Stellaris – recenzja. Afera Stella Maris

fl0dA dnia 9 maja, 2016 o 16:00    32 

Stellaris

- Hm… Hm… A zatem dlaczego Stellaris wzbudza w nas zachwyt i miłość? Dlaczego płaczemy podczas ekranów ładowań i czytając ten cudny, wstęp o podboju kosmosu? Dlaczego, gdy słuchamy heroicznych, spiżowych dźwięków ścieżki dźwiękowej wzbiera w nas poryw? I dlaczego nie możemy oderwać się od cudów i czarów eksploracji nieznanych terytoriów… Dlatego, panowie, że Stellaris wielkim tytułem, jest!
Wielkim tytułem! Zapamiętajcie to sobie, bo ważne! Dlaczego kochamy? Bo wielkim tytułem. Wielkim tytułem, jest! Nieroby, nieuki, mówię wam przecież spokojnie, wbijcie to sobie dobrze do głowy.

-Ale ja nie mogę zrozumieć! Nie mogę zrozumieć, jak zachwyca, jeśli nie zachwyca.
-Jak to nie zachwyca fl0dy, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem fl0dzie, że go zachwyca.
-A mnie nie zachwyca.
-To prywatna sprawa fl0dy. Jak widać, fl0dA nie jest inteligentny. Innych zachwyca.

Nie tak dawno temu, nie w nieodległej galaktyce tylko w Opolu, dostałem do recenzji wersję przedpremierową (dużo miłości dla miłościwie nam panującego Nitka <3 <3 <3) dłuuuuugo oczekiwanego wyczekiwanego tytułu mojego ulubionego studia Paradox Interactive. Stellaris, bo nim mowa, jest strategią czasu rzeczywistego, która traktuje o tym co będzie jak która mówi o tym, co się stanie/jak zmieni się świat, gdy zdobędziemy możliwość lotów międzygwiezdnych.

20160501204230_1

Do dyspozycji mamy 6 typów ras (ssaki,ptaki,płazy,gady,grzyby,stawonogi), które możemy dowolnie ukształtować, zarówno pod względem cech jak i upodobań planetarnych. Ta dowolność przy tworzeniu swojej rasy jest świetnym pomysłem i gwarantuje, że liczba kombinacji tak szybko się nie skończy. Powstaną zapewne jakieś morderczo dobre składanki cech, ale póki co, każdy uczy się tej gry i testuje rożne rozwiązania. Gra oferuje nam wybór początkowego ustroju naszego państwa. Mamy tu wszystko od demokracji bezpośredniej, przez Juntę wojskową aż do Teokracji. Wybór ustroju jest ściśle powiązany z Etykami, które wybierzemy przy wyborze rasy (logiczne, że pacyfistyczna frakcja nie może wybrać jako ustroju Junty wojskowej) Na starcie, oprócz wyboru wyglądu naszej rasy, jej nazwy, flagi, wyglądu okrętów kosmicznych, wybieramy początkową technologię przemieszczania się między układami planetarnymi (zakrzywiająca, czasoprzestrzenna oraz nad-przestrzenna) oraz początkową technologię wojskową (rakiety, energetyka, energomagnetyzm). Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by z biegiem lat wynaleźć inny sposób przemieszczania się i rozwinąć inną gałąź militarną.

20160501204631_1

Skoro jesteśmy przy napędach, to postaram się na prędkości opisać czym różnią się poszczególne typy:

  • Zakrzywiająca, czyli lecimy z punktu „A” do punktu „B” bezpośrednio, ale dosyć powoli. Oczywiście, im lepsza technologia, tym większy zasięg pojedynczego skoku. Na początku gry by polecieć na przeciwległy kraniec galaktyki potrzeba kilkanaście punktów pośrednich.
  • Nad-przestrzenna, lecimy szybko, ale od planety do planety po linii. Czyli technologia znana z wielu gier 4x jak Endless Space.
  • Czasoprzestrzenna. Najbardziej skomplikowana, ale i najszybsza. Tworzymy tunel czasoprzestrzenny i w mgnieniu oka pojawiamy się w innym układzie planetarnym. Wydaje się idealna, lecz zawiera pewien haczyk. Ta technologia wymaga specjalnego budynku, który ma pewny maksymalny zasięg tworzenia tuneli. Pierwszą rzeczą podczas wojny jest niszczenie tych budynków i wtedy mobilność wrogiej armii spada do zera. Pilnowanie tych konstrukcji staje się kosztownym priorytetem.

