Altered Carbon, czyli kto chciałby żyć wiecznie

maladict dnia 28 lutego, 2018 o 11:49    22 

alteredcarbon

Była sobie taka książka – Ryk Tornada Waltera Williamsa. Osią fabuły jest rozwiązywana przez głównego bohatera zagadka morderstwa.

By uściślić – jego morderstwa. Steward został bowiem ożywiony w ciele swojego klona z wielką dziurą w pamięci – jego wersja Alfa nie aktualizowała zapisu pamięci przez dłuższy czas. Musi zatem rozwiązać zagadkę swojej śmierci, zmagając się z rozlicznymi kłopotami wywołymi przez Alfę jak i upływem czasu między ostatnią rzeczą jaką pamięta a dniem dzisiejszym. Polecam.

Czemu jednak zacząłem od Ryku Tornada? Bo przeczytawszy opis fabuły Modyfikowanego Węgla – nowego serialu Netflixa, poczułem się znajomo – kiedy przeczytałeś i obejrzałeś wystarczająco dużo rzeczy z SF, trudno cię zaskoczyć czymś nowym. Z drugiej strony pozwala to podejść do obcowania z dziełem od innej strony. Możesz się skupić na innych rzeczach, i tymi innymi rzeczami dzielę się poniżej.

Przy czym od razu zastrzegam, że nie czytałem jeszcze książki, więc jestem nieco mniej malkontencki niż bosman na Facebooku.

kovacs

Takeshi Kovacs – oryginalna i aktualna powłoka

Fabuła – Takeshi Kovacs, pół Japończyk, pół Słowianin (przwdopodobnie Słowak znad granicy z Węgrami), były żołnierz Sił Specjalnych zostaje wyciągnięty z odsiadywania wyroku przez pewnego bogacza – Metha (od biblijnego Matuzalema) celem rozwiązania zagadki morderstwa. Morderstwa owego bogacza. Kovacs nie ma zbytniego wyboru – jego wyrok to dożywocie. A dożywocie to naprawdę dożywocie, jako że naukowcy dokonali naprawdę wielkiego odkrycia – udało im się oddzielić ciało i umysł. Wszystkie wspomnienia i myśli są od tej pory zapisywanie na specjalnej kostce pamięci – implancie, który dostaje każdy, poczynając od pierwszego roku życia. Kiedy jego ciało umrze w ten, czy inny sposób, cała pamięć może zostać przetransferowana do innego ciała. Lub trzymana ‚w lodzie’ dowolnie długo – w przypadku Kovacsa od śmierci jego ostatniej powłoki minęło 250 lat. Rusza więc on do odnalezienia mordercy Laurensa Bancrofa, któremu ktoś odstrzelił głowę na 10 minut przed updatem pamięci. I szybko okazuje się, że owo morderstwo to tylko początek kłopotów. Bo tak naprawdę, niech nie zmyli was cyberpunkowo-futurystyczny sztafaż rodem z Blade Runnera. Altered Carbon, to tak naprawdę historia noir, gdzie pozornie prosta zagadka jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, famme-fatale/żona szefa miesza w głowie i życiu bohatera, policja jest skorumpowana, bogaczom wydaje się, że stoją ponad prawem i moralnością a wynajęte przez nich zbiry obijają głównemu bohaterowi twarz przy każdej okazji.

kovacs4

I podobnie jak u Williamsa, bogacze są dosłownie ponad tym światem. Tam żyli na orbicie, w Węglu mieszkają w domach wznoszących się ponad chmurami, gdzie jak na taką wysokość jest zadziwiająco ciepło, prowadząc swoje sybarycko-dekadenckie życie.

Bo o tym napradę jest ten serial. O bogaczach, którzy dzięki swym zasobom i idącym za nimi wpływom stali się niemal równi bogom i za bogów przez niektórych uznawani. Nieśmiertelni, niemal wszechmocni, manipulujący życiem maluczkich. Przy czym serial choć jest dobry w zadawaniu pytań, ma pewne kłopoty z udzielaniem na nie odpowiedzi. Choć technologia upowłokowiania ma już kilkaset lat, wciąż niektórzy mają z nią problemy. W jednej z pierwszych scen widzimy rodziców protestujących przeciw upowłokowiemiu ich siedmioletniej córki w ciele starszej kobiety, by nieco później oglądać jednego z bohaterów, który nie ma większego problemu z tym, że jego żona wraca do niego w ciele mężczyzny. Podobnie Kovacs musi sobie radzić nie tylko ze zleconą mu robotą, ale też z bałaganem jaki zostawił za sobą Ryker – poprzedni właściciel jego aktualnej powłoki. Z innej strony daje nam to jedną z najlepszych scen w serialu, gdy porucznik Ortega przyprowadza na uroczystość rodzinną (dokładnie na Święto Zmarłych, które nabrało nowego znaczenia) babcię w ciele bandziora-bikera. Co zmusza do zastanowienia się skąd w tym świecie bierze się nowe powłoki. Bo nawet zakładając stały dostęp ciał ludzi, którzy umarli lub zostali odpowłokowieni za swoje złe uczynki, to wciąż te ciała są zwykle zniszczone przez wiek, choroby lub środki przymusu bezpośredniego. Klonowanie nie rozwiązuje sprawy, gdyż szybko dowiadujemy się, że jest to na tyle drogie, że tylko bogaci mogą sobie na to pozwolić.

kovacs3

Kovasc miał szczęście, że trafił na bogacza. Jest to również dowód na to, że twórcą serialu jest kobieta.

Uważny i krytyczny widz szybko spostrzeże kolejne nieścisłości. Np. postęp techniczny. Mamy podbój kosmosu, kolonizację nowych planet, technologię zapisywania pamięci i transferowania jej z prędkością ponadświetlną, latające samochody, broń energetyczną, ale główny bohater po spędzeniu w lodzie 250 lat zdumiewająco dobrze sobie radzi. Co spowodowało taki regres, że przez trzy wieki nic się nie zmieniło?

Kolejną rzeczą jaka wywołała me zdumienie było ukazanie ‚Głowy w chmurach’ – luksusowego przybytku rozkoszy dla bogaczy, gdzie mogą oni realizować swe wyłuzdane fantazje. Co to będzie, zapytacie? Pedofilia, zoofilia, masowe orige czy zmiana płci? Nic z tych rzeczy. Wedle serialu, dekadencja sprowadza się do seksu pełnego przemocy i okazjonalnego bezkarnego zabicia powłoki. Nie, żebym chciał oglądać takie rzeczy, ale jednak po osobnikach żyjących po kilkaset lat można się spodziewać więcej fantazji. Chyba. Podobnie, nic nie ujmując Jamesowi Purefoyowi grającemu Bancrofta, można się jednak spodziewać, że jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi na Ziemi (a nawet na świecie) zechce mieć swą powłokę nieco młodszą i przystojniejszą.

Bancroft

Na to jednak zbytnio nie narzekam, bo aktorów uważam za silny punkt serialu. Dobrze napisani, dobrze odgrywający swe role. Jak choćby wspominany wcześniej biker, który w przeciągu jednego odcinka odgrywa trzy różne role, kolejno, bandziora, latynoskiej staruszki i rosyjskiego gangstera. Wyjątkiem może być co najwyżej Issac Bancroft, ale biorąc pod uwagę poprzednie zarzuty może to znaczyć, że wina leży po mojej stronie i to ja nie rozumiem Methów. Na szczególne wyróżnie zasługuje jednak (i to nie tylko moja opinia) Chris Conner jako AI – Poe/hotel Raven.

Warto tu jeszcze wspomnieć o coraz bardziej zwyczajowym dla Netflixa (tu znowu odwołam się do bosmana) wodospadzie sutków. W Altered Carbon mamy do wyboru thick Latinę, chudą Azjatkę i blond MILF-a, czyli dla każdego coś miłego. I oczywiście cały tłum statystek.

