Ocalić od zapomnienia – Patrician III & IV

maladict dnia 19 lutego, 2014 o 12:24    21 

ooz

Sam nie wiem skąd mi się to wzięło. Czy może po obejrzeniu ‚Black Sails’ zechciałem zobaczyć jak to jest być po drugiej stronie pirackiego kordelasa? Może to swobodne ćwiczenia umysłowe ‚Co bym zrobił gdybym był bogatszy?’? A może kolorowa ikonka rzuciła mi się w oczy jako pierwsza? Sam nie wiem. Ale jakoś tak wyszło, że postanowiłem sobie odkurzyć grę ‚Patrician IV’.

Poprzednią część uwielbiałem, spędziłem nad nią ponad 60 godzin wg. Steama i drugie tyle poza nim. Dlatego też gdy cena części czwartej zeszła do rozsądnego poziomu postanowiłem dokonać inwestycji.

patrician4 - town

Ale, ale… nie mówcie mi, że nie wiecie o czym jest seria. Pierwszą część widziałem jeszcze w połowie lat 90-tych i działa się jeszcze w basenie Morza Śródziemnego. Dwójki nie pamiętam wogóle, trójka przeniosła się na teren Hanzy, czwórka podąża śladem trójki. Gra polega (to wyjaśnienia dla tych, którym jednak jakimś cudem umknęło) na wcieleniu się w rolę kupca z tamtego okresu i rejonu i zaczynając od małego statku i kilku dukatów dojść do sławy i fortuny. W tym celu wykonujemy typowo kupieckie czynności – kupujemy tanio by sprzedać drogo, dostarczamy towary tam gdzie inni baliby się wsadzić nogę, inwestujemy w zakłady produkcyjne by uniezależnić się od dostawców aż wreszcie zostajemy najpierw rajcą, potem burmistrzem a na koniec Starszym Hanzy. Co dzieje się dalej nie wiem bo nie dograłem. Raz byłem blisko – zostałem już Eldermanem, ale wtedy olałem całą linię fabularną (co nie jest trudne, bo i nie jest ona jakoś szególnie natarczywa) i zacząłem się bawić w budowanie nowych miast, a gdy to mi się znudziło zabrałem się za walkę z piratami decydując się zaatakować ich kryjówkę. Co zakończyło się zwyczajowym ragequitem.

Tak przynajmniej było w trójce, w kampanii w której odkrywaliśmy straszną rodzinną tajemnicę. Do dziś nie wiem jaką gdyż zdobywszy zbyt wiele fejmu w miastach hanzeatyckich nie byłem w stanie nawiązać kontaktu z półświatkiem Edynburga… Ech, jak to mawiają ‚Najpierw zadawaj pytania, potem sprzedawaj im wełnę.’ W czwórce kampania jest tylko jedna (plus kilka scenariuszy i piaskownica) i nie jest jakaś nachalna. Służy raczej jako zbiór wskazówek jak się rozwijać (załóż punkt handlowy w mieście tym i tym, wybuduj tam farmę i ustaw stały szlak). A zatem rozwijamy się – kupujemy kilka sztuk jakiejś taniochy i żeglujemy z nią do innego portu w nadziei, że tam zechcą naszą taniochę. Jeżeli chcą, to sprzedajemy im, kupujemy trochę ich taniochy i tak dalej.

Patrician IV_trade

Nudne, powiecie? Możliwe. Ale tak można powiedzieć o każdej grze. Oczywiście, że w Patricianie mamy progres, w miarę jak kupujemy i opychamy za bezcen coraz więcej towarów i mieszek nam pęcznieje przychodzi ten moment, że trzeba kupić drugi statek, bo jeden nie wyrabia i połączyć je w konwój. A konwój to łakoma gratka dla miłośników łatwego zarobku, więc konwojowi trzeba dać eskortę. A potem jak już się robi konwojów za dużo to trzeba automatyzować, co jest największym bólem w dupie tej gry, bo prawidłowe ustawienie „weź 20 beczek zboża i 100 beczek soli z Lubeki, płyń z tym do Aalborga gdzie wyładujesz całą sól, weźmiesz wszystko mięso jakie mamy w magazynie plus kolejne 20 beczek zboża, które zawieziesz do Malmö, gdzie wyładujesz całe zboże, 10 beczek mięsa, weźmiesz wszystek ser i wełnę a jak ci zostanie miejsca to drewno i cegły i zawieziesz to z powrotem do Lubeki” nie jest łatwe, ale niezbędne, bo naprawdę nie sposób wszystkiego doglądać osobiście.

patrician-4-trade route

Tak, że ustawiamy automatycznie transport i handel (sprzedawaj wszystkie ryby za wyjątkiem dziesięciu, Cena minimalna to 240 D. Kupuj miód za maksymalną cenę 60 D, aż bedzie w magazynie sto sztuk) i kasa nam się sama robi a my tylko trymamy oko i ucho na pulsie spraw wprowadzając niezbędne poprawki. To daje nam więcej czasu by wykonywać tzw. misje poboczne (W naszym mieście panuje głód, dostarcz nam mięsa i zboża a sowicie ci zapłacimy), rozbudowywać produkcję (zbuduję sobie w Rewalu krawca i zacznę handlować ubraniami! Ale. Krawiec potrzebuje płótna. Skąd wziąć płótno? Edynburg?? i trzeba im najpierw dostarczać wełnę???).

