z najgorszych minigierek w całej serii. Niemniej to i tak godne pożegnanie Kazumy Kiryu.
    Spider Man – Fabularnie tylko ok, ale bujanie się na sieci po mieście i walka to samo dobro. Kiedyś dokupię sobie DLC by jeszcze polatać sobie po Nowym Jorku.
    Gran Turismo Sport – kręcenie coraz lepszych czasów nigdy nie sprawiało mi tyle radochy. No i multik jest całkiem przyjemny, ze sporym potencjałem esportowym.
    Mafia III – Kurde, naprawdę chciałbym, żeby to była dobra gra. Przez pierwsze powiedzmy 10 godzin było całkiem fajnie, ale potem robimy non stop te same misje i się po prostu odechciewa. Gdyby wywalono cały ten open world i poprawiono stronę techniczną to byłoby super, a tak to marnuje się ciekawie poprowadzona fabuła.

    1. Revant

      @larkson

      A propo Yakuzy…i Mafii 3.
      Ja jak zwykle pod prąd – usypiałem w Y0 i dałem sobie spokój (przynajmniej na razie) po 37 godzinach. Za to M3 mnie wciągnęło i dobrze mi się w to po prostu grało aż do końca fabularnego. Zastanawia mnie więc ten zarzut o monotonności – w Y0 jak dla mnie nie ma nic oprócz bicia się i oglądania przepaskudnie długich cutscenek. W M3 zaś się strzelało, się skradało, się ścigało, itd. Wiadomo – w Y są minigierki, ale najczęściej nieobowiązkowe i wymagające zbyt dużo czasu, przez co główna oś gry totalnie ucieka. Mimo więc mojego zamiłowania japońszczyzną, wolałem porachunki gangsterskie na amerykańskiej ziemi.

      1. larkson

        @Revant

        W Y0 monotonię odczułem dopiero pod sam koniec, zaraz przed ostatnią misją, gdy chciałem dokończyć wątki biznesów Majimy i Kiryu, wtedy się zrobił z tego dość mozolny grind, zwłaszcza u Kazumy, bo nie ukrywajmy, handel nieruchomościami to nie jest zbyt ciekawy pomysł na minigierkę. A tak to się bawiłem świetnie, lubię ten system walki, lubię cutscneki, bo są fajnie nakręcone, a ich długość nie boli, jeśli się tyle czasu grało w Yakuzy i MGSy tak jak ja ;) Lubię sidequesty, bo choć nie ma z nich wiele nagród to potrafią być całkiem zabawne. Lubię minigierki, jak idę na misję i mam okazję po drodze pograć sobie w Outruna albo w pokerka to z chęcią z tej możliwości korzystam. I sama otoczka jest bardzo ciekawa, bo w grach raczej rzadko mamy okazję zobaczyć Japonię z lat 80-tych.
        Tak, fajnie się strzela w Mafii 3, wszelkie odgłosy są mięsiste, a przeciwnicy fajnie reagują na trafienia. Skradanie też. Autka się ładnie gibią na boki. Ale wykonywanie tych samych celów misji w co jakiś czas powtarzających się lokacjach potrafi zmęczyć. No i strona techniczna, gra jest brzydka, czasami pokazuje na mapie questy, których nie ma, a przeciwnicy też bodajże potrafili jakąś głupotę odwalić. Myślałem, że chociaż dla fabuły zdołam to skończyć, bo podoba mi się ta stylistyka na film dokumentalny, ale no nie dałem rady.

  22. banita

    Przez wstrętne choróbsko prawie zapomniałbym tu zajrzeć, a przecież tradycje trzeba podtrzymywać. Nawet pomimo tego, że to bidny rok był. Nowych filmów i seriali – żadnych; książek bardzo mało, a wartych wyróżnienia – żadnych; gier – dużo poinstalowanych, niewiele uruchomionych, jeszcze mniej ukończonych. Chociaż trafiły się 3 tytuły, które przeszedłem nawet po dwa razy i to z dużą przyjemnością:

    1. Metro 2033 Redux – na wielki plus: klimat, oprawa audio-wideo (robiąca wrażenie nawet po uruchomieniu na moim pececie pamiętającym czasy faraonów), projekty etapów, możliwość przechodzenia niektórych misji na kilka sposobów (satysfakcjonujące skradanie się), wybory moralne (na które zresztą nie zwróciłem większej uwagi przy pierwszym podejściu – są zasygnalizowane, ale delikatnie). Na minus – niemy bohater, drobne błędy.

    2. Metro Last Light Redux – te same zalety i wady co przy jedynce, z ciut gorzej zaprojektowanymi lokacjami.

    3. Yesterday Origins – zdecydowanie jedna z najlepszych gier z „origins” w tytule. :D Kontynuacja (mam nadzieję, że nie ostatnia)przygodówki Yesterday od Pendulo Studios. Wciągająca historia, dużo czarnego humoru, trochę lejącej się krwi, spisków, tajemnic, ładna grafika (w 3D, a wygląda jak 2D), kilka ciekawych zagadek. To tak w skrócie, bardzo pozytywne zaskoczenie.

    Jeszcze wyróżnienie dla Rayman Origins za znakomite etapy muzyczne i jednocześnie mała nagana za samą mechanikę skakania i cuda na kiju, które musiałem wyczyniać, żeby grę w ogóle uruchomić. Zresztą tak samo było w przypadku wielu innych tytułów, za jakie się brałem w tym roku. Może to dlatego potem nie miałem już siły i ochoty w nie grać?

Powrót do artykułu