Impact Winter – ta zima nadeszła zbyt szybko

Nitek dnia 31 maja, 2017 o 12:56    2 

impactwinter

Wydawać by się mogło, że będzie w sam raz, biorąc pod uwagę przetaczające się za oknem ciepłe powietrze. Klimaty post apo, śniegu po czubek nosa, walka o przetrwanie, a jednak mimo, że nie wczesny dostęp, trochę nim trąci.

Szczerze mówiąc trochę jarałem się tematem. Impact Winter kojarzyło mi się przede wszystkim z fajowym The Flame in The Flood. No bo, nie ma wczesnego dostępu, jest nacisk na wykonywanie zadań, jest survival i fajny klimat. A wszystko zaczyna się w naszym centrum dowodzenia, gdzie przeciągani jesteśmy początkowo przez samouczki mówiące o zachowaniu się w obliczu apokalipsy będącej wynikiem zderzenia asteroidy z naszą planetą. Przyszła zima, lekko ni ma.

Fajne jest to, że de facto nie jesteśmy sami, ale samotność jest namacalna. Nie jesteśmy sami, bo w naszej kryjówce kilkoro NPCów prześciga się w wymyślaniu nam przeróżnych aktywności jakie potem możemy uskuteczniać na białym puchu. Tam gdzieś pójdź po coś, książkę kucharską, żeby strawa była lepsza, a gdzie indziej nauczymy cię stawiać pułapki , by pochwycić żywe pożywienie. Zadań co niemiara, ale takie wydanie gierek survivalowych pasuje mi fest. Kwestia osobistych preferencji, ale ponad zabawę w piaskownicę stawiam wykonywanie jakiś celów. Dostajemy zadania i co dalej. Rajdy.

impact1Rajdy na miejscówki, które realizujemy manualnie. Pamiętacie jak w innych survialach wypuszczało się eskapady do jakichś zapuszczonych dziur w celu pozyskiwania odpowiednich materiałów? Tu robimy to wszystko sami. Szykujemy się na wyprawę grzejąc w ciepełku ogniska, napełniamy brzuch i naładowawszy naszego pomocnego drona ruszamy w świat. Dość spory świat, bogato zasiany miejscówkami. Tu jakieś budynki, tam inne kompleksy. W większość zasypanych śniegiem miejsc można wejść, by potem obszukać wszystkie szafki i zebrać odpowiednią ilość gratów potrzebnych nam do konstrukcji pułapek czy broni. Typowe, ale bardzo fajne jest to, że umiejscowienie tych przedmiotów jest logiczne. Oznacza to tyle, że spinaczy nie będziecie szukać w kuchni, bo znajdziecie tam talerze, środki czyszczące czy gąbki, a gdzieś w biurkach czy np. szafkach nocnych. Do tego dochodzi fakt segmentacji ekwipunku, co zmusza nas do mikro zarządzania w nim i układania przedmiotów, by co chwilę nie wracać do bazy. Oczywiście plecak można ulepszyć.

A ulepszać można wiele. Sam dron, który za nami lata, pełni przydatne funkcje jak skanowanie otoczenia w poszukiwaniu przedmiotów skrytych głęboko w śniegu czy laser, którym roztapia śnieg umożliwiając zbieractwo pod tymże na szeroką skale. Tak, możliwości drona można rozbudować. Nasza postać może nie tyle leveluje, co zbiera doświadczenie, a to przekłada się na perki dostępne dla NPCów w kryjówce. Szybsze konstrukcje przedmiotów, więcej spania i inne perki. Nie mamy nad nimi bezpośredniej kontroli, acz gra umożliwia nam małą kontrolę nad ich zachowaniem. Jest tego dość sporo i wszystko się nada.