Nic zatem dziwnego, że z czasem stajemy się źdźbłem w oku bliźniego. A to ktoś nam magazyn podpali, a to brzydkie plotki rozsieje. A to piraci się zbytnio rozpiracą i trzeba im dać klapsa. Co w części czwartej zostało to bardzo uproszczone a szkoda. W trzeciej samodzielnie dobierałeś broń dla swych statków bojowych, załogę i jej uzbrojenie, bo gdy już wystarczająco uszkodziłeś pirata, cumowałeś burta w burtę i przychodziło do abordażu co było najłatwiejszym i najtańszym sposobem na zdobywanie nowych okrętów. W czwórce zrezygnowano z abordaży i wyposażania statku – statek ma defoltowe armaty, ale za to armaty te mają trzy rodzaje pocisków – zwykłe kule do niszczenia statku, kule łańcuchowe do niszczenia takielunku i odłamkowce do redukowania załogi. Walka odbywa się 3×3 i gdy dwa statki zatopimy a w trzecim wybijemy całą załogę to wtedy możemy ten ostatni statek przejąć. Dobre i to. W walce AI się specjalnie nie wykazuje ani w prowadzeniu piratów, ani naszych statków. Jej ulubiona (i praktycznie jedyna) taktyka to statki kręcą się w kółko od czasu do czasu dochodząc do pozycji pozwalającej na oddanie strzału. Oczywiście walkę też można rozgrywać automatycznie, ale przeciętny gracz radzi sobie z nią lepiej. Jak zwykle zresztą.

Patrician-4-Combat

Inne róznice to, na korzyść czwórki – lepsza grafika. Oczywiście grafika w tego typu grach jest doskonale zbędna, w zupełności wystarczyłyby tabelki Excela. No ale to wywołałoby narzekania graczy równe narzekaniom na Europę Universalis, co nie? Ponadto w części czwartej naprawiono największy bug trójki – towary produkowane przez nasze zakłady mają niższą cenę niż rynkowa. W części trzeciej było dokładnie odwrotnie co czyniło produkcję mniej opłacalną, ale wciąż niezbędną (bo wiecie – produkcja to praca dla mieszkańców a więcej mieszkańców to większy popyt i nasz fejm).

A teraz wybaczcie, ale muszę się jakoś pozbyć nadmiaru cegieł w Lubece bo mnie koszta magazynowania biją zbytnio po kieszeni. Hmm, po pierwsze zmniejszyć ilość kupowanych cegieł w Gdańsku. Po drugie zmniejszyć minimalną cene sprzedaży w Lubece i pokręcić popyt. Jak? Zbudować coś. Koleny magazyn jest rozwiązaniem oczywistym, plus rada miejska właśnie ogłosiła zlecenie na budowę dwóch farm konopii. Płacą za to 120 tysięcy!!! Tylko co ja zrobię z tymi konopiami… Hej, moje hodowle zwierząt futerkowych w Rewalu potrzebują konopii. A na futerkach jest niezłe przebicie. Taaa, to brzmi dobrze…

Dodaj komentarz



21 myśli nt. „Ocalić od zapomnienia – Patrician III & IV

  1. Nitek De Kuń

    Tabelki w czyde!

    Nigdy nie zagrałem w Patriciana. Jakoś odstrasza mnie skupienie się na handlowaniu, zamiast na łupieniu i grabieniu i dlatego jak już się przemogłem z prywatnego hejtu, forsowałem pełnoprawnego Guybrusha na postrach wód wszelkich w Meyerowych Piratach!

      1. thesheep

        @Nitek

        Nie, to bardziej Sims Medieval :) Rody rzemieślnicze z różnych miast w regionie konkurują ze sobą, starając się wykończyć konkurencję (na rynku jak i życiowo) i zasiąść w radzie miasta. Dzieci posyła się do szkół i kształci, rozwija się np. swoją piekarnię albo szpital itp.

        1. Nitek De Kuń

          @thesheep

          A to chyba nie. Lubiłem sobie budować zameczek i zarządzać i patrzeć jak ludziki sobie coś budują.
          Jak w Settlersach czy innych takich.
          Stronghold HD jest dobrą opcją budowniczą nawet. Choć skok na kasę, tak nie znałem oryginału. Tylko mnoży się tam bezsens jak trzech oprychów wyłazi z lasu i zamek równa z ziemią. To samo tyczy się niedźwiadka, który wpada po miodek.

          A jak już wpadną i nas sklepią, nadgonić się tego nie da. O ile przyjemnie się buduje, tak balans skaleczony.

  2. bogucek

    Slyszeliscie o grze „King of the dragon pass”? Nawet pisalem o niej recenzje, tylko spasowalem, bo nie wiedzialem, jak wrzucac obrazki do tekstu :/ gra jest genialna i czuje, ze Gikz’om by sie spodobala. RPG, strategia, gra paragrafowa, ehh jak dla mnie cudo, do tego wciaga jak dobra ksiazka :)

Powrót do artykułu