Marvel vs Capcom: Infinite – rzut okiem

Toc85 dnia 13 listopada, 2017 o 12:32    13 

mvci-logo-01

Crossover dwóch światów od lat cieszył się wielkim uznaniem fanów i zajmował niszę turniejową między wciąż ogrywanym Super Smash Bros: Melee a „poważnymi” mordobiciami pokroju Street Fighter czy Guilty Gear. Nie dalej jak parę tygodni temu pojawiła się świeżynka ze stacji Capcom: czwarta już część Marvel vs Capcom, tym razem opatrzona znaczkiem nieskończoności. I jak? Ano tak…

mvci-ingame-02

Gender na całego: facet w metalowej burce wali plaskacza pazurami wprost od kosmetyczki

Oprawa

Z oprawą było trochę cyrków jeszcze przed premierą – w czasie pokazu przedpremierowego ludzie kompletnie zjechali design niektórych postaci, zwłaszcza twarzy. Teraz już wszystko wygląda jak należy, co nie znaczy że jest znów tak pięknie.

mvci-faces-01

Po lewej cum face Franka Westa. Po prawej cosplay Chun-Li w wykonaniu bułgarki przejechanej czołgiem. Obecnie jest już lepiej.

Grafika technicznie nie jest najwyższych lotów, niemniej w mojej opinii spełnia swoje zadanie i w stylizację wpisuje się znakomicie. Co mi przeszkadza? Grafika jest nierówna, niedopracowana. Spieszę z wyjaśnieniami. Screen poniżej – Miss Marvel kontra Pająk. Patrzcie. Jedna postać wprost wyskakuje na Ciebie z ekranu, piękna, barwna, błyszcząca, druga zaś ledwo odróżnia się od tła. Celowo wziąłem postacie o podobnym kolorze stroju. Jest to tylko przykład, ale jest tego więcej. Powód: shadery zastosowane dla postaci tworzą efekt lśnienia na powierzchniach metalicznych, przez co automatycznie elementy matowe i chropowate muszą być ciemniejsze. Efektem takiego stanu rzeczy jest gówniany histogram dla naszego ulubionego homo aranea.

Typowe "Who wore it better?"

Typowe „Who wore it better?”

Rozwiązania:

  • zmiana shadera dla postaci – ale tu możemy stracić koherentność grafiki
  • zmiana typu powierzchni i bumpmappingu dla pająka – niełatwe bo design postaci ustalony jest przez kanon
  • zmiana nasycenia kolorów na kostiumie

Nad postaciami super-deformed (megaman i zero) się nie pastwię – nie podobają mi się i tyle, ale nie są tragiczne i muszę się z nimi pogodzić. Co ciekawe w pierwszej transzy DLC pojawił się arcywróg dwóch wcześniej wymienionych, tj. Sigma, i poza komiksową szczeną jest względnie proporcjonalny.

Tak że tak, kurna. Podobnie niedorobione są w mojej opinii tła - jest jedna supergenialna (złączone miasto), ale na większości wieje pustką. Jest jedna taka na której coś się dzieje, ale dzieje się byle jak: animowane elementy na siebie buracko nachodzą.

Patrzę że sporo tych narzekań i wygląda jakbym kopał leżącego. Dokopałem to teraz podniosę, otrzepię z pyłu i poczęstuję szlugiem: faktycznie jest parę rzeczy źle, ale jest też sporo rzeczy bardzo dobrych. Efekty specjalne pocisków, laserów itp. są piękne (Ultron), dosłownie jakby ożyły komiksy z Silver Surferem. Wygląd modeli postaci z elementami metalicznymi jest fantastyczny (ULTRON!), animacje specjalne i najazdy kamery są również bardzo dobre (w sumie to wszyscy, ale Ultron też).

Lasery, kurna!

Lasery, kurna!

