Spode łba – dziś zagram w grę!

bosman_plama dnia 28 stycznia, 2020 o 11:28    23 

Jacek-Malczewski-Zuzanna-i-starcy-1907

To już chyba ten etap starości, że aż musiałem się z Wami podzielić taką sensacją. Bo widzicie, posłałem wydawcy powieść po granicy dedlajnu, zamknąłem wczoraj kolejne spotkanie sekcji literackiej klubu, nad następną powieścią siądę najwcześniej pojutrze, co oznacza, że mam dla siebie ze dwa wieczory! Czujecie klimat? Pewnie tak, bo czasem miewacie podobnie, prawda?

Dawniej (ale naprawdę dawniej, w czasach feudalnych i tak na granicy feudalizmu) starość na wsi oznaczała nierzadko, że nowy gospodarz (na przykład Wasz syn) wynosił Was z chałupy, sadzał na ławie i przestawał dokarmiać, tudzież dopuszczać do pieca. I tak siedzieliście przed chałupą, czasem ktoś wam dał coś do żarcia, bo akurat go taka naszła charytatywność, czasem coś wyżebraliście, ukradliście albo złapaliście jakiegoś starego ptaka bez sił w skrzydłach. Ale prędzej czy później umieraliście. Nie mówię, że była to absolutnie powszechnie występująca metoda usuwania niechcianych ze swojej bańki informacyjnej, ale występowała dość często na polskich (co oznaczało i ukraińskie i białoruskie itp. itd.) wsiach.

Dziś jednak „życie” to nie tylko sianie, zbieranie i obumieranie po cichutku, ale właśnie krzyczenie sieciospołeczne, że się jest, istnieje oraz udział w tym globalnych powiązaniu krzyków. Udział poprzez spełnianie czelendżów, fotografowanie swoich wypiętych pup do lustra, pozowanie na tle modnych wydarzeń i koniec końców rozmawianie o tym, o czym inni nasi kumple chcą rozmawiać w tej akurat chwili. To może być pożar na kontynencie istniejącym do góry nogami, kreacja gwiazdy lub gwiazdki albo radość z przechodzenia gry stworzonej przez pracowników tak przepracowanego studia, że swoją nienawiść do świata odbijają sobie na nas, tworząc grę, która będzie nas zabijała bez końca. Jeśli nie mamy odpowiednio zgrabnego tyłka albo brakuje nam obycia w niusach, to wypadamy z obiegu. Siadamy przed chałupą na ławie i obumieramy sobie poza bańkami. Bo najnowsza odsłona strzelanki Big BadaBoom Duty ukazała się już trzy miesiące temu, a my jeszcze nie zagraliśmy w poprzednią.

Tak, Nitek, to nie o Tobie.

Umieranie informacyjne może stać się, o ile już się nie staje, udziałem całkiem sporej grupy nas wszystkich. Po pierwsze dostajemy chyba zadyszki od ganiania od strony do strony, od niusa do niusa, a ich gąszcz rośnie, a nie wiem, czy aby nie jest podobnie z progiem wejścia. Co gorsza wewnątrz istniejących baniek społecznych wszyscy robią się coraz wrażliwsi i wrażliwsi, przez co łatwo z tych baniek wylecieć, a wcale nie tak łatwo, psychicznie i społecznie, załapać się do nowych. Starych dopadła w końcu, z paroletnim opóźnieniem choroba, która niemal wymiotła z fejsa dzieciaki. Teraz coraz więcej moich znajomych zapada na epidemię „zmęczenia fejsem” i odkrywa jakieś instagramy, na których od dawna nie ma nikogo przed dwudziestką, a z tych przed trzydziestką zostały już tylko pupy gwiazd i gwiazduni. Świat wokół nas wyludnia się więc, bo trochę zapomnieliśmy jak to jest: spotykać się bez telefonu w łapie, zresztą po co się spotykać, skoro nawet przy piwie cały czas gawędzimy z całym światem przez portale społecznościowe, tylko nie z osobą przy stoliku (poważnie, mam takich kumpli, co oznacza, że dopadło to ludzi którzy powinni już pakować sprzęt na wyprawę w kryzys wieku średniego a nie starać się nadążyć za małolatami… Z drugiej strony, to chyba jedno i to samo…). Część z nas (nie ja, ja jeżdżę na konwenty) umiera więc powolutku informacyjnie, bo fejs im się wyludnia, ludzi na forach netowych jest mniej więcej tyle samo co aktywnych użytkowników Forda T a komunikacyjnej roli już i tak przestarzałego instagrama nie są w stanie ogarnąć. Co gorsza nawet wiadomości w tak klasycznych mediach jak telewizja, są w kółko takie same, bo telewizory i telewizorki tak zakręciły się na punktach samych siebie, że o nikim innym i o niczym innym nie mówią, jak tylko o sobie.

