BRUT@L – ASCII ożywione

Nitek dnia 16 sierpnia, 2016 o 12:48    1 

brutl

Podczas gdy proceduralne wygenerowane Niebo Żadnego Człenia wymęczyło mnie niemożebnie, w otchłani lochów znalazłem ukojenie, a skoro są one generowane losowo, na usta ciśnie się jedno. Roguelike dungeon crawler.

Wybrawszy jedną z czterech dostępnych postaci, dość sztampowych, bo kimże jest wojownik, amazonka, strażnik czy mag, jak nie zestawem obrzydliwie podstawowym ruszamy na szeroko zakrojone plądrowanie plątaniny podziemnych korytarzy. Ich losowość wynikająca z zestawianych miejscówek podłóg seeda, który wpiszecie czy to ręcznie, czy także poczekacie na efekt losowy jest należyte, a same poziomy są dość duże. W efekcie czego, w tej prostej odmianie, minimalistycznym action RPG, cel jest taki jak zawsze. nachapać się bogactwa, zejść jak najniżej, do 26 poziomu, na którym, hohoho, czeka niespodzianka i nie dać się zabić po drodze. Pewnie, niełatwo o potknięcie.

Wspomniana paleta bohaterów różni się od siebie przede wszystkim wizualnie, niestety. Przynależność klasowa warunkuje jedynie początkowe zdolności jakie mają odblokowane. Mag może od sztycha razić magią z różdżek, strażnik tworzy broń na poczekaniu i umie zamachać szabelką, a wojownik grasuje z napompowanymi testosteronem bicepsami zadając z piąchy więcej obrażeń niż ustawa przewiduje. Poszczególne zdolności osadzone są na drzewku skilli wspólnym dla wszystkich. To, że amazonka jest miękka jak jajecznica, nie oznacza, że nie możecie zrobić z niej rosłego karka kilka poziomów później, a wojownika nauczyć jej zwinności. Różnice mogą się zatrzeć szybko, ale możecie też skupić się na rozwoju w teoretycznie jedynym słusznym kierunku dla danej klasy, nadając postaci indywidualnych cech, ale też nie musicie. Elastyczność zachowana.

BrutalScreenshot2Podobnie jak i obsługa bohaterów sam system walki nie jest specjalnie spektakularny. Do dyspozycji oddano po jednym kombosie na aktualny dzierżony oręż stosowany poprzez trzykrotne naduszenie jednego guzika. Do tego dochodzi blok tarczą, rolki przy bloku i piruety wokół przeciwnika, by w tańcu sprzedać kopa od tyłu, pomijając skrzętnie dobraną zbroję delikwenta. To też razi skromnością, bo nie ma setów, a raczej uskuteczniono podejście właściwe dla zabaw arcade – po prostu są cztery części zbroi i już, bez wizualnej uczty, że tu jest płytówka, a tam jakieś szmaty. Jest też parowanie, ale nie spodziewajcie się tu szaleństwa i widowiskowości rodem z Batmana. Jest w porządku, choć początkowo można dostać szału i piany na pysku przez brak lockowania się postaci na przeciwniku, co powoduje taniec kurczaka bez głowy wokół adwersarzy. Z początku nie jest to problematyczne, ale jak zaczynają wyłazić pokraki wyższego szczebla, magiczne, wybuchające, wymagające dopasowania broni do ich zagłady, w ilościach znacznych to już generuje niedogodności. O ile z łuku można wspomóc się drugą gałą jak w zwyczajowym twin sticku, tak brak celowania w walce, cóż, mogło być lepiej. Niemniej jednak system jest prosty i przejrzysty.

