V-day w D-day, czyli Hearts of Iron IV psim okiem – recenzja

fl0dA dnia 6 czerwca, 2016 o 15:45    36 

hoi4

„Ich will Meier heißen, wenn auch nur ein feindliches Flugzeug über Deutschland erscheint.”  Hermann Meier

Dzień dobry ptysie miętowe. Długo wyczekiwana inwazja na nasze dyski HDD (albo burżujskie SSD) nadeszła. Od dziś możemy się bowiem cieszyć pojawieniem się najnowszego Hearts of Iron (albo jak kiedyś chciał polski dystrybutor: Europa Universalis: Druga Wojna Światowa).

Nowa odsłona to zarówno dużo nowości i  sporo usprawnień do znanych nam z poprzednich edycji mechanizmów.

20160604080210_1

Zanim jednak przejdę do omówienia szczegółów, najpierw trochę ogólników. Hearts of Iron to nowa odsłona znanej serii Paradoxu, która traktuje o drugiej wojnie światowej. Strategia czasu rzeczywistego zrobiona na obraz i podobieństwo innych strategii Szwedów. Rozgrywka toczy się w latach 1936-1948 i skupia się głównie na militarnym aspekcie prowadzenia państwa, dodając do tego nieco zarządzania przemysłem i szczyptę polityki.

Jak w każdej innej strategii Paradoxu do wyboru mamy wszystkie państwa jakie aktualnie istniały. Od Albanii po Tannu-Tuwa. Wiadomo jednak że najwięcej zabawy przyjdzie nam podczas rozgrywki głównymi rozdającymi tamtych czasów czyli Wlk. Brytanią, Francją, USA, III Rzeszą, Królestwem Włoch, ZSRR, Japonią. Dla bardziej hardkorowych graczy fl0dA zaleca się grę Polską, Jugosławią, Rumunią ;)

20160604080212_1

Ja na potrzeby tej recenzji skakałem nieco po rożnych kampaniach ale najwięcej czasu spędziłem prowadząc dzielną Falangistyczną Polskę wyzwalając ukraińskie połacie spod panowania wszetecznych komunisótw oraz dzielną Armię Czerwoną, która deptała faszystowskie ścierwo ramię w ramię z naszymi komunistycznymi kolegami z Półwyspu Iberyjskiego.

Już samo to powyższe zdanie pokazuje jak bardzo nowa odsłona HoI różni się od swojej poprzedniczki. W poprzednich częściach bardzo ciężko było sprawić, by rozgrywka nie była zdominowana przez ramy historyczne. Teraz to wygląda zupełnie inaczej.

Gdy Zaczynamy grę Polską 1 stycznia 1936 roku trzeba podjąć już na starcie kluczowe decyzje co do przyszłości państwa. Zaczynamy jako kraj z mocno zacofaną technologią pancerną, praktycznie bez przemysłu stoczniowego, bez surowców. Polska zaczyna jako państwo z własną bazą Idei, nad którymi możemy pracować.

Idee, są to kolejne kamienie milowe, które określają w jakim kierunku zmierza nasz kraj. I tak np. dla Rzeszy są to m.in. Remilitaryzacja Nadrenii, Anschluss etc. Dla Polski pula jest zupełnie inna. Mamy rozwój Centralnego Okręgu Przemysłowego, Rozwój stoczniowy. Mamy też idee Polityczne, wzajemnie wykluczające się. I dzięki właśnie wyborom takich a nie innych idei moja Demokratyczna Polska, stała się 1938 roku Falangistyczną Polską. Przedzierzgnięcie się w brunatny kolor mundurów wytrąciło z rąk Niemcom powód do ataku, miast tego zaprosili mnie do Osi, przed Mussolinim!

20160604083916_1

To dało nam sposobność i czas by przygotować wielki „Drang nach Osten”. Tym sposobem płynnie przechodzimy do tworzenia jednostek i szeroko pojętej produkcji wojskowej.

