Overwatch – recenzja. Overwatch

Nitek dnia 30 maja, 2016 o 9:26    66 

overmontaż

Jest lepiej. Nie gram w Overwatcha już trzydzieści minut.

Jeśli jesteś skorupiakiem nie wyściubiającym nosa poza własną skorupę lub spałeś dość dużo ostatnimi czasy wiedzieć musisz, że Overwatch to strzelanka FPP od Blizzarda, mistrzów Diablo, Warcraftów i inszych RTSów. Tego Blizzarda. Zanim ujrzał światło dzienne plan był na niego zupełnie inny. Najpierw Titan, potem F2P, tak właśnie. Na szczęście ów model płatności odrzucono i postawiono na jednorazową opłatę i trochę mikropłatności czysto kosmetycznych, opcjonalnych, nawet nie zauważysz, że są, ale są. W zamian za ich obecność obiecano wszelkie dodatki do gry w formie darmowej, co wydaje się być całkiem niezłym dealem. Problem z Overwatchem zaczyna się gdzie indziej. Na etapie wyboru postaci.

overwatch_heroes - resized

Pierwsze odpalenie gry przypomina otwarcie programu “Rolnik szuka żony, sezon czwarty”, bowiem przed nami prężą  się kandydaci do dalszej wspólnej drogi. Dwadzieścia jeden postaci rozstawionych w czterech kategoriach – ofensywa, defensywa, tank i wsparcie, a wśród nich dla każdego coś miłego. Pozornie wydawać, by się mogło, że wszystkimi gra się tak samo, bo strzelanie faktycznie niewiele się zmienia, tak naprawdę o wiele więcej tu złożoności niż by można przypuszczać. No, może jednak po samych archetypach klasowych spodziewać się można wiele, ale to i tak tylko wskazówka do czego dany delikwent najbardziej się nadaje.

Każdy z pretendentów o nasze serce posiada kilka unikalnych zdolności na stale do niego przypisanych. Wszyscy, jak jeden mąż, mają swoje mocne stront jak i słabości. Łaska leczy i wzmacnia walory ofensywne podążając za bohaterem czyniąc go praktycznie nie do ubicia, a nawet jeśli cel jej medykamentów zniknie gdzieś w oddali, może rozłożyć skrzydła i do niego podlecieć. Pozostawiona samej sobie stanowi łakomy kąsek dla sześciu dzikusów z drużyny przeciwnej. Obrażenia zadaje znikome. Dynamiczniejszym kandydatem na medyka wydaje się być Lucio, szalony DJ prosto z Brazylii, zapodający na polu walki tłuste bity o właściwościach leczniczych, bądź wzmacniających. Brzmi głupio, ale gość tak pomyka po polu walki, że ciężko go złożyć, a jego dopalacz prędkości potrafi zdrowo namieszać, zwłaszcza kiedy podpali stopy najwolniejszym tankom typu Reinhardt. Pożodze nie ma końca.

Overwatch-Guide-Lucio-02

Sam znalazłem ukojenie w najbardziej dynamicznym towarzystwie jakie gra obecnie oferuje. Tak mi się przynajmniej wydaje. Grono moich czarnych koników jest dość zacne. Prym wiedzie oczywiście Smuga, której zdolności naginania czasu przy ogromnym pędzie i sianiu ostrzału gdzie popadnie w trybie ultra szybkim to cierń w stopie drużyny przeciwnej. Już nie tyle bryluje w tablicach wyników, choć zdarza się, ale generowanie chaosu w jej wykonaniu jest fest pomocą dla całej drużyny. Mało kto w szybkim tempie przeciska się na punkt kontrolny, o który należy walczyć, tuż za plecami przeciwnika skupionego w ciaśniejszym fragmencie mapy, gdzie zaognia się walka w danej rundzie. I nagle, cisza, jak ręką odjął, bo wszyscy ustępują i cofają się, by bronić przejmowany właśnie cel. Nic to, że często przy tym Smuga ginie, bo jak przeciwników wiele to samemu jest dość ciężko się utrzymać na nogach. No, ale skoro wszyscy nagle zebrali się na punkcie, nikt nie pilnuje drogi do niego, a tam już pędzi reszta drużyny, by zadać decydujące pchnięcie.

