Spode łba – czas podsumowań

bosman_plama dnia 18 listopada, 2014 o 8:20    105 

wataha

Nie, to jeszcze nie grudzień i nie będę tu opowiadał w co grałem i dlaczego. Nie będzie też jeszcze głosowania na zardzewiała krypę bosmana (pamiętacie ten plebiscyt z zeszłego roku?). Ale kilka miesięcy temu napisałem o kilku serialach i obiecałem wspomnieć co sądzę o nich po kilku – kilkunastu odcinkach. No to jedziemy.

Pójdzie w innej kolejności niż poprzednio, ale – pocieszam się – kto by jeszcze pamiętał tamtą kolejność?

Gotham

Zdania na temat tego serialu są podzielone, wiele osób się nim rozczarowało i rozczarowuje nadal. Ja nie. Mnie podoba się to, jak seria się rozwija w opowieść o wzbierających w mroku spiskach, o niezaspokojonych ambicjach, o przekrętach, strachu i korupcji. Oczywiście, wiele wskazuje na to, że ten serial nie powinien się nazywać „Gotham” ale „Pingwin”, bo to on wyrósł na centralną postać pierwszego sezonu serii. Robin (hehe, ciekawe imię to takiego serialu) Lord Taylor zrobił (przy wsparciu ekipy, oczywiście) coś niesamowitego. W postać traktowaną raczej z przymrużeniem oka tchnął nie tylko życie, ale i pewną charyzmę. Jego Pingwin jest zupełnie inny niż ten Danny’ego DeVito u Burtona, mniej w nim groteski i tragifarsy, więcej człowieczeństwa. Owszem bywa groteskowy, ale to nie jest groteska z burleski grozy, ale z samego jądra ciemności. To ten facet „robi” serial i to tak, że ie mogę się doczekać kolejnych odcinków. Jeśli nawet twórcom „Gotham” udałoby się tylko to jedno – stworzyć złoczyńce, który pod względem charyzmy i niezwykłości ma wreszcie szansę podskoczyć nieco zużytemu Jokerowi, to już serial wart był tego, by powstać.

gohtam-penguin-108274

A przecież ma jeszcze do zaoferowania to i owo. Wątek młodego Batmana jest może grubą kreską pisany, ale sensownie wpisuje się w całość. Alfred nie jest jeszcze prawiącym morały staruszkiem ale twardzielem, po którym widać, że to i owo w życiu przeżył. Inna sprawa, że gdy tylko zobaczyłem iż Alfreda gra Sean Pertwee, wiedziałem, że gość nie ograniczy się tylko do przynoszenia śniadań paniczowi Wayne. Nie jest to oczywiście Alfred-zakapior jak z animowanego „Beware the Batman”, ale wcale nie przestaje być przez to groźny. A gdy zaczyna akceptować zmiany zachodzące w jego wychowanku, staje się jeszcze mroczniejszy, bo człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to on nie przyczynił się do zmiany Bruce’a w psychopatę.

alfred

To wprawdzie nie jest kadr z „Gotham”, ale mam wrażenie, że oddaje prawdę o Alfredzie z tego serialu

Jasne, serial balansuje na graniczy kiczu a umowności bywają w nim takie, że trzeba zacisnąć szczęki. Bo to serial na podstawie komiksu, serial o Batmanie. A one muszą być umowne. Co nie przeszkadza być im niepokojącymi, bo obok wszystkich innych cech „Gotham” to serial o upadku i braku nadziei i równoczesnej konieczności posiadania takowej. „Gotham” wcale ponuro przygotowuje świat na Batmana. Pokazuje – póki co – że korupcja pożera nas do tego stopnia, że rzucić jej wyzwanie może tylko szaleniec. Na razie tym, który porywa się z motyką na słońce jest tu Pingwin, który nie boi się stanąć naprzeciw systemu by rzucić mu wyzwanie i spróbować go zniszczyć, a w każdym razie podporządkować sobie. W jego cieniu toczy swoją, skazaną chyba na przegraną, walkę Gordon. Za jakiś czas przybędzie Batman.

JOEL DAVID MOORE, JUDD HIRSCH, IOAN GRUFFUDD, ALANA DE LA GARZA, DONNIE KESHAWARZ, LORRAINE TOUISSANTEkipa z Forver. Najbardziej na prawo, oczywiście, szefowa policji. Najbardziej na lewo postać wnosząca nieco życia i humoru do serialu. Najbardziej w środku główny bohater. Na prawo od niego mój powód, by serial oglądać. Na prawo od Powodu jakiś facet. 

