Siedem ton rdzy

bosman_plama dnia 27 grudnia, 2019 o 9:52    45 

rust

Siedem lat temu… O Święty Granacie Ręczny! No dobra, siedem nie, ale sześć lat temu, w piątek 20 grudnia 2013 roku, po raz pierwszy pojawiła się na gikzie taka idea, żeby też zrobić podsumowanie roczne. Po drodze gikz troszku ewoluował, a że kto nie maszeruje, te ginie, to wiele osób, które wtedy gikzowały teraz robi co innego. Ja częściej oglądam filmy niż gram, toteż ostatnie moje wpisy są w kółko o Gwiezdnych Wojnach, a Nitek zajął się nagrywaniem filmików ze swojego grania i to właśnie tam przeniosło się prawie całe gikzowe życie. I pewnie nowymi gikzowiczami są ludzie, którzy nawet nie pamiętają co to jest…. ten, no… Pamiętacie jak się nazywało to na gazeta.pl gdzie zaczynaliśmy? A, gamecorner.

Jak wiemy, Panta Rey, czyli, w wolnym tłumaczeniu: spodnie bohaterki nowej trylogii Star Wars, co oznacza, że wszystko się zmienia i nawet w Dalekiej Galaktyce kobiety noszą dziś spodnie. I z tego też powodu (czasu, nie spodni) nie jestem przekonany, czy w ogóle jeszcze komuś się chce w to bawić. Jasne, rok temu też tak pisałem a pojawiły się 62 komentarze. Niemniej, nawet rok temu nie zaniedbywałem gikza growo aż tak, jak w tym roku.

Prawdę mówiąc, już sama próba przypomnienia sobie, w co w tym roku grałem, stanowiła nie lada wyzwanie. Oczywiście, zagrałem w Fallout 2, ale, o zgrozo, nie sprawił mi aż takiej frajdy. Oczywiście, to moja wina, zamiast znowu zrobić jakąś kompletnie nową postać od czapy, dla odmiany postanowiłem odpalić swój ulubiony typ, czyli niegłupi a zwinny, zagadujący wrogów na śmierć, a jeśli to nie wyjdzie, zasypujący ich lawiną pocisków dzięki wymaksowanej ponad wyobrażenie liczbie punktów ruchu. I wyszło trochę nudno.

rdza 2013Wymyśliłem, że w ramach ciekawostki za ilustracje będą robić zrzuty z poprzednich wpisów.

Wielkim zaskoczeniem było też dla mnie, że Red Dead Redemption 2 nie podziało na mnie tak mocno, jak poprzednia odsłona gry. Jasne bawiłem się nieźle, ale jakieś szakale czy inne grizzly pożarły magię, która towarzyszyła mi przy ogrywaniu pierwszej części. W trakcie grania przyszło mi do głowy, że chyba się starzeję. I to pewnie dlatego. Tym bardziej, że starczo narzekałem też na Warlords2 udostępnione na GOGu. Niby spełnienie marzeń, ale znalazł się powód by pomarudzić, bo GOG oferuje wersję De Lux, czyli bogatszą, ale z brzydszą grafiką. Więc ja marudziłem, mój brat marudził (ale ja grałem, on nie) i z tego marudzenia nie sposób wyrzeźbić aż taką satysfakcję, żeby nominować grę do zardzewiałej krypy.

A, prawda, tyle znaków już popełnionych, a ja jeszcze nie napisałem, że chodzi o Zardzewiałą Krypę Bosmana. Siódmą tego imienia. Pamiętacie zasady? Głosujemy na trzy gry (jeśli ktoś znajdzie aż tyle, ha ha), w które najlepiej grało nam się w 2019. Dowolne gry (byle tzw. video, a nie na przykład bierki), wypuszczone na ten łez padół w dowolnym roku. Nie tylko na te z obecnego roku. Tak bawią się wszyscy naokoło. My jesteśmy bardziej snobistyczni.

W ostatnich latach (bogowie, jak to brzmi) ludzie dopisywali też filmy, seriale, książki… Proszę bardzo.

Oto moje typy.

Hellblade: Senua’s Sacrifice. Wiedziałem, że ta gra nie tylko mi wejdzie, ale jeszcze prawdopodobnie zrobi mi jakąś krzywdę. W końcu to gra wypuszczona przez Ninja Theory, czyli ludzi, którzy dawali mi przyjemność, krzywdząc mnie przy okazji nie jeden raz. Mimo wszystko odpaliłem ją z niepokojem, który zwykle towarzyszy zawyżonym oczekiwaniom. I zwariowałem od pierwszych minut, co stanowi bardzo prawidłową reakcję, ponieważ patrzyłem na świat oczyma dziewczyny, której zwoje w mózgu były cokolwiek pobałaganione. Jak to często z grami Ninja Theory bywa, w Hellblade mógłbym się do czegoś przyczepić. Jak podsumowała moja koleżanka: „leziesz korytarzem, żeby rozwiązywać głupie zagadki, po to, żeby otworzyć drzwi do następnego korytarza”. I, bądźmy szczerzy, wiele nie nakłamała. Choć oczywiście np. Johna Wicka też da się sprowadzić do: „facet zabija innych facetów, żeby dzięki temu móc zabić jeszcze innych facetów”. Ale nie o to chodzi, prawda? Ano właśnie. Hellblade to jedna z tych gier, które wybijają się ponad grową przeciętność nie tylko jakością wykonania, ale przede wszystkim podejściem do tego, czym gry mogą się stać. Kwestia narracji zawsze była ważna dla Ninja Theory, tym razem zrobili w tym względzie krok dalej. I plastyczne piękno (dość niesamowite piękno), klimat tej gry oraz ten właśnie sposób narracji, sprawiają, że ta gra mnie porwała i warta jest wspomnienia na koniec roku. Nawet gdyby była tylko spacerkiem od zagadki do zagadki (a nie jest).

rdza 2014

Wielką miałem ochotę na odpalenie nowych growych Gwiezdnych Wojen, czyli Fallen Order, ale Nitek mnie zniechęcił pisząc, że to takie se i właściwie nie za specjalne. Cóż mi pozostało? Ucieszony wieścią, że Mysz uznała, iż postać Revana jest kanoniczna (Juppi! A jak doszło do tego, że Revan jest kanoniczny? – spytacie. Otóż elitarne jednostki – te czerwone – siepaczy zła z ostatniego filmu noszą nazwy po wielkich mistrzach Sith. I jeden nosi imię Revana. Ktoś z fanów to jakoś wypatrzył, nie pytajcie mnie jak.) dokonałem zakupu KotOR na GOGu (stare płytki domagały się ode mnie kodeków pochodzących z epoki pary, pewnie znalazłbym na to jakieś patche, ale jestem leń, więc uznałem, że wolę wydać sześć dolców na GOGu) i natychmiast wsiąkłem w świat Starej Republiki. Stało się to ledwie trzy dni temu, toteż wspomnienie jest świeże (i niedokończone). Niemniej KotOR stał się moim drugim ulubionym tytułem w tym roku. Bo w machaniu mieczem świetlnym jest coś magicznego.

I to by było, niestety, na tyle. Bo żebym nie wiem jak się wytężał, nie jestem sobie w stanie przypomnieć trzeciego tytułu jakiejś gry, która przyniosłaby mi wielka dawkę satysfakcji.

rdza 2015Chociaż nie… OK, znów dzięki tytanicznej pracy ludzi z GOG mogłem zagrać w Blade Runner i powzruszać się przeokropnie czołówką. Granie w Blade Runner pod koniec 2019 roku to coś, co trzeba zrobić koniecznie. Już nigdy takiej okazji nie będzie. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, biegnijcie do internetu, wydajcie z trudem zarobioną, ale niezbyt wielką krwawicę i choćby rozpocznijcie grę. Bo druga okazja się już nie trafi. Nie będzie drugiego 2019 roku, w którym toczy się i akcja filmu i gry. W 2020 to już będzie zupełnie co innego. I choć specyficzna satysfakcja z grania w Blade Runner teraz wynika przede wszystkim z daty, to ciągle jest to gra, w której klimacisko wylewane jest na was nie wiadrami ale wodospadami. Warto jak cholera.

Czy coś jeszcze mną pozamiatało w tym roku? Jakieś zjawisko albo wydarzenie (taka nowa kategoria obejmująca wszystko)? W moim przypadku był to na pewno Joker, czyli film lepszy niż jest. Wychodząc z kina mówiłem sobie, że z pewnością pójdę na ten film jeszcze raz. Nie poszedłem, czekam aż wyjdzie na dvd czy innym blu-rayu (Blue Ray, czyli mroczniejsza – ale nie do końca – strona bohaterki ostatnich SW). Niemniej Joker to właśnie nie tyle film, co zjawisko, wylał się poza ekrany, przeskoczył przez ogrodzenie, jakie zwykle oddzielało kino komiksowe od WIELKIEGO PRAWDZIWEGO KINA i sprawił, że przez parę tygodni znaczna część tego świata, który nie był akurat zajęty umieraniem z głodu, rozmawiała właśnie o nim.

rdza 2016Drugim podobnym zjawiskiem był serial Czernobyl. Niezwykle udanie zrobiona produkcja, która sprawiła, że na moment przestaliśmy rozmawiać o kiepskości zakończenia smoczych opowieści na HBO i w ogóle smoki zniknęły z naszych radarów, bo skupiliśmy się na rzeczywistości. Potrzebowałem z pół roku, żeby zauważyć ten właśnie aspekt. Bo widzicie, popkulturowo żyjemy w  świecie fantazji. Przeżywamy sceny z życia smoków i wiedźminów, z umierania komiksowych herosów i zakończeń kosmicznych sag rodzinnych. To jest papka nasza powszednia. Czasem udana bardziej, czasem mniej. Trawimy w niej rzeczy ambitniejsze (Westworld, nieudani Watchmen) albo lekkostrawne jak Gwiezdne Wojny (choć potrafią stanąć nam w gardle). Czasem stanowią one komentarz do naszej rzeczywistości, czasem starają się ją kształtować a czasem zdają się mieć ją w głębokim poważaniu. Jednak łączy je to, że są fantazją osadzoną w neverlandach, do których nigdy nie trafimy. I jeśli tylko nie będziemy przeciążać naszych szarych komórek myśleniem, będziemy w stanie oglądać te wszystkie filmy i seriale beztrosko. Ponieważ dzieją się one w Nigdzie, w światach, które nie istnieją nie mamy się czego bać (ekhem). Krytyk filmowy, Tomasz Raczek na swoim videoblogu (nie polecam, facet ględzi jak nie przymierzając ja, ale na video trwa to dłużej) załamywał ostatnio ręce nad najnowszymi SW labidząc, że fantastyka to eskapizm. Temat to stary jak opowieści. Ci, którzy fantastyki nie trawią i nie rozumieją (zwykle jedno wiąże się z drugim) bardzo chętnie uciekają w ten argument: fantastyka to ucieczka od rzeczywistości, a zatem oszustwo, rodzaj narkotyku a nie sztuka. Weź się człowieku za bary ze światem a nie oglądaj Wiedźmina. I ja się oczywiście z nimi nie zgadzam. Na tak wielu poziomach, że mógłbym tu o tm pisać przez następny rok albo dwa. Ale nie w tym rzecz, nie w tej chwili.

rdza 2017Bo widzicie, fantastyka to oczywiście żaden eskapizm, to jeszcze jeden sposób na opowiadanie o nas. Tak, jak żaden język, który posługują się miliardy ludzi na świecie nie jest eskapistyczny (no, chyba, że francuski), tak i żaden język sztuki takim nie jest. Nie winą języka jest to, co nim wyrażasz (chyba, że po francusku). A fantastyka jest jednym z języków sztuki opowieści. Tyle rozprawiania się z Tomaszem Raczkiem i jego kolegami na szybko.

Ale, cholera, nie da się ukryć, że popkulturze królują właśnie neverlandy. I bardzo łatwo oskarżyć ją przy tym o eskapistyczne skłonności, albo – i to wydaje mi się znacznie fajniejsze – o udział w wielkim spisku możnych, którzy chcą nas zaćpać bajkami o nigdzie-nigdy, żebyśmy nie zauważali tu i teraz.

rdza 2018Jak by nie było, Czernobyl, serial tak naprawdę historyczny zagrał pod prąd. I to już jest coś. Ale on nie dość, że zagrał historią, to jeszcze opowiedział nam przy pomocy tej rzeczywistości świat, świat nie tylko ten, który też mamy tu i teraz, ale świat uniwersalniej. Bo kłamstwo, systemy służące tłamszeniu nas, nie były czymś wyjątkowym w historii. One otaczają nas cały czas, nie tylko w Rosji, która tym się różni do Związku Radzieckiego z czasów katastrofy, że systemy niewolenia i fałszowania rzeczywistości są w niej dziś trochę bardziej elektroniczne. Ukrywanie przed nami informacji, przekręcanie ich, używanie fejkniusów, żeby namieszać nam w głowach i zamiatanie problemów pod dywan to coś, z czym żyjemy cały czas. HBO wyprodukowało więc serial interesujący na wielu poziomach i nie sposób go przemilczeć. A przy okazji rozpętało, bardzo potrzebną obecnie, dyskusję na temat energii jądrowej.

Dla mnie wydarzeniem była oczywiście publikacja kolejnego tomu Czarnej Kompanii. Ale to bardzo prywatne święto.

Tyle ode mnie. Oczywiście, rozpisałem się jak głupi, popadłem w retrospekcje, dywagacje i samouwielbienie, nie wspominając o słowotoku. Mam cichą nadzieję, że ktoś gikzowiczów znajdzie siły, aby to przeczytać i może nawet zagłosować. Przekonamy się. Jeśli nie, to w tym roku nie wygra Wiedźmin, a to już coś.

Dodaj komentarz



45 myśli nt. „Siedem ton rdzy

  1. lemon

    W Hellblade grałem i nawet mi się podobało, tylko czy to było w tym roku? Chyba jednak w zeszłym.
    Kończę właśnie Plague Tale: Innocence i to jest ciekawa rzecz dla fanów singlowych skradanek, gier ładnych i z naciskiem na fabułę. To moja pierwsza nominacja. Na drugim miejscu wymienię jak zwykle Football Managera, bo i w tym roku ukradł mi kilkadziesiąt jak nie więcej godzin. Trudno sobie w grudniu przypomnieć, co się ogrywało minionej zimy lub np. w wakacje. Na krótko, ale intensywnie, wciągnął mnie Ghost Recon Wildlands; z umiarkowaną przyjemnością zagrałem w Mass Effect Andromeda, a w ramach nadrabiania zaległości rozpocząłem znajomość z serią God of War, przechodząc zremasterowaną jedynkę na PS3. I to tę ostatnią nominuję jako trzecią grę.

    Wy pamiętacie pod koniec roku, co w takich podsumowaniach wymienić? Prowadzicie jakieś listy? Zawsze mam z tym problem.

  2. Daniel14223

    Hoho bosman!
    Pamiętam gamecornera, pamiętam jak powstawał gikz, pamiętam dołożoną dyszkę w pierwszych dniach życia gikza. To były czasy!

    Dla mnie w tym roku odkryciem był Switch, z racji przeprowadzki w nowe miejsce, i wspaniałe The Legend of Zelda: Breath of the Wild . Odkryte z opóźnieniem, ale jakże to jest wspaniała gra. Skradła mi lekką ręką ze sto godzin a dla mnie przeleciało jak dwadzieścia.
    Poza tym przed przeprowadzką ogrywałem jak szalony DIRT Rally i F1 2019 z racji mojego samochodowego zboczenia. Obie różne od siebie tak jak to możliwe, zarówno pod względem rodzaju sportu jak i samego podejścia do rozgrywki, ale obie wylewające na gracza frajdę wiadrami.

  3. maladict

    Moje głosy nikogo nie zaskoczą. Pierwszy na Europę Universalis IV – bo oczekiwanie na kolejny wielki update, który zamiesza wszystkim i popsuje sejwy tak że nie warto zaczynać nowej gry umila mi mod z extended timeline (2-9999). Nie próbowałem jeszcze uratować Rzymu przed upadkiem, ale póki co prowadzę pewne niewielkie (znaczy na samym początku niewielkie) plemię słowiańskie ku świetlanej przyszłości i światowej dominacji.
    Drugi na XCOM 2, bo póki co, uważam tę grę za szczytowe osiągnięcie ewolucji taktycznych TBS-ów. Co prawda powoli mi pada pod ciężarem modów, ale mody są niezbędne. Wyobrażacie sobie, żeby nasz SPARK mówił innym głosem niż głos HK-47?
    Trzeci. Hmm (że tak zacytuję Wiedźmina)… niech będzie Talisman, bo na jesiennej wyprzedaży kupiłem dodatek od czapy i okazał się naprawdę fajny. Plus odkrycie opcji ‚sudden death’ i guzika do przyspieszania rundy AI uczyniło grę mile grywalną w wersji solo.
    Zjawisko lub wydarzenie? Ostatnio coraz mniej mnie cieszy i nie wiem czy to świat schodzi na psy, czy ja zaczynam tetryczeć. nie wiem. Jak mi się coś przypomni to zedytuję.

  4. Daimonion

    Pewnie, że pamiętam Gamecornera! I nawet ludzi, których od przedwojny już tu nie ma. Szkoda, że tak pusto, bo ja się na strimy i diskordy nie piszę.
    Nominuję „The Elder Scrolls Online”, bo jest lepsze od „Skyrima” i „Obliviona” (wystarczy tylko olać, że to MMO i starać się ignorować postacie innych graczy, a wówczas jest naprawdę nieźle).
    Miałem ambicję, żeby nominować Pillarsy, ale oczywiście po raz kolejny uświadomiłem sobie, że nie cierpię izometryków, choćby sam mistrz Avellone przy nich majstrował. W życiu tego nie skończę i nigdy nie pochwalę. Ale chęci były, słowo.
    W sekcji literackiej najgoręcej polecam „Egipcjanina Sinuhe”, bo mnie dosłownie znokautował. Jedna z najlepszych, najpiękniej napisanych powieści, jakie w życiu czytałem.
    W sekcji filmowej – nadrobiłem „Gotham” i nominuję Pingwina. Wiem, że to mało oryginalne, ale ten facet jest po prostu genialny.

  5. Revant

    Ale stare krypy się tu zbierają i wspominają :P to dołączę i ja :D moje krypy ad 2019:

    1. Resident Evil 2 Remake. Boski powrót zombiaczków w pysznym sosie nostalgiczno-graficznym. Miodzio!
    2. FIfa 20. Serio ;-) jestem antyfanem wszelkich sportów (nawet tych z e na początku), a tutaj jakoś tak zaskoczyło, ale jednak inaczej niż u reszty. Otóż gram w w fifke jak w rpga :-D serio! stworzyłem sobie awatara, włączam kampanie pojedynczego gracza i robię karierę niczym Ronaldo. Rozwijam staty, wkurzają mnie towarzysze z szatni, a nawet zrozumiałem o co chodzi z tym linczem na grę naszej kadry.
    3. The Division. Nareszcie przysiadłem i zwiedziłem New York City. Kampania wreszcie ukończona, a oczy nacieszyły się cudownym klimatem zimy i swego rodzaju apokalipsy…

    Z poza growych nominacji :
    1. Joker – nie ma co więcej pisać.
    2. Brooklyn 9-9! Netflix podrzucił mi ten serial i wsiąknąłem. Na początku specyficznie, a później nie można obyć się bez Jake’a i jego paczki z komisariatu :D
    3. Adam Driver. Jako aktor. Widziałem go trochę w Dziewczynach, jest perłą w szambie nowych SW, a ostatnio zachwycił mnie rolą w Historii Małżeńskiej. Podobno w 2020 ma zmierzyć się w średniowiecznym pojedynku z Mattem Damonem w reżyserii Ridleya Scotta ^_^ can’t wait!

    Damn, ale mało japońszczyzny jak na moje gusta O_o ale cóż – nic ciekawego w tym roku nie wpadło, bo przede mną seans Code Geass: Lelouch of the Ressurection! All hail Leloulch!

    Ps. Jestem zawiedziony bosmanie. Myślałem, że choć raz pomylisz mój nick z imieniem wielkiego Sitha :P

  6. Nitek De Kuń

    W sumie to cały Switch #switchowcy4life, z którego mógłbym tak siedzieć i wymieniać, i wymieniać, i wymieniać.

    Niemniej w tym roku najwięcej godzin poszło zdecydowanie w:

    Szalone 130h+ w Xenoblade Chronicles 2
    Dead Cells i wmontowane weń 100 godzin z okładem
    a żeby smutno nie było, najwięcej potyczek w multi przegrałem w Call of Duty: Modern Warfare oraz Playerunknown’s Battlegrounds
    Jeszcze The Forest , który okazał się najlepszym survivalem ever, zaraz obok Subnautici

    Nieśmiało dorzucam też Blade Runner na GOGu, którego można ograć z napisami i w kolorze, a przy okazji zęby sobie wybić na klimacie, który nadal zeń wycieka, choć graficznie to jednak ból.

    Ale wiecie, ze Switcha to mógłbym wymieniać i wymieniać.

    I wymieniać.

  7. Szmatan

    Coś niesamowitego jest w tych rdzawych podsumowaniach. Może to, że możemy nominować jakiekolwiek gry, bez względu na rok wydania (po tylu latach już się nie śledzi na bieżąco, co wychodzi; może poza kilkoma mega-premierami), bez względu na urządzenie. A może to tylko przyjemność z przypominania sobie, z czym miało się najwięcej przyjemności w tym roku? :)

    Anyway, U mnie jest dość prosto:
    1. Into the Breach – proste, acz wciągające. Spędziłem w niej 35h i przestałem – nie widzę sensu w poświęcaniu więcej. Ale wspomnienie dobrej zabawy pozostało ;)
    2. Xcom 2 – i te misje, które ładowało się po 10-15 razy, by criticale w hakowaniu mechów weszły. Jestem fanem od pierwszych Xcom’ów i chyba tak już zostanie (w odróżnieniu od Red Alertów, których fanem być przestałem).
    3. Brawl Stars… Co?! Gierka na komórkę? Nie jest to mój prywatny wybór, ale muszę oddać grze co jej. To pierwsza gra, w którą grały trzy pokolenia siedząc na kanapie (ja, mój syn i mój ojciec – wszyscy namówieni przez mojego 8-letniego syna). I wszystkim sprawiało to frajdę :)

    Honorowe wspomnienie należy się nowemu Modern Warfare – zagrałem w Betę i była świetna. Po kilku dniach beta się skończyła, a ja wróciłem do Overwatcha.
    Z kolei zawód roku to chyba RDR2. Przeszedłem, ale była to najnudniejsza gra ostatnich kilku lat. Czekam na GTA VI, by zatrzeć złe wspomnienie.

    Btw – popieram Revant’a w nominacji Adama Drivera. W Blackkklansman był wyśmienity, w Marriage Story doprowadzał do skrajnych emocji. Super koleś :) Właśnie mam obejrzeć jego wystąpienie na TED talks, gdzie opowiada swoją historię o przejściu z Marines do Holywood.

    PS.
    Cóż za niesamowita seria – po kilku latach bez komentarza, to już drugi wpis pod rząd, który komentuje!

  8. jodla

    2 artykuł na Gikzie w ciągu tygodnia, Bosmanie, czynisz świat lepszym!

    Z gierek ogrywanych w tym roku, to zdecydowanie najczęściej wracam do Battle Brothers. Nie wiem co tak mnie w tej grze urzekło. Może niezbyt rozbudowany, ale bardzo przednio napisany lore, może prosty, ale taktyczny system walki. A może to, że można pograć 10 minut, a można 3 godziny i dalej się nie nudzi :D

    Kolejna to istny oldtajmer – Roller Coaster Tycoon. I chodzi tu o pierwszą wersję, aczkolwiek ogrywaną na telefonie. Idealny port, cała funkcjonalność zachowana, kontrola palcami w żadnym stopniu nie wadzi, a możliwość budowania swojego parku idealnie zabija czas w podróży…

    No i niezmiennie od kilku lat PUBG jako multiplejerowy wypełniacz czasu.

  9. luk0i

    Hej,
    Pamiętam (byłem jednym z 2-3 który podbijali komentarze pod ostatnim artykułem na Gamecornerze…), byłem przy narodzinach Gikza, zaglądam. do dziś :D

    Co do typów…
    Największą ilość godzin gry (oprócz Dune 2) wtopiłem chyba w Guild Warsy pierwsze, które ciągle działaja i ciągle mają się świetnie. Zajrzałem i zniknąlem znów na jakieś 50h+. Więc to mój nr 1.
    Nr. 2 jest XCOM 2. Long war uczynił z tej gry prawdziwy majstersztyk. Zbieram się powoli, żeby zagrać ponownie, tylko jeszcze muszą obczajić jak wywalić ostatni dodatek…
    Trzecim typem (typkiem) będzie chyba odkrycie ostatnoego czasu. Gdzieś/kiedyś (nawet nie wiem skąd) kupiłem grę Tower of time . Naprawde daje radę i serdecznie polecam.

    Więc najlepszego i najprzyjemniejszego!

  10. PeteScorpio

    U mnie rok 2019 w popkulturze minął pod szyldem Parku Rozrywki imienia Martina Scorsese ;) i czuję się z tym całkiem dobrze.

    1. Tom Clancy’s Ghost Recon: Wildlands – wspaniała kooperacyjna przygoda. Walka z meksykańskim kartelem narkotykowym Santa Blanca na terenie Boliwii pochłonęła mnie na wiele wiele godzin, głównie przez ten klimat. Żeby było go jeszcze więcej potrafiłem nawet wystylizować towarzyszy broni na bohaterów filmowej serii Sicario.

    2. Rage 2 – połączone siły Avalanche Studios i id Software stworzyły zwariowanego sandboxa okraszonego miodnym strzelaniem, obok którego nie mogłem przejść obojętnie. Była to idealna przystawka przed innym szalonym shooterem, którym miał przyjść kilka miesięcy później.

    3. Borderlands 3 – danie główne, wisienka na torcie, zwał jak zwał. Gra w którą grałem najwięcej i najchętniej w tym roku. Tytuł ten przywrócił sentyment do drugiej części ogranej x lat temu z gikzową ekipą :* , ale trójka to nie tylko odgrzewany kotlet. Dostaliśmy jeszcze więcej absurdalnych i pokręconych broni, więcej pojazdów i szybsze tempo, oj dzieje się. Jest dobrze, a pewnie będzie jeszcze lepiej gdy gra, idąc drogą poprzednich część, w pełni pokaże pazurki wraz z dodatkami.

