Call of Duty Black Ops 3 – Descent DLC – że smoki są #potwierdzoneinfo

Nitek dnia 29 lipca, 2016 o 14:47    0 

codbo3descent

Call of Duty już niebawem! Kolejne Call of Duty zapowiedziano! Proszę pana, ja tu jeszcze gram.

W cyklu życia Call of Duty jest tak, że co kwartał kolejny CODzik dostaje prolongatę życia w postaci kolejnej paczki mapek, a potem jest trochę jak z fast foodem. Szybciej wyrzucisz, niż zjesz, no bo coroczna odsłona zakrada się niczym ninja atakując niczego niespodziewających się fanów serii. Tja, jasne. Ciekawe jak wypadnie temat w tym roku, bo akcja z łapeczkami w dół pod filmikiem była niezła i może okazać się niesłuszna, bo poza dość nużącą tematyką sci-fi, to kolejne COD może być niezłe, a przecież wiadomo nie od dziś, że wystarczy, żeby było lepiej niż w COD: Psy.

Zanim jednak nastąpi oficjalne odsunięcie na boczny tor Black Ops 3, ta część dostała zrzut map. I tak, gram, bo lubię, w dodatku na konsoli. Nie do końca jest to moje guity pleasure, bo jak wiadomo, czasem CODa lubię. W zupie kooperacji i grania zespołowego, po prostu przyjemnie czasem jest włączyć coś, co pozwala na samotne igraszki i sprowadzanie do parteru rzeszy przeciwników z drugiej strony lufy. Ot, tak. Niby nic, a   można się czuć jak Carrie w scenie pod prysznicem w szkole, z takim wyzwaniem.

bo3des (1)

Descent to przedostania paczka powietrza i składników odżywczych jaką Activision i Treyarch wpompowują w niekończącą się walkę na małych, acz urodziwych arenach Black Opsów. W ofercie wycieczki są cztery miejsca do odwiedzenia, w tym jedno znane oraz Stalingrad alternatywnej rzeczywistości, gdzie mięso mieszkańców straciło ważność dawno temu, co nie wytrąciło z nich mobilności. W dodatku są smoki, nie jakieś tam jaszczurki z Gry o Tron, ale wielkie bydlęta rzygające ogniem gdzie popadnie, co wypada oczywiście fachowo, aż się oczy szklą.

Tak, smoki to nie killstreak, a ficzer na dodatkowej zombie mapce Gorod Krovi. Tym razem i ja pokusiłem się o zabawę w hordę, ale na dłuższą metę to nie na moje nerwy. Nie dlatego, że to horda, stosunkowo wielka mapa, ale skoro przychodzę na multi bawić się w samotnego wilka, niepotrzebne mi randomy z internetu gromiące mnie i moją matkę przez głośniki, kiedy po raz kolejny szoruję tyłkiem podłogę. No, smoki, synek, musisz to zobaczyć, bo miejscówka wygenerowana jest fachowo i jest mocno klimatycznie, o ile nie będzie ci przeszkadzać zapaszek filmów klasy B. Są mechy, jest dużo strzelania, ale jakichś nowych patentów na zabawę brak, co nie należy w tym przypadku poczytywać za minus. A jeśli traficie na ogarniętych graczy, koniec nagradza trud należycie, a na pewno dość spektakularnie. W ogóle to Call of Duty jest jakoś wyjątkowo ładne, choć wolałbym mimo wszystko coś bardziej szaroburego, niż neonowe, oczojebne barwy rodem z Batman Forever.

codnowthen

Lekko niezrozumiałym krokiem jest wyciąganiem starych map i wkładanie ich w obecnie obowiązujące realia serii. Mam na myśli zwiększoną mobilność, bieganie po ścianach i pozostałe te cuda ADHD. Tymczasem ponownie sięgnięto po kreacje przeszłości i po odświeżeniu wizualnym oddano do recyklingu. Mowa o mapie kiedyś Raid, obecnie Empire, wielkiej posiadłości ubranej w rzymską stylizację. Przypomniała mi dlaczego tak bardzo nie lubiłem pierwowzoru, bo co rusz ktoś dziurawi mi nogi na większych otwartych przestrzeniach, tym bardziej że z przyzwyczajenia chcę biegać po powierzchniach prostopadłych, aniżeli czołgać się między samochodami. Zdecydowanie za mało tu odpowiedniej sekwencji obiektów do godnego żabkowania, bo mapa sama w sobie jest całkiem zacna.

Kwasowy trip twórców pod względem pomysłowości na kolejne plansze znajduje swoje rozwinięcie w Rumble, plątanina ciasnych korytarzy w okalającym arenę walk robotów budynku. Tu już coś można nakręcić skacząc pomiędzy uśpionymi maszynami, bądź przebiegając po ścianach szatniowych korytarzy, ale ww ogólnym rozrachunku jest dość ciasno, mimo że po jeednej stronie jest dostępny skrawek areny. Na lewo korytarze, na prawo przestrzeń z trzema punktami wejścia, niczym trójkąt z Dallas.

bo3des (2)

Biegi po cylindrach pełnych wód organicznych i wnętrzach laboratorium przyjdzie biegać w Cryogen, gdzie niejednokrotnie odkleiłem się od ściany niczym mucha, która napoiła się wcześniej niechcianym winem. Tu bezmyślne rushowanie i biegi po ścianach znajdują zastosowanie, zamieniając momentami grę w morderczego platformera, gdzie podłoga to lawa. Mimo ogólnej ciasnoty wnętrz, siatka korytarzy jest należyta i nietrudno tu o zgarnięcie randomowej kulki, zwłaszcza od przebiegających między zbiornikami jegomości.

Berserk to moment, kiedy kwasy designerom weszły należycie i jednocześnie moja druga personal fav mapka spośród tych dostarczanych w paczkach dodatkowych. No, trzecia. Wioska WWikingów zasypana śniegiem, z majestatycznym posągiem i okrągłymi domkami, które można zwiedzać z buta od strony zewnętrznej. Wąskie gardło stanowi most, gdzie wygrzew momentami gotuje jajka w wiejskim kurniku i długie powierzchnie do truchtu pod mostem, co pozwala przeskoczyć na drugi koniec mapy www ekspresowym tempie.Niby singiel tłumaczy, że takie realia są dopuszczalne, no ale mam nadzieję, że kwas smakował dobrze. Jest trochę biegania po chatach, rozdzierania pancerza na klacie i dzikich okrzyków gdy śnieżek prószy.

Z innej beczki byłem zaskoczony jak wiele się zmieniło, choć nie do końca wiem, czy to jakieś patche, czy DLC spowodowały napływ treści do relatywnie gołego trybu multi. Pewnie pojawiło się trochę nowości wraz z tańszym wariantem samego multi, bo obecnie można bawić się choćby w wyzwania dzienne, czy tygodniowe, pojawiło się dużo nowego sprzętu kosmetycznego, a same BlOpsy stały się bogatsze. Co zresztą sprowadziło się do tego, że tuż po powrocie, by sprawdzić co w owych mapkach piszczy, sprawdzałem czy są fajne. Sześć bitych godzin, ciurkiem. Z doskoku przez wiele dni.

Właściwie to jeszcze trochę posprawdzam czy nadal jest fajnie.

Podesłał wydawca. DLC obecnie jest dostępne tylko na PS4, premiera na XONE i PC 13 sierpnia.

Dodaj komentarz