20160501204237_1

Ok, mamy już wybraną rasę, kolorki, typ napędu i uzbrojenia. Wskakujemy do ekranu wyboru galaktyki. Tu jest bardziej standardowo. Wybieramy wielkość i kształt. Maksymalnie 1000 gwiazd. Brzmi obiecująco. Klikamy start, czekamy kilka chwil i lądujemy w naszym układzie macierzystym. Jest 2200 rok naszej ery, cała Galia…no właśnie i co teraz??

Dla weteranów wcześniejszych gier Paradoxu nauka rozgrywki nie będzie stanowiła większego wyzwania. Nie sposób uniknąć porównań do innych tytułów Szwedów jak Europy Universalis, Victorii i Crusader Kings. Z każdego z tych tytułów zaczerpnięto po trochu, zmiksowano i „włala ”mamy Stellaris.

W przeciwieństwie do np. Europy Universalis każda frakcja startuje na tym samym poziomie (z drobnym wyjątkiem, ale do tego dojdziemy). Mamy mianowicie do dyspozycji planetę matkę, kosmoport, statek konstrukcyjny, statek badawczy i malutką flotyllę bojową.

20160501204932_1

Początek rozgrywki wygląda podobnie, jak w innych grach kosmicznych, odkrywamy, badamy, budujemy.

Mamy trzy podstawowe zasoby, które gromadzimy:

  • Kredyty energetyczne (czyli pieniądze). Wydajemy je na utrzymanie wojska lądowego, floty wojennej, utrzymanie budynków. Zdobywamy je poprzez budowę elektrowni na skolonizowanych planetach i stacji górniczych na tych, których nie możemy skolonizować.

  • Minerały(czyli minerały). Wydajemy je na budowę statków, wojska lądowego i konstrukcje  na planetach oraz w przestrzeni. Zdobywamy je analogicznie do energii. Kopalnie na planetach i stacje górnicze w kosmosie.

  • Wpływ. Wydajemy na rekrutację naukowców, generałów etc. Rośnie powoooooooli przez cały czas, możemy ten przyrost nieco przyśpieszyć poprzez dyplomację.

Dodatkowo mamy podobnie jak EU trzy gałęzie technologii: Fizyka, Socjologia i Technika. Tu dochodzimy do jednej z największych innowacji w Stellaris. Technologii nie zdobywa się linearnie. Nie wybiera się też technologii z predefiniowanego drzewka technologii.

20160507225334_1

Wyobraźcie sobie że macie talię kart i za każdym razem, gdy możecie wybrać nową technologię do badań, to z tej talii losujecie 3 karty i to z nich wybieracie, co badacie. Oczywiście, nie jest to zupełnie losowe, bo pewne technologie nie będą odblokowane, jeśli nie jesteście wystarczająco zaawansowani. Dodatkowo, jeśli dopisze wam szczęście, to możecie wybrać specjalną rzadką technologię, która zaznaczona jest na fioletowo. Brzmi genialnie, prawda? Dzięki temu, za każdym razem rozgrywka będzie wyglądała inaczej i nigdy nie wiadomo, co wam się z tego pudełka czekoladek wyciągnie.

