Melodia Dnia – 11/11

maladict dnia 11 listopada, 2013 o 11:06    8 

melodia

Niedawno, podczas niezobowiązującej rozmowy, kolega idomes zastrzelił mnie pytaniem: Czy Polacy mają swojego Springsteena?’. Musiałem się chwilę zastanowić.

Czy chodzi o takich samych nudziarzy jak Boss, który pozostaje z tą samą kobietą w związku ponad dwadzieścia lat, jeżdżąc wspólnie w trasy i wydając płyty, a w jednym wywiadzie stwierdził, że lubi przed snem poczytać biografię Elvisa, bo dzięki temu wie jak nie powinno wyglądać życie gwiazdy rocka? Well, nawet Skiba dał kiedyś upust swemu zdziwieniu, że polskie gwiazdy rocka co powinny carpe diem i sex, drugs and rock’n'roll są zazwyczaj przykładnymi mężami i ojcami (a ostatnio nawet dziadkami) podpierając się przykładami Staszewskiego czy Gawlińskiego. ‚Nieeee’ – idomes na to. -’Chodzi mi o Born in the USA. Że z pozoru patriotyczne, ale tak naprawdę gorzkie i krytyczne. A poza tym to oni bez najmniejszego poczucia żenady czy obciachu z flagą po scenie poginają, party in the USA, te sprawy’. No i znowu musiałem się zastanowić. Nawet nie nad patriotyzmem made in USA, bo oni są w tym dość, hmm…, specyficzni. Musiałem się zastanowić co z tą Polską?

Zacznijmy drogie dzieci od prostego stwierdzenia. Można o PRL-u wiele powiedzieć, ale wszystko sprowadza się do prostego zdania. PRL to był syf. Być może nie pamiętam wiele, ale to co mi utkwiło w pamięci z dzieciństwa to właśnie syf w różnych odcieniach szarości. Jak w tych warunkach funkcjonowała muzyka (bo o muzyce rozmawiamy w tym cyklu)? Wykonawcy głównego nurtu wiedzieli dobrze, że pewnych tematów poruszać nie warto jeżeli chce się w nurcie pozostać i nie podpaśc zbytnio panom Konopce i Gawdzikowi. Wszak nawet już Niemen swym Dziwny jest ten świat wywoływał konsternacje. Artyści zatem ostrożnie pewnych tematów nie poruszali, od czasu do czasu tylko puszczając oko do widowni (jak np. Lombard w Śmierć dyskotece), że ‚wicie, rozumicie, jesteśmy z wami, ale Mysia nie pozwala na więcej…’. Dopiero musiał nadejśc punk by coś się zmieniło.

Co tu dużo mówić. Z rewolucją punkową jest trochę jak z bitwą o Ia Drang. Kto był ten wie o co chodzi i tylko pokiwa głową ze zrozumieniem, kto nie był to i tak nie zrozumie. Brudni, źli, bezkompromisowi. Władze tego nie rozumiały, cenzurę omijało drugim obiegiem, a milicja co najwyżej wpadała na koncert by profilaktycznie zgarnąć połowę publiki. Za cokolwiek, jakiś paragraf zawsze się znalazł.

Nic dziwnego, że zespoły śpiewały co chciały. Mogły śpiewać cokolwiek, bo i tak było ciężko zrozumieć. A nawet jak się dało to nie każdy łapał ironię.

Niektóre dla odmiany były prostym, choć trochę nieporadnym przesłaniem

Które dopiero w fachowych rękach nabierały sznytu.

Lub po prostu stwierdzały, że jest syf.

Aż tu nagle przyszedł czerwiec roku pamiętnego, drużyna Wałęsy zgarnęła co się zgarnąć dało, pani Szczepkowska zakończyła komunizm i obudziliśmy się we własnym domu. I od razu zrobiło się lepiej… oh wait… Oddajmy jeszcze raz głos Kazikowi.

Ta piosenka była jak celny kop w jaja. Bo mamy wolność, jest super, więc o co ci chodzi? Piosenka została półkownikiem. Nawet nie tyle, że stacje w ramach propagandy sukcesu nie chciały puszczać takich wciórności, ale jeden senator doszukał się paszwilu na hymn i użycie słów uznanych powszechnie za obelżywe i, jak to w modzie było i jest, złożył doniesienie do prokuratury. Trylogię Polski zamknął Kazik w następnej dekadzie utworem Polska płonie. Jako najnowszy utwór zestarzał się najszybciej, a w każdym razie klip się zestarzał.

Nieco więcej szczęścia miała IRA i jej, jak do tej pory, najpopularniejszy utwór Mój dom.

Czy dlatego, że Płucisz nikogo nie obrażal tylko mówił jak jest? Czy może polski słuchacz nie był jeszcze gotowy na melorecytacje?

Ale lata płynęły, punk wbrew popularnemu hasłu umarł, a jego miejsce jako głos pokolenia zajął hip-hop. Ponieważ jednak przygodę z polskim hip-hopem postanowiłem zakończyć po usłyszeniu ‚Hej suczki, my znamy wasze sztuczki’ wrzucam tylko to co mi idomes podesłał.

Oraz coś takiego dla równowagi i by był pluralizm.

