Shadowrun Returns – pod wrażeniem

maladict dnia 24 lutego, 2014 o 13:09    12 

srr_logo_splash

Wysławszy dziecko na ferie zimowe do babci znalazłem trochę czasu by pograć w Shadowruna. I powiem wam jest sycąco.

 Shadowrun (>noun) Any movement, action, or series of such made in carrying out plans which are illegal or quasilegal

O wersji papierowej nie będę się rozpisywał bo na to przyjdzie czas jak w końcu siądziemy z projanem nad tekstem (lub serią tekstów) o ‚papierowych’ eRPeGach. Dość powiedzieć, że spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. No może za wyjątkiem metaras, do których mam wciąż stosunek ambiwalentny. Ale połączenie magii z pełnokrwistym cyberpunkiem ujęło mnie za serce. Pewnie, że miałem (mieliśmy, jako grająca grupa) podstawkę, pewnie, że nie udało się pograć. Bywa. Na szczęście, po kilku nieudanych próbach wyszła wreszcie wersja komputerowa. cRpg. Na PC. Viz.

You wanna run the Shadows? Then be careful, coz ignorance will kill ya faster than a fireball.

Co tu dużo mówić. Nabyłem, zainstalowałem, pograłem, ukończyłem. Zajęło mi to 16 godzin, czyli niewiele więcej niż przewidywane przez twórców. Pierwszymi wrażeniami dzielił się Trawa tutaj, a potem jeszcze tutaj. Ja tylko dorzucam swoje trzy grosze.

Wizualnie wygląda bardzo dobrze. Stary dobry rzut izometryczny bez pikseli. Pewnie, że wyklucza to zbliżenia na różne części ciała, ale za to pozwala twórcom pominąć ich fizykę bez wzbudzania hejtu. Mechanika jest prosta i mimo, że nie pamiętam wiele z wersji papierowej, opanowałem ją dość szybko. Fabuła… o fabule będzie później. Postaram się unikać spoilerów, ale czujcie się ostrzeżeni jak coś mi się wymsknie.

 Shadowrun - sprawl

Watch your back, shoot straight, conserve ammo. And never, ever cut a deal with the dragons.

Bo tak naprawdę mokraTrawa napisał wszystko co o grze wypadałoby wiedzieć, jedyne co mogę dorzucić to fakt, że szefem Harebrained Schemes jet twórca pierwszej edycji, więc settingi są kompatybilne, historia interakcji gracza z Universal Brotherhood ma swoje miejsce w storyline a w grze pojawia się jeden z najbardziej znanych NPC-ów – Harlequinn.

Co chciałem zrobić to wypunktować swoje wrażenia, zażalenia i zachwyty, jak to w recenzjach zwykło się robić

Guns, guns, guns. My life would be so dull without ‚em.

Dwa najważniesze zarzuty, przewijające się przez wszelkie możliwe fora to system autosejwów i brak lootu. Zacznijmy od autosejwu. Pewnie, że to ssie jak musimy kolejną strzelaninę przechodzić od samego początku tylko dlatego, że gdzieś źle kliknęliśmy lub nagle musimy kończyć grę. Mnie to osobiście nie przeszkadza, ale ja tak mam, że aby wejść w klimat, a to w SRR jest ważne, potrzebuję chwili i nie siadam do grania, dopóki nie dysponuję odpowiednią ilością czasu. Same strzelanki też nie trwają szczególnie dużo, bo system trzech akcji, choć obsysa niemiłosiernie, ma tej jeden plus, że znacznie dynamizuje grę. Zresztą w patchu 1.1.2 ma się pojawić normalne sejwowanie więc problem z głowy.

Co do lootu i jego braku. Pewnie, że mnie smuci, że nie mogę wynieść z udanego runu piętnastu pistoletów, dziesięciu kamizelek kuloodpornych, świeżej wątroby i poparadować z tym przez pół miasta, ale zdaję sobie sprawę, że taka jest koncepcja zarówno gry jak i universum gdzie broń mają wszyscy, ale nikt się z nią nie obnosi. Zresztą myślę, że jest to raczej sprawa mentalności gracza, jego przyzwyczajeń wyrobionych przez inne gry (popularny jest też zarzut braku craftingu) i jest to sprawa na osobną dyskusję.

Pojawiło się też kilka zarzutów dotyczących głównego twista i zakończenia. Co do twista (nie jestem pewien o którego chodzi, ale zakładam, że o wydarzenia po runie na Telestrian Industry) to pewnie, że to można podciągnąć pod deux ex machina, ale przykładając miarę świata w którym toczy się akcja, to wiadomo, że ‚one does not simply walk into AAA corp building’. Zakończenie zaś moim zdaniem jest dobre. Akcja, adrenalina i mnóstwo całkiem uzasadnionej przemocy. Od RPGów (w obu wersjach) oczekuję, ze na koniec będzie finałowa naparzanka z bossem i to właśnie dostaje w Shadowrunie, więc nie rozumiem w czym problem.

