Enter the Gungeon (Nintendo Switch) – recenzja

Nitek dnia 29 stycznia, 2018 o 7:38    9 

etgswitchtyt

Nie Zleda, nie Marian, ba! Napisami końcowymi na Switchu nie uraczyły mnie nawet króliki Marian, z tego dziwnego crossovera, który znakomicie małpuje X-Com. Nie. Pierwsza lista płac na ekranie mej maszynki to Enter the Gungeon właśnie, ale hej, kto myślał, że będzie inaczej?

Jeśli ktoś spał pod kamieniem i w życiu o Gungeonach nie słyszał, albo co gorsza, nie zagrał (jak śmiesz!), spieszę z szybkim rysem dzieła Dodge Roll games, wydanego pod skrzydłami Devolver Digital. Twin Stick arcade bullet hell rogue-lite extravaganza, kurka mać. Początkowo cztereh bohaterów do tytułowych lochów sprowadza chęć rozliczenia się ze swoją przeszłością, albowiem tytułowa miejscówka zawierać ma kulę zdolną zabić przeszłość. Trywialne. Bynajmniej.

etg2

Teoretycznie sprawa jest do zrobienia na raz i jeśli ktoś ręce muskane ma arcade to możliwe, że uda mu się uszczknąć całość relatywnie szybko. Pięć przepastnych pięter zwieńczonych jest pojedynkiem z losowo wystawianymi przed nasze giwery bossami, gdzie zapewniam Was, każdy znajdzie swojego nemezis. Dodatkowo można puścić się bokiem i spróbować ścieżki alternatynej, dokładającej lochy opcjonalne z dodatkowym przeciwnościami losu. A przecież po pierwszym razie zabawa się nie kończy, bo jeszcze trzeba zrobić to i tamto, zanieść na piąte piętro przedmioty pozwalające na zen ostateczny, prawdziwe zakończenie per postać, a potem jeszcze dodatkowe piętro i absolutny armageddon i wieńczenie przygody. A jeszcze wyzwania, a jeszcze losowe modyfikatory zabawy, a jeszcze podkręcanie obrotów rolowane przez kość k20, odblokowywanie NPC, jest co robić.

etgswitchDo przejścia na jeden raz rzucone jest pięć lochów o komnatach tak różnorodnych, że można zgłupieć, podobnie jak w przypadku doboru masła do naszego budżetu. Sprawę ułatwiają opcjonalne sejwy między poziomami, ale też,w przypadku Switcha, uśpienie konsoli i kontynuowanie zabawy w dogodnym momencie. Wszystko jest generowane PRO-CE-DUR-AL-NIE, a co za tym idzie, z tych wszystkich ręcznie rzeźbionych kill roomów, zestawiane są siatki pomieszczeń każdorazowo inaczej ułożone, ale też zawierających w sobie zgoła odmienne wyzwanie. No, nic się nie zmieniło. Sam system powinien odpalić żarówkę pomyślunku, że faktycznie jest tam co robić. Nie ma co opierać się miodności spowijającej Wasze dłonie, niezależnie od tego czy Switcha mieć będziecie w docku, czy w Waszych rękach. Należy oddać się jej bezgranicznie. 

Wyzwanie w ENter the Gungeon nie zmalało, co w jakiś pokrętny sposób mogłoby sugerować portowanie tematu na urządzenie przenośne. Ba! Jest dodatkowo podrasowane przez śladowe ilości szumnie zapowiadanego darmowego patcha Gungeons and Dragons, którego nie mogą doczekać się właściciele blaszaków i PS4, a którego elementy już zaimplementowano w wersji na sprzęt Nintendo. Nowicjuszom grać będzie się trochę lepiej, być może łatwiej, na pewno szybciej. Ewidentnie podkręcono wartości wypadającej waluty z pokonanych szefów, co przekłada się na większe jej ilości na wydatki w sklepikach in-game, a to zaś odblokowuje więcej przedmiotów użytkowych dostępnych podczas kolejnych eskapad, co przekłada się na naszą większą efektywność. Do odblokowania czeka 190 sztuk broni (ej, przecież nie wymienię Wam wszystkiego) i 200 przedmiotów (przenośny generator czarnej dziury!), a to bodaj dane sprzed kolejnych patchy, które dodały więcej, WINYCJ, kurna! No i jeszcze jeden patch nadciąga. Rożnych kombinacji przedmiotów i zależności między sobą nie ma tyle co w Isaacu, ale nie szkodzi. Jest tego dość, by grzebać w tym nieprzerwanie i końca listy do odblokowania nie widzieć.