impact2A w ogóle o co chodzi, bo nie wspomniałem. Katastrofa, apokalipsa, wtem, dron odbiera sygnał, że służby ratunkowe potrzebują 30 dni na odnalezienie nas i ratunek. Komunikacja jednostronna, więc tak naprawdę nie do końca wiadomo co i jak, być może jest za tym coś głębszego. Niemniej jednak czas stanowi podłoże naszych działań i jest motorem napędzającym zabawę. Można siedzieć i czekać te 30 dni, żaden problem, o ile będziecie mieli odpowiednie ilości zapasów. Lepszym wyjściem wydaje się być jednak wykonywanie powierzonych zadań, albowiem nagrodą za ich zrealizowanie jest przyspieszenie czasu potrzebnego na odszukanie naszej wesołej ekipy. Generuje to poczucie dobrze wykonanego zdania i nieustającego progresu.

Warto wspomnieć też o zdarzeniach losowych mających miejsce podczas naszych samotnych wędrówek w zamieci. Na waszej drodze napotkacie przede wszystkim tajemniczych handlarzy, ale też osoby postronne czasami rzucające nam zadania dodatkowe. Póki co nie natknąłem się jeszcze na coś tak mieszającego w głowie jak para staruszków z This War of Mine, ale fajowo, że dzieje się coś więcej, niż samo zwiedzanie opustoszałego świata. Bo jest tez broń, znalazłem łuk, naboje do karabinu, ale samej walki jeszcze nie widziałem. Już powiem dlaczego.

impact3Hejże, to brzmi całkiem spoko, czemu zatem „za szybko”?

Problemy techniczne. Impact Winter jest w stanie pół surowym. Gra jest, działać działa, ale występuje masa niedoróbek skutecznie wpływających na zabawę. Przede wszystkim czas wczytywania. Wyjście na mapę świata równa się loadingom rodem z Wiedźmina pierwszego przed załataniem. Jak na Amidze bez RAMu. Problematyczne było (bo patch już jakiś był) sterowanie na klawie i myszce. Na padzie jest w miarę ogar, choć czasem postać dziwnie się zachowuje. Czasem zdarzenia dublują się i w dziwny sposób robią zadanie dodatkowe, po wyjściu z lokacji, odczekaniu l o a d i n g u, wejściu  z powrotem, można było znowu je wykonać. Chaos panuje w interfejsie, ale to przez wzgląd na natężenie menusów i kłopotliwą nawigację – pewnie kwestia przyzwyczajenia. Problem miałem z narracją, która snuje opowieść o lore i zdarzeniach mających miejsce w świecie wykreowanym na planszach wczytywania właśnie. Może dlatego są takie długie. Jest też wersja polska, napisy, czasem gubi jakieś tłumaczenie. I polskie znaki.

Dlatego też wszystkim chętnym na przyodzianie się w rakiety i brodzenie w śniegu mówię, STOP, poczekajcie, aż połatają i grę dokończą. Twórcy rozpisali plan łatek, sterowanie już poprawili, na celowniku są czasy wczytywania, co ma zostać poprawione jeszcze w tym tygodniu, a na co czekam. Bo Impact Winter zapowiada się fajnie. Tylko na chwilę obecną jest mocno niedopieczony. Być może ekipa realizująca przestraszyła się nadchodzącego wątku fabularnego do Long Dark i za mocno się pospieszyli? Kto wie.

Jeśli chcecie zimowej przygody, radzę póki co delektować się ciepłem za oknem. Zima nie zając, nie ucieknie, a po odpowiednim opatuleniu łatami być może coś z tego będzie. Ciężko powiedzieć, bo na tę chwilę babole techniczne skutecznie mnie przystopowały i odwiodły od dalszej podróży, bo jak sobie pomyślę, że wchodząc do kolejnej klitki, dwa na dwa metry, rychło czeka mnie parę minut loadingu na wyjściu, a potem jeszcze użeranie się ze sterowaniem, meh.

Grę dostarczył dystrybutor, Cenega, dziękuję.

Dodaj komentarz



2 myśli nt. „Impact Winter – ta zima nadeszła zbyt szybko

Powrót do artykułu