Spode łba – co dalej?

bosman_plama dnia 15 marca, 2016 o 9:41    47 

tyt

Napisane jest, że wszystko krąży, odchodzi i wraca. Moda na disco obumiera i odradza się w pełnej chwale, dziki gon na fotorealizm ustępuje modzie na piksele, o których wszyscy zdążyli już zapomnieć, 3D skacze po truchle rzutu izometrycznego, a ono niespodziewanie gryzie go w piętę i powstaje (ale kiedyś znowu padnie). Kobiety noszą legginsy, nie noszą i znowu noszą. Nasz świat jest zbudowany na wirującym bez końca kole i właśnie szczytuje na nim fantastyka. Coś jak w latach osiemdziesiątych. Ale przecież nie będzie tak wiecznie.

UWAGA – dziś nie będzie obrazków. Po pierwsze dlatego, ze zaspałem, a po drugie dlatego, że komp postanowił mi pokazać środkowy palec i głównie zajmuje się grzebaniem w jego softowych i hardowych bebechach.

O tym, że fantastyka obecnie rządzi, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Prawie nie istnieją niefantastyczne blockbustery, a będzie ich jeszcze więcej, bo wraz z fantastyką rządzi też seryjność i prawie niczego nie kręci się dziś pojedynczo. Trylogię miał zapoczątkować Prometeusz, jako trylogie zapowiedziano już remake Gwiezdnych Wrót i kontynuację Dnia niepodległości. Największą furorę robią te romanse, w których ktoś kogoś wysysa (albo coś, co zaczynało jako fanfik do nich). Nic tak nie przeorało pokoleniowo milusińskich, jak opowieść o czarodzieju – okularniku. A stacja SyFy sprawia wrażenie, jakby chciała na chwilę zapomnieć o swoim wizerunku „tych od Sharknado” i kręci jeden poważny serial SF za drugim. Nawet w Polsce, gdzie np. kino że wszystkich sił udaje, że fantastyki nie ma (a żyjemy w czasach, w których filmy SF kręcą nawet Szwajcarzy), wydawnictwa, które nigdy w życiu nie miały nic wspólnego z fantastyką, teraz uważają, że koniecznie muszą ją mieć w swoim port folio. Własną sagę fantasy napisała nawet autorka tysięcy i jednej opowieści romantycznych, które możecie kupić w każdym kiosku, supermarkecie i chyba nawet na pchlim targu. Jeśli to nie jest triumf, to nie wiem, co by nim mogło być.

W grach panuje takie szaleństwo, że nawet strzelanki przeniosły się w przyszłość. Moda na fantastykę sprawiła, że cRPGi nie gnieżdżą się już wyłącznie w lochach i piwnicach jakichś zapomnianych krain, ale dumnie prężą popiersia, na których błyszczą znaczki space opery i cyberpunku. Pamiętacie wcześniej takie cuda?

No więc jest triumf. Nawet ci, którzy dawniej krzywili nosy i twierdzili, że nie lubią fantastyki, bo to takie bajki, a oni cenią sobie tylko rzeczy, które mają sens, czyli realistyczne, teraz siedzą cicho i wciągają oczami i uszami fantastyczne seriale albo wątki w powieściach Coehlo czy Murakamiego. Zwrot: „pomimo użycia przez autora sztafażu fantastyki, jest to powieść wartościowa, bo…” umarł.

Ale odżyje. Jestem pewien, że odżyje, bo tak właśnie działa nasz świat. Wędruje po kole. W końcu jakiś film oparty na komiksie fantastycznie się posypie, albo po prostu ludziom wyjdą bokiem elementy nadprzyrodzone i fantastyczno naukowe. Być może stanie się to dopiero na etapie osiemdziesiątego sezonu Supernatural, gdy pomarszczeni i siwowłosi Sam i Dean będą kłócić się o to, który poświęci za którego tym razem, ale to nieuniknione.