Jakie ja natomiast mam zarzuty. Pierwsze primo – gra jest zdecydowanie za krótka. Zakończenie przyniosło mi rozczarowanie – ‚To już? Tyle? Koniec? To co ja zrobie z moim ciężko i uczciwie zarobionym milionem nuyenów? Co zrobię z ponad dwudziestoma punktami Karmy uzbieranymi w ostatnich strzelaninach?’ Gra jest za krótka, chcę więcej i czekam niecierpliwie aż Berlin dojdzie do rozsądnej ceny (tj, poniżej £10). W tym wiąże się też fakt, że kilka skilli jest mało użytecznych. Etykiety ‚Corporate’ użyłem bodajże raz a ‚Academic’ też jest do użycia raz i to nie jestem pewien czy ma to jakikolwiek wpływ na dalszy dialog. Z czterech rodzajów broni rozwinąłem tylko jedną i to w zupełności wystarczyło. Uznaję to za nieco zmarnowany potencjał.

shadowrun - karma

Drugie primo – system trzech akcji. Jak pisałem wcześniej, nadaje grze dynamizmu, ale ssie. Ssał w nowym X-Comie, ssie w Blackguards, ssie w Shadowrunie. Tęsknię za systemem Punktów Akcji jaki był w starym X-Comie. Lub przynajmniej tym ze starych Falloutów.

Trzecie Primo – Matrix też ssie. Znaczy nie spodobał mi się, zarówno wizualnie jak i pod względem technicznym. Dodatkowe rozczarowanie przyszło gdy okazało się, że tylko jeden runner może być podłączony do Sieci. W której, co warto podkreślić terminal zawiadujący windą jest zwykle lepiej strzeżony niż tajne pliki z prywatną korespondencją CEO.

Do tego możnaby dorzucić jeszcze kilka zarzutów jak to, że gramy solo, co oznacza, że przed każdą akcją należy zebrać drużynę z runnerów, z którymi nic emocjonalnego nas nie łączy co pozwala ich traktować jak mięso armatnie czy małe zróżnicowanie ekwipunku. Dlaczego mi się więc gra tak podobała? Przede wszystkim klimat. Klimat jest cyberpunkowy, gęsty i wylewa się z ekranu. Nawet jeżeli lokacje są ‚puste’ – niewiele w nich do interakcji, to sama okazja przebywania w nich, chłonięcia klimatu deszczowego Seattle i możliwośc prowadzenia twardzielskich dialogów cieszy.

shadowrun - dialog

No i zakończenie. Już po strzelaninie, ostatnich rozmowach i ostatnim telefonie do prawnika Sama Wattsa. Jest to zakończenie iście cyberpunkowe, pokazujące nam nasze miejsce w szeregu, znaczenie naszych akcji i naszych heroicznych czynów. Zakończenie, które zostawia w ustach posmak popiołu. I o to w cyberpunku chodzi.

Obrazki podkradłem Trawie, śródtytuły wygrzebałem z pamięci.

Dodaj komentarz



12 myśli nt. „Shadowrun Returns – pod wrażeniem

  1. Twoja_Stara

    Do tego możnaby dorzucić jeszcze kilka zarzutów jak to, że gramy solo, co oznacza, że przed każdą akcją należy zebrać drużynę z runnerów, z którymi nic emocjonalnego nas nie łączy co pozwala ich traktować jak mięso armatnie czy małe zróżnicowanie ekwipunku.

    Ja jestem dziwny, bo o ile to bylo mozliwe bralem te same osoby i sam sobie wiez tworzylem

  2. borianello

    Gra jest fajna i można jej sporo wybaczyć, nawet obsysający Matrix, ale nie można wybaczyć takiego widowiskowego spier..lenia zgrabnej do pewnego momentu fabuły. Chyba jeszcze żadna gra mnie w tym względzie nie rozczarowała w tym wzlgędzie.
    Mimo to w Dragonfaal zagram na pewno, chociaż nie wiem, czy chcew misię wydawać 15 dolków na kilka godzin zabawy.

    P.S. Jak tam te dodatkowe kamplanie na Steam Workshop? Grał ktoś w coś sensownego?

  3. Garett

    Muszę swoje trzy grosze dorzucić, gdyż papierowego SR uwielbiam (pomimo tego, że po rozegraniu kilku sesji i przeczytaniu wielu podręczników nie mam pojęcia czy do końca dobrze my w to gramy :P ). Loot jak loot, mogłobygo nie być, gdyby w sklepach coś było. A tam tak jak za komuny, ocet. Po kilka broni każdego rodzaju, zero możliwości modyfikacji (gdzie w papierówce potrafiło się wydać bardzo ciężkie new jen’y na jedną pukawkę). To samo tyczy się opancerzenia, a miscallenous (gadżety, break&entry, military stuff i wiele innych) nie było poprostu. Tworzenie postaci musiało być uproszczone, bo przy tylu opcjach co daje ten system (da się zrobić wampira polującego na wampiry bo czemu by nie, można latać cyborgiem, albo zrobić sobie wolverin’a) nie jest to zbytnio możliwe do przeniesienia na kompa bo bariera wejścia byłaby by ogromna (gdyby ktoś chciał zobaczyć co można zrobić polecam Chummer’a jest to char gen do SR 4 ed, najlepszy jaki widziałem. Można sobie zobaczyć jak to wygląda bez posiadania ksiąg). Ale uproszczenia występujące w grze są jednak zbyt duże i mnie osobiście odebrały „fun”. Muszę przyznać, że grało się całkiem przyjemnie choć nie skończyłem. Poczekam sobie na dodatek i update’y, coby było to przyjemniejsze w odbiorze.

Powrót do artykułu