Dźwięki są ok i tyle, muzyka nie przeszkadza i jest komplementarna. Ni plus, ni minus. Z pogranicza dźwięku ale i grafiki: ruchom brakuje efektu BOOM! kiedy trafiasz czymś naprawdę ciężkim, jakiś nagły bass+wstrząs kamery. Ma to pewne uzasadnienie opisane poniżej, niemniej brak odnotowałem…

A, jeszcze z kronikarskiego obowiązku zgłaszam jedną rzecz która mi się nie podoba ale jest w sumie wizytówką serii: niekonsekwencja w designie postaci. O ile po stronie Marvela wszystko się zgadza bo to jedno universum, o tyle postacie capcomowe to każdy pies z innej budy. Frank West z Dead Rising to taki easter egg: napieprzasz boga piorunów kijem od szczotki albo przepychaczem do kibla. Nawet się uśmiechnąłem. Ale na przykład projekt Dantego z serii Devil May Cry to po prostu gówno. Koleś jednocześnie sieka mieczem, strzela z pistoletów, macha nunchakiem, gra na gitarze elektrycznej i kopie jak Chun Li po podwónym espresso, wali ogniem i piorunami, puszcza jakieś wiatry! Do tego jest w czerwonym płaszczu, ma kratę na brzuchu i modne białe włosy. Brakuje tylko tęczowego rogu na czole i marchewki w dupie. A kto wie, to drugie może kryje pod płaszczem. Rozumiem że w swojej własnej gierce on to wszystko faktycznie ogarniał, ale w żadnym normalnym mordobiciu to nie powinno przejść. Powinien mieć miecz, dwie pukawki i dość. Rozumiem że to też niby pastisz ale jednak … nie łykam.

mvci-ingame-05

Threesome z blond bliźniaczkami.

Granie

Dwie ręce, dwie nogi, kamień i zmiana. Ręce i nogi wiecie do czego służą ;) Kamień służy do użycia jednego z wybranych kamieni nieskończoności, zmiana służy do podmianki postaci. Ciosy to klasyczne ćwierć i półkółka, co ciekawe niektóre dragon punche zostały zamienione na sekwencję dół dół+guzik żeby uniknąć pomyłek z ćwierćkółkiem. Trochę dziwne ale niegłupie jak już się przyzwyczaisz. Na klawierze można grać swobodnie, wszystko da się po bożemu przekonfigurować.

Jeszcze o kamieniach: fabuła gry toczy się wokół sześciu kamieni nieskończoności wziętych z uniwersum Marvela. Każdy ma jakąś moc którą można aktywować w dowolnym momencie podczas walki. Jest to naprawdę fajnie pomyślany dodatek: a to masz w zanadrzu szybki dash, a to wolny samonaprowadzający się pocisk energii, a to znów atak wysysający życie. Poza tym możesz raz w ciągu walki wywołać burzę której właściwości też będą zależały od tego jaki kamyk masz – możesz naparzać przeciwnika dwóch na jednego, możesz oponenta zamknąć w klatce itp. Kamienie to bardzo dobry pomysł, pochwalam, podziwiam, chylę czoła. Nawet jeśli jedne są silniejsze od drugich – zawsze można jakoś wybalansować.

Rzetelny opis: młody chłopak tryska czymś białym na twarz innego chłopaka. Też młodego.

Rzetelny opis: młody chłopak tryska czymś białym na twarz innego chłopaka. Też młodego.

Potyczka toczy się dwóch na dwóch, zatem seria wróciła do korzeni serii. Zmienić się można w dowolnym momencie, pod warunkiem że akurat nie obrywasz. Koleś stojący z tyłu odzyskuje część utraconej energii. Zmiany między postaciami są bardzo dynamiczne: normalną rzeczą jest że jak już kogoś trafisz i robisz standardowe gatling combo (od najsłabszego do najcięższego ciosu) to na koniec wciskasz zmianę i zaczynasz gatlinga drugiej postaci – tak dało się robić chyba w Street Fighter x Tekken, jeśli mnie pamięć nie myli. Średnio rozgarnięty gracz szybko zorientuje się że w jednego combosa można dość łatwo wpleść ze dwie zmiany i ciągnąć absurdalnie długie łańcuchy ciosów – takie około +50 to nic nadzwyczajnego.