I znajdź tu człowieku kogoś, kto wyrwie cię z ławy przed chałupą i powie w co zagrać, żebyś nie był jak stacje telewizyjne i krążył bez końca po własnych śladach.

Kiedy więc po pół roku grzebania w powieści o polskich komandosach walczących na wszystkich frontach mam przed sobą wizję tych przynajmniej dwóch w miarę wolnych wieczorów, stoję przed decyzją w co u licha zagrać. Nowe CoD byłoby niezłe, w sam raz na dwa wieczory. Z drugiej strony dwa tygodnie temu przypomniałem sobie, że nie liznąłem jeszcze DoS2 a twórcy tej gry zaraz wypuszczą na rynek Baldurs Gate 3 (w które zagram pewnie w 2033). Na razie grę kupiłem, uruchomiłem edytor postaci, drugi raz w życiu postanowiłem nie tworzyć własnej (pierwsza była Chitsa z Fallouta2), ale wziąłem jedną z postaci z przygotowaną historią i… przeszedłem misję – tutorial. Może więc wrócić do cRPGa?

A jak nie, to czeka na dokończenie RDR2, kusi (bardzo) Nier Automata.

Ale wiecie co? Nie ma znaczenia w co zagram. Bo wszystkie te gry są już stare i nikt o nich nie rozmawia. Jakikolwiek bym tytuł, z tych, które mnie kuszą, odpalił i tak będę w sytuacji starców czekających na ławach przed chałupą do kogoś podobnego do nich. Smutnym dziadem poza najpopularniejszymi bańkami informacyjnymi.

Co ma, oczywiście, swoje dobre strony, bo mogę po prostu odpalić pierwszego lub drugiego Fallouta i nie przejmując się niczym wędrować przez bezdroża.

PS. Wiecie, że na Netflixie można zobaczyć anime Ni No Kuni (pamiętacie grę?), znane też jako: „Nimo Kuni”?

Dodaj komentarz



23 myśli nt. „Spode łba – dziś zagram w grę!

  1. aryman222

    Wszystko to już było i jeszcze wielokrotnie tak samo się wydarzy… Już kilka razy gdzieś słyszałem podobne zdanie i zawsze mam wrażenie, że coś bardzo prawdziwego w tym musi być; przynajmniej na poziomie personalnej historii/życia człowieka. Kiedy 20 lat temu chętnie łykałem i nasiąkałem nowym, dla mnie, światem mediów (filmy, seriale, gry) i informacji (internetem jako źródłem portali z informacjami i forami dyskusyjnymi. Nie mylić z mediami społecznościowymi – tych od początku nie rozumiałem, by wraz ze wzrostem wiedzy i świadomości zacząć nimi gardzić), całe pokolenie zostawało z tyłu nie rozumiejąc, bądź nie akceptując nowej rzeczywistości informacyjnej. Dziś ja (i mi podobni) jesteśmy w tej drugiej części peletonu – tej która została z tyłu, za nowymi liderami, którzy cały czas rwą do przodu. Jaka jest reakcja? Z jednej strony – trochę smuteczek, bo poczucie wykluczenia, czy nieistotności zawsze trochę boli. Z drugiej strony – jebać to. Dużo bardziej – jebać to. Na szczęście nie musimy dziś siedzieć na ławeczkach wpatrzeni w dal. W trakcie tych kilkunastu lat w czołówce peletonu poznałem tyle interesujących mnie miejsc i aktywności (internety, filmy, seriale, gry, mody do gier!, podróże itd.), że będę miał co robić ze swoim życiem choćby trwało 200 lat. Faktem jednak jest, że odbywa się to wszystko w małej bańce, w której ilość innych ludzi praktycznie już tylko spada. Czy mi to przeszkadza? Pytanie, na które na razie nie umiem udzielić jednoznacznej i ostatecznej odpowiedzi….

    1. Daimonion

      @aryman222

      Ta sentencja jest wielokrotnie przywoływana w nominowanym przeze mnie do Krypy „Egipcjaninie Sinuhe”, choć zapewne nie tylko tam:)
      Ja na szczęście zawsze byłem aspołeczny i jak tak mówicie o fejsach i instagramach, to nawet niespecjalnie rozumiem, o co chodzi.
      A co do grania w gry, to beznadziejnie wsiąkłem w „Shadow Tactics”. Epic kiedyś rozdawał i tak mnie coś podkusiło, żeby spróbować… No i teraz idąc przez korytarz w pracy, zastanawiam się nad rozmieszczeniem pól widzenia stojących tam osób.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @Daimonion

              Ale nigdy nie traktowałem tego jak skradanki. Skradanka to dla mnie ten nieuczciwy rodzaj gry, w którym nie masz – albo prawie nie masz – szans w starciu jeśli zostaniesz odkryty. W takim Skyrim najchętniej grałem złodziejem z mocnym skradaniem i wymaksowanymi krytykami z strzału z ukrycia ale nigdy nie nazwałbym go skradanką:).