    Z poza świata gier muszę wyróżnić film-wydarzenie, czyli Avengers:Koniec Gry . Zwieńczenie gatunku, który odmienił filmowy krajobraz na zawsze.W kontekście najnowszej części Gwiezdnych Wojen, to właśnie bracia Russo pokazali jak należy kończyć filmową sagę.

  11. Obledny

    Ja w tym roku bede straszny i… no nie, dowcipu nie opowiem, ale bede nominowal dziwne rzeczy.

    Po pierwsze ani EU ani Crusader Kings, bo nie gralem.
    Po drugie nie CIV 6 mimo ze gralem calkiem duzo ale nie wiem, nie zdobyla mojego serduszka (Bosmanie ty byles fanem tej serii, pisales gdzies cos na temat CIV 6?)
    A wiec nominacje zaskakujace glownie mnie:
    1) Apex legends- gra ktora uswiadomila mi jak bardzo nie umiem w strzelanki, momo ze ciagle plone do nich uczuciem. No ale trenowalem pracowicie prawie caly rok i moje K/DR jest juz moze powyzej 0,5. (sukces znaczy sie)
    2) Pillars of Eternity 2- jako jedyna gra ktora stanowila alternatywe dla apexa
    3) XCOM 2- bardzo fajnie mi sie gralo przed Apexem, no ale nie skonczylem bo APex :)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Obledny

      Jestem wielkim facem Civki, ale po paru dosadnych słowach którymi mój brat zjechał 6 nawet mi się do niej siadać nie chciało. Na własny użytek stworzyłem zasadę, że z Civką jest trochę jak z Windowsem. Jak wiadomo co drugi nie wychodzi. W przypadku zaśCiv co trzecia. Tak, przy Trójce bawiłem się najsłabiej.

  12. Tichy

    1. Wiedźmin 3 – bo w końcu, po latach grania, przerywania, zaczynania od początku – skończyłem. A w każdym razie podstawkę + Serce z kamienia. Na Krew i Wino nie mam już siły. Może kiedyś.
    2. Spiderman – moja pierwsza platyna na ps4. Przyjemna, nieco głupawa, ale dająca radochę. Fajnie się skakało. Batmany od Rocksteady lepsze, bo zabawniejsze, ale Spiderman też spoko.
    3. War thunder – coraz bardziej nie umiem w tą grę, ale co jakiś czas wracam coby sobie polatać i postrzelać. Przyjemne, póki się nie spadnie.

  13. Yosh

    - Jade Empire – niesamowita meta historia, byłem przypadkowo w Chinach na JEDNEJ górze i okazała się górą Jadeitowego Cesarza (tak jest tam tego więcej… ale i tak cieszę się że zagrałem przed)

    A takze sporo w gry powiązane z panem którego teraz się nie lubi
    - Privateer 2 – piękny patch community – same się płyty zmieniają, Clive Owen bez przeplotu – yay!
    - Strike Commander – bo chciałem zobaczyć czym mogłby być Squadron 42 gdyby był :)

  14. mr_geo

    U progu kolejnego wyjazdu służbowego który mnie odetnie od sensownego internetu na circa 2 miesiace w jakimś – pardon my French – zadupiu Afryki przedstawiam swoje typy

    Gry (w kolejności przypadkowej):
    Valkyria Chronicles 4 (PS4) – za zaskakująco wyważony miks anime i taktycznego turowego strzelania. Pierwsza część już kiedyś omal co się otarła o moją osobistą nominacje, ale sterowanie na PC pociągnęło ją w dół. Teraz, ponieważ ogrywane na kontrolerze nie było tego problemu. Podobne do VC1, momentami aż do granicy plagiatu i czasami baaardzo „anime-stereotypowe”, ale zapewniło mi świetną rozrywkę.

    Hearts of Iron 4 (PC) – nie ogarniam połowy albo i więcej tej gry. Moje planowanie strategiczne można streścić puentą dowcipu o Chińczykach („Po lewej puścimy 50 dywizji, po prawej 85, a środkiem czołgi”. „Ale wszystkie trzy??”). I nie przeszkadza mi to podbijać Europy Grecją albo tworzyć Republikę Polską (opiekuńcza autokracja) od Cieśnin Duńskich do Władywostoku która w sojuszu z Królestwem Irlandzkim i Caratem Bułgarskim bije się o wpływy w Ameryce Południowej z Socjalistyczną Republiką Chilijsko-Kubańską.

    Medieval 2 Total War + Third Age mod (PC) – Sauron? A kto to jest, uprzejmie zapytuję, Sauron? A, to ta popierdułka co siedziała w tym Mor..coś tam i którą moje Królestwo Arnoru rozdeptało jak żabę razem z tymi żałosnymi orkami z Gundabadu i tymi z Isengradu co to myśleli że mogą potomkom Numenorejczyków podskakiwać. Wypad mnie z Ardy frajerzy, bo się jako nowy władca Śródziemia zdżaźnie, a ten pirścionek to sobie możecie wsadzić tam gdzie słońce…

    Honorable mention:
    Dragon Quest Builders 2 (PS4) – gra kolorowa, niepoważna, kreskówkowa, zginąć się w niej nie da, „klon Minecrafta”. Wszystko to prawda. I z tym wszystkim: absolutnie za-je-bi-sta. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem taką prostą i… dziecięcą? radochę z grania.

    Filmy / seriale:
    Dziwny to był rok jeśli chodzi o ten kawałek rozrywki. Jakoś tak się złożyło że jeśli coś oglądałem to były to raczej rzeczy sprzed kilku albo i nawet kilkunastu lat (z nowości był ofkors Wiedżmin, ale oględnie rzekłszy nie porwał mnie swoją maestrią…).
    Gdy się nad tym zastanowiłem to ze sporym zaskoczeniem sobie uświadomiłem ze w tym roku to jakoś tak wyszło że najlepiej z seriali które obejrzałem bawił mnie Star Trek: Voyager. A je przecież nawet nie lubie Star Treka… Przyznaje, niektóre odcinki z premedytacją przewijałem po pierwszych 10 minutach bo nie mogłem znieść ich słodko-pierdząco patetycznej startrekowatości, ale było ich tylko parę i tak w ogólności to obejrzałem wszystkie 6 czy 7 sezonów właściwie ciurkiem. Pogłoski jakoby miało to coś wspólnego z obcisłym wdziankiem i dużym… ekhem, poczuciem humoru Seven of Nine stanowczo dementuję jako kłamliwą propagandę!
    Z filmów bardzo pozytywnym zaskoczeniem było Maleficient (po polsku to chyba było „Czarownica”). Spodziewałem się jakiejś kolejnej mielonki a’la Holyłut zrobionej z klasycznej baśni, a dostałem film całkiem inteligentny, dobrze opowiedziany i momentami zaskakująco mroczny.

