Hitman – 47, zgłoś się

Nitek dnia 20 września, 2016 o 13:03    6 

H47

Beta Hitmana była, nie oszukujmy się, strasznym drewnem. Mało tego, nachylając się nad nową odsłoną łysego czuć wyraźny zapach osiki czy innej sosny Wunderbaum. Całe szczęście jak w każdym agregacie drewna użytkowego i tu zdarza się prześwit znakomitości. I kurde bele, jest tego bardzo dużo, bo Hitman potrafi błyszczeć niczym świeżo ogólna makówka.

Samouczki pyknęły dość szybko w moim wykonaniu, połowicznie po cichu, tyle dobrego z tego bety. Jeszcze przed patchem, który sprawił, że łysy przestał mieć kaszelek wydajnościowy, więc nie napawało mnie optymizmem co widzę na stosunkowo małych mapkach. Wręcz dumałem co będzie dalej, no bo przecież kolejne epizody gry miały dodać miejscówki nie od parady. Tak czy siak, jak na chojraka przystało, powyłączałem wszystkie podpowiedzi, które tak mocno pocisnąłem w ankiecie odnośnie bety, wraz z niemal wszystkimi jej aspektami, w ankiecie jak się panu podobało, że to nie ten Hitman, co kiedyś? No nie podobało się, ale czy coś z ankiety wynikło? Nie wiem.

Żeby nie było, to nie tak, że z 2/10 daje tu dyszkę i nie widzę mankamentów. Widzę je. Drewniany 47 na zawsze już chyba pozostanie sztywnym mofo o animacjach rodem sprzed lat. AI reaguje cęsto dość zabawnie albo nie widząc łysolca włażąc mu prawie na głowę, albo przyjmując fakt zgubienia swego pańca, którego mieli ochraniać jako zwyczajny fakt. Co z tego, że łażą po mapie i nawołują jak za zgubionym psem, skoro nie ma w tym jakichś specjalnych emocji. Jakbym zgubił szefa mafii, może i bym nie obnosił się z tym specjalnie, ale już biegał jak kurczak bez głowy, jak najbardziej.

hCzemu wróciłem? Poczytałem o znakomicie brzmiących trybach zabawy jakie zostały wplecione do Hitmana, mianowicie o eskalacji, serii zleceń, które należy wykonać w ramach tej samej mapki, ale obłożone rożnymi uwarunkowaniami jak odpowiednie przebranie czy okoliczności przyrody, ewentualnie narzędzie jakie do tego wykorzystamy. Potem kolejny cel i kolejny, a przecież trzeba borykać się z narastającym napięciem NPCów wszelkich, pośród których łowimy kolejnych.

Drugi wariant to cele czasowe, czyli coś co nieraz i nie dwa obiło się Wam o uszy. Na mapę wpada cel i mamy określony czas na wykonanie zadania, potem szansa przepada. Dodatkowo raz odpalone zadanie po wyłączeniu przepada. Tak jak w przypadku porażki, o czym dane było mi się przekonać, bo coś zaiskrzyło między mną a trzepiącym mnie właśnie ochroniarzem, no i poszły konie po betonie, nie zdążyłem zapauzować w całej panice i wczytać zapisanego stanu, bo to można. I nie dostałem nagrody, jakiegoś ciuszka czy coś za zleconko. Okryłem się hańbą i wstydem, bywa, taka natura tych celów i to jest wyborne.

Trybu eskalacji do teraz nie ruszyłem, choć pierwotnie chciałem, ale tak się wciągnąłem w zwykłą zabawę, że najzwyczajniej w świecie jeszcze nie doszedłem do nich, a przecież po nie tu przyszedłem.h4

Paryż

Za pierwszym razem pobłądziłem na mapce, dość konkretnie. Miejsce pokazu mody, gdzie wyznaczono dwie persony do odstrzału okazało się o wiele bardziej pokaźne, niż mogłem przypuszczać. Pogubiłem się dlatego, że przekonany o swojej znakomitości i znajomości fachu 47, tak skutecznie pielęgnowanego przeze mnie w ratingach silent assassin na przestrzeni serii, bez tych przeklętych znaczników byłem jak dziecko we mgle. Okazało się, że to nie tyle powrót do korzeni po zimno rybnym Abosultion, ale także sporo mechanik, które mną zawładnęły i początkowo trochę zbiły z tropu.