I tutaj, moi drodzy czytelnicy, jest chyba największy problem tej gierki. Ona gameplayowo … nie wiem. Nie daje rady. Ssie? Chyba tak.

- Ale Toc, przecież to capcom, przecież to ojcowie bijatyk, przecież ich jest uliczny wojownik, przecież oni zrobili pierwsze versusy, przecież im cześć i chwała, przecież oni wymyślili combosy.

- Wiem, ale słuchajcie. Gejmplej ssie.

Moje rapsy są gorące, me rymy jak ogień palące.

Moje rapsy są gorące.

Znormalizowali obrażenia zadawane przez wszystkie postacie. Każdą postacią zabierzesz z grubsza tyle samo. A czemu tak jest? Bo każdą postacią grasz tak samo! W tej grze odmienne style rozgrywki to tylko teoria. Nie ma zonerów, nie ma grapplerów. Teoretycznie są, ale to pic na wodę bo i tak każdym grasz tak samo. Tylko rushdown. Rushdown kontra rushdown. Obserwując turnieje świetnie to zresztą widać: postacie są wybierane ze względu na ich narzędzia, zaś plan gry dla każdego jest ten sam: dopaść przeciwnika, wpędzić go w stunlock i męczyć go aż puści blok. Wszędzie pełno jest Dantego i Zero – gnoje mają praktycznie wszystko czego trzeba i jeszcze więcej, są postaciami bez słabych punktów. Ich combosy są długie jak tasiemiec w „Ludzkiej stonodze”, damage robią jak Hulk (czyli w sumie jak wszyscy), mają pierdylion bezpiecznych ruchów które zawsze pozwolą na jako takie mieszanie ciosów góra/dół. A jak zablokujesz wszystko i chcesz ich ukarać? Nic z tego. Nacisną przycisk zmiany, druga postać będzie Cię klepała i zmusi do dalszego blokowania.

Nie ma już rozróżnienia między „zamęczę go pierdylionem pocisków z daleka” a filozofią „niech no Cię doRRRwę…”, dynamika gry na to nie pozwala. Myślałem o tym, słuchałem mądych ludzi na streamach, nie widać jakiegoś sensownego rozwiązania tego problemu.

Opcje

Jeszcze kruciutko o opcjach: Jest story mode. Story mode jest całkiem spoko, chociaż pozostawia niedosyt – fajne story mode to było w mortalach, tutaj raczej jest efekt meh. Tym bardziej że zajmuje on góra 4h, z czego połowa to dwie trzecie to kompletnie nie porywające cut scenki. Są jakieś opcje treningowe, vs AI, jest arcade mode. Niestety nie ma możliwości gry we dwoje w jednej drużynie – chociaż ze względu na mechanikę jest to zwględnie zrozumiałe. Jest gra po sieci, a jakże! Szkoda tylko że w życiu nie udało mi się z nikim zagrać. Trzy tygodnie po premierze ani żywego ducha. Na konsolach na bank jest dużo lepiej, na PC raczej zapomnijcie.

W bijatykach osobiście jestem wielkim fanem arcade mode. To tutaj przeszedłem za pierwszym (!) razem. Chciałem zmienić poziom trudności na wyższy, ale się nie da.

Giera potrafi wyglądać naprawdę genialnie. Szkoda że to rzadkosć.

Jak widać giera potrafi wyglądać naprawdę genialnie. Szkoda że tak rzadko.

W sumie

Wysoką sumę sobie śpiewają za ten niedorobiony, i chyba zepsuty, produkt. I nie bez powodu słowa „produkt” użyłem. Giera ma siłę przyciągania ze względu na tytuł, dodatkowo kapitalizując co nieco z wykorzystania filmowych postaci Marvela. Ma się sprzedać i w sumie to się sprzedała. Czy jest grana – to już inna sprawa. IMO gra ma konstrukcyjne błędy, mechanika jest nieprzemyślana, kwestie techniczne niedokończone.

