Małżeństwo z rozsądzku, czyli ostatnia w Polsce recenzja Sid Meier’s Civilization VI

fl0dA dnia 20 stycznia, 2017 o 11:05    16 

tytciv

Czy znacie to uczucie, gdy mocno czekacie na jakieś wydarzenie? Odliczacie dni, wyrywacie kartki z kalendarza, myślicie i planujecie ten dzień już wcześniej? Ja znam. Ostatni raz przeżywałem to 21 października 2016 roku, kiedy ukazała się najnowsza część Sid Meier’s Civilzation oznaczona rzymską cyfrą VI.

Zaplanowałem ten dzień. Aby upewnić się, że będę miał tego dnia wolne, poszedłem skoro świt oddać krew do najbliższego RCKiKu, sprzedałem małego terrorystę matce na cały dzień i odpaliłem grę. Chciałem odkrywać wszelkie nowości, o których już dawno wiedziałem bo oglądałem każdy dostępny materiał z gry. Nie mogłem się doczekać założenia pierwszego miasta, wypowiedzenia pierwszej wojny, spuszczenia pierwszej atomówki. Tyle rzeczy do zrobienia, tyle tur do rozegrania…

Za najnowszą część Civki odpowiada Ed Beach, osoba która maczała swoje paluszki w dodatkach do CiV czyli Brave New World oraz Gods&Kings.

20161119093327_1

Rozgrywka zaczyna się dokładnie tak, ja zaczynała się kilkanaście lat temu, gdy po raz pierwszy odpaliłem Civilization. Mamy mapę najbliższej okolicy, mamy wojownika i mamy osadnika. Jest 4000 rok p.n.e. A nasi homo sapiens właśnie wpadli na pomysł, że może zamiast wędrować należałoby wykorzystać najnowsze know-how na temat uprawy ziemi i osiedlić się gdzieś na stałe. Zakładamy miasto i od tej pory zaczyna się właściwa rozgrywka Sid Meier’s Civilization VI. Zaczynamy od eksploracji najbliższego terenu naszym wojownikiem. Nie odchodzimy jednak za daleko od miasta, bo miasta są na powrót bezbronne i jeśli nie stacjonuje w nich jednostka wojskowa, to można je zająć bez jednego wystrzału. Barbarzyńcy tylko czyhają na taką okoliczność. W mieście nasi budowniczowie stawiają pierwsze starożytne budowle, nasi naukowcy głowią się nad nowymi wynalazkami. Wszystko działa tak samo jak od lat. Co więc sprawia że nowa Civka jest inna niż poprzednie? Jak mawia Tomasz Hajto “Ważne są te DETALE”.

Dla każdego, kto interesuje się choć trochę serią Civilization, ostatnie lata były dosyć ciężkie. Przesiadka z części czwartej na piątą była dość bolesna. Potem nastały czasy tworu Beyond Earth, o którym wszyscy woleliby zapomnieć. Dla weteranów piątej Civki przesiadka do najnowszej edycji będzie prosta, jak odebranie cukierka kaczuszce siedzącej na nenufarze. Przy premierze piątej części gracze narzekali, że została maksymalnie okrojona w stosunku do części czwartej (brak religii etc.), niepotrzebnie wprowadziła na siłę zmiany (zadowolenie globalne, zamiast lokalnego). Zmiana kratek na hexy i zasada jednej jednostki na hex sprawiła, że dosyć dobre do tej pory SI, stało się głupie i wysyłało bezsensownie po jednej jednostce do ataku. Kilkanaście patchy i dodatków później Civ5 stało się jednak dobrym i grywalnym tytułem, który na stałe znajdował się w Top5 gier na Steam.

W przypadku Civ6 jest trochę inaczej. Trochę to nie znaczy lepiej. Pomiędzy Civ5 a Civ6 nie ma większych zmian. Mamy religię, mamy hexy, mamy jedną jednostkę na hex. Zmieniła się natomiast budowa miast. Od tej pory miasta zajmują więcej niż jedno pole, a wszystko za sprawą dystryktów/dzielnic. Mamy dzielnice handlowe, naukowe, rozrywkowe etc. Każda z nich zajmuje dodatkowe pole na mapie. Każda z nich działa lepiej jeśli jest dobrze ulokowana. Dzielnica naukowa na przykład ma dodatkowe bonusy do nauki za każde sąsiadujące pole gór lub lasów deszczowych.