Podobnie gra się D.Vą. Może nie do końca jest tak mobilna jak Smuga, ale wyposażona w mecha niejednego potrafi odstrzelić. Może też przyblokować ogień od frontu lub dzięki przyspieszeniu odgarnąć łokciami towarzystwo niejednokrotnie spychając delikwentów za mapę. Jej ruch ostateczny to autodestrukcja dosiadanej jeszcze chwilę wcześniej maszyny, którą rozpędzoną można posłać w szeregi przeciwnika i prowadzić dalszy odsiew za pomocą szybkostrzelnego pistoletu, który w odpowiednich rękach i zręcznych palcach prowadzących D.Vę do boju potrafi krwi napsuć. Ale już w ogóle, kiedy pewnego razu posłałem mecha z włączoną autodestrukcją w rozwścieczony tłum huncwotów, szybko katapultowałem się, posyłając serię w przeciwnika, schowałem się przed siłą wybuchu i szybko przywołałem kolejną maszynę wsiadając do niej w biegu flow wydarzeń na ekranie miażdżąc mnie wydusił ze mojej rozdziawionej gęby ze wszech miar słuszne boże, ale ta gra jest zajebista.

dva

Złomiarz obsługuje granatnik, którym strzela się odmiennie od reszty tu wymienionych, bo i trzeba przewidzieć lokację przeciwnika z wyprzedzeniem biorąc pod uwagę czas i tor lotu granatu, który potrafi się odbić od wszelkich powierzchni. Do rozrzedzania tłumu używa miny, ale to tak jakby dać mu narzędzie do skoków w przestworza, bo ran mu nie zadaje, a wysadzając gadżet pod nogami można dostać się w rejony wcześniej dla niego i pozostałych członków drużyny niedostępne. No i dobrze radzi sobie mord oponą, dziesięciosekundowym pojazdem uskuteczniającym śmierć i zniszczenie tam gdzie zdoła dojechać w tym czasie. Szalony, wyglądem przypomina Jokera.

Podobne zdolności, pozwalające na dostanie się do miejscówek dla innych nieosiągalne, mają snajperzy, Hanzo i Trupia Wdowa. Ten pierwszy może pionowo wbiec po ścianie i stamtąd motać strzałami z łuku w manierze prędkiej, Wdowa zaś ze swoją snajperką może ulokować się na wyższych kondygnacjach w dogodnej pozycji. Walka nimi jest trochę wolniejsza, bo oboje preferują dystans, choć czasem można coś wskórać w zwarciu, choćby drogę ucieczki. Walka z nimi? Śmierć znikąd głównie.

 

Tanki to inna para kaloszy. Wspomniana D.Va jest zresztą jednym z nich, choć kategoria nie przypisuje użyteczności bohatera pod dany stereotyp. Wszyscy oni są narzędziami w rekach gracza i tylko od niego i indywidualnego stylu rozgrywki będzie zależeć jak użyjecie hak Wieprza czy tarczę lub młot Reinhardta. Jasne, korzystnie jest użytkowanie każdej postaci podłóg ról im przypisanych, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by bawić się nimi zupełnie odmiennie.

A jeśli ktoś stroni od kontaktu z innymi, a jednocześnie lubi czasem kogoś odstrzelić, z pomocą przychodzi Torbjörn, krasnolud stawiający wieżyczki, które dobrze umiejscowione potrafią doprowadzić kuriozalnych sytuacji zerowania drużyny przeciwnej, wręcz kradnąc całe show, w tym zagrywkę meczu. rzuca też zbroję, co jest nieodzowną pomocą, o ile nie skupia się na wieżyczce właśnie. Jako jeden z niewielu strzela po łuku, więc bieganie nim samopas wymaga trochę obeznania.