Tyłek płaski jak u Taylor Swift

Tyłek płaski jak u Taylor Swift

W spojrzeniu szerszym: Czy MvCI szybko padnie? Na razie jakoś się to toczy bo jest jeszcze trochę hajpu, gra parę poważnych nazwisk (Sonic Fox!) którym być może dział promocyjny płaci, Capcom wykłada kasę na turnieje. Czy gierka szybko umrze? Bez poważnych zmian myślę że tak się stanie. Jeśli przyjmie się koncepcja sezonów jak w Street Fighter V to istnieje możliwość że naprawią coś w drugim sezonie, ale to naprawdę w pyton pracy będzie. Zobaczymy. Na każdą platformę ostatnio jest w co się pobić: Mortal fajny, Tekken jak kto lubi, Guilty Gear rewelacyjny. Klasyczny Street Fighter, a jakże – chociaż w nim też się sporo pozmieniało i także jest tendencja do gry ultraofensywnej (ale to już inna bajka). Niedługo na PC pojawi się Injustice 2 który oglądam w akcji i jestem pod wielkim wrażeniem. W moim rankingu najnowszy Mahvel jest na szarym końcu i ciągnie ogonem po ziemi.

PS. A, zapomniałem, widzicie. Dante oprócz siekania mieczem, strzelania, nunchakowania, gry na gitarze, kopania jak szalony, walenia ogniem i piorunami, puszczaniem wiatrów może coś jeszcze! Może jeszcze zmienić się w półdemona. Czad, co?

Dodaj komentarz



13 myśli nt. „Marvel vs Capcom: Infinite – rzut okiem

  1. bosman_plama

    Z bitek gram tylko w Tekkeny (bo lubię) i DoA (bo mój wewnętrzny nastolatek lubi). No, jeszcze w Soulcalibur trochę poprzycinałem, bo byłem ciekaw tej szermierki z Vaderem, ale okazało się, że to raczej gra dla mojego wewnętrznego nastolatka, bo szatki dziewczątek cięte są tam mieczami na strzępy. Co ciekawe szaty Vadera tak cięte chyba nie były. Ale może po prostu nie zauważyłem.

    Versusy to fajna sprawa, chętnie bym ją zobaczył w jakimś innym ujęciu. Np. cRPGowym. Minsk z świeci Wiedźmina, albo lepiej Mass Effect:D.

    1. Toc85 Autor tekstu

      @bosman_plama

      DoA jak dla mnie jednak zbyt „generyczny”. Wkurzała mnie zresztą dominacja tych szybkich postaci + prostacki design upychanych na siłę lasek. Ale o designie to w ogóle… ehh… napisałbym osobny tekst, gdybym miał dość motywacji.

      W Soul Calibura pałowałbym do odcięcia. Chryste panie Boże, dajcie mi SC na PC, w podzięce Bachusowi urządziłbym tygodniowy festiwal fapania. Aż zsinieje.

  2. Stah-o

    Twoje teksty jak zawsze dobre imo i jak zawsze czuć fachurą. Lubię to.

    Ja po ostatnim Tekkenie poczułem się absolutnie niedopieszczony. Ani się niczego nie nauczyłem ani nie miałem w co tam grać. Granie w sieci to zawsze był dla mnie wpierdol, bo na każuala jak ja nie trafiłem ani razu. Zanabyłem więc na promo Injustice 2 i przepadłem. Ten mechanizm endgejmu – cudowny. Codziennie mój organizm wymaga bym stoczył kilka walk dla gildii, do której należę i kilka „dla sjebja”. Multiversa rzondzom :) Codzienna dawka darmowych lootboxów robi dzień. Już nawet wypatruje promo na dodatkowych fajterów. Kupując Injustice 2 nawet mi przez myśl nie przeszło, że aż tak mnie wessa. Trochę jak ze Squad Battles, które miało być w Fifie 18 nic nie znaczącym nowym trybem, a okazało się, że gram codziennie od premiery. Więcej takich zaskoczeń poproszę.