    2. furry

      @aryman222

      Ja dzięki Spotify odkrywam takie ilości muzyki, że nie mam kiedy tego słuchać. Choć to trochę prawda, że najbardziej lubię piosenki, które znam. Albo podobne.

      Ale nie jest źle, Grammy za najlepszy album dostali Cage the Elephant, których gdzieś tak w poprzedniej epoce lodowcowej można było posłuchać w intrze do pierwszej części najlepszej serii strzelanek ;-)

      PS. Wiecie, że na Sztimie jest od niedawna pierwsza część Ni No Kuni? Umiarkowanie się napaliłem, ale czekam aż cena trochę spadnie, to nie Borderlands 3. A na Netfliksie mają się wkrótce pojawić kreskówki Studia Ghibli.

  2. lemon

    Ni No Kuni – spodobało mi się demo, w które zagrałem dawno temu, kiedy w moim domu pojawiła się PS3 – takie pokemony, tylko trochę inne, i ze świetną grafiką. Kupiłem pełniaka na jakiejś wyprzedaży z 5 lat temu i do tej pory nie zagrałem. No nie ma kiedy, no. A tu już NNK2 wyprzedają i serial zrobili. Jeśli dożyję emerytury, to na pewno nie będę się nudził.

  3. michau

    Na drugim, może trzecim roku studiów (będzie to już z 7,8 lat! bogi, kiedy to zleciało?) pierwszy raz zagrałem w Arcanum i zachwycony polazłem z tym do internetu. Po polsku nikt nie chciał ze mną gadać, po angielsku nieliczni, w większości toksyczni jak cholera i przekonani o własnej wyjątkowości, ale jednak się dało.
    Zagraj więc w Arcanum. Dołącz do maleńkiej, toksycznej banieczki i poznaj najfajniejsze questy jakie znam, w grze mającej więcej wad niż zalet, ale mimo to 10/10. Na samo szukanie adresów w Tarancie zmarnu… przeznaczysz więcej czasu niż na tutorial w DOS2, czyż to nie brzmi pięknie?
    Tak, być może nie jestem całkiem trzeźwy w chwili pisania tego posta.

  4. Revant

    True dat!

    Niby globalna wioska, a każdy widzi czubek własnego nosa, bo dalej ekran smartfona nie sięga ;)

    Co do pogoni za nowościami – mi nawet to pasuje. Powoli zbliża mi się już okres wydajności kompa i trzeba byłoby coś wymieniać, a tak to sobie ogrywam różne mniej lub bardziej odległe gierki. Muzycznie rozwijam się w nauce gry na gitarze akustycznej (po dłuższym czasie udało się uzbierać na upragnionego elektroakustyka ^_^), a więc nowości muzyczne mogą mnie spokojnie omijać (choć czekam na nowy album AC/DC, a wieść o powrocie Johnnego F. do RHCP niesamowicie mnie…no, ten tego…sami wiecie jak ukontentowała ;) ) Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jak ktoś próbuje mnie zagiąć ze znajomości czegoś nowego, to go zaginam znajomością bez bliskiego kontaktu z tym czymś. Wszystkie zwiastuny opowiadają filmy od A do Z, płyty i single raz dwa lądują w sieci lub radiu, a gameplay’e jeszcze szybciej. Tylko książki umykają bo to już niestety kompletnie ode mnie odskoczyło :( jednak wygodniej mi się czyta mangę czy komiksy na telefonie niż weźmie książkę do ręki (choć dzięki mojej 2latce mam uciechę z czytania np. Sierotki Marysi i krasnoludków – w mig zasypia :D )

  5. projan

    W sumie wiem co z gier nowego się pojawia, jakie nowe albumy muzyczne wyszły, jakie premiery w kinach czy w necie… To jest moje nadążanie. Że wiem. A kiedy zagram, przesłucham, obejrzę, to już nie ma dla mnie znaczenia. Za rok, dwa, a może zaraz, jak coś mnie przypili (Wiedźmin, nowy Tool, Joker).
    Nie czuję się na marginesie, bo obecnie nie da się być cały czas na bieżąco z nowościami. Po prostu się nie da.

    W co grałeś?