    Książki:
    Od paru lat mam fazę czytania biografii albo powieści do biografii zbliżonych. W tym roku ten gatunek reprezentowało „Magnificient Desolation: The Long Journey Home from the Moon” czyli biografia Buzza Aldrina. Ciekawa dlatego że koncentrująca się nie na locie na Księżyc, ale na tym co było potem. I pokazująca obraz daleko odbiegający od wizji bohaterskiego astronauty którym karmiła nas pop kultura. Książka szczera (czasami aż do bólu) i bezwzględna w ściąganiu pozłoty z postaci bohatera, ale jednocześnie bardzo optymistyczna w wymowie – bo pokazująca jak wielką siłę i pasję może wyzwolić w człowieku idea i z jakich dołów może go wyciągnąć.
    Oprócz tego stale i nieustająco Lem. Powoli zbliżam się do upragnionego stanu czyli posiadania jego dzieł wszystkich wydanych w porządnej formie i jednolitej szacie graficznej. A lektura jego książek (w tym roku, po kilkuletniej przerwie odświeżyłem sobie „Głos Pana” i „Eden”) utwierdza mnie w przekonaniu, że to był pisarz zjawiskowy i geniusz konstruowania fantastycznych światów i fabuł minimalnymi środkami.

  15. aryman222

    GRY:
    1. Wiedźmin 3 – nie grałem w 2019, ale nie sposób nie klęknąć przed hegemonem, który zniszczył we mnie radość z grania w inne RPGi. Nadal się nie podniosłem – w co bym nie grał, to wcześniej czy później pojawiają się myśli typu: „taki quest u REDów by nie przeszedł…”, „te dialogi pisał chyba stażysta/student…”, ” nic nie czuję…”, „czy ja jestem za stary, czy to ta gra jest zrobiona dla gimbazy?”.
    2. Hearts of Iron 4 – niczym toksyczna ex, o której masz piękne wspomnienia, ale i niesamowicie kijowe. Ruszyłeś już wprawdzie ze swoim życiem dalej, ale czasem (kiedy nikt nie patrzy) rzucasz okiem na kilka gorących zdjęć…
    3. Battlfield 3 – graliśmy ostatnio trochę w najlepszy (ze współczesnych) BFów i nadal daje (tak bardzo!) radę. Fantastyczna gra.

    NIE GRY:
    1. Avengers: Koniec gry – jestem fanem tego co Marvel robi w MCU, a Endgame jest ukoronowaniem 10 lat pracy z bohaterami. I love you 3000.
    2. John Wick 3 – lubię blockbustery Marvela, ale też cieszę się, że wciąż powstają filmy mniejsze, gatunkowe, które są w swoim obszarze zajebiste. Taki był JW3 – po prostu morderczy balet :)
    3. The Boys – największe zaskoczenie i najbardziej odjechany serial jak oglądałem w tym roku. Nie wiem, czy to najlepszy serial 2019 (jeszcze nie widziałem Watchmenów, ani kilku innych określanych jako doskonałe), ale od czasu 1 sezonu Happy! nie bawiłem się tak dobrze (i niegrzecznie) przed TV.

  16. Mettar

    Co do gier to pierwsze miejsce zdecydowanie Escape from Tarkov, mimo ogromnej masy bugów i wszystkiego co nie działa to gra wciągnęła mnie na długie godziny i zepsuła mi frajdę z grania w inne shootery. Druga gra to Sekiro, satysfakcja z ubicia kolejnego bossa jest niesamowita i wnosi fajny powiew świeżości do soulslike’ów. Więcej gier już mi jakoś nie zapadło w pamięć chyba.
    Co do filmu to zbyt oryginalny nie będę bo najbardziej podobał mi się Joker, aczkolwiek najbardziej pozytywnym zaskoczeniem był fanowski wiedźmin Pół Wieku Poezji Później, gdyż spodziewałem się czegoś znacznie gorszego.

  17. furry

    Kurczę, ja w tym roku słabo. Nie wciągnął mnie ani trzeci Wiedźmin, ani Kingdom Come. Zaciąłem się jakoś na XCOM-2. Na początku roku grałem w najlepszą grę 2019 i 2018, czyli Prey. Niby strzelanina, ale dużo elementów RPG, podobno takie gry nazywają się „immersyjny sim”. Serio, spróbujcie, jeśli nie znacie, gra nie ma nic wspólnego z tą starą strzelanką o dinozaurach, powinna się nazywać System Shock 3, albo, nie wiem, Neuroshock. Achtung! Jest nawet demo na Steam.

    Nawet mógłbym napisać recenzję, tylko muszę sobie odświeżyć.

    Poza tym większość czasu na granie w tym roku przejęła znowu seria Borderlands, a jako że Epica się nie lękam, to na własnej skórze przekonałem się, że Borderlands 3 jest dobrym rozwinięciem serii, a moja GTX 750Ti pozwala na grę na takich sobie, ale akceptowalnych, he he, ustawieniach.

    Książkowo wsiąkłem w świat Expanse i choć to chyba ten rzadki przypadek, że ekranizacja przewyższa pierwowzór, to zanim zabiorę się za kolejne sezony serialu, dokończę książki. Tym bardziej, że MAG wydał już prawie wszystkie przygody załogi Rosynanta.

    Jeśli chcecie spróbować czegoś tegorocznej noblistki, to Opowiadania bizarne to kawałki dobrej fantastyki, choć autorka się z tym nie obnosi.

    A, i jeszcze nowe, zyskowe wydania Kurta Vonneguta. Zapomniałem jak gość dobrze pisze, akurat wyszła Matka Noc, to sobie kupiłem prezent gwiazdkowy i delikatnie się wciągnąłem. Zobaczcie sobie np. okładkę „Syren z Tytana” – śliczności.

    1. Yosh

      @furry

      Tegorocznej noblistki czytałem też kiedyś taką fantastykę: „Anna In w grobowcach świata” – całkiem niezłe.

      A Expanse właśnie rozgrzebałem (książki), serialu boję się,- nie że książki zepsują, czy mały budżet – moja wyobraźnia za bardzo chłonie „obraz” i potem spać nie mogę ;) . Natomiast jak się ją nakarmi tekstem to jest akurat.

  18. Tasioros

    Żeby kurde nie mieć czasu krótkiego posta napisać, dokąd to życie tak pędzi… ale do rzeczy!

