Recenzja w Luźnych gadkach – Desktop Dungeons

Nitek dnia 23 listopada, 2013 o 13:53    15 

luzne gadki desktop-dungeons

Wyzwanie nie lada. Opowiedzieć o grze, w której po 11 godzinach największy sukces to dwa tutoriale, jedno wyzwanie i jeden quest główny. Nah. Jest całkiem prosto. Niesamowitość.

Skąd to wyzwanie i o co tu chodzi? Zastanawiają się wielkie poważane głowy. Przed Wami pusty plac, na nim kilka budynków i tawerna. Wyglądem przypomina to miasta z Heroes of Might & Magic, z wyjątkiem takim, że nie będziecie w budynkach produkować armii. Raczej budynki przyniosą Wam nieuniknioną zgubę, bowiem w nich czają się wyzwania wszelkiej maści, w tym najtrudniejszy tutorial ever. Poza tym są gildie. Tam znajdziecie chętnych podjęcia trudów życia doczesnego w Waszym towarzystwie. Są różne rasy, są różne klasy, standard obrzydliwy dla wszelkiej maści „erpeżków”. Kowal w łapę da Wam miecz, za opłatą oczywiście, czy też tarczę, co byście mieli jakiekolwiek szanse na przetrwanie. Nie macie.

2013-11-12_00002

Każdy z bohaterów, którego zdecydujecie się wysłać do walki ma swoje odmienne cechy. Ludzie za konwertowanie czarów dostają bonusy do ataków, podczas gdy krasnoludy hodują krzepkie zdrowie. Klasy, jakimi przyjdzie toczyć również nie zaskakują. Mamy wojownika, złodzieja, kaznodzieję i maga. Każdy z nich posiada swój mocniejszy odpowiednik, jednakże by móc go nająć potrzebne jest myto. Bez myta nie ma koryta. Za zebrane skarby, pieniądze czy kawałki pokonanych szefów watahy, możemy rozbudować budynki w naszym królestwie, a co za tym idzie, wynająć większych koksów jak choćby paladyna czy mnicha. Choć brzmi to obiecująco, nie łudźcie się. Dawno nie staliście na początku tak wyboistej drogi do celu. Muzyczka ukoi Wasze cierpienie, gdyż jest wyborna. Pięknie sobie gra i zmienia się w zależności od środowiska mapy (lochy, las, góry i kto wie co jeszcze).

2013-11-15_00002

Losowe umieranie

Zgadza się, wszystko jest tu absolutnie losowe. Poza wynikiem poszczególnych zaczepek z naszej strony, gracz nie jest w stanie absolutnie przewidzieć co czai się za rogiem, a gapiostwo owocuje tu szybkim restartem i tułaczką od nowa. Gra jest bezlitosna i każda chwila nieuwagi słono kosztuje mimo, że żaden z przeciwników nie porusza się. Hę? Jak to? Desktop Dungeons zamiast na wymagające wielogodzinne posiedzenia stawia na skondensowaną treść, nie raz zamykając jeden loch w dziesięciu minutach. Każda wycieczka ma poszczególne mapy to wycieczka od zera. Nieważne, że postać z poprzedniego lochu nie była w stanie swoich bicepsów pomieścić na ekranie, bo tak bardzo ją wychuchaliście. Nie. Zaczynamy zawsze od zera, nieważne czy uciekliście, zginęliście czy łkając wykonaliście cios ostateczny na szefie „mapy”, na której stoicie od tygodni. „Mapy”, bo ta za każdym razem jest inna, choć na talerzu ten sam przeciwnik.

2013-11-12_00001

Zjedz swoje zęby

Na początku jest szybkie jaranie się, bo przecież to RPG. Jasne, ma cechy erpega. Szybko okazuje się, że rolplej to w dużej mierze ściema, haczyk na graczy, który jest niesamowicie skuteczny. Kto oparłby się obietnicą losowego ekwipunku, lootu, bicia leveli, bicia innych, questom i bogactwom. No nikt kurde. Kiedy w szybkim, obowiązkowym samouczku zgładzicie kozę, pierwszego szefa, radości nie ma końca. Pierwszy loch, pierwsze dwadzieścia śmierci, co jest, motyla noga!

Okazuje się, że tutorial nie wytłumaczył absolutnie nic. Pierwsze ciosy za płoty, ale nijak wynaleźć tam jakąś strategię. Całość jest hybrydą turówki, bo nikt poza nami nie porusza się na mapie. Ewentualne ciosy spływają na nas dopiero jak kogoś zaczepimy. Zupełnie jak w życiu. Poza tym wszelkie maszkary dzielnie czekają na swoją kolejkę do bicia.

Samouczki tłumaczą wykwintne strategie, ale żeby je okiełznać, potrzebujecie tam dojść i odblokować. Odblokować tutorial. Powodzenia, haha. Na tym skupia się dzisiejsza odsłona Luźnych gadek. Wyjątkowo nie jest pokazane, jak się gra w grę XXX, a jak grać, żeby wygrać. Przynajmniej staram się, bo pomimo stosowania wszelkich taktyk, nie wszystkie czary są dostępne na mapach, przeciwnicy zmieniają się, mają różne statystyki i inaczej reagują.Trzeba być elastycznym i mieć oczy dookoła głowy, a nie jak ta sierota obrzygana klikać gdzie popadnie. Zdarza się.

