Pokój światów, czyli kuchnia wyobraźni – recenzja

ixtern dnia 9 września, 2015 o 12:27    55 

pokoj_swiatow_pawel_majka

Z taką pewna nieśmiałością podchodziłem do „Pokoju światów” Pawła Majki (w pewnych kręgach zwanego również bosmanem). Nieśmiałość owa, trwająca rok, spowodowana była dwoma czynnikami: nietrafioną okładką i nieszczęśliwą zajawką (Marsjanie, bogowie, Cyganie…), która w zamyśle miała szokować oryginalnością i zaciekawiać, a ostatecznie szokowała i zniechęcała.

Z taką pewna nieśmiałością podchodziłem do „Pokoju światów” Pawła Majki (w pewnych kręgach zwanego również bosmanem). Nieśmiałość owa, trwająca rok, spowodowana była dwoma czynnikami: nietrafioną okładką i nieszczęśliwą zajawką (Marsjanie, bogowie, Cyganie…), która w zamyśle miała szokować oryginalnością i zaciekawiać, a ostatecznie szokowała i zniechęcała.

Nadarzyła się jednak okazja: wycieczka do galerii. Żona zwiedzała sklepy, ja ławkę. Jako że mój mózg nie lubi siedzieć bezczynnie, zdecydował się na czytanie. „Pokój światów” miał w tym względzie jedną niebagatelną zaletę – dedykację autora, dzięki której trudniej byłoby mnie posądzic o kradzież w razie wizyty w jakiejś księgarni.

Lekko najeżony uprzedzeniami rozpocząłem lekturę i…srodze się zawiodłem. Zamiast przeciętnej, nudnej książki, od jakich roi się obecnie rynek i jakiej oczekiwałem po przeczytaniu „Dzielnicy obiecanej”, dostałem barwną, dowcipną i pełną pisarskich fajerwerków opowieść. Mniam. Po kolei, jednakże.

pokoj

Autor opisuje, świat, jaki według niego mógłby zaistnieć, gdyby nawiedzili nas kosmici, umownie zwani Marsjanami (nazwa bardziej przystająca do obcych w parodii lub w pastiszu) i próbując podbić Ziemian, uwolnili energię umożliwiającą  materializację mitów, wierzeń i wszelkich innych emanacji umysłowych. Gdyby choć trochę podbudował „naukawo” ów proces (dla przykładu wyjaśniając proces zamiany energii myśli w materię i bilans energetyczny takowej operacji), można by nawet skategoryzować powieść jako science-fiction. Twórca jednak wygodnie pominął te kwestie milczeniem, sterując bardziej w stronę przygodowej fantastyki ogólnie pojętej, czyli „hasaj wyobraźnio bez reguł i ograniczeń”.

Główny bohater (Kutrzeba) to postać niezbyt skomplikowana. Majka posłużył się prostym ale niezawodnym chwytem – facet traci rodzinę wskutek demonicznego spisku złych person, w związku z tym po prostu musi budzić naszą sympatie i  współczucie, nawet jeśli do reszty jest opętany ideą zemsty. Wadą takiego wizerunku jest jego statyczność. O wiele ciekawsza jest postać, która ewoluuje, a czytelnik wraz z nią. Tego szczególnie brakowało mi w „Dzielnicy obiecanej”, brakuje i teraz.

Bohaterowie poboczni to barwna galeria postaci, znakomicie uzupełniają główną scenę. Ci pozytywni tworzą niemal klasyczną „drużynę” pod wodzą Kutrzeby, negatywni są niezbędni, by tamci się nie nudzili. Można jednak odnieść wrażenie, iż twórcę nieco poniosło. Duża ilość wcale nie przekłada się na jakość, większości tworów brakuje „trzeciego wymiaru” charakterologicznego – choć mają cechy indywidualne, to bardziej przypominają papierowe sylwetki. Do tego w takim tłumie trudniej dostrzec protagonistę.

zmora

Fabuła skonstruowana jest w formie retrospektywnego przekładańca, czyli zdarzenia bieżące regularnie przeplatane są kawałkami przeszłymi. Z jednej strony wprowadza to urozmaicenie i ogranicza nudę liniowej narracji, z drugiej jednak ma pewną wadę – ponieważ znamy aktualny stan naszego ulubieńca, jego uprzednie peregrynacje  nie budzą już w czytelniku takich emocji i zaciekawienia. Majka skupia się niestety prawie wyłącznie na głównym  bohaterze, niewiele czasu poświęcając innym, zwłaszcza antagonistom (a szkoda, bo znakomicie by to ubarwiło całość). Dobrze za to posługuje się suspensem – przerywa bieżący wątek w najciekawszym momencie, by wskoczyć w czas przeszły. Znam jednak osobników, na których ten chwyt nie działa – przeskakują po prostu przeszłość, by utrzymać ciągłość akcji (osobiście potępiam, choć rozumiem).

[Mała dygresja: za najlepsze uznaję takie utwory, w których nie ma nachalnie dobrych lub złych, lecz po prostu są zmuszeni do działania w ten, czy inny sposób przez okoliczności, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Autor, lekko manipulując zachowaniami (etyczne, nieetyczne) postaci, może  delikatnie ukierunkować czytelnika w kierunku sympatii dla określonej frakcji.]