Przebrania działają, teraz odziewając jakieś szaty, tylko odpowiednie osoby na wyższym stanowisku są w stanie nas rozpoznać. Czasem ktoś kogo popchniemy, ale ma to ręce i nogi. Do tego doszedł system możliwości. Ot, zwiedzając mapki czasem kogoś podsłuchacie i zostaniecie poinformowani, że oto pojawiła się możliwość. To udogodnienie dla grających, swoiste nitki wielu ścieżek, którymi można podążać, by po wykonaniu paru kroków dokonać czegoś spektakularnego. To pokazuje jak wiele można zrobić w jednej miejscówce. I tak, w Paryżu widziałem, że można odebrać kamerę i zamontować weń ładunek wybuchowy, który całkiem przypadkiem zostanie odpalony w momencie przeprowadzania wywiadu z naszym celem. Ewentualnie, jeśli znajdziecie klucz francuski, można odkręcić kurek z gazem lampy na patio, a kiedy cel się zbliży odpalić fajkę, bum, Kowalski. Sam rozkręciłem gniazdko zamoczone w kałuży, zabijając raz siebie, bo kto rozkręca gniazdko stojąc w kałuży, a potem cierpliwie czekając w krzakach, cel właściwy. Podjara jak wtedy, kiedy w Blood Money zrzuciłem na delikwenta pianinko. Zanim jednak to, włączyłem podpowiedzi.

h2Był moment, kiedy poczułem się przytłoczony, zarażony każualostwem tytułów nas otaczających. Rzucony na te wielkie mapki, nie sposób odnaleźć odpowiednie miejsca ot, tak, w ciemno. Nie wiedziałbym skąd odebrać kamerę, zanim znalazłbym modela, w którego miałem się wcielić, ten uciekał chyżo na umówione spotkanie i możliwości uciekały mi przez palce. To trochę smutne, bo wiedźmińskie zmysły, tu zwane instynktem, traktowałem śmiechem, a teraz okazyjnie ich używam. Usprawiedliwiam się mniejszą ilością czasu, niż kiedyś, trochę faktem, że robimy zlecenia podczas streamów (www.hitbox.tv/nitek) i transmitowanie wciąż tych samych prób nie pasuje mi do definicji fajnego streama. No i dochodzą do tego inne gry, które czekają, a kiedyś tak nie było. Dobra, usprawiedliwiłem się.

Tak czy siak przeprosiłem się z podpowiedziami ewentualnych możliwości do wykonania, co owocuje umieszczeniem odpowiedniego znacznika na mapce, tam idź i coś zrób. Nic więcej właściwie, zwykły znacznik, ale przydaje się.

Dzięki temu problemy trochę przestały mi doskwierać, a sama mapa, choć imponująca w rozmiarach w dalszym ciągu, sprawiała mniej problemów w nawigacji. Z drugim celem nie było tak różowo, ale koniec końców odpowiednio odpimpowany 47 dotarł do niej, nawet chwilę pogadał, by finalnie dorzucić trochę arszeniku, który cel sam chwilę wcześniej mu podał. I siup do szafy. Co oczywiście uprzedziłem spektakularnym wyłożeniem się, kiedy wszyscy na sali niżej, z modelkami na wybiegu włącznie, zwrócili mi uwagę, że pokazywanie garoty przy oknie osobom postronnym nie jest najlepszym pomysłem.

h3Sapienza

Lekko jak ryba w wodzie po przebojach pierwszej misji, na której spędziłem bez mała dwie godziny z okładem, rozpocząłem łowy na kolejne zlecenie. Pan mafioso i Pani doktor plus coś bardzo groźnego do zneutralizowania. I mapa, która cieszyła moje oczy, włoskie wybrzeże, wąskie uliczki pobliskiego miasteczka, trochę NPCów w kawiarenkach. Gwarno, ciepło i hektary do zwiedzenia. Serio, jak Paryż wywarł na mnie spore wrażenie oferując głównie ciasne korytarzyki, schowki i wiele kondygnacji, tak nie wiem jak mam określić Sapienzę. Do wielu budynków można wejść, są kanały, doki, molo, posiadłość mafiosy o rozmiarach mapki otwierającej Hitmana drugiego, co najmniej i możliwości siane raz po raz na ekranie.

