Nex Machina – szaleństwo na dwie gały

Nitek dnia 19 czerwca, 2017 o 15:38    0 

nexmachina

Housemarque nie jest specjalnie znane pecetowym graczom. Dotychczas hojnie sypali z rękawa tematami na Playstation, z lekkim odchyleniem, bo ich stary platformer, Outlander, nawet niedawno rozdawany był za frajer na Steamie. Tymczasem Nex Machina to twór, którego zagrać możecie zarówno na blaszakach jak i na PS4. Ło matulu, taka rozpierducha.

Niezorientowani mogą zachodzić w głowę, że to niezły przeskok tak z platformera rzucić się w wir rzezania watah przeciwników w ujęciu top down, obsługiwanym  na dwie gały kontrolera, twin stick shooter. Nie do końca, bo Housemarque umie mocno w strzelanki i takie też gry dostawali posiadacze konsol. Dead Nation rozgrywało się w klimatach zombie apokalipsy, dużo mięsa do odstrzelenia oferował i mocnego lokalnego co-opa. Super Stardust i później wersja HD to przepiękne i efektowne klasyczne strzelanie do skał w kosmosie. Ich die scroller, Resogun, przez długi czas uznawany był za jednej z lepszych tytułów startowych dostępnych dla PS4, gdzie mieląc przeciwników na drobne zasypywało się świat voelowymi cząsteczkami, które w momencie odpalania bomb latały po całym ekranie mierzwiąc czuprynę każdemu. Był też Alienation, kolejny shooter, bardziej rozbudowany, ze zbieractwem gearu i ponownie bardzo fajnie skrojonym multim.

Zaś Nex Machina to czysty arcade, stolica wygrzewu i voxelowej rozwałki, która dźwignie uśmiech każdemu. Zasady zabawy są turbo proste. Jest Wasza postać, są liczne tabuny jednostek przeciwnika, bier te giwerę i rozsmaruj ichniejsze voxele po całej dostępnej powierzchni, a potem siup, płynny skok do następnej planszy. Tych jest setka, rozmieszczonych w pięciu różnych krajobrazach, tak żeby oko się nie zmęczyło. Ale zmęczy się.

nexmach4To, co momentami dzieje się w Nex Machnia na ekranie przechodzi samo siebie. Tylu wybuchów, bryzgających cząsteczek i jeszcze więcej przeciwników w jednym momencie świat nie widział. Jest wręcz niesamowicie, a przy tym kolorowi i fest dynamicznie. Przeciwnicy występują na kopy, mali, duzi, okrągli czy podłużni, lecą w naszą stronę z gracją maszkar w Serious Samie, tylko po to, by zaraz zamienić się w kupkę dymiących sześcianów, których po ekranie sypie się tysiące. Aż dziw bierze jak udało się to upchnąć na relatywnie małych komnatach, a jednak. O śmierć miedzy jedną wiożką fioletowych laserów, a ładowanym super strzałem nie jest specjalnie ciężko, bo jesteśmy na hita, co dodatkowo pompuje adrenalinę, bo nie dość, że trzeba strzelać, to jeszcze patrzeć gdzie się lezie, by w nic nie wdepnąć. Śmierć, restart komnaty, nie całego świata i jeszcze raz. Aż do wyczerpania kredytek.

Eskalacja hardkoru odbywa się na przestrzeni trzech początkowo odblokowanych poziomach trudności, a potem jednym dodatkowym. Nie ma permdeathu, szkoda. W ogóle szkoda, że to nie rogal. Trudność tkwi w szczegółach. Najłatwiejszy to spacer geriatryczny, gdzie przeciwników są okrojone ilości, nie spieszą się zbytnio, a i kredytów mamy niemalże nieskończoną ilość, więc grę można wziąć na raz właściwie. Weteran to jak kręcenie sutków na trzydziestostopniowym upale gdzieś na plaży w Gdyni. Jednocześnie ból i wstyd, bo wyłożyć się można tuż po loadingu (pssst, pierwsza komnata ma sekret!). Przeciwnicy są szybsi, mamy tylko 10 żetonów w kabzie i czasem ciężko się połapać, gdzie podłoga, gdzie przeciwnik. Piękne.