Zastanawiam się co powróci wtedy. Może thrillery i prawdziwe, klasyczne kryminały? Bo wiecie, panuje niby moda na kryminał, ale dajcie spokój, co to za kryminał. Z większości powieści daje się wycisnąć tak z 10% intrygi i 2% tajemnicy. Reszta to utyskiwanie na współczesną rzeczywistość, w której wciąż gnębi się mniejszości oraz egzystencjalne rozterki bohaterów. Modne dziś kryminały to tak naprawdę powieści obyczajowe z obowiązkowym krytycznie potraktowanym wątkiem społecznym. Jeśli pojawia się w nich jakiś detektyw, to po to, żeby cierpieć z powodu konfliktu z ojcem albo dlatego, że trudno mu odnaleźć własne miejsce na świecie po tym, jak żona udowodniła mu, że kobiety są dziś silniejsze. A thrillerów nie kręci się i nie pisze już chyba wcale. No, może w jakimś współczesnym Providence siedzi w piwnicy jakiś samotnik nienawidzący Toma Clancy (to ten, co rozpropagował technothillery) i Thomasa Harrisa (to ten, który rozpętał modę na genialnych ujmujących psychopatów) i w ciemnościach i bólu pisze prawdziwe, klasyczne thillery, których nikt nie chce wydawać. Kiedy umrze z głodu, rozpaczy i nienawiści, jego dzieła zrobią karierę.

Tyle, że kryminały nie mają w grach wielkich szans. Jakoś nigdy dotąd się nie przebiły. Żyją sobie w swojej niszy kryminalnych przygodówek, zresztą, jak się wydaje, skazane na odtwarzanie w kółko ech klasyki: przygód Holmesa i Poirota. W apogeum świetności filmów o psychopatach, sięgnęły także po ten temat. I tyle.

Zatem kryminały do nas nie wrócą. Jeśli na powrót opanują popkulturę, grom trudno będzie za nią nadążyć. Co więc u nas? Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Bębni mi pod czaszką refren: „druga wojna światowa”, ale próbuję udawać, że w niego nie wierzę. Może rozpęta się u nas moda na gry strategiczne? Wiem, że pisanie na gikzie: „rozpęta się u nas” brzmi komicznie. Ale właśnie przypomniałem sobie, że w rankingu CD Action, o którym rozmawialiśmy przy okazji triumfu Wiedźmina 3, prawie nie ma strategii. Tzn. trafiły się, hm, Warcraft i Heroes 3. Ale cokolwiek z Total War? Z EU? No dobra, EU to nisza, wiem, tylko na gikzie w to grają. Ale wiecie, Age of Empires albo taki niszowy tytuł jak Cywilizacja? Też ich nie było. Gdyby ranking CD Action miał odzwierciedlać współczesną modę na całym świecie, mogłoby to znaczyć, że o grach strategicznych prawie nikt nie pamięta. A w takim razie, skoro reguła koła i powrotów bez końca działa, to gdzieś niedługo czekać nas musi wielki triumf fryzur z lat osiemdziesiątych, pop metalu granego przez kolesi z umalowanymi gębami i strategii komputerowych.

 

Dodaj komentarz



47 myśli nt. „Spode łba – co dalej?

  1. Daimonion

    Chciałbym uroczyście i oficjalnie podziękować Bosmanowi za polecenie filmu „Starcrash”. Widziałem. Nie zapomnę nigdy. Było to naprawdę niezwykłe, katartyczne wręcz przeżycie, zahaczające o witkacowskie poczucie dziwności rzeczywistości. Pełny odpał pod hasłem „jak wyglądałyby Gwiezdne Wojny, gdybyśmy wypuścili wszystkie nasze niezdrowe rojenia na wolność i przestali udawać poważnych i normalnych”. Hipnotyzujące dzieło. Diagnostyka ludzkiego umysłu. Kilkakrotnie zastanawiałem się, czy oni robią to na serio, bo to wydawało się niemożliwe. Ale jednak… Chyba robili to na serio… Nie wiem tak naprawdę co myśleć.