Nikt tu nikogo nie goni, nikt poza nami, nie atakuje pierwszy, jest czas. Delektujcie się nim. Łączcie magię z walką wręcz, nie atakujcie potworów o tym samym poziomie, bo wbrew pozorom są bardziej przydatni trochę później. Pamiętajcie, że za atakowanie silniejszych nagroda jest większa, a każdy level up odnawia zdrowie i energię. Czytajcie wszelkie informacje, bo gra nie ukrywa, że następna kolejka i wykonany cios to Wasz koniec. Wręcz przeciwnie, mówi o tym głośno. Co z tego skoro i tak ginąć będziecie często. Nauczcie się uciekać, a nie ginąć bez sensu, zwłaszcza kiedy każdy ruch okazywać się będzie tragiczny w skutkach, co gra także Wam przepowie.  Niby wyniesiecie tylko 50 sztuk złota, ale biorąc pod uwagę, że moja ulubiona gildia wojowników pierwsze ulepszenie ma za 1000 golda, to olaboga. Długa droga czeka.

2013-11-09_00005

Otrzyj łzy misiu pysiu

Nie odniosłem jakichś  spektakularnych sukcesów. Jeszcze nie. Jednakże drążę, być może na cholerę, ale drążę. Deklaracje o szybkiej rozgrywce, dziesięć minut, między bajki możecie włożyć. Sprawdziłem raz, co tam w mym królestwie. Oh tam, o 22:00, zagram raz, może teraz się uda. Nie bardzo, a już była trzecia nad ranem. Można rzec, że po heroinie Desktop Dungeons jest najbardziej uzależniającą rzeczą na świecie. Jeśli cenicie sobie życie prywatne, nie patrzcie w jego stronę.

2013-11-10_00003

Dzisiejsze gadki, jak wspomniałem, nie tylko pokazują jak się gra w grę, ale też jak grać w grę. Potraktujcie to jako tutorial, który przygotuje Was do srogiej porażki z lekką dozą sukcesu. Lekką.
A może nie?

Czas rozgrywki: 11 godzin i rośnie

me gustaGrę dostarczyło studio QCF Design.

  • Desktop Dungeons dostępne jest na stronie twórców za 15$
  • Steam oferuje masochistyczne zabawy za 13,99€
  • Możecie zagrać w betę w przeglądarce. Niestety nie wiem czemu, ale u mnie nie chce się odpalić, więc nie powiem na ile wersje się różnią.

Dodaj komentarz



15 myśli nt. „Recenzja w Luźnych gadkach – Desktop Dungeons

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @shani

      Cierpliwi zostaną wynagrodzeni ;d widać nie zmieliło, a Ty się już porywasz (albo coś zepsułem, eh)
      —-
      jestem współwinny z YT. W pełnym ekranie nie łapało mi nagrywania zatem grałem w okienku. Jakiś niestandardowy rozmiar był i szybko teraz policzyłem, że YT nie podłapał tego pod żadne Hard HD i zeskalował video w dół.

      Nie fajnie.

      Robi się jeszcze raz miszmasz rozdzielczości.

      Przybijmy razem małpce piątkę na zgodę. Ok? http://www.gikz.pl/wp-content/uploads/2013/11/AC4BFSP-2013-11-23-00-02-14-390.jpg

  1. Yosh

    Nie rozumiem tego zachwytu, no ale może losowość w końcu trafia do każuali :p

    Ktoś może przeszedł:

    http://en.wikipedia.org/wiki/NetHack
    nethack.org

    Rozwijana od 85′. Sam jestem wiernym fanem od roku 2000. I próbowałem – naprawdę próbowałem inne rogaliki. I albo za mało rozbudowane, albo nie mają do siebie dystansu.

    Kurka, nie chcę znowu do niego usiąść bo znowu nic nie zrobię… Jego oprawa trochę spartańska (ja preferuje kolorowe ascii), ale darzę ten projekt ogromnym sentymentem. Przegrałem w niego wiele godzin – NIGDY nie ukończyłem.

    Wydaje mi się, że to własnie te wieloletnie dodawanie smaczków doprowadziło do tego czym ta gra jest teraz, klasą samą w sobie. Jak siadam do dowolnego RPGa (wyłączając analogowe) to zawszę tęsknię do tego morza możliwości.

    1. betterstranger

      @Yosh

      ADOM bracie, ADOM FTW ;-) jakiś czas temu (z rok, czy dwa lata) odpaliłem też TOME 4.0 – graficzke nawet jakąś ma, i fajne jest ogólnie. Ale takie jakieś uproszczone – próbowałem kumpla zarazić rougelikeami za pomocą TOME, którego przeraża perm death. Za duże wyzwanie to było dla niego.
      Ja tak trochę połoiłem w nie, ale leży od dawna nie używane. ADOM niestety bije je na łeb.

      1. Yosh

        @betterstranger

        Z ADOMem taki temat, te kilkanaście lat temu jak wybierałem rogala, że miał być jak skończę/nacieszę się nethackiem :) … tiaaa :D

        Ale ADOM trochę bardziej poważny jest z tego co spróbowałem – ale i tak zajmuje zaszczytne drugie miejsce :) Nethackiem udało mi się zarazić jednego kumpla – nie na aż tak długo, ale na tyle długo że jak go pytałem o mechanikę Wieśka 1 to była odpowiedź „nethack to to nie jest :D

Powrót do artykułu