Panie~! Czego tu nie ma. Bataliony zmotoryzowane, kawalerii. Czołgi lekkie, średnie, ciężkie. Niszczyciele czołgów, artyleria samobieżna i stacjonarna. Działa p-panc. Artyleria rakietowa. I oczywiście PFI (poor f***ing infantry). Do wyboru do koloru. Każda kombinacja możliwa. Na początku mamy dostępne podstawowe szablony jednostek, które różnią się między różnymi państwami. I tak np. grając Japonią dywizje piechoty mają do dyspozycji batalion czołgów lekkich. Wszelkie zmiany w schematach i tworzenie nowych schematów wymaga jednak poświęcenia na to doświadczenia wojskowego, które zdobywamy poprzez trening jednostek oraz poprzez walkę. Na początku ciężko o doświadczenie, z czasem jednak jest go tyle, że właściwie nie ma na co go wydać.

20160605000519_1

Tworząc dywizję pancerną, musimy naszych dzielnych wojaków do tych czołgów powsadzać. Trzeba te czołgi wytworzyć. To zmiana w porównaniu do poprzedniczek. System produkcji i wynikającej z niej konsumpcji surowców został przemodelowany. Dostępnymi surowcami nadal jest Ropa, Stal, Guma etc. Surowce jednak są potrzebne tylko do produkcji jednostek, późniejsze ich użytkowanie jest już darmowe. Dla przykładu, budowa czołgów pochłania jakąś ilość ropy i stali. Gdy już nasze tanki zjadą z linii produkcyjnej to, w porównaniu do HoI3, ich ruch nie pochłania już ropy.

Podobnie tworząc zwyczajne dywizje piechoty bez żadnego wsparcia, musimy im dać jakiś karabin żeby mogli zrobić chociaż porządne „prezentuj broń” i „salwą ognia”. Każdy karabin trzeba wytworzyć.

Cały ten osprzęt, który jest potrzebny by zawiesić naszą flagę na Bundestagu, Ermitażu czy gdzie tam sobie chcemy, tworzą nam fabryki wojskowe. Zadaniujemy ich pewną ilość i obserwujemy jak pula dostępnych czołgów, dział, samolotów etc. rośnie i rdzewieje w magazynach. Rdzewieje jednak do czasu, bo jak tylko wybuchnie wojna to najczęściej rzucamy na front co się tylko da.

W międzyczasie oczywiście rozwijamy nasz przemysł wojskowy i cywilny. Budujemy nową infrastrukturę, lotniska, porty, umocnienia. W tym aspekcie nie zaszły jakieś straszne zmiany. Cała gra, tak jak jej poprzedniczka, składa się właściwie z dwóch momentów: oczekiwania na wojnę i wojenną zawieruchę. Czasu do tego drugiego etapu jest zwykle mało i trzeba skupiać się na konkretnych gałęziach i ścieżkach, zaniedbując inne.

20160604140309_1

Najwięcej chyba zmian dotknęło sfery czysto militarnej. Gram w serię od pierwszej części i pamiętam jak żmudne było kierowanie każdą dywizją z osobna i walka w ten sposób. Mikrozarządzanie i klikfest poziom Paradox! Kolejne odsłony usprawniały ten mechanizm, jednak nigdy nie był on satysfakcjonujący dla mnie i dalej trzeba było pilnować wszystkiego. Najnowsza część znacznie zwiększa liczbę prowincji dostępnych na mapie, Szwedzi musieli więc dać nam w końcu działające narzędzie do zarządzania wojskami w skali makro. Udało się połowicznie. Usprawniono pomysł z trzeciej części gry z podziałem wojsk na teatry i poszczególne grupy uderzeniowe. Dano sobie spokój z milionem dowódców i skomplikowaną drabinką dowodzenia i sztabami armii. Od teraz jest prosto. Są generałowie, którzy mogą dowodzić 25 dywizjami, uczą się nowych umiejętności i zdobywają w miarę szybko doświadczenie. Są też Marszałkowie, który w zamian za to, że wolniej się uczą, mogą dowodzić nieograniczoną liczbą dywizji.