20160504211451_1

Pora na zarządzanie naszą planetą matką. Jeśli ktoś grał w Victorię, to będzie się czuł jak w domu. Każda planeta w zależności od swojej wielkości ma daną liczbę pól możliwych pod zabudowę, każde pole może zamieszkiwać jedna jednostka populacji, która będzie pracować w wybudowanym przez nas budynku. Jeśli nie wybudujemy nic, to rzecz jasna będą dłubać w nosie, nic nie robić i knuć niecne spiski przeciwko Naszej Oświeconej Miłości.

Rumaki kosmosu wyruszają na podbój. Odkrywamy nowe systemy gwiezdne, badamy planety, szukamy jakiejś możliwej do kolonizacji..w końcu trafiamy na inną cywilizację. Stosunki dyplomatyczne zostają nawiązane i do wyboru mamy opcje znane z Europy Universalis. Od czasu do czasu możemy natknąć się jednak na coś wielkiego..upadłą cywilizację. Są to skostniałe cywilizacje, które lata świetności mają już za sobą, ale nadal są potężne. Zwykle lepiej ich nie drażnić. kto jednak odważnym rumakom kosmosu zabroni? Na przeciwległym krańcu napotykanych cywilizacji mamy te, które jeszcze nie wynalazły technologii podróży w kosmos i znajdują się na różnym etapie rozwoju (neolit,epoka atomowa etc.). możemy takie cywilizacje obserwować, budując na orbicie planety stacje badawcze, możemy je również poznać lepiej i wysłać korpus ekspedycyjny, który szybko podbije autochtonów i zagoni ich na plantacje bawełny, by nasze państwo rosło w siłę, a rumakom żyło się dostatniej.

20160503214412_1

Odkrywamy, kolonizujemy, staramy się budować naszą ekonomię ale niestety po jakimś czasie dochodzimy do ściany i musimy wypowiedzieć komuś wojnę. Wybieramy cel wojny (mówiłem już, że nie sposób uniknąć podobieństw do innych tytułów Paradoxu?) i hajżę na Soplicę!!

Wojujemy na dwóch płaszczyznach, w kosmosie i planetarnie. Najważniejsza jest supremacja w przestrzeni kosmicznej. Dopiero gdy ją zdobędziemy, możemy bez przeszkód wysyłać kruche transportowce z wojskiem desantowym na wraże planety, by na ich powierzchni walczyć za wolność naszą i naszą. Nie ma tu jakiejś większej finezji ani taktyki starć, znanej chociażby z serii Master of Orion. Liczy się twarda siła, ewentualnie zwiększana cechami naszych admirałów. Pew, pew, pew i potyczką za potyczką zbliżamy się do osiągnięcia celu wojny. Proponujemy pokój (praktycznie idealnie taki mechanizm jak ten w Europie Universalis) i już możemy zająć się kierowaniem nowo podbitych ziem. I tu pojawia się problem. Zdobyta planeta zamieszkana jest przez obcą cywilizację, która rzecz jasna nie jest zbyt szczęśliwa z życia pod parzystokopytnym jarzmem i niemal natychmiast zawiązuje frakcję niepodległościową. Sposoby radzenia sobie z wewnętrznymi niepokojami są różnorakie. Można prowadzić kulurkampf, można przymusowo przesiedlać, można przekupić, można wymordować. Czym chata bogata. Należy jednak pamiętać, że czystki etniczne, to nie najlepszy sposób na utrzymywanie szczęśliwości i nienagannych stosunków międzynarodowych, ale kto oświeconym rumakom zabroni.

20160507211645_1

Nie możemy się jednak rozrastać bez końca i mieć dalej wpływ na każdą planetę. Każdy rodzaj rządów ma maksymalną liczbę bezpośrednio zarządzanych planet (coś na kształt bezpośrednich domen w Crusader Kings). Z czasem musimy stworzyć sektor, postawić na jego czele zarządcę i modlić się by AI dobrze nim zarządzała. Nie mamy wpływu na rozwój sektorów, wybieramy tylko, jak wielki procent swoich miesięcznych dochodów oddają do  skarbu państwa, a jaki do swojego budżetu. Rozgrywka ze skali mikro płynnie przechodzi do skali makro. Jeżeli zawiadujemy już dużym imperium, które nie jest już jednolite etnicznie i światopoglądowo, to gra nabiera rumieńców. Poszczególne wewnętrzne frakcje walczą o wpływy, sektory chcą oderwania od macierzy i wybicia się na niepodległość. Mniejszości etniczne pragną zdobycia praw rasy głównej etc.