    1. Wiedżmin 3: Dziki Gon (plus dodatki) – tak jak odgrażałem się w artykule http://www.gikz.pl/artykuly/piec-zdan-na-piatek-troche-sie-nazbieralo/, tak bez chwili zawahania nominuję naszą rodzimą produkcję. Zajęło mi to 7 miesięcy, ale przeszedłem całość. Przez pierwszą część roku grałem praktycznie tylko w to, i co najważniejsze, cały czas z wielką ochotą i przyjemnością. Świat gry i jej klimat pochłonął mnie całkowicie. Wielka i wspaniała produkcja. A dodatek „Serca z kamienia” jest po prostu znakomity (każdy kto poświęcał choć minimum uwagi na lekcjach języka polskiego powinien go docenić).
    2. Forza Horizon 4 - w ramach bardzo fajnej promocji Game Pass Ultimate na 3 miesiące za 4 złocisze, mam okazję głębiej poznać grę, która zaciekawiła mnie demem jakiś czas temu. Ależ to grywalne i momentami dosłownie piękne. Mnóstwo ciekawych zadań, wyzwań, wyścigów i czego by tam jeszcze w grze samochodowej nie upchać. Choć kretyńskie ciuszki i „cieszynki” mogliby sobie darować, ale to szczegół. No i kilkaset pięknie odwzorowanych aut. Każdy znajdzie coś dla siebie. Można współzawodniczyć w żywymi graczami, ale można też całkowicie to olać. Olać można nawet tradycyjne wyścigi, a i tak znajdzie się masę zabawy. Wspaniałe dla relaksu, acz o wyzwanie też nie trudno dzięki wielu ustawieniom poziomu trudności.
    3. Grand Theft Auto 5 - lubię takie gry po prostu. Każde poprzednie GTA ograłem, gdy tylko nadarzyła się taka okazja. Jestem aktualnie w trakcie zabawy. Tu widać na co poszły grube miliony podczas produkcji. Mnóstwo detali i smaczków, wielki, zróżnicowany teren, no i przede wszystkim naprawdę dobre cutscenki, a w nich postacie ze świetnym voice-actingiem (czy może nawet aktorstwem?). Trevor, warto było na ciebie czekać. Cóż za pięknie pojebany typ (wybaczcie za podwórkową łacinę). Mam nadzieję, że fabuła nie zawiedzie.
    Tak więc niemal same niszowe, małe gierki :) Choć tak naprawdę parę mniejszych ograłem i każda w jakiś sposób za serce chwyciła: „Inside”, „RiME”, „The Vanishing of Ethan Carter” czy świetne „What remains of Edith Finch”. No cóż, w tym roku wysokobudżetowe produkcje u mnie wygrały, bo bronią się gameplayem i ogólną jakością. Gdyby „Batman: Arkham Knight” był ograny przeze mnie trochę później, miałbym tutaj wszystko z roku 2015. Ale za to jest jest część 3, 4 i 5. Co w sumie jest trochę przerażające.

    Seriale, co by tu nominować… „True Detective 3″ – nie wiem. „Wiedźmin” – raczej nie. „Mindhunter 2″ – na pewno nie. Mimo wszystko „Mr. Robot 4″ (o matko, w serialach też wyszedł mi zestaw kolejnych cyfr – 1, 2, 3, 4). Piszę „mimo wszystko”, bo ostatni sezon całościowo nie był (aż) tak zwarty i dopieszczony jak poprzednie. Miał lekki spadek jakości w dwóch odcinkach, zawierał typowy zapychacz oraz parę pomniejszych rozwiązań bez polotu jak w każdym zwykłym filmie „made in USA”. Ale poza tym znów mogliśmy obejrzeć niezłą zabawę formą (odcinek 5 – choć tu było zbyt wiele naciąganych sytuacji, czy wyborny odcinek 7), przy całkowitym zachowaniu sensu. Nawet tytuły odcinków (kolejne kody odpowiedzi serwera HTTP) miały swoje wyraźne odzwierciedlenie w ukazanych sytuacjach. Serial przemyślany i zaplanowany od początku do końca. Czy zakończenie wyrywa z kapci? Jeszcze nie wiem. Może i tak, ale bardzo powoli. Muszę jeszcze trochę to wszystko przeanalizować. To już nie jest nagły twist fabularny jak w poprzednich sezonach, tylko niby oczywiste, zwykłe wytłumaczenie.

    Filmy? Niewiele oglądałem, więc dobrze, że pojawił się „Joker”, bo w przeciwnym razie mógłbym wskazać na „Zombie Express” („Train to Busan”).

    Książki. Znów słabo w tym roku z czytaniem. Przed wiedźmińskim serialem postanowiłem odświeżyć sobie dwa pierwsze tomy opowiadań. Patrząc teraz na serial, mógł to być lekki błąd, bo widać gdzie się przyłożyli, a gdzie się wyłożyli. Ale czytało się nad wyraz przyjemnie.

  19. michau

    W tym roku growo znów wracałem do tego co już znam(powtórka Maski Zdrajcy chyba siadła mi najlepiej, a i podstawowe Neverwinter Nights 2 wydało mi się jakieś lepsze niż kiedyś), obejrzałem to co wszyscy (fajny ten Czarnobyl, a i Joker miły, ale największą frajdę sprawiło mi odkrycie jak bardzo podobnie są te produkcje udźwiękowione ;D) i przeczytałem mało (Sapiens Harariego, Na południe od Brazos,Amerykańscy Bogowie, coś ze Świata Dysku i niewiele więcej).
    Ale w przyszłym roku szykujcie się na Wiedźmina 3, bo mam zamiar kupić se konsole i nadrobić dwie ostatnie generacje. Na razie skłaniam się w stronę Xboxa z uwagi na pada i kompatybilność wsteczną, ale jeśli ktoś tu się zna i wie lepiej, to dobra rada będzie mile widziana.

  20. Probabilistyk

    Przerypane będzie zebrać te głosy patrząc jaki jest rozstrzał. Także, ekhm dorzucę swoje tytuły:
    1) Mega krypa – cała Trylogia Mass Effect – ach jakby chciał dostać pełnoprawny remaster, albo lepiej – remake! Trzeci raz przechodziłem i trzeci raz świetnie się bawiłem. Na reszcie mogę schować PS3 do szafy.
    2) Giga krypa – Uncharted (remaster), ciągle ogrywam – w tym roku 1szą część. W 2020 kolejne. Teraz rozumiem zamiłowanie Bosmana do czerwonych beczek ;-)
    3) Assassin’s Creed Odyssey – ciągle ogrywany i przez ilość dostępnych „znajdziek” pewnie jeszcze długo. Oddanie greckiego klimatu jest mocno urzekające.