Przydzielając poszczególne armie mamy możliwość by automatycznie obsadzili front, który im każemy. Możemy dzięki temu w łatwy sposób kazać, na przykład szybkiej pancernej grupie obsadzić wąski odcinek frontu, a dużej liczbie jednostek piechoty pokryć resztę. Gdy nasze dzielne zielone/brunatne/czerwone wojsko mamy na froncie to pozostaje nam tylko zaplanowanie naszych uderzeń. Tu podobnie jak poprzednio „malujemy” pędzlem na mapie jakie prowincje mają zająć w wyniku ofensywy. Im wcześniej zaplanujemy taki atak, tym większa szansa jego powodzenia, bo za planowane ofensywy dostajemy premie do ataku.

Wcześniej napisałem, że ten nowy system działa połowicznie. Otóż niestety AI ma skłonności do zbyt dużej ostrożności i równomiernego posuwania frontu do przodu. Jeśli jednak mamy w sobie odrobinę szaleństwa jak generał Guderian to możemy naszym zagonom pancernym przełamać front i gnać do przodu by starać się zamknąć w kotle jak największą ilość jednostek. AI tego za nas nie zrobi. A przypominam tylko, że jedynym sposobem by całkowicie pozbyć się dywizji wroga, jest odcięcie ich w kotle i anihilacja.

20160604224951_1

Jeszcze większe zmiany zaszły dla jednostek morskich i powietrznych. W przypadku jednych i drugich wybieramy tylko regiony w jakich mają przebywać i ustalamy dla nich konkretne misje (jak polowanie na konwoje dla u-bootów, czy bombardowanie portów dla bombowców morskich) o resztę dba AI. Tu podobnie mam mieszane uczucia. Jeśli chodzi o strategiczne bombardowania czy panowanie w powietrzu dla myśliwców to jest to dobry pomysł ale wolałbym moim bombowcom nurkującym rozkazać pomoc wojskom lądowym w konkretnym miejscu i bombardować konkretne wraże dywizje tak jak to było wcześniej.

20160605000712_1

Jak już wspominałem, Hearts of Iron to dwa różne etapy, dwa różne światy. Etap pokojowej budowy i planowania i etap chaosu. To jest piękny chaos. Samoloty latają po całym obszarze działań. Co chwile dostajemy komunikaty o zatopionych konwojach morskich. Ofensywy są przeprowadzane szybko, bądź zamierają dzięki heroicznej obronie na liniach rzek. Co chwilę jest coś do zrobienia, coś do poprawienia. Początkowy ład w planowaniu bierze w łeb jak tylko wybuchnie pierwszy pocisk. To jest to co zawsze najbardziej lubiłem w tej serii gier.

Przyszedł czas na opisanie kilku rzeczy, które mi nie przypadły do gustu.

Wrogie AI jest w końcu mądrzejsze, chociaż i tak dosyć statyczne. W tej części jednak w końcu potrafi przeprowadzić morski desant, wielokrotnie byłem świadkiem jak alianckie dywizje lądowały w pobliżu Hamburga i przez nikogo nie niepokojone zdobywały niebroniony Berlin. W czasie mojej kampanii Polską, cały ciężar wojny z ZSRR spadł na moje barki bo dzielne niemieckie dywizje ugrzęzły we Francji i nie potrafiły poradzić sobie z połączonymi siłami aliantów. Gra przeszła duże zmiany, nie jest już tak historyczna, przez co jest bardziej nieprzewidywalna i ciekawa. Za każdym razem, jesteśmy świadkami innych wydarzeń. Wiele państw działa ahistorycznie i jest do odświeżające.

20160605204032_1

Skoro już przy państwach jesteśmy to muszę wspomnieć o rzeczy, która mi się OGROMNIE nie spodobała! Liczba państw, które mają własne Idee jest niewielka, bardzo niewielka..Wybór Rumunii czy Bułgarii nie ma obecnie większego sensu bo obydwa państwa mają takie same drzewka. Poszczęściło się tylko Polsce i to tylko dzięki premierowemu DLC. Nie podoba mi się ta polityka bo ogranicza przyjemność rozgrywki państwami innymi niż te sugerowane przy rozpoczęciu rozgrywki.