h5Podsłuchałem asystentkę w kuchni wołającą do swojego pomocnika, żeby ten się ubrał i schodził, bo mafia czeka. Przekradłem się za masarnią klatkę schodową, mijając kryjówkę CIA, w której czekał na mnie przemycony wytrych stanąłem na ostatnim piętrze. Gość stał na balkonie, a mną kierowały ambicje, no bo jak to ja nie zrobię silent assassina? A kiedyś uwarunkowania były srogie. Nie zaczepiaj nikogo poza celem. No to pyk, w toalecie odkręciłem kurki i ją zalałem, a do pana na balkonie zadzwoniłem i czmychnąłem na schody. Poszedł zgodnie z zamierzeniem, naprawiać zlew, kiedy ja wykradłem mu ubranie asystenta i nie spiesząc się specjalnie ruszyłem do willi.

Tu trochę kluczyłem, bo obsługa kuchni była w stanie mnie rozpoznać, acz sam szef nie bardzo wiedział kim jestem. Dzięki temu poprosił o przygotowanie spaghetti dla mafiosa, nomen omen mojego celu. Z czym jednak do ludzi, bo ani trucizny w kieszeni, ani niczego ciekawego co mógłbym do makaronu wrzucić. Do czasu, bo w magazynie znalazłem puszki z przeterminowanym sosem, który nie omieszkałem dokładnie wymieszać. O dziwo, smakował, przynajmniej w pierwszej chwili, bo zaraz później Caruso odpalił rewolucje żołądkowe, a kiedy generował drop na skraju skały, pomogłem mu podziwiać przyrodę z bliska przyjacielskim kuksańcem stopą.

h8Zanim dotarłem do drugiego celu, kilkukrotnie złapałem się za głowę widząc złożoność mapy po której biegam. Nie dość, że parę razy, mimo znaczników, zgubiłem drogę, co rusz odkrywałem nowe miejsca, do których mogłem wleźć i znaleźć coś przydatnego. Niezbyt elegancko poradziłem sobie z detektywem, którego ubiór potrzebowałem, żeby spotkać się z panią doktor i z nią samą też jakoś spektakularnie nie było. Za to neutralizacja czegoś bardzo groźnego wywołała zimne poty, bo przebranie było tylko jedno, a rozpoznać mogli mnie wszyscy.

Jednakowoż udało się. Kolejne dwie godziny spędziłem na misji, a to przecież dopiero wariant celów główny, wątek fabularny i zaledwie kilka wyzwań jakie ograłem, jak głosił ekran podsumowujący. Ja zaś, ja zaś bawię się o wiele lepiej niż się spodziewałem. Jestem autentycznie zaskoczony tym, że łysy, który porusza się jak kłoda, nadal potrafi mnie wciągnąć do zabawy w kotka i myszkę. Za dwie misje, skończone na ósmym poziomie mistrzowski, hu ha hu, jak mówił Johnny Bravo, odblokowałem nowe gadżety do zabawy i nowe rzeczy do wykorzystania. Nie, nawet nie zacząłem się bawić jeszcze ani w eskalację, ani nie zaliczyłem jednego celu, co nie oznacza, że nie próbowałem!

I próbować będę.

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Hitman – 47, zgłoś się

  1. mr_geo

    Numer z zamianą Hitmana 47 w Hitmana 230V powinien wejść do legendy streamów! \O/
    A na detektywa nie narzekaj że mało elegancko – finalnie przecież okazało się że pan detektyw miał przekozackie nazwisko, czyż nie? :D

    A serio to dawno się tak dobrze nie bawiłem patrząc jak ktoś inny gra w grę :)

  2. MusialemToPowiedziec

    Miło, że mój news o 10 Elce przypomniał ci o grze (a jak tak nie było, to i tak będę się trzymał mojej wersji).

    Jak będziesz robił Sapeinzę po raz kolejny (wszak jest tyle sposobów by umrzeć), to podpowiem, że zniszczenie wirusa można dokonać na przynajmniej 4 sposoby – jeden z nich to strzelanie z daleka (i tu taki fun fact: mając karabin snajperski można (było? nie wiem czy patchem nie dostało) strzelać w wirus przez ziemię, kula się przekopywała jak kret).

Powrót do artykułu