trojbjorn

Dwadzieścia jeden person to pula dość spora i tak naprawdę warto zagrać każdą z nich przynajmniej raz, by znaleźć te najdogodniejsze, ale także by poznać standardowe zagrania każdej z nich. Na każdego jest sposób, upór gracza czy przeciwstawna siła na zasadzie papier-nożyce-kamień, ale przy odrobinie szczęścia każdy ściągnie każdego. Możliwości jest multum i sporo zależy od kreatywności grającego. A ta czasem poraża, bo przez brak ograniczeń w wybieranych postaciach można naciąć się na trzy Bastiony jednocześnie, co nie jest przyjemnym doświadczeniem. Bastiony to ruchomy wieżyczki, które są mocno przesadzone, ale zabawa nimi jest mocno nieciekawa, bo ile można stać w kącie z rozstawionym minigunem, wyczekując aż ktoś się nawinie. Sito niesamowite, siła do ogrania i jednocześnie postać najbardziej obecnie znienawidzona przez większość grających o sposobie prowadzenia rozgrywki mocno statecznym i nudnym.

Zdążyliście się już domyślić, że nie tylko giwery postacie dzierżą inne. 21 postaci to mniej więcej trzy razy tyle zdolności specjalnych do opanowania i zupełnie odmiennych zdolności ostatecznych, ultimate, w skrócie ulti. Dobre operowanie pukawką to połowa sukcesu okryta woalką zdolności z jakich można korzystać. Te są niezmienne, bo postaci nijak się tu nie rozwija. Blizzard proponuje zabawę w otwieranie skrzynek, w których losowo można zdobyć rzeczy kosmetyczne dla naszych bohaterów, skiny, odzywki czy wzory graffiti, którymi można podmalować okolicę. Wbity level to jedna skrzynka i tyle chyba, że ktoś lubi iść na skróty to zawsze skrzynki można wykupić za PLN. Sprawa dość kontrowersyjna, ale z drugiej strony zapewniająca niezachwiany balans między poszczególnymi postaciami, a przy okazji zaspokajająca dryg kolekcjonera Blizz-style. Podoba mi się to, choć mógłbym już dostać te skiny elitarne, bo takie fikuśne dość.

overcase

Gunplay jest fantastyczny. Można się upierać, że wszystkimi strzela się tak samo. Nie do końca. Owszem, niektóre karabiny czy pistolety maszynowe w obsłudze są takie same, ale bronie zróżnicowane są na ilość obrażeń jakie zadają, ilość pocisków w magazynku mimo nieskończonej amunicji, czy prędkości przeładowania. Smuga razi dość krótkimi seriami po całej okolicy, Złomiarz wyrzuca granaty z opóźnieniem, podobnie Fara i jej dość standardowa wyrzutnia rakiet. Reinhardt mota młotem obszarowo i z bliska, a powolność w rzyganiu ołowiem swojego mecha D.Va nadrabia pistoletem kiedy z niego wysiądzie. Wyjęto przy tym wszystkim balistykę pocisków, choć granaty zachowują się prawidłowo, ale przy dość arcade’owym charakterze rozgrywki w ogóle się za tym nie tęskni. Ba, natężenie zdarzeń w jednym momencie jednocześnie potrafi niejednokrotnie zerwać bambosze, więc nie ma nawet czasu za tym zatęsknić. To nie ten typ zabawy. Overwatch stawia przede wszystkim na szybkie tempo i moc wrażeń, co wychodzi mu znakomicie.

Obecnie w menu szybkiej gry, typy zabawy są dwa, przydzielone na sztywno do dwunastu dostępnych map. Na zmianę na nich bawić się przyjdzie wam w zdobywanie punktów na mapie, przeplatane trybem eskorty, gdzie należy przepchać ładunek z miejsca na miejsce, aż do punku docelowego przy rzadko kiedy słabnącym ostrzale przeciwnika. Będziecie liczyć sekundy ciszy na mapie. Dostępna jest także zabawa z botami oraz tryb zręcznościowy, gdzie udostępniono zmodyfikowane warianty zabawy dostępne przez tydzień. Zwiększone zdrowie, mniejsza grawitacja, cuda na kiju. Ciężko orzec co pojawi się jeszcze, wszak jeszcze rotacja nie nastąpiła. Nie przeszkadza mi to wcale, bo niejednokrotnie kiedy inne tytuły oferowały więcej trybów i tak skupiałem się na maks trzech i nie jestem w stanie wymienić strzelanki, gdzie faktycznie sięgałbym po więcej, przynajmniej nie na dłuższy czas. Ta stosunkowo skąpa zawartość ma zostać uzupełniona jeszcze w czerwcu o tryb competetive, gdzie pojawią się nowe tryby zabawy dostępnej dla graczy powyżej 25 poziomu. To Blizzard, więc będzie jak będzie, o ile będzie.