Jak bywa w lochach ciemnych i mrocznych, jest niebezpiecznie, przeciwników sporo, a do tego wszelkiej maści przeszkadzajki i zasadzki. Początkowo bez oręża czy podstawowego ekwipunku ruszamy po omacku. Poszczególne bronie należy wytworzyć, co powoduje szybsze bicie serca, kiedy po dojściu do piątego poziomu okazuje się, że walicie z piąchy, macie materiały w formie znaków ASCII, a gra niespecjalnie chce wypluć z siebie poszczególną recepturę. Są także potki, dają buffy, dają debuffy, oślepiają i zabijają. Z każdą rozgrywką efekty są przypisywane do innych mikstur, więc jak raz kisielek da Wam 50hp, następnym razem możliwe, że pośle Was w diabły. Na gołą klat ę przyjdzie odziać szaty, zbroję na cztery sloty, a kiedy odpowiednio wiele głów zerwiecie, przywalicie ciosem specjalnym. Nerwówkę może wywołać pusty brzuch bohatera, do którego należy wrzucić soczyste stejki, czy zimne ryby, by zdrowie rosło i inne paski też. Na szczęście wszelkie mebelki podatne są na zniszczenia, więc warto obijać sztywne deski, co przy okazji wbija punkt doświadczenia, czasem pomagając wrzucić wyższy level dla postaci.

Encanted_RectJuż zdążyliście się zorientować, że BRUT@L w całej swojej okazałości to ożywione, tańczące na ekranie, schematy ASCII. Wygląda to fachowo i ciekawie na tyle, że czasem po prostu chciałem zobaczyć jak z kolejnych literek są lepione kolejne przedmioty. Drzwi, szable czy maczugi, fest. Czasem oko się zaplącze między kolejnymi haszami, kropkami czy przecinkami, ale wizualnie nieźle łaskocze, zwłaszcza przy przechodzeniu do full ASCII mapy na pełny ekran i jej wcieleniu w 3D, klasa.

Choć nuda nie wkrada się nawet po długim czasie użytkowania, możecie dla większej wartości zabawy, zaprosić towarzysza do zabawy w lokalnej współpracy. Niestety poskąpiono trybu sieciowego, ale lepszy rydz i kolano przy kolanie, niż nic. Dodatkowo, jeśli przejawiasz chęci bycia architektem czyjejś śmierci, możesz odpalić kreator lochów i zaserwować innym wrażenia jakich nie zapomną. Dobre dodatki zapewniające kopy replayability, choć goła rozgrywka na nieskończonych siatkach plansz spokojnie styka.

BrutalScreenshot1Zabawa nie jest pozbawiona charakterystycznego dla gatunku testu na wytrzymałość nerwów gracza. Początek bywa ciężki, ale nabierając wprawy można zawędrować daleko, coraz dalej, dalej, bang, od nowa. Nie ma przenoszonego progresu na kolejny run, więc przy śmierci wszystko przepada wraz ze śmiałkiem w czerni podziemnych korytarzy. Nie ma też jakiejś większej palety zastosowań poszczególnych przedmiotów, czym w zwyczaju miały zachwycać wszelkie rogale. Skacząc z wysokich półek nie złamiecie nóżki czy oślepieni miksturą nie spanikujecie. Jakieś większe kombinowanie to zaklinanie przedmiotów różnorakimi efektami i okazyjne podpalanie przygaszonej pochodni. Wiecie, na zombiaki, bo tylko tak da się je zgasić. No i czasem drzwi otworzyć, czy skrzynkę, mając przedmiot obleczony jakimś efektem właśnie. Także nie, aż cztery certyfikaty hardkoru mocnego nie są wymagane.

BRUT@L obecnie dostępny jest jedynie na Playstation 4, ale pojawienie się na PC Materace jest zapewne kwestią czasu. Warto go wyglądać, bo mimo że w obsłudze jest prosty, potrafi przywalić.  Przede wszystkim wciągnąć miodną zabawą i ani człowiek się nie obejrzy, a znowu ten durny ptak ćwierka nad ranem za oknem.

Podesłał developer.

Dodaj komentarz



Jedna myśl nt. „BRUT@L – ASCII ożywione

Powrót do artykułu