Podsumowując, najnowsze Hearts of Iron nie jest grą wybitną, jest grą dobrą. Potrafiło mnie przykuć do monitora na cały weekend co przypłaciłem kłótnią z żoną i spaniem w salonie na niewygodnej kanapie. Jest tu wiele ciekawych elementów, które na pewno zostaną w przyszłości rozbudowane i szczypta błędów, która musi zostać naprawiona w nadchodzących łatkach. Jest to jednak godny następna mojej ulubionej serii i już nie mogę się doczekać, aż zrzucę bombę atomową na Waszyngton. Co mi tam…i tak będę spał na kanapie!

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



36 myśli nt. „V-day w D-day, czyli Hearts of Iron IV psim okiem – recenzja

  1. maladict

    PFI=BPP
    Jedyny fajny ficzer jaki pamiętam z gry w HoI (nawet nie pamiętam, której części) było czasowe planowanie ataku. Wydawałeś jednostce rozkaz przybycia do prowincji o określonej dacie (z dokładnością do godziny) i voila. Brakuje mi tego w EU.
    A idee dla innych państw? DLC, panie, setki DLC.

  2. aryman222

    „Gdy już nasze tanki zjadą z linii produkcyjnej to, w porównaniu do HoI3, ich ruch nie pochłania już ropy.”
    - o matko bosko, częstochowsko! Czyli szturm na ZSRR traci połowę uroku?!?
    „Gra przeszła duże zmiany, nie jest już tak historyczna, przez co jest bardziej nieprzewidywalna i ciekawa.”
    - fajnie, fajnie, będe grał! Ale i tak „wersja definitywna”, czyli Black ICE wszystko przywróci na przewidywalne tory. I to też będzie zajbiste :) Tak, jestem jak ta żaba, co nie wie czy iść do pieknych czy mądrych :)

    PS Mi to wygląda na taką casualową wersję HoI, co w przypadku tak trudnej gry wcale złe być nie musi. Harcorowe rzeczy wrzucą modderzy, a uproszczony tytuł przyciągnie szerokie masy graczy (obecny wynik na Metacriticu – 88%; widać , że recenzenci zrozumieli grę), więc Paradox będzie miał finansową motywację do długiego wspierania tytułu (jak np. EU IV)

    1. fl0dA Autor tekstu

      @towarzysz

      jest tutorial jednak poleciłbym Ci na początek obejrzeć filmiki „Quill18″ albo „Arumba”. Pierwsze części let’s playów zawsze traktują mega wprowadzająco. Poświęcisz 30 minut a potem już sam ogarniasz. Poza tym na początek polecam rozgrywkę ZSRR. Nieograniczone możliwości rozwoju i produkcji militarnej i skupienie tylko na tym, by dość do Zatoki Biskajskiej.

      Sam bym nagrał taki let’s play ale po pierwsze nie wiem jak, a po drugie się wstydzę ;p

    1. Goblin_Wizard

      @Zwirbaum

      Zakończenie dzisiejszego odcinka przed samym początkiem wojny z ZSRR to już przesada. Cały odcinek nic się nie działo, a jak się miało zacząć dziać to się pojawiły reklamy! ;) Nie musisz aż tak kurczowo trzymać się tych 30min. Fajnie by było żeby w każdym odcinku dać trochę akcji. A tak w ogóle to fajnie się ogląda. Ilość komentarza akurat, ani za dużo ani za mało. No i przede wszystkim spokojnie, bez zbędnej egzaltacji. Tak trzymać!

      1. Zwirbaum

        @Goblin_Wizard

        No niestety, wychodzi że wczorajszy odcinek to był taki filler episode. ;) Staram się trzymać ‚mniej’ więcej 30 minut (46 minut w Rumunii mówi co innego :D ) bo dłuższe kobyłki, odcinki, mogą być ciężkie do strawienia dla niektórych, a i obawiam się że jakość mojego komentarza może być odwrotnie proporcjonalna do długości odcinka. :)

        No i bałem się że jak wybuchnie ta wojna ze Związkiem Radzieckim, to ciężko będzie znaleźć dobry moment na kolejne cięcie ;)

        Bardzo dziękuję za dobre słowo. :)

        (Jak ZSRR wywoła mi wojnę, to będzie trzeba odkurzyć pamięć o Radiu Erewań :P )

Powrót do artykułu