Forever

Serial o nieśmiertelnym kolesiu, który szuka sposobu na śmierć i seksownej pani detektyw, która szuka z jego pomocą morderców. Podobno był szykowany na zastępcę „Castle’a”, podobno główny bohater ma charyzmę. Ogląda się to nawet miło, ale jakoś nie zdołałem serii polubić. „Castle” nadal ma większa oglądalność i serial niemalże taki sam nie bardzo może mu zagrozić. Przez chwilę groziło mu zawieszenie, ale chyba wykaraskał się z opałów. Jeśli ktoś chce, może więc cieszyć się łagodnymi kryminałkami ze szczyptą humoru i dwiema szczyptami nostalgii. Ja to oglądam chyba tylko ze względu na Alanę De La Garzę.

Ripper Street

Poprzednio o tym serialu nie pisałem, bo to żadna nowinka. Ma już dwa sezony za sobą, został skasowany przez BBC, ale ocalony przez Amazon. I właśnie trzeci sezon, wyprodukowany przez Amazon powrócił. Ma odrobinę zmienioną czołówkę, chyba troszkę inaczej gra światło, ale trzyma formę. Na fejsie Ziuta napisał: „Harry Hole brytyjskich kryminałów” (albo coś w tym guście).

No dobra, ale o czym to jest i dlaczego Harry Hole?

ripsRipper Street i jego główni bohaterowie – twardzi, z grubsza uczciwi i coraz bardziej poobijani.

Nieco ponad dwa lata temu wystartowały dwa seriale osadzone mniej więcej w tym samym czasie – „Ripper Street”, o tym, co robił pewien glina z Whitechapell, po tym, jak nie złapał Kuby Rozpruwacza i „Copper” o jego kolegach po fachu z Nowego Jorku. „Copper” zszedł na złą drogę i szczęśliwie padł, a „Ripper Street” pięknie się rozwijał i też prawie padł, co dowodzi, że w świecie seriali nie ma zasad ani sprawiedliwości.

Pierwszy sezon to zgrabnie osadzone w epoce powiastki kryminalne o tym, że świat jest bezwzględny i trudno zachować czystość, gdy tropi się brudne sprawy. Trudno, ale próbować można. I w pierwszym sezonie był to właśnie serial o takim próbowaniu, ukazany przede wszystkim na przykładzie trzech głównych bohaterów, z których każdy miał swoje mroki za plecami i brał się za bary z życiem. Każdy dostał też co najmniej jeden odcinek specjalnie dla siebie, dzięki czemu mogliśmy poznawać ich przeszłość.

W drugim sezonie bohaterów już znaliśmy, scenarzyści zaczęli więc pisać o problemach trapiących wiktoriański Londyn. Jak się okazało nie odbiegały one specjalnie od problemów trapiących współczesny świat. Przy okazji twórcy serialu doszli do wniosku, że szczęśliwe zakończenia są zbyt banalne, wobec czego z każdej sprawy bohaterowie wychodzili coraz bardziej poobijani, a „Ripper Street” pod względem przekazu zbliżyło się do tego, co miało przynieść nam w tym roku „Gotham”.

Trzeci sezon zapowiada się straszniej i tu właśnie zaczyna mieć sens ziutowe porównanie do Harrego Hole. Harry Hole to bohater serii powieści Jo Nesbo. To kryminały, więc traktują o tym, o czym zwykle traktują kryminały. Od większości innych różni je to, że ich bohater nie triumfuje. Owszem, rozwiązuje sprawy, ale to tylko bardziej go niszczy. Nikt jeszcze nie masakrował tak swojego bohatera jak Nesbo, ale twórcy „Ripper Street” zachowują się jakby podjęli wyzwanie. Nie oni jedni. Ostatnie tomy powieści o przygodach Fandorina (taki rosyjski detektyw) pokazują, że i Borys Akunin nie zna litości. Ale to temat na osobną opowieść i popełnię ją innym razem.

Constantine

I znów zdania są podzielone. Skromniejszy budżetowo kuzyn braci Winchester z niekończącego się „Supernatural” zaczął źle, bo od zmiany głównej roli żeńskiej. Jedno, co można powiedzieć o tym serialu, to że na razie ciągle jest na etapie rozkręcania się. Trzeba czasem przymknąć oko na jakość efektów specjalnych, na szczęście tam, gdzie nie starcza kasy, twórcy potrafią czasem uratować sytuację klimatem. Matt Ryan wciąż wydaje mi się trafnym wyborem do głównej roli, ale widziałem w komentarzach, że część widzów tęskni za Keanu. „Constantine” walczy z potworami i niezbyt wysoką oglądalnością. Trzymam za niego kciuki, ale muszę przyznać, że serial nie trafił na moją listę „jeśli natychmiast nie zobaczę kolejnego odcinka, to chyba kogoś pogryzę”.