nexmach3Głównym założeniem zabawy jest przeżycie kolejnych hord przeciwników, bez zbędnych fabularnych upiększaczy. Ot, jakbyście klikali w coś w salonie. Po śmierci to kwestia wyboru czy gracie dalej, acz z wyzerowanym wynikiem, czy jednak liczy się dla was ogólny progres i mielicie dalej, acz z niższą punktacją. Co ciekawe, punktacja jest cross-platformowa, choć samo multi nie – jest tylko lokalny co-op. Podczas rozgrywki postać można dopakować losowo wypadającymi ulepszeniami, których nie ma jakoś szalenie wiele. Podobna sprawa wygląda z bronią dodatkową. Są lasery, lepsze strzały, bomby na życzenie czy wyrzutnie rakiet. Niby szału nie ma, ale spokojnie wystarcza, bo dodatkowe pukawki to środki do masowej eksterminacji. Większość przeciwników można zaorać z broni podstawowej, a ta ulega modyfikacjom znanym już od 1942. Rozszczepienie strzału, większy zasięg, szału nie ma, ale spokojna wasza poczochrana. Na relaksie styka. Jest też unik, typowa rolka, gdzie można przelecieć zarówno przez przeciwników jak i ich wystrzały. Jak wiecie gdzie, wiecie w czym.

nexmach2Samo przeżycie to jednak nie wszystko, albowiem jeśli w tabeli chcecie być wysoko, musicie mieć na baczeniu inne zadanie poboczne. Ratowanie ludzików, do których dobierają się obcy czy zestrzeliwaniu tzw. odwiedzających, grupki takich samych obcych, którzy pojawiają się na planszy, albo znajdowanie tajnych hipków, gdzieś ukrytych na mapce oraz kilka innych. Twist? Wszystko trzeba zrobić zanim wytłuczecie wszystkich w komnacie, bo jeśli zabijecie wszystko, gra z automatu rzuci was dalej, nie patrząc na to, że właśnie kogoś ratujecie. To generuje mocno stresogenne sytuacje i wymusza w całym chaosie strategicznego poruszania się, bo czasem gdy biega się tuż pod nosem przeciwnika, ten może zastąpić nam i oczywiście zabić. I od nowa, hops.

Tryb zręcznościowy to podstawowy model zabawy polegający na przechodzeniu kolejnych komnat i skakanie po spotkaniem z szefem do kolejnych światów. Jest też tryb areny, którego nazwa mówi wszystko oraz jeden świat, gdzie walczymy i żyłujemy wyniki przeciw liście najlepszych, innym graczom. W tych dwóch trybach lecą też monetki do zakupów wizualnych pierdół. Można kupić portret gracza, zmienić kolorek strzału, czy kombinezonu. Niestety to tylko tyle jeśli chodzi o dział rozwoju postaci. Można powiedzieć, że nie ma żadnego.

nex1Za to departament uczty audio wizualnej robi robotę za wszystko, bo gra wygląda przepięknie i właściwie identycznie na obu systemach. Dotyczy to także prędkości działania. Sprawdzałem zarówno na PC jak i PS4. Ilość voxeli co chwile ciśnie na usta pytanie jak oni to, kurka zrobili, feeria barw rozgrzewa ekran, a akcja nie zwalnia nawet na ułamki sekund. Muzycznie to klimatyczne retrowave dźwięki, idealnie pasujące do wydarzeń na ekranie. Jest na czym zmysły zawiesić, kiedy akurat palce nie motają gałami na lewo i prawo, czytaj – na pauzie. I jakoś tak trochę mało tego wsparcia NVidii i opcji graficznych na pc jako takich. Może wejdą tuż po premierze (20 czerwca). Spodziewałem się szału i kąpieli w voxelach za sprawą physx, skoro już jest logo zielonych na początku, a tu lipa.

Nex Machina to wyborne danie dla fanów siania wirtualnej pożogi. Jednocześnie też nie jest dla wszystkich, bo jak się spiąć, podobnie jak wszystkie tytuły Housemarque, całość można ukończyć w jeden wieczór. Zabawa rozkręca się i mocno trzyma w pozostałych trybach, a już w ogóle, kiedy się wkręci żyłowanie wyników i wysokie lokaty. Bez tego szykujcie się na arcade’ową, bezpardonową i miodną wyrzynkę bez trzymanki, ale stosunkowo krótką.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz