Aragami – z mroku i cienia

Nitek dnia 11 października, 2016 o 15:18    2 

arag

Dawno, dawno temu, kiedy From Software nie katowało graczy na całym świecie soulsami, stworzyło Tenchu. Szerzej nieznane graczom pecetowym, bo rzecz nigdy doń nie dotarła, szalejąc po konsolowym poletku. Ciche zabijanie, skradanie i przyczajka w cieniu. Marka jednak przyklękła, acz niedawno wydane Aragami zachciało przypomnieć tamte czasy. Bo wtedy trawa była zieleńsza, a ninja cichsi.

Na wstępie warto zaznaczyć, że ogarniając dwie kopie Aragami, można tu szaleć w kampanii w trybie współpracy. Jest dokładnie tak jak myślicie, że być może. Synchronizowanie ataków, przekradanie się za plecami przeciwnika i wpadanie na tychże, kiedy przypadkiem nie schowacie przeoranego kataną delikwenta i goni Was cały obóz. Bywa. Zabawy co niemiara i fakt warty wspomnienia zwłaszcza jeśli ktoś lubił bawić się czy to w Splinter Cell Blacklist, czy to Sniper Elite 3. Całkiem dobra sprawa.

Sama rozgrywka to takie Tench.. chwila, może nie znacie. Wszak temat poruszany był w roku 1998 po raz pierwszy. Tyle czasu. Aragami jest nindżasem zemsty, ulepionym z cienia i kosmyków włosów plątających się pod stołem, niosący ukojenie wrażemu klanu Kaiho, obsługującym światło i laserowe dzidy, które rozpraszają naszego bohatera. Zostaliśmy przyzwani przez księżniczkę z innego zamku, Yamiko, która zdałoby się uratować. Niby takie oklepane bzdury, ale fabuła fajnie się rozwija w trakcie zabawy serwując dobre mózgotrzepy, zadając akurat w sam raz tyle pytań podczas jednej scenki, że zostawia z poczuciem ciekawości co będzie dalej. Robi to dobrze.

aragami1Nasz nindżas jest mroczny jak kawa z sześciu łyżeczek, wszak spowity cieniem, którym podczas rozgrywki przyjdzie nam się bawić. Poza kataną podstawową zdolnością jest mignięcie, coś ala Smuga w Overwatchu, ewentualnie eeee.. mignięcie z Dishonored, pozwalające przenosić się nam między kolejnymi połaciami wygaszonego światła. Ot, tak. I choć na początku jest fajowe i w ogóle wykrzywia usta w zadziornym uśmiechu, tak z czasem aż nadto ułatwiało cały proceder skradania, a fakt, że można używać go ile się chce, wcale nie pomagał. Zdolność zdecydowanie zbyt mocno OP i przydałoby się w jakiś sposób ograniczyć. Poza brakami w cienio-esencji, oczywiście.

Widzicie, do spożytkowania tej zdolności, potrzeba esencji. Tą ładujemy stojąc w cieniu. Wtedy nasza czerwona płachta, serio, ładuje sobie wzorki oczojebne z kilometra, zwłaszcza jak siedzimy w krzaczorach i można hulać. Tak, jest płaszcz, kapok, no coś nam furga na tych plecach. I świeci. A bohater jest zlepkiem mroku cienia, dokładnie tak. Wzorki jak arrasy z PRLu z dużego pokoju mienią się i mienią, a my tu cyk, na drzewko, na platformę, hop na nagrobek, wieżę strażniczą, pyk, cyk i w cień na odsapnięcie.

aragami2Łącząc mignięcie z niezbyt bystrym przeciwnikiem, skradanie momentami mocno posysa, bo chciałoby się więcej, a nie tylko przystawki. na porządku dziennym (nocnym?) są sytuacje, kiedy nęcoimy przeciwnika, by ten odszedł o krok, stanął w cieniu i pyk, migamy mu za plecy, kosa i po sprawie. Trochę tak, no sami wiecie, słabo. Niech Was nie zwiedzie dość oszczędna paleta gadżetów Aragami. Bo na początku jest tak se. Szybko jednak dochodzą zabawki pokroju dzwonków, które dźwięcząc odciągają przeciwników stacjonarnych i zapraszają w ustronne miejsca i ciach. Do tego za zbierane po mapce zwoje dostajemy punkty umiejętności, które pakujemy w szereg dodatkowych zdolności. Polecam zainwestować jak najszybciej w znajdźko-szukajkę, która pokazuje na planszy miejsca kolejnych zgub, dzięki czemu jest łatwiej. Są też zabawki ofensywne i defensywne, jak zakładanie pułapki, wabiki, wabiki wybuchające, motane ostrza i kilka innych. Co ciekawe, te trzeba odnawiać szybką zdrowaśką w rozmieszczonych tu i ówdzie kapliczkach. No kurka, gdyby tak można było ograniczyć tez mignięcie. Byłoby fajowo. Problematyczne na początku jest także to, że nijak zrobić coś z ewentualnymi zwłokami, bo nijak je nosić. Można je potem rozpuścić w mroku i cieniu, ale żeby tak, zdolność należy wykupić, pewnie.

Wspomniałem o niezbyt bystrych przeciwnikach, owszem. Zachowują się i okraszeni są inteligencją, że tak ujmę, podstawową dla tego typu zabawy. jedni stoją w miejscu, inni mają na sztywno przydzielone ścieżki patroli, a łucznicy np. widzą więcej i na większe odległości. Za to czas reakcji mają iście rewelacyjny. Szybko wszczynają alarm, co właściwie oznacza koniec gry, bo nie ma tu walki w zwarciu jako takiej, a sami jesteśmy na strzała. Głównie dlatego jej nie ma, huehue, ale też pwnie dlatego przeciwnicy nie muszą być specjalnie mądrzy. Albo się zakradasz i mordujesz w ciszy, albo omijasz i kombinujesz jak przejść poziom bez strat po stronie przeciwnej. Da się, podobno, nie wiem. Przecież katana mi w pochwie zardzewieje jak kogoś nie porachuje ostrzem, nie?

aragami3Czaje się zatem w mroku i chlastam od czasu do czasu. Przypomina mi to zabawy w starym stylu, czego nie poczytuję za minus, tęskniłem. Wyczekiwanie na przeciwników, wciąganie ich w oddalone części mapki, dość skąpe, lekko archaiczne jak na dzisiejsze standardy sterowanie i kierowanie postacią, która nie potrafi skakać, a powinna. Brakuje tu swoistego flow postaci i dynamiczności jej poruszania się znanych z innych tytułów, ale trzeba wziąć pod uwagę, że Aragami jest nindżobójczym indykiem i robi to dobrze.

Co prawda mój styl zabawy nie przynosi mi profitu jakim są trzy odznaki podsumowujące moje igraszki na danych mapkach, spore są, można w nich zgubić dobrą godzinę, ale to mój styl zabawy i jeśli chcesz, możesz grać inaczej. Aragami właściwie w żadnym momencie nie prowadzi za rączkę. I to jest fajne. I czasami nie, bo jak ktoś już w końcu nas uwali, checkpointy są rozmieszczone szeroko, co może doprowadzić do smutku i przygnębienia, kiedy znowu przedzierać się będziecie przez ten sam fragment mapy. I znów, i czasem jeszcze raz.

aragami4Prezentacja wizualna całości została zrealizowana w specyficznym stylu o syndromie Skyrima. Pojedyncze assety są brzydkie niczym pasztet rozmemłany na pajdzie chleba, ale kiedy wszystko zestawi się przed oczami zagrają Wam malownicze landszafty pieszczące oczy. Niewątpliwym plusem jest otwarta struktura poziomów, która nie serwuje zabawy w otwartym świecie, ale daje duże możliwości manewru w malowniczych okolicznościach przyrody, która zmienia się z planszy na plansze, dzięki czemu przez cały czas jest różnorodnie. Nawet pomieszczenia zwyczajowo kryją kilka ścieżek podejścia, za co duży plus, bo oznacza to tyle, że jest dużo kombinowania. Docenicie tą otwartość zwłaszcza przy graniu po cichu, tak fest po cichu, nie zabijając nikogo. Choć nie dam sobie nic uciąć za potyczki z bossami, czy tych ominąć się jakoś da. Nie wydaje mi się.

Jeżeli znasz i ceniłeś sobie serię Tenchu, bawiłeś się przednio w Mark of the Ninja i siedzisz teraz jak ten pies, z nosem wlepionym w okno zakryte mgiełką deszczu z zewnątrz, z utęsknieniem wypatrujący swojego pańcia (fajnej skradanki) to przymykając oczy na kilka uproszczeń, istnieje bardzo duża szansa, że Aragami będzie remedium na Twoje troski.

Dostarczył wydawca.Miejcie na względzie, że polskie, obfite wydanie pudełkowe na bogato, nie odmówi Wam chleba w miesiącu, bo stoi zaledwie za 64.90pln.

emmanot

Dodaj komentarz



2 myśli nt. „Aragami – z mroku i cienia

Powrót do artykułu