widow

Dwanaście map przeciągnie Was po ładnych miejscówkach. Jest chłodny Nepal, Dorado gdzie poza odstrzałem przeciwników, można ubarwić zwykły dzień targowy. Plan zdjęciowy w Hollywoodzie to pozostałości po westernie, gdzie w samo południe, między pędzącymi kwiatami pustyni rozgrywa się walka  o każdy centymetr trasy eskorty. Numbani to futurystyczne wizje Afryki Zachodniej, gdzie najpierw należy eskortę odpalić przez dobycie pierwszego punktu na mapie, a potem zataszczyć towar do celu. Wszystkie mapy są dość sporych rozmiarów, zwłaszcza pozycje hybrydowe jak wspomniane Numbani o wielu drogach do celu. Nie do końca oczywistych, bo co prawda można lecieć środkiem ulicy, ale we wszelkich obudowaniach jest masa korytarzy i przejść, które trzeba dokładnie poznać, ku uciesze nieczystych zagrań jakie można później uskuteczniać na przeciwnikach. Każda z map ma wąskie gardła, gdzie skupia się cała zabawa i jest Michael Bay do potęgi entej, ale w każde miejsce można podejść co najmniej z dwóch stron, a dokładając do tego zwiększoną mobilność niektórych postaci, daje to wiele opcji zasadzek i pozycji do rażenia przeciwnika. Nudne wydaje się być podejście do wrażych punktów, ale to kwestia balansowania obu stron. O ile w przypadku walk o punkty na mapie miejsce odrodzenia jest mniej więcej w takiej samej odległości, tak przypadku eskorty drużyna przepychająca transport ma znacznie bliżej od ekipy defensywnej, co owocuje ciągłością akcji bez zbędnego zamulania, bo czekamy na przeciwnika. Chcesz zrobić zasadzkę? Musisz dać przeciwnikowi bliżej podjechać, co oczywiście zwiększa jego szanse na kolejny punkt kontrolny. Bo nie zacumowany pojazd po chwili niepilnowania zaczyna się staczać do bazy, a sam niejednokrotnie przegrałem partię mając centymetry do celu. Nic nigdy nie jest przesądzone. Piękno Overwatcha, ale też w takich momentach brak zgranej ekipy to gwóźdź do trumny dla odniesienia sukcesu. Nieważne.

ihs

Źródło http://www.gikz.pl/artykuly/wpisy/co-jest-grane-smugi-na-ekranie/#comment-172120

Wszystko nurzane jest w komiksowej otoczce wizualnej pełnej uroku i smaczków dla wprawnego oka. Zachwyt budzą animacje postaci, także te z widoku pierwszej osoby. Co prawda znowu się ktoś nie popisał i nie wyposażył w tym widoku postaci w nogi, ale bronie i ręce są na miejscu i opływają w detal. Żniwiarz kuśtyka, a granaty w otwartej broni gibają się przy każdym kroku. Gałki od sterowania mecha śledzą i kopiują każdy nasz ruch z naduszaniem spustów włącznie. Winston za pierwszym razem wywołał mi palpitację, kiedy jego lewa ręka z lewej strony ekranu podpierała jego wielkie cielsko goryla wykonując kolejny krok. Myślałem, że ktoś biegnie obok. Same mapy okraszono subtelną fizyką przedmiotów jakie się na niej znajdują. Nie jest to coś o znaczeniu strategicznych, z wyjątkiem barierek, które można zniszczyć i wypchnąć kogoś hen. Za to zanim spuszczą ogary można obtłuc butelki, roznieść w drzazgi krzesła czy też sprawdzić czy ołowiem można naszykować popcorn. W takim Dorado zagracie na dzwonach kościelnych lub też zagracie w nogę. Ołowiem oczywiście. Wylot na plac targowy, gdzie każdy grzeje ze swojej rury momentami przypomina ostrego sylwestra ‘97. Leci tam wszystko, pękają piniaty, sypie się conffetti, walają papryczki, fruwają bakłażany. Czasem jednak chaos jest zbyt znaczny, by można było to uchwycić, ale zawsze dzieje się.

Dźwiękowcy odwalili znakomitą robotę, zwłaszcza polski dubbing, który dobrany jest tak dobrze, że nawet nie mam ochoty sprawdzać jak to wszystko gra w innym języku. To tylko dopełnia wrażenie, że gra się w animację Pixara. Wszystkie postacie także brzmią inaczej i po dłuższej chwili zabawy można rozpoznać kto biegnie za rogiem po charakterystycznym dźwięku ich kroków. Dodatkowo każda z nich ma dostępne kółko z podręcznymi komendami, gdzie poza wołaniem o pomoc czy sprawdzeniem statusu super zdolności można rzucić jakimś hasełkiem czy pomachać komuś na dzień dobry. Niby nic, ale te odzywki i możliwość dowolnego ich używania niejako urzeczywistnia prowadzone postacie, które są bardziej naszymi kolegami niż typowym mięchem armatnim z każdej innej strzelanki. Młodzieżowa i luzacka Smuga, dystyngowana Wdowa, szalony Złomiarz, wiecznie zasapany w masce gazowej Wieprz. Znakomicie, milordzie.

Z perspektywy czasu dziwnie się czuję, że przy pierwszym zetknięciu z tematem Overwatcha, jeszcze podczas pierwszej zapowiedzi, w ogóle nie myślałem o graniu w niego. Syndrom jednego razu jest tu mocny, nieważne czy właśnie zaliczy się porażkę czy zwycięstwo. Nie płaczę z braku kampanii, tą wszak dostarczył DOOM, nie przyrównuję do biedy Battlefronta zaślepiony czystą frajdą i fontanną miodności skapującej z ekranu. Czy jest dobrze? Jest FEST! Wiele osób na oko ocenia, że to taki Team Fortess 2 na sterydach. Być może. TF2 we mnie nie trafił wcale, porównać mi go ciężko. Overwatch? W gronie sześciu zebranych trzydziestolatków na TeamSpeaku o trzeciej nad ranem, zdarza mi się emocjonować najgłośniej.

Skłamałem. Pisałem grając w Overwatcha.

szmatanKOMĆ

Źródło http://www.gikz.pl/artykuly/wpisy/co-jest-grane-smugi-na-ekranie/#comment-172217

Puking_rainbows

Grane dzięki polskiemu dystrybutorowi, CDP.PL

Dodaj komentarz



66 myśli nt. „Overwatch – recenzja. Overwatch

        1. lemon

          @powazny_sam

          Niektórzy zostają ojcami w tym wieku. ;)
          Śmiało możesz kupować. Przemoc jest, ale umowna i bez kropli krwi czy nawet siniaka. Jeśli dziecko jest zdrowe psychicznie („zabiłem babcię, bo myślałem, że odrodzi się w następnej rundzie”), to nic mu nie będzie.

          Bardziej narażasz się na obicie taboretem, jak wyłączysz mu komputer w jakimś ważnym dla drużyny momencie. ;)

          1. powazny_sam

            @lemon

            A jak wspolgracze? To ze k. czasem poleci na czacie to nie problem, na podwórku czy w szkole tez to przecież norma, bardziej chodzi o taki ogolny ‚klimat’, zeby sie mlody za bardzo nie przejal.
            Wiem ze moglbym gameplate poogladac, ale gry sie same nie przejdą wiec męcze was :p