etg4

Enter the Gungeon pozostał grą trudną (pfff, przecież łatwe jest i nic się nie dzieje), ale odpowiednio stopniującą poziom wyzwania. Co prawda znane są mi przypadki osób, które wykładają się na pierwszych bossach, by potem ściąć się na kolejnych, ale hej. Też potrafię bezsensownie odpaść na totalnych leszczach. Im dalej w lochy, tym zabawa przykręca śrubę, co przypadkowo można zrobić samoczynnie, zbierając przeklęte przedmioty, otrzymując w zamian pojawiające się zewsząd napakowane mocą warianty przeciwników. Potrafi być gorąco, pewnie. To akurat dobra sprawa. Samo przejście nie zależy, aż tak od RNG, choć pewnie, dobre przedmioty w kabzie potrafią być gwarantem sukcesu, pod warunkiem dobrego ich zastosowania. To już jednak leży w gestii każdego śmiałka indywidualnie. Osobom, które stronią od tego typu zabawy radzę jeszcze doczekać tego nowego patcha, pełnoprawnego wypuszczenia, albowiem ma znaleźć się tam tryb ułatwiający rozgrywkę. Nie każdy lubi ból i cierpienie.

Lubię. Dotychczas władowałem 179 godzin w Enter the Gungeon w wersji na PC. Na Switchu postawiłem sobie poprzeczkę relatywnie wysoko, bo zaparłem się, że nie napiszę nic na temat, dopóki nie wysmagam oczu listą płac przynajmniej jeden raz. Zrobiłem to po dwudziestu godzinach. I to były syte dwadzieścia godzin. Tu warto wspomnieć o tym, że Switch nie do końca radzi sobie z przesiadką na inną maszynkę. Enter the Gungeon w tej wersji posiada trzy ustawienia wyświetlania – speed, balanced i beauty, z czego poszczególne ustawienia różnią się ilością detali graficznych (oświetlenie, cząsteczki po rozwalanych obiektach, które na ustawieniach speed znikają po chwili, refleksami w kałużach i innymi wodotryskami) oraz różną ilością wyświetlanych fps, z czego w każdym przypadku, gra potrafi zwolnić przy absolutnym wygrzewie, zwłaszcza w przypadku spotkań z szefami, którzy nawalają ze wszystkiego co mają, zalewając ekran kulami we wszystkich rozmiarach i kształtach, niemalże klecąc z nich stringi koniakowskie, takie wiązanki lecą. Spadki zdarzają się rzadko, acz w dość oczywistych momentach. Co ciekawe, można przechylić je na swoją korzyść, bo nagle człowiek jest w stanie się połapać co się tam w ogóle dzieje. Względna niedogodność rzekłbym. Inna sprawa, że nie do końca odpowiadało mi sterowanie na joy conach. Cały czas miałem wrażenie, że nie są aż tak dokładne w celowaniu, jak pad w przypadku większej maszynki, na której może być grane. Kwestia przyzwyczajenia. W pozostałych aspektach Gungeony zostały przeniesione 1:1. Wszystkie mechanizmy, fajerwerki graficzne, brońki, wszystko tu jest. Wybornie.

etg3

Dodatkowym ficzerkiem właściwym dla konsoli Nintendo jest lokalny co-op dostępny od kopa, grywalny na jednym joy conie per gracz, choć wymagający moc przystosowania, albowiem sterowanie odbywa się przy użyciu jednej gałki, podczas gdy celowanie wykonujemy ruchem ręką, co może być z początku dość osobliwe, ale hej, lokalny co-op! No i bierzecie gdzie chcecie i ryjecie jak dzik ryjem w truflach. Mobilność sparowana z relatywnie niedługim czasem zabawy (poza oczywistym jeszcze jednym loszkiem) punktuje mocno Samo dobro, czyści pory niczym pierwszorzędna maseczka. Wcieraj ten splendor.

Czy chciałbyś zagrać w Enter the Gungeon na Switchu? Pewnie tak. Czy polecam Enter the Gungeon na Switchu? Bier dwie. Czy przykro mi, że pękło po dwudziestu godzinach? Bynajmniej. Przecież to dopiero początek.

No i pamiętajcie. Rolkujcie w stronę kul.

Grę dostarczył wydawca. Dziękuję.

IMG_20180128_002154

Dodaj komentarz



9 myśli nt. „Enter the Gungeon (Nintendo Switch) – recenzja

  1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Nie wiem czy jest taka funkcja, pewnie nie, ale powinna być. I Ty powinieneś ją pełnić. Ambasador Devolvera na Polskę.
    PS. A to o to chodziło. Rolki w stronę kul!
    PS 2. Nie, no żartowałem, wiedziałem to. Ale szczerze przyznam że sporo czasu (na strimach) mi zajęło żeby skumać że to tak działa.

Powrót do artykułu