Wataha

Serial narobił trochę szumu i nadziei. Czołówkę ma chyba najlepszą spośród nowych polskich seriali, a kto wie, czy nie jedną z najlepszych w ogóle. No, ale wiadomo, kto ją robił, nie? Jak się ćwiczyło na filmikach do Wiedźmina, to klimatyczne czołówki robi się pewnie najmniejszym palcem lewej stopy.

Czy udało się coś poza czołówką? Wydawało się, że tak. Aktorom udawało się grać naturalnie, mgły w Bieszczadach robiły klimat prawie jak z „True Detective”, a całość przenikała tajemnica z domieszką niesamowitości (jakiś szaman, jakieś wizje, jakiś wilk łażący za bohaterem). Do tego tempo serialu wydawało się odpowiednio niespieszne, pojawiały się jakieś wątki poboczne dodające historii nawet pobocznym postaciom. Wszystko grało.

wataha2Wataha, czyli słowami barda (okołobieszczadzkiego zresztą): „Będę szedł! będę biegł! nie dam się!”

A potem przestało. Świetnie, że widz do ostatniego odcinka nie wie o co chodzi, ale fajnie by było, gdyby twórcy wiedzieli. A nie wyglądało na to. Co gorsza z Bieszczad wyskoczyliśmy nagle do Warszawy, co mnie akurat podniosło ciśnienie, bo zacząłem się bać, że dostałem jeszcze jeden serial o złych politykach. A słowo daję, pod tym względem wystarczą mi wiadomości w tv.

Ale serial dobiło zakończenie. Tak, to jeden z tych. Wiecie – „Lost”, „Battlestar Galactica”, HIMYM – to wszystko seriale, których zakończenie wywoływało u fanów furię. „Wataha” pod tym względem jest jeszcze gorsza bo… Nie dostaliśmy zakończenia.

Serial się nie kończy. Bo nie. Wprawdzie w ostatnich odcinkach niespieszną narrację szlag trafia – co nie znaczy, że dużo się dzieje, w ostatnim odcinku sporo czasu poświęca się na pokazanie jak bohater biega. Przy czym po co biega nie wiadomo. To znaczy wiadomo – biega po to, żeby spotkać złego drania, choć go wcale nie ścigał. Po prostu spotkali się po drodze, pogadali, po czym bohater pobiegł dalej. Ku chwale joggingu.

Istnieje pewna metoda na mini seriale (takie wiecie, od trzech do sześciu odcinków). Według niej fajnie jest, jeśli taka mini seria opowiada zamkniętą historię. Jeśli ta historia się sprzeda, zawsze można wrócić do bohaterów, powyciągać trochę wątków z tła pierwszego sezonu, albo pokazać konsekwencje zakończenia pierwszego sezonu, albo zagrać z widzem i udowodnić mu, że wszystko było inaczej. Widz się wtedy cieszy.

Twórcy „Watahy” uznali, że ta metoda nie ma znaczenia. Rozkręcili historię, wiele obiecali po czym kazali takiej jednej postaci powiedzieć: „teraz dopiero robi się ciekawie” i urwali opowieść. Przy czym pozwolę się nie zgodzić z ową postacią. Nie zaczęło się robić ciekawie. Zaczęło się robić banalnie. W chwili, gdy akcja przeskoczyła do Warszawy, dostaliśmy historię, która w polskim kryminale opowiedziano już tyle razy, ile mamy polskich kryminałów po 1989 roku. Zaczęło wiać nudą i banałem.

I to by było na tyle. Następny wpis będzie już o graniu. No, chyba, że nie.

Dodaj komentarz



105 myśli nt. „Spode łba – czas podsumowań

      1. mokraTrawa

        @bosman_plama

        zobaczę, póki co widziałem kiedyś pół odcinka i podobało mi się jak przyjechał Alfred po batmana tamten podbiega zrozpaczony po rodzicach, idą do samochodu a Alfred strofuje go żeby z godnością szedł :P

        boję sie że gordon będzie mnie strasznie drażnił, bo nie mogłem już na niego patrzeć przez te pół odcinka :P

  1. Beti

    Od samego początku mówiłam, że serial Constantine będzie słaby. Keanu nie da się zastąpić, tym bardziej blondasem, który absolutnie nie dokarmia swojego raka. Mi się nawet nie chce trafić czasu na obejrzenie chociażby jednego odcinka ;)

    Bossman, 13ego ruszył drugi sezon The Fall. Tym razem będzie 6 odcinków. Jeśli nie oglądałeś, to serdecznie polecam :)

        1. Toc85

          @Beti

          Muszę to powiedzieć: jeśli już patrzymy na komiks to nie wyobrażam sobie żeby film z jakimkolwiek budżetem mógł skoczyć wersji komiksowej. Przeczytaj pierwsze wydania – aż śmierdzi trupem. W życiu nie widziałem filmu który w ten sposób potrafiłby to przedstawić.