Do tego wszystkiego dochodzą oczywiście wydarzenia losowe, anomalie możliwe do badania na nowo odkrytych planetach i macie już podstawowy wymiar rozgrywki, z jaką przyjdzie wam się zmierzyć.

20160507220127_1

Dostałem do recenzji wersję oznaczoną jako 0.90, dlatego zaznaczam, że część opinii może się jutro zdezaktualizować! OBY!!

Przyszedł czas na moją subiektywną ocenę tego, jak to wszystko wygląda w praktyce. Tu niestety nie zostałem rzucony na kolana. Po początkowym zachwycie, mój zapał stopniowo, ale stale opadał i znalazł się na poziomie: “jest ok, ale liczyłem na więcej”. Sama mechanika rozgrywki jest ciekawa, wiele pomysłów jest interesujących, a system technologii jest innowacyjny. Wybór sposobów rozgrywki jest przez to praktycznie nieograniczony, bo za każdym razem możemy wybrać inne cechy i ustrój naszej cywilizacji. Jeśli dodamy do tego pewną losowość technologii, to liczba kombinacji się zwiększa. Za każdym razem będzie się grało inaczej, raz łatwiej, raz trudniej. Niestety, jak to w grach Paradoxu drzewiej bywało, liczba bugów jest znaczna, często pewne modyfikatory są niepoprawnie naliczane. AI obcych cywilizacji też niestety nie powala na kolana, jest zbyt statyczna. W mojej rozgrywce Rumakami kosmosu, oświeconą teokratyczną dyktaturą, nie napotykałem większego problemu z podbojem wojskowym. Sztuczna inteligencja jest po prostu głupia, nie broni swoich planet, kumuluje całą armię w jedną flotę, wydaje nam decydującą bitwę i gdy wygramy posyła ku nam pojedyncze jednostki. Ponadto w ogóle nie próbuje odbijać podbitych planet. Cała mechanika wojenna jest po prostu słaba, nie przynosi żadnej satysfakcji. W Europie Universalis na przykład, wojna jest o niebo ciekawsza i trzeba bardziej kontrolować ruchy naszych wojsk. W Stellaris ten problem nie istnieje. Tworzysz jedną dużą flotę, niszczysz tą utworzoną przez wroga i potem możesz już spokojnie zdobywać planetę za planetą, aż do całkowitego zwycięstwa. Kolejny przykład niedociągnięcia: Utworzyłem z inną cywilizacją sojusz. Od tej pory każda decyzja o wojnie musi być zaakceptowana przez sojusznika. Postanowiłem wypowiedzieć wojnę innej cywilizacji, która sąsiadowała z moją i zaproponowałem sojusznikowi podział łupów, po jednej planecie dla każdego. Zgodził się, wojna wybucha. Wygraliśmy, wróg skapitulował i oddał te planety które chcieliśmy. Problem w tym, że oddał je mnie! Myślicie, że mój sojusznik poczuł się rozgniewany? Nic z tych rzeczy!! Dalej nas uwielbiał…rzecz niepojęta w Europie Universalis. Nie jestem jakimś ultra-dobrym graczem (jak np. Zwirbaum), a szło mi nadzwyczajnie łatwo. Nigdy nie miałem problemów ze zbalansowaniem budżetu, buntami. Nigdy nie byłem obiektem obcej agresji. Budowałem, rozrastałem się właściwie nie niepokojony, a gdy przyszedł czas, to podbiłem i zwasalizowałem sąsiednie cywilizacje.

