Inner Chains – kto to spuścił z łańcucha?

Nitek dnia 22 maja, 2017 o 13:55    3 

inner

Horror inspirowany malowniczymi odjazdami Beksińskiego? Nie mogło się nie udać. Teoretycznie. Nie udało się, na prawdę.

Bardzo ładnie ktoś temat zamknął już na początku projekcji na streamie (www.twitch.tv/nitek69), kiedy to lektor, z niepokjącym wschodnim akcentem, czytał więcej podczas intro, niż Fronczewski w drugim Tormencie. Klimat jest gęsty, ciekawe jak szybko spartolą. Okazało się, że długo nie przyszło nam czekać na odpowiedź.

Nie będę wchodził w szczegóły fabularne, bo jak intro było dość przepastne, tak zaraz później i tak nie wiedziałem o co chodzi. Oto lądujemy gdzieś w wizjach Beksińskiego, powiedzmy i trzeba przyznać, że widoczki są klasa. Podziwianiu służy ilość klatek na sekundę, niczym w Cytadeli na Amidze w pełnym okienku i wszystkich detalach, czyli jakichś 10fps, okazyjnych piętnastu (przy i7 4790K i gtx1070). Bywa czasem więcej, ale generalnie jest ku temu cel. Widzicie, prolog, pierwsze pół godziny to łażenie po prostej ścieżce, której nie powstydziłoby się Call of Duty, z jednego końca na drugi hipkiem o przestawionych kolanach, generującym prędkość 1m/s w terenie zalesionym. Wszystko się tak niemożebnie wlecze, jak flaki z olejem, włącznie z muzyką trwającą jakieś piętnaście do dwudziestu sekund i wpadającą w wyniszczającą organizm pętle beznadziei.

I tak idziesz, napotykasz jakichś typów w maskach, co chodzą na wstecznym ustępując z drogi, czasem mignie jakaś wycieczka, która zostaje pożarta przez jakieś gluty o jądrach muskających ciała wkrótce pożeranych przechodniów. Design potworów to trochę takie mocne LSD i wpatrywanie się przez fefnaście godzin w te przylepy z pierwszego Half Life’a. A to i tak kreatury lepsze. Bo czasem jakieś chaszcze strzelą Wam w ryj zaostrzonymi gałęziami zabierając cząstkę wyimaginowanego paska zdrowia, który to można napełnić podpinając się do stacji z tasiemcem organicznym, który wpompowuje w nas coś. Nie wiem co. Paski zdrowia na naszą iObrączkę niewiadomego pochodzenia. I tak idziemy, idziemy, i jak jeszcze mamy siły możemy pooglądać widoczki. Te są naprawdę, pozwolę sobie stwierdzić, zajebiste. No, bo są.

Problem w tym, że sam wstępniak to przykra wycieczka do zoo, gdzie nie jesteśmy częścią świata czy zdarzeń tylko jakimś niemym obserwatorem, który wylądował tam, bo ktoś tak wymyślił. Nikt nie zwraca na nas uwagi, nie ma tu jakiejś interakcji, bieda jest. Ruinę uzupełnia zupełny brak dźwięków otoczenia. Jakiś czas temu zacząłem to wyłapywać, że fajnie jest wejść do jaskini i słyszeć, że gdzieś tam woda, kapie, wiatr gdzieś hula, coś tam łopocze, cokolwiek. W Inner Chains poza muzyczką, którą można wymiotować w połowie prologu nie słychać praktycznie nic. A tu niby jakieś lawy, jakieś flagi łomoczą na wietrze, a w uszach cisza. Czasem słychać rozpalone paleniska, ale to właściwie tyle. Może powinienem dziękować komuś, patrząc na resztę udźwiękowienia, z czego najlepiej pamiętam beknięcie.

Bo tak się kończy prolog. trochę taki Indiana Jones 2. Jakiś koleś zapodaje nam miskę z wodą, pijemy, BANG! Zatwardzenie. Zgon, poranny bek i idziemy dalej. I tu zabawa teoretycznie powinna się rozkręcać. Jest nawet giwera, która razi prądem! Można też strzelić blaszkę głowom podpiętym do kabli, targanymi grymasami bólu i cierpienia. Po co im strzelać blachę w czoło, zapytacie. Żeby otworzyć pole siłowe gdzieś obok. LUL. I walka. Ło panie. „Kiedy pijani seniorzy tańczą wężyka na weselu.”

Zanim jednak to, trzeba rozdać kilka prostych. Nie jest to specjalnie łatwe, bo dobre minuty zajęli mi znalezienie przycisku odpowiadającego za wyprowadzenie ciosu. Nie, żadne tam LPM. Ot, zbindowane jest strzelanie z liścia pod F. F jak Fight. K jak Kill me.

A! I jeszcze możecie dla Szatana pouczyć się obcego alfabetu, który pełni rolę znajdziek. Bez kitu. Trzeba zbić piątkę z wielkimi tablicami na których kiedyś ktoś uszył 10 przykazań i do zasobnika wpada nam literka, A, J, i dalej. Brakuje tylko Elmo i Wielkiego Ptaka. Star Citizen potrzebował milionów na wynalezienie języka obcych, a tu proszę, Inner Chains. Pewnie na new game ++, jak już ma się cały alfabet można dostać cząstki lore, bo czasem można znaleźć jakieś bazgroły.

Prawda jest jednak taka, że miał być horror i to Telepath’s Tree akurat wyszło. Nasuwa się jednak pytanie – czy ktoś w ogóle tę grę włączył zanim poszła na rynek?

Wyłączyłem w połowie drugiego rozdziału. Chciałem coś jeszcze sprawdzić, ale musiałem zaczynać go od nowa. Pfffff.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „Inner Chains – kto to spuścił z łańcucha?

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Kerdej99

      As of December 2016 three languages have been officially announced as the $50 million stretch goal. Those languages are:

      Banu
      Vanduul
      Xi’An
      According to the author of the Vanduul language, Britton Watkins, Chris Roberts and the team at Star Citizen have a modern, fan-oriented approach to their development of language.[1] Watkins is hopefull that all three languages will be fully published.

      https://starcitizen.tools/Alien_Languages

Powrót do artykułu