  1. Redook

    Gralem sporo w TF2 i te gry sa na tyle podobne ze ciezko ich nie porownywac. Overwatch szczegolnie przypomina mi TF w pierwszych latach istnienia, kiedy jeszcze nie bylo tego bordlu z itemkami. Po becie Overwatcha stwierdzilem ze sprawdze co slychac w TF i niestety ciezko znalesc ‚normalny’ serwer, wszedzie jakies mody albo idiotyczne mapy. W Ov z tego co wiem nie ma modow ani custom serwerow tak ze tego akurat problemu nie ma. Z drugiej strony jest to minus bo zawsze to mniej wolnosci.
    Druga sprawa to postacie – Overwatch wydaje sie miec jakas niespojna zbieranine, w TF to byli najemnicy kretyni, ktory pasowali do siebie i valve udalo sie nawet stwrzyc dosyc zabawna fabule.
    Tak czy siak w bete gralo mi sie naprawde fajnie. Gierka kusi ale ta cena to jakis zart chyba. Moze po wizycie w Toussaint sie skusze…

  2. aihS Webmajster

    Jestem ciekaw czy Smuga podzieli los Paladyna z WoWa z jego sinusoidą balansu. Blizzard fajna firma, ale jak na forum zbyt wiele osób będzie miało, słuszny lub nie, ból dupy to ją znerfią do ziemi by potem znów wynieść na szczyt i tak w kółko.

    Po becie, którą byłem zachwycony, nadszedł czas przemyśleń i doszedłem do wniosku, że OW jest okej, ale więcej frajdy daje mi jednak PvZ: Garden Warfare. Jak zaimplementują jakiś system rozwoju poza kosmetyką to chętnie zweryfikuję swoją opinię. I więcej supportów bo poza Lasencją nikt mi nie podszedł albo wachlarzem umiejętności albo klimatem – na ciebie patrzę Lucio.

    3/10

    PS gdyby było F2P to bym grzmocił, ale ciiiiii :P

          1. gniewquo

            @fl0dA

            Wieżyczka krasnala powinna mieć skrócony zasięg, bo czasami ma się wrażenie, że zdejmuje cię mega dobry snajper.
            Grający Bastionem bardzo często sami ograniczają sobie pole ostrzału rozstawiając się w samym kącie (a jak już się wypatrzy takiego delikwenta, to granaty złomiarza aż miło się wsadza w ten sam kąt :D )
            Pole ostrzału u Bastiona wydaje mi się nawet OK, ale ma zdecydowanie za dużo naboi i za mały rozstrzał (spray?). Na full auto praktycznie strzela w jeden punkt niezależnie od odległości.

  3. Siemion

    Powiem tak: ostatnio gry multi (a FPS w szczególności) zaczynały mnie dość mocno męczyć… ale w Overwatch gra się bardzo fajnie, zwłaszcza, że działa całkiem ładnie nawet na moim laptopie-antyku. Na razie zwykle stawiam na kogoś z trójki D.Va-Fara-Żołnierz-76, ale zwykle przeskakuję w trakcie meczu między klasami aby dostosować się do sytuacji – fajna sprawa. Arcade to radosne wariatkowo (póki nie trafi się jako atakujący na cały team Winstonów na Dorado). Ogólnie gra się zacnie. Jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić, to do tego, że niektóre mapy są zbyt przegięte w stronę ataku (King’s Row) lub obrony (Hollywood).

    Jakby co, mój ID to Spitfire#22278… trochę sobie jeszcze pogram przed wyjazdem do USA.

  4. gniewquo

    W czasie bety narzekałem, zapierałem się, że nie kupię, że nie zagram, miałem wydać tą kasę na Total Wara…
    Po przemyśleniu jednak dotarło do mnie, że na grach CA zawiodłem się do tej pory częściej niż na grach Blizza, więc postanowiłem poczekać na jakieś zbiorcze wydanie Total Wara z dodatkami (łudzę się że wyjdzie taniej niż na premierę z darmowym Chaosem).
    Nie wiem co mnie tknęło (kłamałem, wiem… -.- nie wolno mi oglądać streamów Nitka, „rozhajpował” mnie tak, że wyskoczyłem z ostatniego grosza), zastosowałem sztuczkę z możliwością kupna za USD i wsiąkłem…

    Teraz już wiem, że w czasie bety gra nie podobała mi się ze względu na chaos, który w grze właściwej gdzieś zniknął. Pewnie przez to, że w tym momencie gra więcej ogarniętych ludzi, którzy wspólnie chcą wykonywać objective, a nie postrzelać się o nic nieznaczące przejście/korytarz.
    Gra pewnie nabiera rumieńców ze zgraną ekipą, ale i z ogarniętymi randomami można pobiegać (a ogarnięte randomy zdarzają się tej grze bardzo często).
    Overwatch mocno przypomina Team Fortress 2 i trochę Dirty Bomb. I choć DB dla mnie pozostaje spadkobiercą genialnego Enemy Territory, to jednak OW ma w sobie to coś, co skłania do grania właśnie w tą płatną grę, a nie w konkurencyjne F2P.
    Najważniejszą cechą Overwatch jest to, że daje radość z grania, nawet w przegranym meczu.