Równocześnie powstawała inna muza. Coś dla ludzi, którzy bynajmniej nie zamierzali całego życia spędzić na ławkach osiedlowych w bluzie z kapturem. Coś dla ludzi, którzy po ciężkim dniu zapierdzielania ku dobrobytowi szukali prostych melodii bliskich sercu, przy których można pobawić się, potańczyć, dziewuchę wyrwać, remizę rozbujać…

Na zakończenie jeszcze raz posłuchajmy ‚To jest mój kraj, bo tu się urodziłem’. Tylko w trochę innej wersji.

Bo to chyba znak, że coś się rusza jednak (uważa idomes). Bo kto się zaparł w sercu Ojczyzny, matki swojej, ten wyjechał, a ci co zostali nie boją się, że wiadome środowiska pomalują ich natychmiast na brunatno. Bo można takie rzeczy śpiewać w świetle reflektorów na scenie, a nie w świetle pochodni pod Pałacem Prezydenckim.

I pozostaje mi tylko życzyć słuchaczom, widzom i czytelnikom udanego Święta Niepodległości, przy gęsinie, lub na pochodzie.

dzienpoleglosci

A jeśli to możliwe to przy dźwiękach starej legionowej piosenki

 A jako bonus proponuję piosenkę z nurtu, który zupełnie świadomie pominąłem. Nurtu brodatych bardów z gitarą. To temat na zupełnie inną historię.

Dodaj komentarz



8 myśli nt. „Melodia Dnia – 11/11

  1. Matelan

    Masz szczęście za ten bonus, bo temat piosenek, które powszechnie są odczytywane inaczej, niż powinny być (jak Born in the USA) dla mnie zawsze otwierają ‚Mury’ Kaczmarskiego, w ogóle z Kaczmarskiego ładną listę piosenek o Polsce można by było zrobić, ale to poczekam do tego kolejnego tekstu ;)

  2. bosman_plama

    Myślę, że coś w temacie drga, nawet jeśli – w przeciwieństwie do zombie punk rocka czy rapo hip hopu – nie są to bezpośrednie i parapublicystyczne odniesienia. Lao Che pozamiatało kiedyś gdy pograło i pośpiewało o Powstaniu Warszawskim. Potem pojawiło się kilka podobnie historycznych inicjatyw, których nie pamiętam. Ostatnio przemknęły mi przed oczami jakieś Panny Niepokorne, czy cuś w ten deseń… a nie, „Panny Wyklęte”. Po nazwie można poznać o czym i o kim śpiewają. Myślę, że odniesienia do historii Polski, dotąd obecne przede wszystkim u skandynawskich metalowców zafascynowanych husarią, albo innymi objawami polskich żołnierzy, to też ciekawostka. A żeby nie było, że takie śpiewanie odbywa się tylko w okolicznościach rozjaśniających serca „tych z prawa”, to przecież zaistniał i projekt R.U.T.A., gdzie artyści śpiewali mniej więcej o tym, jak to fajnie panów piłą ciąć.

    1. maladict Autor tekstu

      @bosman_plama

      Sam nie wiem, bo to wszakże cały czas to samo – szacunek (owszem) dla tych co z bronią w ręku ginęli w powstaniach i na barykadach, a dla tych co ciężko zapierdzielali i byli zwolennikami tzw. ‚pracy organicznej’ już tego szacunku jakoś mniej.
      Z Sabatonem (b o nich pewnie pyślisz) to nawet próbowaliśmy go gdzieś wcisnać z idomesem, ale do piosenki 40:1 nijak nam nie pasowała np. ta o Erwinie Rommlu.

    2. idomes

      @bosman_plama

      Dziki fenomen Sabaton w Polsce to dla mnie bardzo smutna sprawa. Każdy wykonawca ma gdzieś jakichś fanów i to w zupełności rozumiem, ale takie obrazki na ich koncertach przechodzą moje pojmowanie. Nagrali 6 płyt, pewnie ze 70 piosenek, z czego o Polsce aż dwie i to wystarczyło, żeby raczej przeciętny zespół heavymetalowy został u nas gwiazdami rocka. Przykra jest ta desperacka potrzeba docenienia nas „tam”, skoro były nawet plany przyznania im odznaczeń za promowanie Polski w świecie.

      Na szczęście zmiana pokoleniowa robi swoje, pokolenie PRL-u ciągle zostaje krytyczne i zdystansowane, pokolenie okresu przejściowego, powiedzmy 40-latków+ w zasadzie chyba nie ma nic do powiedzenia (nikt mi teraz do głowy nie przychodzi przynajmniej). Ale są 30-latkowie i młodsi, na scenie hiphopowej, L.U.C. nagrał ciekawy album „39/89 Zrozumieć Polskę”, wyłącznie bity i fragmenty historycznych przemówień, Sokół/WWO też coś dłubał w temacie obserwacji. RUTA to bardzo fajny przykład, zdaje się ludzie powiązani z Kapelą ze Wsi Warszawa, więc też odprysk jakiejś większej całości. Lao Che przed Powstaniem nagrało dobry album „Gusła”, gdzie w tekstach odwołują się do Mickiewicza.
      A jeszcze z dekadę temu coś o Polsce można było znaleźć głównie od chłopaków z ciężkim obuwiem o białych sznurówkach.

Powrót do artykułu