Żeby nie było, że tylko się czepiam, to pochwalić muszę stronę graficzną i muzyczną oraz szybkość i stabilność działania. Ani jednej wycieczki do pulpitu, wprost nie do pomyślenia!

Nie wiem, co sądzić o tej grze. Z jednej strony jest świetnie pomyślana. Jednak z drugiej Jest to niestety nie w pełni wykorzystany potencjał, całą radość psuje AI. Mam tylko nadzieję, że finalny produkt będzie na bieżąco łatany, a AI naprawiona.

PS. Gra jest dostępna w polskiej wersji językowej. Nie polecam jej jednak. Tekst czasami nie mieści się w oknach, niektóre sformułowania są niejasne. Przetłumaczyłem w swojej karierze kilka gier i czegoś takiego bym nigdy nie wypuścił. Grajcie po angielsku!

Grę dostarczył wydawca.

1

Dodaj komentarz



32 myśli nt. „Stellaris – recenzja. Afera Stella Maris

  1. iago

    Pociągnąłbym dalej nawiązaniem do klasyka, wspomniał coś o „pupie” i „gębie”, ale tu jest internet, tu każde słowo zostanie użyte przeciwko mnie. :)
    W każdym razie jak już zagram (cdp wysyła klucze od 18.00 dammit!) i skonfrontuję, to przyjdę komentować znowu.

    1. jediwolf

      @maladict

      Nie do końca się zgadzam z Tobą. Czy nie powinno być tak, że już podstawka dostarcza nam rumieńców, a dodatki i dlc dają nam dodatkową radość? Jak np Wiesław? Sam zaryzykowałem i zamówiłem preorder i już wiem, że nie było warto. Poczekam z pół roku, aż połatają i naprawią wszystko i dopiero wtedy zagram. Przykre jest to, że coraz więcej gier tak muszę odkładać…

    2. fl0dA Autor tekstu

      @maladict

      Kosmiczne rumaki są parzystokopytne :-P

      Tu nie chodzi o zaspokojenie ilością contentu bo jego jest sporo. Chodzi mi o podstawowe zachowania AI. Wysyłanie po jednej korwecie na flotę, która ma 50 okrętów jest głupie. Po prostu.

      EU IV było mocno grywalne od początku, CK II też. Ja rozumiem, że to zupełnie nowy produkt, nowe uniwersum etc. ale miałem nadzieję, że pewne standardy będą utrzymane.

      1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

        @Fantus

        E, ja to już nawet przestałem czytać takie rzeczy, po co się denerwować? Ale z drugiej strony. W czasach Civ I gdy człowiek miał więcej czasu i włosów a mniej zajęć i zmarszczek to też się jakieś dziwne scenariusze rozgrywało. Jeno w internecie ich się nie rozgłaszało. W sumie możnabyło je w internacie powiesić na tablicy ogłoszeń ale nie sądzę żeby ktoś je tam czytał.
        PS. Internet dziś i internat kiedyś łączy fakt że w obu szuka się (szukało) dziewczyn o nietradycyjnym podejściu do seksu pozamałżeńskiego…

      2. aryman222

        @Fantus

        Poczytałem – hipnotajzing! Nie gram więcej w CK2. Ja p… , jakbym grał przeciw takiemu gościowi w multi, to pewnie zanim bym kliknął „odpauzuj”, on już zmusiłby mojego króla do dźgnięcia się własnym mieczem w dupę, oddania całego królestwa i udania się na wygnanie :)

  2. Waldek-Mat

    Trochę wczoraj pogralem i jak na razie podoba mi się bardzo. Nie idealizowalbym tak EU 4 bo jak pamiętam to na początku wojny też były drewniane a dyplomacja kwiczala. Takie są niestety gry Paradoxu, zyskują z czasem i nowymi DLC. Ogólnie to firma pod względem chciwości i liczby DLC przebija nawet EA. Jestem pewien, że w biurze Paradoxu wisi lista z planowanymi dodatkami na najbliższe kilka lat.