  2. MusialemToPowiedziec

    Oj, lepiej żeby strategie nie wróciły tak triumfalnie. Bo to będzie oznaczać, że sprzedały się „każualom”.

    A nie znam gier, które stały się dla mnie fajniejsze dzięki takiemu przejściu – FPSy spowolniały i wypełniły się autoregeneracją, cRPGi straciły statystyki, point’n'clicki straciły zagadki i point’n'clickowanie na rzecz QTE.

    A co do kryminałów – Life is Strange przez pierwsze 4 epizody jest „nowoczesnym kryminałem” – tym obyczajowcem z zagadką w tle. Tyle że w Ep5 przechodzi w full-drama-no-mystery mode.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @aihS

          Był plan, żeby prawdziwe wyjaśnienie intrygi wrzucić w dlc – opowiadaniu:). Ale tekst za długo odleżał i już nie miałem ochoty, więc wcisnąłem je do powieści. Może za bardzo to widać, no i straciło na sile, bo pierwotny pomysł: „niech wszyscy myślą, że znają koniec, a ja im przywalę” był lepszy. Ale trochę straciłem nadzieję, że to kiedykolwiek wyjdzie, więc nie kombinowałem już.

        1. The_Mister_A

          @Nitek

          Max Payne pod wieloma względami był taką grą. Oczywiście bez rozwiązywania sprawy, mozolnie po śladach bo tutaj to i Wiedzmin byłby kryminałem :P . Koncepcja Max Payne była bliższa mainstreamowi, bo dochodzenie gameplayowo polegało na zabiciu wszystkiego :) . Ale ja tęsknię za tego typu grami.

          No i Sherlocki bym dodał do tej listy.

  3. gc_reader

    Żeby nie było offtopa mam 2 elementy wspólne z artykułem:
    1. Od 28 lat czytam literaturę SF.
    2. Czytam, że Bosmanowi komputer odmawia posłuszeństwa.
    [ i tu delikatnie przechodzę do offtopa/nieofftopa...]
    Zepsuł mi się wczoraj komputer. Karta graficzna padła chiba…
    Byłem ja w serwisie. Żalę się, płaczę i słyszę, że na kompa muszę wydać od 4 do 5 tys. „A może by tak konsolę”, rzucił serwisant.
    I kurczę zasiał ziarno.
    No, ale jak to?
    Ja PCtowiec?

    1. A co z podkręcaniem grafiki?
    2. Grzebaniem w plikach?
    3. 200-stoma grami w pudełkach?

    Zły serwisant…

  4. Rattie Rat

    Przepraszam za offtopic.
    Przez najbliższy miesiąc jestem zmuszony korzystać z komputera bez karty graficznej w środku (ta którą miałem niestety odmówiła posłuszeństwa i poszła na gwarancję). Czy jest szansa by uruchomić na zintegrowanej grafice jakieś mało wymagające gry? Filmy działaja bez zarzutu, natomiast każda próba uruchomienia gry kończy się na komunikacie „Could not find Direct3D device”. Podpowie ktoś czy lepiej szukać odpowiedzi na forach komputerowych?

      1. aihS Webmajster

        @furry

        Wbrew pozorom nie jest aż tak źle. Intelowskie iGPU tak jak i APU AMD lubi mieć dużo szybkiego RAMu tylko dla siebie i potrafi wykrzesać więcej niż można by się po nim spodziewać i to wcale nie na low@720p a nawet na medium@1080p. Oczywiście nie można popadać w hurraoptymizm bo wiele zależy od samej gry. Np taki FC3 na Iris Pro (Intel HD5200) potrafi na niskich ustawieniach w 1080p podchodzić pod 60 klatek… Już niewiele brakuje w rozwoju iGPU bym mógł spokojnie zrezygnować z oddzielnego GPU na rzecz ciszy i mniejszego poboru prądu.

Powrót do artykułu