Melodia Dnia – Miłka Malzahn

bea dnia 15 października, 2012 o 8:53    3 

041f8ef5b15effcb1dc4f41914f9679e_XL

Zaskoczyła nas miłość zupełnie

Seguel – wspólne przedsięwzięcie poetki i piosenkarki Miłki Malzahn oraz muzyka Michała Jacaszka to ciepła, pachnąca płyta, która spełniłaby misję i w przytulnej sypialni, i w barze – wszędzie tam, gdzie na dźwiękach huśtają się strzępy rozmów, miłosne wyznania i refleksje. Czternaście utworów zawieszonych pomiędzy trip-hopem, avant – popem, czy jazzem to wystarczająco, by udowodnić, że w piosence autorskiej Słowo nie musi dominować nad dźwiękiem, ale może przylegać ciasno do jego linii.

Często się zastanawiam czemu ja tak kocham te piosenki… Może dlatego, że widzę bohaterki tych piosenek jako kobiety, które mają moją grupę krwi i myślą (czują!) tak jak ja?

Miłka pięknie śpiewa o miłości, seksualności. Pięknie – bo odważnie, ale po cichu. Jest drżącą, ale pełną nutą, która w całej swej zmysłowości, w pragnieniu bycia kochaną, nie chce rozcieńczonej wersji uczuć – gestów bez znaczenia, wyświechtanych banałów. Pytając: czy mnie będziesz kochać jutro? nie zastanawia się, na jaki kolor pomalują ściany w swoim wspólnym gniazdku, ale myśli więcej. Szuka głębiej.

Słucham i odnoszę wrażenie, że ja tą dziewczynę tak po ludzku, po prostu lubię. Za to, że nie wmawia sobie, że jedyne miejsce na ziemi, w którym można czuć się dobrze to to obok mężczyzny. Że jest świadoma, że nie jest kobietą czyjegoś życia, ale kobietą życia swojego. I chwała jej za to!
Miłość jest Krainą Czarów – pisała w jednej ze swoich książęk Jaenette Winterson. Lubię takie porównania, które motywują do dyskusji. W Krainie Czarów nie jest kolorowo. Tam na porządku dziennym jest oszustwo. W Krainie Czarów łatwo uwierzyć w bajki, wielką miłość, cuda i szczęście i łatwo przegapić moment, w którym to wszystko do czego przywiązujemy wagę może nie mieć ani sensu, ani celu. A to jest właśnie ten moment, od którego czas spędzony razem może stać się niezrozumiały. Ten moment, w którym nie można już wierzyć, przepraszać, wybaczać, patrzeć jasno w przyszłość. W takich momentach (jak wyżej) warto mieć przy sobie tą właśnie mądrą i zaradna bohaterkę i dzięki niej nie użalać się nad życiem i miłością, dzięki niej darować sobie mądrości rodem z książek Coelho i zamiast nadawać wszystkiemu sens na siłe, spróbować się ze wszystkim oswoić (Jeszcze zwykły spokój nas ogarnie i dotkniemy już nie czułych rąk. Zostawimy w ciszy chwile czarne – wspólne jasne chwile zabierzemy stąd w inne życie). Mogło być cudownie, było ot tak sobie, ale o niedokończonej miłości da się mówić bez wściekłości i bez tworzenia płaczliwych teledysków. Płakać można (a i owszem!) ale jak fajnie jest uwierzyć, że tak jest dobrze! Że nic tu po nim od kiedy jest jak jest, i że nie ma sensu żyć z kimś dlatego, że zdarzyło się wspólne życie.
Seguel jest według mnie świetną płytą. Dosłownie rozczulają mnie (jak babę) i rozwalają zarówno teksty, które są o czymś (jakie to przykre, że coś, co powinno być normą jest takim zaskoczeniem!) jak i dźwięki pełne świeżości. Że „kocham cię” może być czymś więcej niż komunikatem zawartym w demotywatorze czy na facebooku. Nikomu niczego przez tą muzykę nie wmawiam i nie sugeruję. Ale właśnie TYM CZYMŚ, co mnie się tu podoba jest ta prostota, która (w to wierzę) potrafi się obronić sama. Świeżość, prawda i sens. Niby niewiele. A jednak.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „Melodia Dnia – Miłka Malzahn

Powrót do artykułu