Serious Sam: The Last Hope VR – zabierz stąd tego obrzydliwca!

Nitek dnia 11 lipca, 2017 o 20:32    0 

SSam

Tylko to nie tak, że gra jest jakaś specjalnie szpetna czy coś w ten deseń. Zabierz stąd tego obrzydliwca to typowy komentarz jaki może popłynąć z ust kogoś grającego w Serious Sama, w goglach do wirtualnej. Sam nie byłem może jakoś entuzjastycznie nastawiony do projektu, ale dla kogoś świeżego? Okazuje się być frajda nie lada.

Sama gra to taki typowy VijaR. Stoimy w miejscu, za nami sciana, a przed nami rozpościerają się stepy egipskie. Tam tez respią się zewsząd maszkary z uniwersum Poważnego Sama, a naszym zadaniem jest eksterminacja kreatur na wiele wymyślnych sposobów. Ot, zwyczajowy celowniczek. Wic polega na tym, że w VijaRze wszystko jest dwa razy bardziej i nie inaczej jest przy tej jakże prostej idei.

Stojący w określonym miejscu gracz, zapraszany jest na początku przez lektora do wyboru oręża. Na początku skromnie, dwa pistolety. Wixa zaczyna się później, gdy dochodzą karabiny czy piły łańcuchowe, a grający może mieszać między sztukami broni, wkładając do jednej ręki piłę, a do drugiej strzelbę, Evil Dead style, czy co sobie zażyczy. No, bo czemu nie. Oczywiście wszystkiemu przyświeca szczytna idea eksterminacji kosmicznych najeźdźców na kliku planetach podzielonych na pomniejsze plansze, zwieńczone pojedynkami z koksami słusznych rozmiarów, których niejednokrotnie trzeba ogarnąć oczkami jakieś dwa piętra wzwyż. Bosko.

Brzmi wyświechtanie, pewnie. Tyle, że to znakomicie się sprawdza w goglach. to zresztą jeden z fajniejszych, typowych, celowniczków jakie można zagrać. Typowych, bo w katalogu Steama można znaleźć wiele produkcji tego typu, acz Sam stoi mocno w górze. Są flaczki, są ciekawe projekty przeciwników, są bonusy niczym w Operation Wolf latające z nieba, które trzeba ustrzelić, jest naprawdę dużo mięsa do zmielenia w jednym momencie jednocześnie. Wygrzew jaki szybko się uskutecznia zrywa kalosze i to już zaledwie na normalnym poziomie trudności, którego nomen omen, miałem problem, żeby wyjść poza pierwszą planszę.

Nie szkodzi, bo zabawa i tak była przednia, a kontrolery zamienione w giwerę mojego wyboru, rozgrzane do czerwoności poprzez naduszany ogień ciągły. Gdzie w tej zabawie miejsce dla nowicjusza? W goglach. To bardzo fajny temat, by rzucić weń osobę nie mającą najmniejszego pojęcia o możliwościach gogli. Przez to, że zabawa jest raczej stateczna, ciężko się przekonać czy Aviomarin będzie konieczny do lumpienia się w przestrzeń. Za to zobaczycie, że temat zażre mocno i być może będzie przykładem tej durnej gierki, która w przyszłości być może skusi na własne gogle.

Bo zabawa przednia jest w tym przypadku, hej!

Gogle miałem na nosie dzięki VR Rooms z Rudy Śląskiej, gdzie możecie pobawić się w VR na pięciu stanowiskach, zagrać w samochodówki na symulatorze z hydraulicznym podnośnikami, ale przede wszystkim narobić w porcięta przy jakimś straszaku ;)

Dodaj komentarz