Holy Potatoes! A Weapon Shop?! Oraj oręż, człowieniu!

Nitek dnia 14 lipca, 2015 o 11:44    6 

LUZNEGADKIgikz

Powiedzmy sobie na wstępie. Ziemniaczany sklep z bronią dla ziemniaczanych bohaterów RPG i innych łotrów wciąga. Po prostu. Tak jak wciągnęło niektórych Game Dev Story czy też Game Dev Tycoon, tak i tutaj istnieje ryzyko, że podzielicie ich los.

Nie bez przyczyny wspomniałem o tych mobilnych klikadełkach, które zawładnęły także świadomością steamowiczów. Owszem, w niektórych kręgach, klikanie po ekranie w celu wytworzenia gier wideo jets na wskroś popularne. Nawet teraz można się natknąć na streamy czy świeże tematycznie filmiki na YouTube przedstawiające progres od twórcy garażowego do władcy złej korporacji niszczącego tych mniejszych. W sumie nie wiem czy tak było. Nie wciągnąłem się. to znaczy trochę, w Game Dev Story. Dobre mizianie paluchem szybki podczas porcelanowych podróży. No tak. Przeklikałem się.

Ziemniaczane królestwo staje przed Wami otworem. Tam i Wy macie swoje miejsce, bo i fabuł została tu podłożona. Ot, jako młoda pyra, najmujecie się w kuźni, dość zaawansowanej, na miejsce swego dziadka. Stara bulwa została przemielona na frytki czy inne puree, a biznes musi się kręcić zwłaszcza, że szybko okazuje się, że sklep w dużej mierze należy do Agenta 46, a ten do upierdliwych kartofli należy. Hajsu się domaga, pracy niewolniczej za wyrobione targety przez wynajęte bulby specjalistyczne. I przyłazi co jakiś czas domagać się, a wszystko podlane humorystycznym sosem z koperkiem. Niby nic, ale jednak naszej pracy towarzyszy jakiś cel i to fajne jest. Mimo wszystko, w co się nie gra, fajnie jest jak cel zostaje podany, bo wiadomo po co to wszystko.

holy1

Kartofle do wynajęcia

Wiemy już, że terroryzuje nas stary ziemnior, wiecie też, że możemy wynająć specjalistów craftingu maści wszelkiej. Są oni potrzebni, albowiem wytwarzany przez nas oręż ma statystyki, jak to z orężem potrzebnym bohaterom bywa. Specjaliści tańczą wokół swych narzędzi i im bardziej pro są dzięki zdobytemu doświadczeniu, tym słupki szybciej rosną. Ważna sprawa, bo im dalej w las, tym bohaterowie, klienci, robią się bardziej wymagający i wybredni przedstawiając coraz bardziej zawyżone oczekiwania w stosunku do towaru jaki im dostarczamy. Trzeba znaleźć równowagę w tym wszystkim, albowiem spec-barabole mają swoje przynależności klasowe, zupełnie jak protagoniści po drugiej stronie kasy. Te zaś, można skillować przez kreowanie kolejnych składowych ekwipunku i zmianę ich przynależności specjalistycznej, a to zaś, owocuje boostem do kolejnych statystyk podczas procesu tworzenia. Brzmi skomplikowanie, acz nie jest tak w istocie. Weźmy takiego kowala, który osiągając max w swoim fachu, może się przemianować i czynić cuda w magii, a kiedy i to zmasteruje, może zostać sztukmistrzem z Lublina, który nie tyle dźwiga damage danej broni, ale także jej właściwości magiczne. Zupełnie jak w PRLu, jeden ziemniak, by wszystkiego się chwytać.

W gonitwie za hajsem, nasze urocze bulwy tracą chęć do dalszej pracy. Urlop się należy Panie zarządzający, podwyżki się nam chce! W początkowej fazie, kiedy nasze podwórko nie jest odpowiednio wypielone i żyzne, a na pierwszym poziomie naszego podatnego pod rozbudowę przybytku zatrudnić nikogo się nie da, branie urlopu przez wdzięczne kartofelki zatrzymuje pracę niczym u pani Krysi, zaprzyjaźnionej szwaczki, która będąc w trybie obiboka zatrzymuje pracę całego zakładu. Można co prawda wynająć wtedy, ale także przy innych okazjach, freelancera podnoszącego odpowiednie staty, ale kogo stać na to w czasie kryzysu. Pracowników można też wyekspić wysyłając ich na integracyjne melanże zwane także szkoleniami, co zazwyczaj kończy się rychłym urlopem, bo przecież bar taki otwarty, drinki takie smaczne, ziemniak taki zmęczony.

