Melodia Dnia – Bloodhound Gang

maladict dnia 12 października, 2016 o 9:21    11 

melodia

Wiadomość, że Angelina i Brad się rozstają zaszokowała cały świat. Nic dziwnego – wszak stanowili sztandarową parę. Byli piękni, bogaci i utalentowani. Teraz, gdy pierwsze emocje opadły, możemy się zacząć zastanawiać dlaczego tak się stało.

Ci, którzy mieli wystarczająco siły i odwagi by brnąć przez sensacyjne w tonie doniesienia brukowców, pewnie znaleźli w nich dziesiątki teoryj, z których dzisiaj skupimy się na tych głoszących, że on miał romans, ona miała romans i w tym momencie możemy już z czystym sumieniem porzucić Brangelinę i spróbować to przenieść na cały gatunek ludzki.

Badania antropologów wykazują, że spośród 1200 przebadanych kutur tylko 150 (a więc 12,5%) praktykowało monogamię. Niektórzy naukowcy są ostrożniejsi i mówią o 16%, ale wliczają w to kultury bogatego Zachodu. Tak zatem widać, że monogamia nie jest rzeczą naturalną. Jest normą społeczną narzuconą przez religię (bo ona właśnie z początku zajmowała się ustalaniem i narzucaniem norm społecznych) celem zwiększenia dostępności kobiet dla większej ilości mężczyzn.

Dwa główne typy monogamii jekie wyróżniamy to monogamia konsekwentna, czyli trwająca do momentu śmierci jednego partnera i monogamia seryjna gdy w pewnym okresie jest to związek dwóch osób, jednakże w ciągu życia jedna z nich bądź obie tworzą inne następujące po sobie związki z różnymi partnerami bądź partnerkami, zrywając poprzednie związki. Oprócz tego jest jeszcze kilka innych podziałów, ale dzisiaj się nimi nie będziemy zajmować, skupimy się na tym powyższym.

Zanim jednak zaczniemy, warto się przez chwilę zastanowić nad pytaniem, które od wieków gnębi filozofów – jaki jest sens życia? Jaki jest cel naszego istnienia? Oczywiście nauki nieco bardziej ścisłe dawno już na to pytanie odpowiedziały. Celem naszego istnienia jest reprodukcja naszych genów w jak najkorzystniejszej konfiguracji, tak by nasze potomstwo również mogło tego dokonać. A kto za to odpowiada ze strony pojedynczego osobnika? Tutaj zdania są podzielone i zależą od wyznawanej dyscypliny. Neurolog będzie się upierał, że to wszystko sprawka mózgu, genetycy zrzucą winę na tych pięciu małych drani  – Adeninę, Guaninę, Cytozynę, Tyminę i Uracyl, a spadkobiercy doktora Sigmunda będą przebąkiwać o Id. W tym sporze nie staję po żadnej stronie, starając się nazwać to ‚instynktem’ lub ‚naturą’. Wymiennie.

Wróćmy zatem do związku dwójki ludzi, płci różnych, którzy na pewnym etapie znajomości decydują się utworzyć związek. Dlaczego to robią? Bo hormony. Jeżeli ktoś nam się podoba, tzn. ma atrakcyjny dla nas materiał genetyczny, nasz instynkt stara się nas do niego przekonać zalewając nas bogatym koktajlem hormonów, które łechcą odpowiednie ośrodki w mózgu, powodując stan popularnie nazywany zadurzeniem lub zakochaniem. I tak przez następne kilka lat. Nic co piękne jednak nie trwa wiecznie. Po pewnym czasie nasz organizm przestaje to robić, jako iż nie jest to dłużej potrzebne. Dokładnie rzecz ujmując, zmienia skład mieszanki. Zamiast euforii i podniecenia mamy przywiązanie i pogodną akceptację. Zwykle dzieje się to około siódmego roku trwania związku. I tutaj dochodzimy do pojęcia seven-year itch.

Marilyn Monroe

Termin seven-year itch został spopularyzowany przez film Billy Wildera pod tym samym tytułem z klasyczną sceną Marylin Monroe

Niektórzy bowiem akceptują (z pomocą hormonów) zmianę i pozostają w związku, inni zatęskniwszy za oksytocynowym kopem ruszą szukać nowego.