20161023111157_1

Kolejną zmianą jest powrót znanego z civ4 zadowolenia lokalnego. Pozwala to na budowę o wiele “szerszego” imperium niż w Civ5. Brak surowców luksusowych nie blokuje już rozwoju naszych miast jak miało to miejsce w piątej części.

Tak naprawdę to nie widzę sensu by opisywać wszystkie zmiany i nowości, gdyż opisywałem to już przedpremierowo w tekście o Civ6. Pozostaje opisanie wrażeń. I tu jest coś nie tak, cholernie nie tak. Niby ta nowa Civka jest lepsza niż piąta część. Grafika ładna, muzyka genialna, optymalizacja również niezła. Czego więc brakuje? Drobnego detalu…AI~!!!

Eufemizmem byłoby stwierdzenie, że AI jest drewniane. Ono jest paździerzowe wprost ogromnie. Twórcy przed premierą chwalili się, że poświęcali bardzo dużo uwagi sztucznej inteligencji i w studiu stały nawet całe szafy, które non-stop symulowały kolejne partie w civ6. I co? I nic! Jeśli chodzi o pierwsze kilkanaście, kilkadziesiąt tur, to nie można mu wiele zarzucić. Barbarzyńcy są na powrót agresywni, a na poziomie od Króla wzwyż stanowią wyzwanie w początkowej fazie gry. Napotkane cywilizacje posiadają unikalne dla nich osobowości. Jedne są bardziej inne mniej agresywne. Kleopatra na przykład lubi władców z dużym..potencjałem militarnym, Roosevelt lubi pokojowe państwa na swoim kontynencie etc. Wszystko to jednak blednie i przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie już od średniowiecza w górę. Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniem.

„Listen, strange women lying in ponds distributing swords is no basis for a system of government … You can’t expect to wield supreme executive power just because some watery tart threw a sword at you!”

Jeżeli graliście choć trochę w Europę Universalis, albo chociaż czytaliście na gikzach jakieś teksty poświęcone strategiom Paradoxu, to pewnie zdajecie sobie sprawę z istnienia tzw “badboyów” “infamii”. Wygląda to tak, że wypowiadając komuś wojnę i zajmując terytorium generujecie te punkty i ościenne państwa przestają was lubić, zakładają przeciwko wam koalicję etc. Ma to sens, bo zapobiega nadmiernej i zbyt szybkiej ekspansji. Jednak musi być wprowadzone w dobry sposób.

20161116170901_1

W Civilization 6 chcieli wprowadzić coś podobnego. Tym czymś jest wojowniczność i kara do niej za wypowiedzenie wojen. I tak za wypowiedzenie wojny w początkowej fazie gry nasza wojowniczość będzie niska, a już od renesansu wysoka po bardzo wysoką i ogromną w epoce współczesnej. I to nie działa. Zupełnie nie działa. Jest to mój największy zarzut do tej nowej Cywilizacji.

Opowiem wam może jak to wygląda w praktyce. Gramy sobie jakimkolwiek państwem, na przykład moją ulubioną Arabią na mapie kontynenty. Zaczynamy średniowiecze. Znajdujemy się na południowym koniuszku kontynentu. Zostaliśmy od północy odcięci przez cywilizację Japonii. Nie pozostaje nam nic innego jak wypowiedzenie wojny. I w tym momencie reszta kontynentu automatycznie nas nienawidzi. Automatycznie. To nic, że możemy mieć wspólną religię, razem handlować etc. Kara za wojowniczość niszczy wszystko. Najlepsze jest jednak to, że za kilkanaście tur dochodzimy do etapu Karaweli i odkrywamy drugi kontynent a na nim kolejne cywilizacje. I co? I one już na starcie nas nienawidzą bo podbiliśmy Japonię? Gdzie sens, gdzie logika? To tak jakbyśmy w Europie Universalis Państwem Moskiewskim podbili Perm i z tego powodu znienawidziłaby nas Portugalia.

20161116170933_1

Astronomicznie kary do wojowniczości sprawiają również, że AI w późniejszych fazach gry nie wypowiada nam wojny, bo chce uniknąć bycia znienawidzonym. Zmierza to jednak donikąd. Brak jest jakichkolwiek ulg i profitów za wypowiedzenie wojny ciemiężycielom innych cywilizacji. Już samo to sprawia, że cały system dyplomacji jest skopany i nawet dwa duże patche popremierowe nic nie naprawiły w tej kwestii. Co więcej, nie wydaje się, żeby 2K w ogóle chciało się nad tym problemem pochylić i udaje, że problemu nie ma. Na obecnym etapie dyplomacja w ogóle nie istnieje i możemy ją z czystym sumieniem pominąć. Po co nam ona skoro nawet na wyższych poziomach trudności, gdzie AI ma srogie bonusy, z łatwością wyprzedzamy inne nacje technologicznie. Gdy my mamy muszkiety, oni wciąż tłuką rydwany. Bo wiecie, w takim dużym tytule AAA żaden z programistów nie wpadł na to, żeby dopisać AI linijkę o tym by ulepszała swoje wojska wraz z rozwojem technologii. Taki detal.