Podsumowując  – dużo seksu i niczym nieuzasadnionej przemocy. Miłe wizualnie. Dużo pytań i problemów nad, którymi warto się zastanowić i kilka niedociągnięc na które warto przymknąć oko. Serial dobry z tendencją ku bardzo dobremu. Polecam.

bruce lee aproves

Jako bonus, drobna próbka zawartej w serialu przemocy i muzyki

Dodaj komentarz



22 myśli nt. „Altered Carbon, czyli kto chciałby żyć wiecznie

  1. kaniawave

    Sorry za brak polskich liter.
    Czytalem wszystkie 3 czesci trylogii w oryginale i mimo, ze mnostwo ludzi narzeka, ze serial jest daleeeko od pierwowzoru (co jest faktem), to serial sie oglada calkiem spoko. W sumie to nie wiem czemu scenarzysci pozmieniali az tak wiele w fabule, bo nie bylo to wg mnie zupelnie potrzebne. Mimo tych zmian i typowo studyjnej produkcji z bodajze jedna scena z jakims tam dalszym horyzontem, serial ogladalo mi sie spoko i nawet mi sie do tego aktora Kovacsa przyzwyczailem i go polubilem. A seksu i duzo nieuzasadnionej przemocy nigdy za wiele ;]

  2. /mamrotha

    Zjadłem w trzy dni. Uważam, ze NOIR + S-F to zajebisty mix i byle tego więcej (w końcu Blade Runner to ta sama bajka!). A co fantazji bogaczy… imho im więcej możesz, tym bardziej ciągnie Cię do rzeczy zakazanych. W końcu w trakcie swojego wiecznego życia wszystkie normalne rzeczy już zaliczyłeś…

    Jak pomyślę, czego mi zabrakło, to może większej liczby odcinków i większego rozsmakowania się w świecie i konsekwencjach jego istnienia. No i zdecydowanie za mało razy pani inspektor była pokazywana w bieliźnie (tudzież bez niej) :p

    EDIT / BTW – załączony klip z YT pokazuje przemoc w pełni uzasadnioną. Rozszarpałbym ich

    1. maladict Autor tekstu

      @/mamrotha

      No nie wiem , wydaje mi się, że długość serialu jest w sam raz. Bo co by mogli pokazać w większej liczbie odcinków? Więcej zwrotów akcji? Choć OTOH więcej porucznik Ortegi byłoby miłe.
      Doczytałem książkę do momentu w klinice i uważam, że serial pokazuje to z większą intensywnością i większymi i bardziej zrozumiałaymi emocjami. Ale to są właśnie różnice między obrazem a tekstem.

      1. bosman_plama

        @maladict

        Dokładnie co do tej sceny mam diametralnie odmienny odbiór. W powieści cała ta akcja była jedną z najmocniejszych. Tortury opisano tak, byśmy wiedzieli, że to nie przelewki. I kiedy Kovacs wreszcie się uwalnia i urządza rzeź, ja doskonale rozumiałem jego wściekłość i chęć wymordowania tam (prawdziwego wymordowania) wszystkich.
        W serialu tortury ujdą, ale emocji nie czułem żadnych. A scena, gdy koleś zabija wydała mi się wręcz antyemocjonalna. Ot przeszedł się i wystrzelał (co i tak, swoją drogą, robił prawie cały czas w serialu).

        1. maladict Autor tekstu

          @bosman_plama

          Jest taka znana prawda, że jeżeli są dwie wersje tego samego dzieła, to zazwyczaj bardziej podoba nam się ta, którą widzieliśmy jako pierwszą. Rozumiem więc dlaczego ty czy lupus stawiacie książkę wyżej. Ja jednak uważam, że scena opisana w książce była nieco przydługa. Kovacs sprzedaje swoją bajeczkę, porywa limuzynę, idzie do hotelu po broń, wraca do Jerrego, który prowadzi go do kliniki, strzelanina. Dłużyzny, panie. A w serialu mamy akcję i od razu reakcję.
          I czy w serialu nie ma emocji? Moim zdaniem Kovacs ich po prostu nie okazuje – ani nie ma na to czasu, ani nie może sobie pozwolić na ten luksus. Bo co twoim zdaniem powinien zrobić? Krzyczeć? Wytrzeszczać oczy i zgrzytać zębami? Puszczać dym z uszu?

          1. bosman_plama

            @maladict

            Sądzę, żedałoby się tak napisać tę scenę, żeby widac było wściekłośc bez puszczania dymu uszami:).
            W powieści to, co tam zrobił to było wielkie halo (dla wszystkich), co zresztą podkreśliło władzę Bancroft, bo potrafił to wyciszyć.
            W serialu to zadawanie prawdziwej śmierci nie wybrzmiewało tak mocno. Zabił, bo zabił, niemal bez emocji a świat przeszedł nad tym łatwo do porządku dziennego.