Nie ulega wątpliwości, że monogamia seryjna jest dla gatunku korzystniejsza. Partnerzy wchodząc w kolejne związki i płodząc w nich kolejne potomstwo zwiększają różnorodność materiału genetycznego, co daje większe szanse na korzystne kombinacje, bądź po prostu na przetrwanie. Dlaczego jednak siedem lat (około)? Kobieta wciąż jest zdolna do posiadania potomstwa (pamiętajmy bowiem, że kobiety mają znacznie krótszy okres w którym mogą to robić). Dodatkowo dzieci z pierwszego związku są już na tyle duże żeby dawały sobie radę. I tutaj dochodzimy do unikatowości gatunku ludzkiego. Ale może od początku. Po co w ogóle ludzie łączą się w pary na tak długo. Wszak większość ssaków i ptaków ma swój okres godowy co roku, a niektóre nawet po godach i zapłodnieniu rozstają się bez większego żalu. Chodzi oczywiście o opiekę nad samicą podczas ciąży (u większości ptaków wysiadujący jajka rodzic nie jest w stanie opuścić gniazda i musi całkowicie polegać na partnerze dostarczającym pożywienie) i opiekę nad potomstwem. Mały źrebak, czy cielak już kilka chwil po urodzeniu staje na nogi, człowiekowi zajmuje to około roku. Tak moi drodzy, rodzimy się za wcześnie, kiedy nasze ciała nie są jeszcze wystarczająco rozwinięte, byśmy mogli myśleć o jakiejkolwiek samodzielności. A powodem tego jest nasz zbyt duży mózg. Tutaj zaproponuję wam pewien eksperyment. Znajdźcie kobietę która rodziła (najlepiej w miarę niedawno) i spytajcie ją czy chciałaby żeby jej dziecko miało w czasie porodu większą głowę. Tylko zróbcie to z bezpiecznej odległości.

Trwająca dziewięć miesięcy ciąża jest kompromisem między ‚dziecko jest wystarczająco duże żeby przeżyć’ a ‚kobieta jest w stanie urodzić i to przeżyć a potem zrobić to ponownie’. Tym niemniej ludzki noworodek potrzebuje opieki rodziców (najlepiej obojga) przez najbliższe kilka lat. Natura przyjmuje siedem i zauważcie, że np. obrzęd postrzyżyn u Słowian, kiedy dziecko przechodziło spod opieki matki pod opiekę ojca odbywał się właśnie w wieku siedmiu lat.

postrzyżyny

Dopiero w tym wieku chłopiec był uznawany za wystarczająco dużego i rozgarniętego, żeby można go było uczyć tak pożytecznych rzeczy jak polowanie czy chodzenie na rejzy. Co przy okazji obala popularny mit, że mężczyźnie nie chcą dzieci. Oczywiście, że mężczyźni chcą mieć dzieci. Onie nie chcą po prostu zajmować się dziećmi. Szczególnie w pierwszym okresie rozwoju, gdy potomek jest za mały na interakcję. Kobieta potrafi po rodzaju płaczu rozpoznać czy dziecko jest głodne, zlane czy też coś je boli. Mężczyna zapytany jak jego dziecko, odpowie ‚Nie mam pojęcia, jeszcze nie mówi, więc nie może mi powiedzieć’.

Oczywiście to co powyżej napisałem to zaledwie wierzchołek góry lodowej, i mógłbym jeszcze machnąc drugie tyle o poligamii, szczegółowych czynnikach doboru partnera czy anatomii zdrady, ale chyba na dzisiaj wystarczy, czas na muzykę. Tytuł dzisiejszego utworu pewnie zgadliście bez trudu, więc nie przedłużam

Dodam tylko, że fraza ‚And then we’ll do it doggie style/ So we can both watch X-Files’ jest moją drugą ulubioną.

Bonusa szukałem długo – czegoś w temacie monogamii i dopiero pod prysznicem przypomniała mi się ta zacna nuta.

Disclaimer: Większość rzeczy, o których napisałem powyżej, czytałem gdzieś dawno temu. Nie pamiętam źródeł i nie podejmuję się ich podawania. Wszelkie uogólnienia np. mężczyźni dotyczą zdecydowanej większości mężczyzn. Tak, zdaję sobie sprawę, że istnieją osobniki wyłamujące się z normy, więc jak mi ktoś napisze, że ‚on/ona taki/a nie jest’ to zakurwię z laczka przy pierwszej okazji.

Dodaj komentarz



11 myśli nt. „Melodia Dnia – Bloodhound Gang

    1. MisBimbrownik

      @furry

      To ja dorzucę Wojnę Plemników.
      Przeplatanka rozdziału opisującego pewne zachowanie w sposób zrozumiały dla typowego Amerykanina oraz jego naukowego opisu. Książka pozbawiona jakichkolwiek pojęć wartościujących czy oceniających, utrzymana w konwencji reportażowo/dokumentalno – naukowym.
      Trochę jak Nauka Świata Dysku Pratchett’a tylko o spółkowaniu :)

    1. maladict Autor tekstu

      @projan

      Melodia Dnia dzieli się zasadniczo na dwa rodzaje.
      1. Mam fajny kawałek, chcę się nim podzielić i dorabiam do tego ideologię
      2. Mam jakieś przemyślenia, chcę się nimi podzielić i potrzebuję tylko podkładu muzycznego

      Pod prysznicem nie śpiewam, tylko czekam na najlepsze pomysły.

Powrót do artykułu