Te niedostatki konstrukcyjne Majka rekompensuje nam wartką akcją, przy której trudno się nudzić, żywym, barwnym i dowcipnym językiem, który bez reszty oczarowuje czytelnika. Do tego nie traktuje odbiorcy jak idioty, nie podąjąc mu wszystkiego na tacy i czasami pozwala domyślać się samemu, kto na przykład jest kim wśród ożywionych.

Zbyt wiele ostatnio książek zaczynam i nie kończę – po prostu nudzą, a czasu w życiu jest zbyt mało, by czytać te nieciekawe. „Pokojowi światów” to nie grozi, nie tak łatwo jest z niego wyjść. Gdybym miał wprowadzić do ocen książek kategorię „nieodrywalność”, to tej pozycji dałbym 8 na 10. I do tego w ciemno wezmę następny tom tego cyklu.

cropped-tlo2

Dodaj komentarz



55 myśli nt. „Pokój światów, czyli kuchnia wyobraźni – recenzja

    1. bosman_plama

      @maladict

      Przypadek. Nie, że nie znałem Shadowrun (ze słyszenia, bo nie grałem – nie licząc nowej odsłony), ale wyparłem go z pamięci. Zresztą celowo umieściłem akcję środkowej Europie, by odciąć się od rozmaitych elfów i krasnoludów, którymi, np. posługuje się Kołodziejczak w swoim cyklu wymieszania magii i technologii.

  1. aihS Webmajster

    Pokój Światów jest jak Mass Effect (czyli bosman jest jak BioWare) – świetnie się zaczyna, świetnie trwa, ale końcówka wymaga solidnego patcha. Chaos jest słowem, które ciśnie mi się na usta jak myślę o ostatnich parunastu stronach PŚ. Osobiście wolę Czarny piesek gryzie światło.

    Są cyganie, są Marsjanie, są alkoholicy, są bogowie więc jest i okejka od Polygonu. 3/10 za prywatną seks-niewolnicę.

            1. furry

              @slowman

              Bez przesady, to nie jest tak że Pokój Światów kończy się klasycznym cliffhangerem, typu „wisiał na czubkach palców na wąskiej półce skalnej, a z drugiej strony wąwozu ostrzeliwali go Komancze, gdy nagle usłyszał w górze jakiś hałas i rzut oka wystarczył, by stwierdzić że leci na niego lawina. KONIEC”.

              Zakończenie jest raczej typu:

              lekki spoiler Pokaż
  2. Zebulah

    Właśnie odebrałem swój egzemplarz „Pastwisk”. Po „Pokoju Światów” oczekiwania wysokie ale z opinii, które czytałem, wynika, że mogę być spokojny :-)
    Z dotychczasowych dzieł Bosmana nie podeszła mi tylko „Dzielnica obiecana”. Zresztą zgodnie z tym co Bosman sam pisał: „komu podobało się Metro 2033, nie podoba się Dzielnica i na odwrót”. Ogólnie OK, tylko postać poznana na samym początku książki, jest moim zdaniem za bardzo „nie z tej bajki” i zepsuła mi ogólny odbiór całkiem niezłej całości.
    Razem z „Pastwiskami”, odebrałem też antologię opowiadań z konkursu „Poznań Fantastyczny – Miejska Paralaksa”.
    Niejaki Creep zajął w tym konkursie pierwsze miejsce i miał dać tutaj znać gdy antologia się ukaże, ale nie dał.

      1. Zebulah

        @creep

        To chyba napisałeś w jakimś komentarzu, który zaginął w odmętach Gikza. Spodziewałem się co najmniej news 2.0 na ten temat :-)
        Po przeczytaniu zaledwie czterech stron (spokoju w pracy nie dają) i dojścia do sceny z tramwajem pod Okrąglakiem, moje pierwsze wrażenie (o.O) dobrze oddaje cytat „może lepiej na jakiś czas zrezygnować z trawki i przerzucić się na rumianek?” ;-) Jestem zaintrygowany jak to się rozwinie dalej :-)

          1. Zebulah

            @creep

            Ziooom… Matrix spotyka Incepcję w zakładzie dla obłąkanych gdzie spada na nie fortepian, spod którego wyczołguje się „Funkcja Rorschacha”. Takie dziwne skojarzenie… Ciekawie by wyglądała adaptacja filmowa ;-)
            Naprawdę mocne wejście, zdecydowanie wyróżniające się na tle innych opowiadań :-) (wszystkich jeszcze nie przeczytałem).

              1. Zebulah

                @creep

                Po przeczytaniu całości, zgadzam się, że Twoje pierwsze miejsce w pełni zasłużone. Żadne inne opowiadanie nie robi takiego wrażenia, jednocześnie sensownie się układając. Nie opiera się chyba na żadnych schematach ani innych znanych historiach.
                Była to druga antologia opowiadań jaką przeczytałem w życiu i widzę jak wiele tracilem przez te kilkanaście lat, od czasu przeczytania poprzedniej, skupiając się tylko na książkach. Różnorodność. Jako następne z półki wstydu wezmę więc antologie opowiadań nominowanych do nagrody Zajdla.

Powrót do artykułu