    1. Toc85 Autor tekstu

      @Stah-o

      No bo właśnie tekken to jest kompletnie co innego niż reszta bijatyk obecnie, inna mechanika. Nie lepsza i nie gorsza. No bo spróbuj w innej bijatyce dać poradę: nie blokuj dolnych ataków. Bluźnierstwo! A w tekkenie ta rada ma sens… :D

      Injustice 2 – kupiłbym, ale mam wewnętrzny opór. Trochę za dużo przeputałem już w tym tygodniu pieniąchów na przyjemności. Recka więc, jeśli będzie, będzie spóźniona. Ale widzę Twój entuzjazm i kurna, drga powieka, karta „swędzi” w portfelu.

      1. Stah-o

        @Toc85

        Wydaje mi się, że byłbyś w siódmym niebie w Injustice 2, bo tam jest mocny nacisk na balans. Każdy z ruchów opisany jest w postaci klatek, klatek bloku i etc. Nie będę o tym dalej pisał bo jestem po prostu zwyczajnym każualem i bym się tylko ośmieszył. Jest jednak sporo filmików na jutubie, gdzie wymiatacze opisują co i jak – sprawdź, może ci się spodoba. Z całą pewnością nie zawiedziesz się na endgejmie – do ogrania każdego dnia jest mnóstwo czelendży, wplecionych w tzw multiversa, które zmieniają się co kilka godzin. Do tego osobne multiversum dla gildii, do której przystąpisz, też kilkuetapowe. Ludzi grających jest mnóstwo, gildie naprawdę żyją (PS4). A jak ci będzie mało danego dnia to jeszcze palce lizać netcode multiplayera, który wyszukuje przeciwników co 5-10 sekund. Oczywiście w sieci walki zarówno z uwzględnieniem twoich statów i sprzętu jak i oparte tylko na skillu. Naprawdę, takie gry zdażają się nieczęsto. Wiem, nie pomagam :)

        1. Toc85 Autor tekstu

          @Stah-o

          Wiem że I2 jest dobre, przekonywać mnie nie trzeba :) Mechanikę znam z pierwszej części. JEst parę postaci słabych, ale żadna z postaci „mocnych” nie jest obrzydliwie mocarna tak że dominowałaby rozgrywkę turniejową. Nie było jak dotąd historii znanych z poprzedniej części (wszędzie Aquaman i Superman), nie było problemów jak z mortalami (MK9 leżało kompletnie, w MKX było wariactwo – co patch wszystko do góry nogami się odwracało). To najbardziej zbalansowana bijatyka od NetherRealm. Ogarniają. Dobrze.

          Jedyne co jest zauważalne to system kontr w pickowaniu postaci (papier nożyce kamień). Jakiś miesiąc temu oglądałem finały w USA i kanadyjczyk o ksywie Hayatei, po prostu zdominował wszystkich robinem. Nie było bolca. Dopóki nie zagrał z Sonic Foxem…. Sonic Fox grał Red Hoodem który też stawia na rushdown, i pierwsza runda była taka 50 na 50. Sonic Fox przegrał rundę, zmienił postać na Captain Colda (zoner/trapper) i spuścił wprost LEGENDARNY wpie*dol Hayateiowi. Hayatei nie miał przygotowanej innej postaci, męczył się do końca finałów i ostatecznie przegrał. W tym miejscu IMO balans jednak zawiódł bo matchup między postaciami był tragiczny.

          Miałbym jeszcze parę uwag, ale już się zatrzymam. Injustice 2 jest zacne, kupię je sobie raczej wcześniej niż później ;)

          W ogóle teraz jak robię taki realny rachunek sumienia to najlepsze bijatyki w tej chwili:
          - Injustice 2 (z tego co widziałem) i Guilty Gear.
          - Tekken 7 (nawet pomimo ostatnich cyrków z Jack-5)
          - Street Fighter 5

          BlazBlue lubię ale nie mam zdania, więc nie umieszczam na liście (tkai wildcard). Reszta gieresi jest w tyle albo pod względem tragicznego balansu albo pod względem ogólnie słabego designu (MvCI).

Powrót do artykułu