Detached – vomit rocket

Nitek dnia 25 lipca, 2017 o 9:54    2 

detached

Podczas zawziętych testów VR nie zabrakło też produkcji polskiej. Można powiedzieć, że trochę pachnącą gikzem, wszak jeden z członków ekipy kreującej jest wam znany, albowiem przewija się u nas od czasu do czasu, tu i tam ;) Oto przed wami zapalnik rewolty żołądkowej, śmiganie w kosmosie, Detached.

Brzmi groźnie, bo i tak się zapowiadało. Nie trudno było sobie wyobrazić, że może być w tym wiele prawdy, no bo przecież nie da się przewidzieć jak zareaguje grający, wirtualnie zakuty w skafander kosmonauty i wpuszczony w kosmos przepastny, ze wszystkimi właściwościami włącznie. Czas mnie naglił, więc nie zagrałem tak dużo jakbym chciał, ale wyobraźcie sobie, że miska, którą zupełnie przypadkowo miałem na stole, na niewiele się zdała.

Zabawa zaczyna się tutoroialem objaśniającym meandry poruszania się, co jest ważne, bo nie zastosowano tu znanej z innych gierek teleportacji. W Detached świat wiruje razem z nami. Wiruje, bo to my kontrolerami nadajemy pędu naszej postaci, ale także rotujemy we wszystkich kierunkach, podczas gdy rozglądając się celujemy w interaktywne obiekty, czy też po zdobyciu ulepszeń, czynimy pew pew rakietami. Podejrzewam, że te ulepszenie specjalnie wepchnięto trochę później, dla wybranych, bo zabawa na początku jest dość geriatryczna.

Szybko zaś obiad dźwiga się w górę, kiedy wylatujemy z małego odcinka na zewnątrz. A tam, by było nam przyjemniej i nie latało się za długo, turbo bramy nadające nam trzy razy więcej prędkości, generującej dwa razy więcej fantomowych przeciążeń organizmu, niż teoretycznie bylibyście w stanie znieść. I wypada to fachowo. Poza assetami niskiej rozdzielczości, które niestety da się dostrzec, Detached prezentuje się ładnie od strony wizualnej. Wrażenie przestrzeni ryje beret, a hulanki między asteroidami są pierwsza klasa, bowiem poszczególne fragmenty bazy miedzy nimi są rozmieszczone i nie da się eksploracji pominąć. Dobrze zatem, że jest przyjemnie.

Tyle co zagrałem, gra rzuca kłody pod nogi organizując nam zajęcia, jak trening z pożytkowania rakiet czy uskuteczniane turbo dopalaczy zwiększających prędkość. To ten moment, kiedy faktycznie obiad może w trzewiach dygnąć, acz nic takiego w moim przypadku nie miało miejsca. Robiłem też zadanie czasowe, dość upierdliwe jednak, już nie dlatego, że nie jestem fanem czasówek w grach w ogóle, ale tu po jego sprzeniewierzeniu okazało się, że muszę naginać przez pół kosmosu, by zacząć zabawę od nowa. A do tego zrobić znowu tutorial, który robiłem już wcześniej. Ot, źle rozmieszczone checkpointy skazujące na zbyt wiele niepotrzebnych powtórek sekcji gry.

Niby fajnie, bo moment kiedy przemierzacie w stanie nieważkości przepastne korytarze, starając się o nic nie zahaczyć i docieracie do śluzy, której otwarcie wypuszcza was na zewnątrz za każdym razem zachwyca tak samo. Lekko podlatujecie do krawędzi i zerkacie na jakąś gwiazdę, która oślepia i zapewne brwi lekko przypala. Gdzieś w oddali majaczą kolejne odcinki bazy do zwiedzenia i asteroidy, o które można fest przyfandzolić. No pięknie jest.

Przyznam się, że trochę się bałem, straszony, że tamci z innej redakcji, odpalili grę i obracali się na krześle, żeby zobaczyć kto więcej wytrzyma nie wymiotując, a koniec końców trochę się zawiodłem, że bebechy mam ze stali ;) Nie uciekła mi podłoga spod nóg, ale Detached wywarło na mnie wrażenie należyte. To nie jakaś tam popierdółka i mam nadzieję, że jest konkretnej długości, bo jak gogle wjadą na mą chawirę raz jeszcze, niechybnie sobie jeszcze polatam.

Gogle miałem na nosie dzięki VR Rooms z Rudy Śląskiej, gdzie możecie pobawić się w VR na pięciu stanowiskach, zagrać w samochodówki na symulatorze z hydraulicznym podnośnikami, ale przede wszystkim narobić w porcięta przy jakimś straszaku ;)

Dodaj komentarz



2 myśli nt. „Detached – vomit rocket

  1. Pryka

    Bebechy ze stali, tylko pęcherzyk do bani. :P

    Fajne te VRy, znaczy tego… Byłem taki mocno sceptyczny i chyba dalej jestem, ale po strimach na których grałeś jakoś tak bym sam spróbował(właśnie w VRroomie jakimś). Bo w tej chwili koszty są absurdalne, a kupić sprzęt za 4k do wywoływania wymiotów… trochę się nie kalkuluje. A zakładając nawet pozytywną reakcję organizmu, takich dużych fajnych tytułów jak Deatached jest maluśko.

Powrót do artykułu