  2. Revant

    Ja zaś oglądam kolejny sezon The Walking Dead. Psioczyłem i psioczyłem, ale trzeba przyznać, że twórcy jednak starają się. W najnowszym odcinku np. dostajemy ładne zespolenie malutkich wątków jednej postaci, dzięki czemu bardzo fajnie wyszła jej niemal psychoanaliza. No i w końcu są zombie, a nie łażenie i psioczenie na siebie. Choć też podzielono drużynę na różne wątki, to przynajmniej lepiej już to ogarnęli niż ciągłe łażenie wzdłuż torów z poprzedniego sezonu. Jedno mnie tylko ciekawi. Ze 3 sezony minęły od ucieczki z atlanty, odwiedzili wieś i farmę, poleźli do więzienia, cały jeden sezon łazili w niemal prostej linii po torach, a nadal są w odległości jazdy samochodem do tego cholernego miasta? damn, fajnie, że dość lasów i powrót do zurbanizowanych widoczków, ale logika coś siada :/

    1. Beti

      @Revant

      Mnie wkurza ten podział odcinków na określonych bohaterów. To już było wcześniej.
      W przedostatnim odcinku stało się to, o czym wiedziałam jak tylko pojawiła się ta postać

      Nie zaglądać! Pokaż
      1. Revant

        @Beti

        Mi się podoba, bo gdy zrezygnowali z natężenia śmierci bohaterów w komiksie, to przynajmniej taki podział nie męczy tak jak w przypadku ich wspólnego siedzenia np. na farmie czy więzieniu.

        Spojler Pokaż
      2. MusialemToPowiedziec

        @Beti

        Nawet nie wiesz jak łatwo zaspoilować najprawdopodobniej ostatni odcinek sezonu :P

        No chyba że zmienią wydarzenia z komiksu.

        Naprawdę radze uważać na Internety, bo jedna recenzja któregoś komiksu post-100, i można sobie cały sezon zepsuć, albo i nie, jakby zrobili niespodziankę i poszli w inną stronę w serialu.

      1. Beti

        @aihS

        Macie odpowiednie kosmetyki do pielęgnacji brody?

        Koleżanka z narzeczonym otworzyła salon fryzjerski – Pin-up / Barber Shop. Na opijaniu otwarcia zostałam uświadomiona ile jest kosmetyków do pielęgnacji brody. Najfajniejsze jest to, że dzięki nim chce się jeszcze bardziej miziać zarost :D Mięciutki, błyszczący, szokujący :D

            1. sunrrrise Mistrz złotej łopaty

              @Beti

              Nie używam kosmetyków. Używam mydła i szamponu do włosów.

              „Używanie kosmetyków” w kontekście jakiegoś „lumberseksualizmu” jest śmieszne bo to prostu inna forma metro.

              Są już sklepy z odpowiednimi kraciastymi koszulami? Ale nie takimi za 30zł, flanela musi być za co najmniej 300.

        1. slowman

          @Beti

          Ale zarost nie jest do miziania tylko po to, żeby inni drwale darzyli człowieka respektem!

          Ewentualnie do czesania, bo jak powiedział lub pomyślał bohater „Obłędu”: gdyby się nie zapuścił z powodu swojej choroby, to by nie poznał przyjemności jaką daje czesanie brody.

    1. urt_sth

      @Beti

      Ja tam zawsze nieogolony jestem z lenistwa, a że mi dłuższa broda (raczej wąsy ale jeden pies bo i tak trzeba golić) przeszkadza to zawsze taki jestem niedogolony (maszynka do włosów się przydaje i broda jak z reklamy sprite).

      A jak już się golę na mokro to po całości od karku.

      1. Daimonion

        @slowman

        Czy to oznacza, że w Majce jest trochę tego i trochę tego? To może zachęcić ludzi do lektury. A skoro już o literaturze mowa, to informuję wszem i wobec (sami chcieliście parę miesięcy temu), że w listopadzie ukazuje się antologia „Małe problemy wielkich bohaterów” z moim „Niedźwiedziobrodym” w środku:)

Powrót do artykułu