      1. powazny_sam

        @fl0dA

        Z tym AI w kosmicznych strategiach to chyba jakaś tradycja. Pamiętam jeszcze z dawnych czasów Ascendancy gdzie dopiero po którymś patchu działania komputera nabierały jakiegoś minimalnego sensu. Teraz pogrywam w Endless Space i czytając twoją recenzję (we fragmencie o sztucznej „inteligencji”) mam wrażenie jakby twórcy korzystali z tych samych algorytmów. Ale co mnie najbardziej wkurza to AI które ustawiam do zarządzania systemami – np. daję priorytet na szczęście a ten mi kolonizuje gazowego olbrzyma (-20) z anomalią (-10) podczas gdy poprzednie planety jeszcze mają masę miejsca. I to nie jedyny taki kwiatek, do licha czy władca imperium złożonego z kilkudziesięciu systemów naprawdę musi się zajmować takimi pierdołami? Ciekaw jestem czy w Stellaris jest podobnie.

        1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

          @powazny_sam

          Syndrom Oleksego. Wszędzie jesteś potrzebny :D Lord Vader też śmigał w tę i nazad bo zostawić coś tym nieudacznikom to przecież wiadomo że spieprzą. No musisz, po prostu musisz. Nie klikniesz, nie pokażesz – to na złożu złota w środku pustyni postawią farmę i będą w pocie czoła zbierać pół porcji żywności na turę…

        2. fl0dA Autor tekstu

          @powazny_sam

          Sektory nie kolonizują ani nie budują statków. Bo nie(tak powiedział wczoraj Henrik Fahreus na streamie). Budowa kosmoportu na planecie, która zostanie pod nadzorem sektorowego AI to strata kasy. Chyba, że zapisujesz sobie osobno na kartce gdzie stawiasz stocznie i ręcznie doklikasz się do niej i zadasz jej zadanie konstrukcyjne. Ja wyszedłem z założenia że buduje je tylko na swoich planetach, których nie oddam AI.

    1. lemon

      @Waldek-Mat

      Być może wisi, bo taki przyjęli model biznesowy: rozwijanie tytułu i utrzymywanie przy nim graczy przez lata. Wyłączając produkcje Paradoxu, jakie inne gry singlowe (oprócz Diablo i Civ) to robią? Masz tańszą (sporo mniej niż te 60$) grę prędzej zamiast droższej i bogatszej w ficzery później. A i tak nie sprzedają przepustek sezonowych. To nie EA, gdzie pakiet full premium można zamówić przed premierą za 120$.

  3. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    W imieniu służby: dziękuję. Poczekam ciut na jakąś przecenkę, kupię już po serii patchy, zainstaluję i nie zagram. Tak. Taki mam plan :) Zresztą ciągle CK nie rozkminione do końca, o EU nawet nie wspomnę to gdzie tu w niebo patrzeć?

      1. fl0dA Autor tekstu

        @iago

        jakby to były samobójcze rajdy na niebronione systemy na których są bezbronne stacje górnicze to bym to jeszcze rozumiał i pochwalał. Ale jedno okrętowe rajdy na moją armadę to już trochę nie bardzo. W EU czy CK2 czy Vic jak AI wiedziało że przegra bitwę to nie atakowało na chama, a jak przegrywało wyrównaną walkę to zdarzało się że się wycofa. Tutaj nie ma morale, walczą do końca jak Mel Gibson w „We were Soldiers”.

        1. iago

          @fl0dA

          A to nie jest czasem trochę tak, że AI małych imperiów po ubiciu ich jedynej znaczącej floty wpada w panikę i rozpaczliwie ciska w zwycięzcę byle czym? Tzn. że AI ma symulować takie zachowanie? Czy wojna z wieloplanetarnym imperium też tak wygląda (tj. jedna decydująca bitwa, a potem nieskoordynowane ataki pojedynczych jednostek)?

Powrót do artykułu