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @projan

      Zagryzłem zęby (bo strasznie kusiło to Arcanum) i zagrałem przez godzinę w DOS2. Fajnie. Tylko godzinę, bo jednak padłem (dzień wcześniej nad książką siedziałem do trzeciej). Dziś spróbuję dłużej.
      Brzmi to jak pamiętnik próbującego rzucić uzależnienie, tylko na odwrót:D.

  6. Mnisio

    Znam to uczucie – wolny czas i można grać w co się chce. Czasem mi się trafia:)
    Najlepszy w tym momencie jest potencjał – możesz zagrać we wszystko co zawsze chciałeś, ale nie miałeś czasu, lub odświeżyć sobie starą grę.
    Możliwości są nieskończone, niestety wychodzi, że ogra się 1, 2 gry w miarę porządnie lub tylko posmyra się parę więcej.
    No ale jeśli masz coś nowego to przy instalacji przypominają się uczucia, gdy przyniosło się świeżą płytę i włożyło do napędu.
    Jak nie Arcanum to proponuję Wizardry 8. Jeden z najlepszych rozwojów postaci jakie spotkałem, a sama gra bardzo przyjemna i ma fajny sposób na walkę pomimo widoku z perspektywy 1 osoby (tylko nie zapomnij zainstalować moda przyspieszającego ruchy podczas walki)

  7. MHT

    Swoją drogą to ja akurat takiego Arymana to wielokrotnie namawiałem na piwo i zawsze mnie spławiał, także chcąc nie chcąc gram w starocie i siedzę na tym fejsie. Odpuściłem mój ulubiony zjadacz czasu jakim jest Rainbow Six: Siege, i w sumie staram się nadrobić chociaż jakieś singlowe wersje nowych gier, ale i tu powoli łapię się na zwykłym „nie chce mi się”. Z przerażeniem patrzę na te wszystkie filmy i seriale, to że każdy już nowego wiedźmina widział i nową książkę bosmana czytał (tu akurat nie mam żadnego wytłumaczenia bo są rzeczy ważne i ważniejsze ale książkom bosmana się nie odmawia). Z drugiej strony coraz częściej na dysku ląduje znowu pierwszy Fallout, Settlersi 3, Diablo 1, a w ręku ukochane komiksy z dzieciństwa jak Asteriks i Obeliks czy Thorgal. No i w sumie rzeczywiście kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów! :)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @MHT

      Może tracimy na ciekawości, za to lubimy poczuć się swojsko? Wiem, że nawalanie do obcych a Fallout2 na pierwszy rzut oka trudno uznać za swojskie, ale przecież każdy z nas ma takie gry, na których już zęby pozjadał. I gdy wraca do nich, czuje się prawie jak w domu. To nie przypadek, że największą popularnością cieszą się serie (filmowe, growe, powieściowe).

      To pewnie ma nawet jakiś ewolucyjny sens. Młodziaki powinny być ciekawe świata, by go zdobywać. Starsi natomiast, dbając o to, by młodziaki dożyły dojrzałości nie mogą biegać cały czas, by sprawdzać co jest za horyzontem.

    2. aryman222

      @MHT

      Ja jestem pustelnikiem, ale dojrzewam do tego browara MHT i wcześniej czy później na pewno się wydarzy :)

      PS Komiksy o synu Aegira uwielbiam (simply the best!), praktycznie co urlop jakieś czytam (ostatnio głównie spin offy, ale i do ulubionych komiksów z głównej serii powracam). Jakby jeszcze Redzi zrobili RPGa w świecie Thorgala, a potem HBO/Netflix serial, to klękajcie narody – składam złotego cielca w ofierze :)

  8. Draif

    Właściwie zmienia się platforma, ale treści podobne. Twitter, Reddit właściwie to samo co kiedyś na Fejsie. A fora też odzywają, bo właśnie ci starsi użytkownicy na nie wracają, a za nimi też młodsi, bo niektóre osoby po prostu się śledzi. YouTube zaczyna przypominać telewizję.

  9. Kajdi

    Zapewne już „po ptakach” bo spóźniłem się z wejściem na Gikza o tydzień, ale jeśli jeszcze kiedyś będziesz miał Bosmanie trochę wolnego czasu i dylemat w co zagrać, to z całego serca polecam Disco Elysium. To jest moim zdaniem Torment naszych czasów! (dużo lepszy imho od Numenery). Strasznie się dziwię, że gra nie dostała ani jednego głosu w zardzewiałej krypie (sam nie głosowałem, bo oczywiście przegapiłem tę zacną inicjatywę). Trzeba się tylko przygotować na to, że gra idzie o krok dalej niż Torment i walki nie ma w niej wcale (pomimo tego dalej mamy rozwój postaci). Serio gorąco polecam – nie pamiętam kiedy ostatnio tak wsiąkłem w świat i lore gry.

Powrót do artykułu