Jestem zły. Cholernie zły i obrażony na to, że spartaczyli taką fajną grę. A jednocześnie tłukę kolejne tury i gram w to nadal. Nie wiem jak opisać moją relację z najnowszą Civilization. To chyba takie małżeństwo z długoletnim stażem. Widzimy wszystkie Zady i Walety i jednocześnie trwamy przy nim, bo i tak z doświadczenia wiemy, że nic lepszego nam się nie trafi.

Czy to zła gra? Nie!

Czy to dobra gra? Tak!

Czy to dobry tytuł jak na standardy serii? Nie!

Pozostaje mi się tylko śmiać z tych wszystkich recenzentów, którzy dostali tytuł po premierze w czwartek a w sobotę już mieli napisane ociekające sexem i zachwytami recenzje. Wykresy na Steam, nie kłamią. Ludzie wciąż grają chętniej w starsze części, niż w najnowszą:

Brak narzędzi moderskich, utrudnia fanom wprowadzanie samodzielnych zmian. Civilization VI umiera i żadne bzdurne DLC ( Hi Jadwiga~!!) nie pomogą, dopóki 2K nie zrozumie, że sednem tego problemu nie jest brak contentu, tylko AI. A może oni mają tego świadomość, tylko już od początku wiedzą że nic z tym nie mogą zrobić.

Dodaj komentarz



16 myśli nt. „Małżeństwo z rozsądzku, czyli ostatnia w Polsce recenzja Sid Meier’s Civilization VI

  1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Gdyby toto wyszło w normalnej cenie to kupiłbym w pierwszym dniu, no bo Civ. Ale ten ordynarny skok na kasę podlał moją wewnętrzną cebulę i w skrzyżowaniu ze skąpstwem charakterystycznym ponoć dla mojego zodiaku (koziorożec) spowodował że
    wypiąłem się na wydawcę.
    No ale to Civ więc prędzej czy później kupię. I to jeszcze w pudełku żeby ładnie wyglądało obok poprzedniczek.
    Do oprawy graficznej nic nie mam, ale ja grałem w jedynkę więc jak coś może mi przeszkadzać? :D I intryguje mnie też ta główna zmiana czyli dzielnice miast…

    PS. Zespoilowałeś wybuch atomówki! Chociaż przyznam że wygląda ładnie i kusi mnie teraz żeby kogoś znukować… Ale tak po prawdzie to specjalnie tego argumentu niechętnie używam, jakoś tak mi nie pasuje w typowych rozgrywkach.

  2. Probabilistyk

    Wykręciłem prawie 100h, gdzie około 30h jako Polska. Ogólnie zgadzam się z recenzją i spostrzeżeniami Fl0dy. Gra ma swój urok i nawet pomimo kulawego AI gra się świetnie. Co do zarzutów o używaniu Casus Beli przez AI to kilka razy dostałem taki gdy przeciwnik chciał odzyskać swoje miasta. Nie zmienia to faktu, że gra przeciw sztucznej inteligencji jest łatwa do rozpracowania i już po 2 czy 3 sesji wiemy czego się spodziewać.

    Mi bardzo brakuje modów i tego, że rozwój technologii kończy się dość szybko… szkoda, że twórcy nie poszli trochę dalej i nie wprowadzili jednostek/broni które teoretycznie mogą pojawić się w niedalekiej przyszłości.

    Natomiast inną wadą gry jest jej cena i statystyki CIV V vs VI zmienią się dopiero jak tytuł zacznie być regularnie przeceniany. To co zrobili z ceną przy tej części to rozbój w biały dzień i jeśli ktoś nie ma parcia + duży backlog to spokojnie może czekać na -50%.

      1. Probabilistyk

        @fl0dA

        Dokładnie tak jest, zawsze jakaś koalicja wypowiada wojnę gdy mamy 2-3 miasta – jakby gra na siłę chciała odblokować aczwiek ;-) najlepsze jest to, że jak rozbijemy im główną armię lub chociaż odbiją się od naszego pierwszego miasta to od razu chcą zawrzeć pokój.

Powrót do artykułu