    Z nowszych rzeczy, niedawno zrobiłem SWJ: Upadły zakon, ale był tak bardzo, taki se, że wolałem wrzucić AC:Odyssey na podium.
    Gdzieś tam RDR2 pyknął, ale to zbyt świeże by weszło na listę. Jak zrobię ponownie na PC to się zgłoszę. Poza tym lepiej idzie mi dodawanie nowych gier do kolekcji niż ich przechodzenie… chyba czas pomyśleć o jakiejś terapii ;-)

    Z nie-gier:
    1) Gra o Tron – w 2 miesiące pyknęła cała seria – piękny serial. Teraz rozumiem te wszystkie ochy i achy.
    2) Czarnobyl – kawał świetnej roboty by przybliżyć nowym pokoleniom jaką katastrofą jest „socjalizm”.
    3) Szkoła zabójców – serial który wolno się rozkręcał i pewnie przez to księgowi go skasowali… szkoda, bo był tam głęboko ukryty potęcjał.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Probabilistyk

      Szkoła Zabójców świetna! Szkoda tylko, ze po koniec poszli chyba (bo jeszcze nie czytałem całości) w inną stronę niż komiks i przez to nie dowiemy się jak zakończy się konflikt:(.

      W ogóle z tym kasowaniem seriali na podstawie komiksów jest coś nie tak. Kasację dostał też „Potwór z Bagien”, choć był naprawdę niezły, nie wiem czy nie najlepszy dla mnie z DC („Tytani” jakoś mnie nie porwali, a Doom Patrol, przy całej sympatii, jednak trochę za dziwny…).

      1. Probabilistyk

        @bosman_plama

        Tytani (I sezon) jak dla mnie OK – poprawny, ze słabym zakończeniem. Nic w moim życiu nie zmienił, ale czasu jaki mu poświęciłem również nie uważam za zmarnowany ;-) . Doom Patrol dopiero przerabiam, strasznie trudno się w niego wgryźć, dopiero po nim sięgnę po „Potwora” – dużo dobrego o nim słyszałem.

  21. banita

    Widzę że zwycięzca na gikzie może być tylko jeden. :P Za to kandydatów na resztę podium bez liku. Powodzenia w liczeniu głosów, bosman_plama. :D

    Mało grałem, na dodatek prawie w nic wysokobudżetowego. Może dlatego nie mam problemu z wyborem najlepszego tytułu 2019 ;D a zostało nim:

    1. Book of Demons.
    Mała gra (dosłownie – poniżej 1GB na dysku) – wiele radości. Nie jestem fanem gatunku h&s ani karcianek, a połączenie tych rzeczy (plus parę oryginalnych rozwiązań) wessało mnie już na ponad 100 godzin i to z pewnością nie koniec. Gra dopracowana w szczegółach (aktualizowana przez cały rok), z dużą ilością humoru, w świetnej oprawie. Z niecierpliwością czekam na kolejną księgę (Book of Aliens) z planowanych 7 w ramach projektu Return 2 Games.

    Na kolejnych miejscach też będą małe rzeczy i już mniej czasochłonne.

    2. Last Day of June

    Przejście zajmuje ledwie parę godzin, a zapadło mi w pamięć historią, muzyką, grafiką no i klimatem. Gdyby nie rozdawnictwo darmówek na epicu to pewnie nigdy bym nawet nie trafił na ten tytuł.

    3. RiME
    Te same zalety co w przypadku LDoJ.

    Poza tym wyróżnienia dla przygodówek: The Longest Journey (po 20 latach ciągle świetnie się w to gra, zwłaszcza z małym patchem na współczesne systemy) i Truberbrook (oryginalna oprawa wideo i momentami mocno twin peaksowy klimat) oraz dla King’s Bounty: Dark Side ( cała seria ma tę dziwną przypadłość, że potrafi wciągnąć na wiele godzin, mimo trącącej myszką oprawy, powtarzalnych walk i mało ciekawej fabuły)

    Filmów nie polecę, w kinie nie byłem od lat, a z telewizji musiałbym wymienić długą listę klasyków z lat 90-tych. Te nowsze na które trafiam to sam szajs. Z seriali widziałem tylko 2 sezony Narcos. Dobre i mocne. Książek kilka rozgrzebałem i żadnej nie skończyłem, komiksu w rękach nie trzymałem.

    Coroczny rytuał odprawiony to idę siekać potworki w Book of Demons. „Sha la la la lie – die, demons, die; Sha la la la lie – why won’t you die, tonight?…” :D

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @banita

      Wydawnictwo Czarne wydało (parę lat temu, ale chyba jest dostępna) książkę „Ameksyka”. Może Cię zainteresuje, bo traktuje o tym, co w „Narcos” jest w czwartym sezonie (a zaraz będzie w piątym). No i jest naprawdę dobra, chociaż opowiada o paskudnych rzeczach.

      EDYTA: Z przeliczenia na teraz wynika, że rzeczywiście zwycięzca jest tylko jeden. Ale… Nie ten, co sądzicie! Szykuje się przełom, skandal i szok termiczny:).

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @maladict

          Bo policzyłeś jednego nieuznanego Wieśka. W zasadach stoi: „głosujemy na trzy gry, w które najlepiej nam się grało w tym roku” a nie: „głosujemy na gry jakie nam sie podobają nawet jeśli w nie w tym roku nie graliśmy, ale liczy się, bo myśleliśmy o nich grając w inne gry”:)

          Wytrych był zacny, przyznaję: „1. Wiedźmin 3 – nie grałem w 2019, ale nie sposób nie klęknąć przed hegemonem, który zniszczył we mnie radość z grania w inne RPGi. Nadal się nie podniosłem – w co bym nie grał, to wcześniej czy później pojawiają się myśli typu: „taki quest u REDów by nie przeszedł…”. Ale nie przeszedł u jury:)

          Oczywiście, Aryman ma jeszcze cztery godziny, żeby odpalić Wieśka:).

  22. Mnisio

    gry:
    1. Civka 6. Tak, wiem, że komputer jest głupi, ale po instalacji rozszerzeń zassało mnie konkretnie.
    2. Volgarr the viking. Jak nie mam więcej czasu ta taka drobna rozwałka jest akurat.
    3. Rayman Origins. To z dzieciakami, ale na tyle wciągające, że się załapał.

    wydarzenia:
    Przypadkiem (leciało w tvp sport) trafiłem na mecz NBA, finał konferencji zachodniej z 97r. Pierwsza myśl – kto to będzie oglądał? Nie przełączyłem przez 2 minuty i już wiedziałem, że ja. Teraz wiem, że dzisiaj NBA to tylko cień dawnej potęgi, a winę oprócz komercji i reklam ponosi też salary cap.
    Opowieści z meekhańskiego pogranicza – na razie pierwsza część i jak pewnie wiecie jest bardzo dobrze.

Powrót do artykułu