    PS.: gniewquo#2600 :)

  5. Roy_Batty

    A ja wczoraj zmieniłem sobie ustawienia audio z wersji polskiej na oryginalną angielską i przyznam szczerze że już przy niej pozostanę – pojawiają się w niej bowiem fantastyczne akcenty zgodne z pochodzeniem konkretnych bohaterów (brytyjski, indyjski, rosyjski, niemiecki itd. itp.), cód, miód i orzeszki :) Polskiej wersji tego brakuje.

  6. bad_puppy

    no cóż, Blizzard znowu zrobił swoje.
    Ja póki co odkryłem że stare kłejowe skille nie pordzewiały tak bardzo, więc ciężko mi się oderwać od Fary ;)
    Przeraża mnie to ile w tej grze jest do ogarnięcia, może za rok będę w miarę ogarniał połowę postaci.

  7. Fantus

    Meh.

    Nawet nie dotykam, bo wiem, że wciągnie, bo ma wciągać, a potem doić kasę. To nie jest gra tylko jakiś szatański produkt social-engineeringu ubrany w grafikę. Tak samo jest z Hearthstone. Każdy w jakimś momencie zadaje sobie pytanie: „Ale co ja robię?”. Niektórzy po miesiącu inni po 10 latach.

    Żeby nie było, że jestem odporny – wręcz przeciwnie. Dlatego nawet się nie zbliżam :-)

  8. borianello

    Pograłem parę godzin w betę i wnioski mam mniej optymistyczne”
    - grafika b. fajna, o dziwo komiksowa stylizacja w ogóle mi nie przeszkadzała, czego się obawiałem
    - bardzo cieszy duża ilość zróżnicowanych postaci

    Minusy, niestety, poważniejsze:
    - strasznie ciulowe projekty map, nieprzemyślane choke pointy, które może pokryć 1 sprawny obrońca,typu Bastion, krasnal, czy ta latająca laska z bombami.
    - tylko 2 tryby
    - brak „tego czegoś”, co spowodowałoby, że pograłbym dłużej niż paręnaście godzin
    - ciulowe strzelanie
    Podejrzewam, że do gry warto będzie wrócić za rok, może dwa, kiedy Blizzard uzupełni zawartość i gra nabierze rumieńców, tak jak w przypadku Diablo.

    1. gniewquo

      @borianello

      Miałem podobne odczucia po becie, jednak jak już pogra się z ludzmi nieco ogarniętymi na mapach, to da się zauważyć, że większość choke pointów jest zaprojektowana specjalnie właśnie po to, aby choke pointami były.
      Tak, ogarnięty Bastion da radę takiego punktu bronić i właśnie po to jest możliwość zmiany bohatera w dowolnym momencie, żeby znaleźć dobrą kontrę na tego Bastiona czy wieżę krasnala, poza tym drużynowe podejście do takiego przeciwinika wiele zmienia.
      I dodatkowo sporo z tych choke pointów ma jakieś boczne dojścia które zazwyczaj nie są kryte przez resztę drużyny przeciwnej.
      Na wrażenie ciulowego strzelania niestety rady nie mam, choć też przez większość bety to mi nie pasowało, ale im dłużej się gra tym więcej niuansów jednak można zauważyć, jak np strzelanie Zmazą, niby ma szybkie serie, ale tak słabe, że większej krzywdy nikomu nie zrobi – rada wystrzelać serię, w momencie reloadu teleport i znowu można naparzać, i tak do momentu aż ktoś jej nie ustrzeli ;)

Powrót do artykułu