Paranormal Acitivity: The Lost Soul VR – strachem podszyte

Nitek dnia 10 lipca, 2017 o 10:31    1 

patyt

Pewnie, bałem się lekko, LEKKO, na Outlaście. Wiadomo, świeży temat, jakieś łachudry topless goniące z kosami po korytarzach i dziwna atmosfera. Zaś to, co prezentuje przeskok w gogle to istna makabra, a samo Paranormal Activity (choć filmowe zrolowało mocno w dół) jest jednym z fajniejszych tematów jakie ogarnąłem z goglami na nosie.

Przede wszystkim to przygoda trwająca parę godzin, choć mieszcząca się w standardach produkcji VR. Zarówno cenowo jak i czasowo. Z tym drugim może być różne, bo zależy to od ogarnięcia samego grającego i zdolności orientacji w terenie, cudzym domu, w którym dzieją się rzeczy niepokojące. Czas spędzony z produkcją załamuje też wykorzystanie VRu jako takiego, bo grać w grę i patrząc na płaski monitor, a będąc de facto w grze i mierząc się ze strachami tuż przed oczami to drugie. I robi robotę.

Całość rozgrywa się w tzw. trybie pokoju. Gogle tak można ustawić, że jak macie dużo miejsca to zakreślacie teren, po którym fizycznie możecie hasać. Do tego na kontrolerze, za pomocą touchpada, poruszamy się jak w typowej gierce FPP. Samymi gałami machamy też, bo to nasze kursory, ręce in-game. Łapy, którymi można otwierać drzwi, zaglądać do szuflad i starać się zasłonić oczy, co oczywiście nie działa. Imersja w temat po chwili szybuje mocno w górę i już rychło zagląda się ostrożne za winkiel, rozgląda dookoła w poszukiwaniu ważnych szczegółów i oświetlając latarką pomieszczenia, by znaleźć bateryjki do tejże. Bo jak jest ciemno to robi się dwa razy bardziej efektownie. I strasznie.

Strachy zaś, pierwsza klasa. Cała gra to wycieczka, po nawiedzonym domu, swoisty walking sim z dużą dozą interakcji. Tu możemy coś podnieść, tam znajdujemy jakiś kluczyk do drzwi, tam coś wygeneruje podwyższone bicie serca. Właściwie nawet w momentach, kiedy teoretycznie nic się nie dzieje klimat można ciąć nożem. Szkoda, że całość twórcy rozciągnęli dłużej poprzez znikome podpowiedzi, choć pozwala to na mocniejszą wczuwkę, ale dokłada do tego bez sensowne łażenie po domu i próbę otwierania drzwi na chybił trafił, bo może teraz są otwarte. I można se tak kluczyć po tym wielokondygnacyjnym domostwie godzinami, acz pozbawionym wtedy skryptowanych strachów, co najzwyczajniej w świecie, powoduje zbędne dłużyzny i trochę rozmywa klimat.

Niemniej jednak, śmiem twierdzić, że jeszcze nigdy przy giereczce tak mocno się nie bałem. Niby takie tam scare jumpy, niby można przewidzieć to czy tamto, ale konieczność rozgrywki całym sobą, głupiutkie zaglądanie pod stoliki  i niezwykle klimatyczne momenty, z lewitującymi gadżetami włącznie, robią robotą. Wyciąłbym za to zbędne łażenie po włościach i zamknął to w bardziej liniowej, skondensowanej ścieżce, z mniejszymi przestojami, ale wtedy znowuż nie wyszedłbym z zabawy żywy. Pewnie, łażenie samo w sobie miało klimat, moment, kiedy wpadłem na moje łóżko, czy stolik, albo kiedy Beata postanowiła mnie tyrpnąć wybieliło mnie z resztek poczytalności, ale sama gra trochę nieumiejętnie się rozkłada.

Tak czy siak, ze wszystkiego, co miałem okazję ograć, w całości czy kawałku, Paranormal Activity jest zdecydowanie w topce. Wiedząc zaś co robi z giereczkami-horrorami, nie wiem czy na Resident Evil 7 VR, bym się skusił.

Pewnie, ze tak. W przyszłym roku.

Gogle miałem na nosie dzięki VR Rooms z Rudy Śląskiej, gdzie możecie pobawić się w VR na pięciu stanowiskach, zagrać w samochodówki na symulatorze z hydraulicznym podnośnikami, ale przede wszystkim narobić w porcięta przy jakimś straszaku ;)

Dodaj komentarz



Jedna myśl nt. „Paranormal Acitivity: The Lost Soul VR – strachem podszyte

Powrót do artykułu