1

Pogadajmy teraz o pracy, zaplecze socjalne jak widać jest spore. Zapotrzebowanie na broń, jak pokazał Cage w Panu Życia i Śmierci, zawsze jest, zawsze będzie. Jest co wykonywać. Bronie dzielą się na dobrze znane klasy, te zaś lubione są (bądź nie)_ przez naszych potencjalnych klientów. Lista ich żądań to nie tylko dobór odpowiedniej broni, ale także jej statyk. I tak złodziejaszek, będzie lubił szybkie noże, kiedy barbarzyński pyr lubować się będzie w szybki, ale także celnych toporach, przy czym damage nie będzie miał znaczenia. Proste. Poza klientelą rozsianą po miejscówkach odblokowywanych za bilety z fejmu, a te zdobywamy za spełnianie targetów wyznaczanych przez Agenta 46 (miej 3k fejmu, wyleweluj klientów, odblokuj miejscówkę), są też klienci wpadający znienacka o wysublimowanych gustach. Nie Ci są jednak najgorsi, bo są także klienci specjalnej troski, co przychodzą jednego roku i czekają pięć następnych, aż będziemy mieli zasoby odpowiednie dla wytworzenia czego tam sobie chcą. Taki Cloud Strife Ziemniak w kark mi dyszał dobre dwa lata, zanim ogarnąłem jego mieczyk. A ile hajsu wywaliłem na nieudane próby, panie. Trzy kredyty i hipoteka u rolnika na mój metr kwadratowy pola poszła. A jeśli brakuje nam czegoś w katalogu, wysłać ekspedycje po relikty należy, połączyć je i zdobyć dobro.

holy2

Złodziej czasu, gubi sejwy

Trzy razy wywaliło mi zapis rozgrywki, nie polecam. Problem z harataniem sejwów został spatchowany.

holy3Niemniej jednak patrząc ile czasu spędziłem na tym pożal-się-boże, bądź co bądź, prostym klikadełku jest faktem zatrważającym. Wynika to także z faktu, że bawiłem się tym w niedzielę po mocno przeoranej streamem sobocie. Gierka zen, która wydaje się być skomplikowana, ma kilka ciekawych mechanizmów, które bawiły mnie bardziej niż przy tworzeniu gierek w gierkach (hue) wspomnianych na początku tekstu, pozwoliła mi się zrelaksować i doprowadzić do pożądanej formy. W tym wszystkim, w każdych z wymienionych pozycji, brakuje jednego. Wyzwania. Po opracowaniu schematu działania, pilnowaniu jednego dnia wypłaty w roku, by hajs się wtedy zgadzał, nie ma tu jakiegoś większego ryzyka porażki. Owszem, zagapiłem się i hajsu nie dostarczyłem, nagrody za pracodawcę roku nie dostałem, ale przynajmniej przekupiłem jury w konkursie na najmagiczniejsze różdżki i kasa pękła. Jednak to nie jest żaden tam Tycoon. Żodyn.Z ekonomi jest na bakier, ale można popatrzeć jak się lubi patrzeć.

To dobrze mydlące oczy, ładnie wyglądające klikadełko na kaca.

Zszedł jak ręką odjął, nie wiem kiedy zrobiło się południe, połknąłem temat jak rekin mniejsze morskie kreatury, ale jak pokazała mi palec kasując sejwy, tak i ja focha strzeliłem. Najgorsze jest jednak to, że poklikałbym jeszcze trochę. Dziwny przypadek, jak z przeglądarkowym Clicking Bad (jak w to klikniesz będziesz przeklęty na wieki). Jeżeli ktoś tematykę zna i lubi, nie zawiedzie się. Czysto casualowa sprawa, a sam patrzę na nią przez pryzmat ostrych, nieprzespanych nocy i dobrze świętowanych sobót (sześć dziabnij). Miejcie to na względzie.

emmanot

Grę dostarczył producent.

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Holy Potatoes! A Weapon Shop?! Oraj oręż, człowieniu!

Powrót do artykułu