  3. iago

    Kilka uwag:
    1. Kovacs dostosowuje się do panujących warunków nadzwyczajnie szybko, bo to jest jego superpower (jego i innych Emisariuszy) – adaptowanie się do każdych zastanych warunków.
    2. Scena z babcią-w-ciele-bandziora jest najlepsza w całym serialu, rzekłem. W dodatku pięknie wpisuje się w cały ciąg scen, które komentują najważniejszy feature tego uniwersum: digitalizację i separację świadomości od ciała. Ich jest naprawdę dużo, są często rozrzucone na drugim planie (jak wspomniane już dziecko w ciele staruszki), ale przecież wokół tego problemu toczy się cały plot

    Spoiler! Pokaż

    Generalnie serial spoko, poza zmianami w postaci Reileen Kawahary (w stosunku do książki) i całym sub-plotem Q. Falconer (nie, po prostu nie!).

    1. maladict Autor tekstu

      @iago

      Ale wiesz, co innego oglądać zabijających się a co innego zrobić to samemu. Zresztą

      Spoiler! Pokaż

      Co do subplotu Quell – to wiesz, potrzebne było żeby ktoś tłumaczył umiejętności Kovacsa (jak na filmiku w tekście), a potem to już jakoś poszło.

        1. bosman_plama

          @kaniawave

          Myślę, że chodziło o to, by przerobić Kovacsa na dobrego gościa, prawdziwego bohatera, podczas gdy w powieści to łajdak i skurczakowysyn. Ktoś się przestraszył, że widzowie nie przełknęliby antybohatera i serial by poległ. Więc z siepacza systemu i bandyty zrobili zakochanego idealistę – bojownika o wolność chodzącego wszędzie z hipstersko ironicznym plecaczkiem.

    2. lupus_yonderboy

      @iago

      Serial mnie zmeczył, dotrwałem do 4 odcinka
      Sęk w tym, że zmiany w stosunku do oryginału nijak się nie bronią. Jakby nie zmiany, nie musiałbyś tłumaczyć dlaczego Emisariusz może się zaadaptować do życia 250 później, pomijam, że w książce to jest 80 lat, teoretycznie właściwie to samo stulecie.Tak samo scena z 4 odcinka z kliniki Wei – w książce wszyscy się boją Emisariuszy, nie C-Tac i tak można do wieczora ;)

      1. kaniawave

        @lupus_yonderboy

        Nie wspominajac juz w ogole o tym, ze w ksiazce Emisariusze byli elitarnymi jednostkami Protektoratu i wlaczyli po tej samej stronie co C-Tac. W ogole w serialu nie skumalem ani tyci tyci kim niby w ogole byli ci Emisariusze pod wodza Quel i po co? Ta zmiana mnie najbardziej zdziwila. Ze niby chcieli zrobic z Kovacsa postac pozytywna?

        Sorry za brak polskich liter.

        1. maladict Autor tekstu

          @kaniawave

          Przyznam, też się trochę w tym pogubiłem. Po mojemu to jest tak, że były Siły Specjalne Szybkiego Reagowania – Pretorianie i Kovacs, był najpierw trenowany przez nich. Kiedy się zorientował, że nie dotrzymali ich części umowy, odszedł i spotkawszy buntowników, którzy akurat konwencjonalnie mieli swą sekretną bazę na tej samej planecie przyłączył się do nich. Tam miał dodatkowy trening, głównie ten psychiczny. A dlaczego buntownicy? Zawsze jak jest System, to są ludzie przeciw. Zwłaszcza, że serial stara się położyć nacisk na to, że Quell jednak ma rację.

          1. bosman_plama

            @maladict

            Serial tu się też trochę pogubił. Tak bardzo starali się pokazać jaka Quell jest fajna, że zapomnieli pokazać na czym właściwie polegała wyjątkowość Emisariuszy i dlaczego świat tak trząsł przed nimi portkami. W powieści ma to sens, bo oni nie tylko są świetnie wyszkoleni, ale też działając dla władzy mają za sobą całą jej machinę.W serialu zrobiono z nich garstkę partyzantów, właściwie bez znaczenia dla świata. Skąd się bierze ich legenda i jakim cudem przetrwała te 250 lat, nie mam pojęcia.

Powrót do artykułu