Zbyt zacofani na technologię, w sam raz na magię – recenzja Pana Lodowego Ogrodu

Yerz dnia 21 września, 2012 o 9:51    16 

60095eb5824669bc8a1e99665c2e3a96_XL

Fabryka Słów zapowiedziała już czwarty tom sagi autorstwa Jarosława Grzędowicza. Zaraz, już tyle części wyszło, a Ty nie znasz nawet jej pierwszej części? Przeczytaj, czy warto się nią zainteresować.

 

W pierwszym tomie poznajemy bohaterów opowieści. Akcja dzieje się w przyszłości. Ludzie coraz pewniej czują się we wszechświecie, na jedną z obcych planet wysyłają ekipę badawczą. Naukowcy mieli przeprowadzić doświadczenia oraz dowiedzieć się jak najwięcej o nowo odkrytym ciele niebieskim. Po 4 latach od ostatniego kontaktu z bazą eksploracyjną, w celu wyjaśnienia sytuacji, zostaje wysłany jeden człowiek. Odpowiednio przystosowany, ulepszony biowszczepami, które pomogą mu w komunikacji z mieszkańcami Midgaardu. Jego cel to rozpoznanie sytuacji, przeprowadzenie misji ratunkowej, zabranie z powrotem na Ziemię naukowców i posprzątanie bałaganu, jeśli jakiś powstał z ich winy. Zabronione jest jakiekolwiek ingerowanie w życie kulturalne i cywilizację Midgaardu. 

Bohater zwie się Vuko Drakkainen, jest po części Chorwatem, po części Polakiem, posiada też fińskie korzenie. Nie jest młody, sprawność fizyczną zawdzięcza ciężkim treningom oraz hyperadrenalinie, którą w każdym momencie może aktywować poprzez Cyfral – wszczep pełniący rolę małego komputera pokładowego, dla którego statkiem jest całe ciało. Bohater ląduje na planecie, na której panują czasy i obyczaje podobne do ziemskiego średniowiecza. Stację badawczą zastaje w zgliszczach, część z grupy jest wymordowana, a część znikła. Vuko szybko przekonuje się, dlaczego ruiny stacji uważane są za przeklęte i omijane szerokim łukiem – atakuje go niezwykle szybka i groźna kreatura przypominająca gigantyczną żabę. To pewne, iż bez pomocy Cyfrala, który załączył tryb bojowy, bez wypełnienia żył przez hyperadrenalinę, nie miałby najmniejszych szans. Drakkainen, teraz jako Ulf Nitj’sefni, Nocny Wędrowiec, rusza w wędrówkę w poszukiwaniu zaginionych.

1_6.jpg

Drugim bohaterem jest Filar, syn Oszczepnika, znany jako Terkej Tendżaruk. Cesarki syn i następca Tygrysiego Tronu. Poznajemy jego historię od momentu, gdy pobierał nauki wraz ze swoimi dwoma braćmi. Jeden z tych trzech chłopców ma w przyszłości zasiąść na czele cesarstwa. Terkej uczy się sztuki dyplomacji, wojny, ekonomii oraz sztuki miłości. Poznaje ludzi, ich zachowania oraz umiejętności przydatne w trudnych sytuacjach. Imperium, w którym żyje, po wielu latach przeszło spod rządu Amitrajów w ręce Kirenenów. Zmieniło się z dręczących wojnami i waśniami ziem w krainę dostatku i pokoju. Nastaje jednak niespotykana od stuleci susza, a w krainie pojawia się wyznawczyni Pradawnej Matki. Kobieta jest podobno Czyniącą, potrafi stwarzać źródła wody w miejscach, w których nigdy wody nie widziano, czy uzdrawiać śmiertelnych chorych. Mając posłuch nawołuje do buntu i obalenia cesarza.

Wprowadzenie dwóch bohaterów do opowieści daje szersze spojrzenie na realia, w jakich rozgrywa się historia. Z jednej strony mamy lasy i wybrzeża usiane fiordami, góry i zimny klimat Wybrzeża Ludzi Ognia, z drugiej zaś bogate cesarstwo i kwitnące życiem miasto, na ulicach którego można spotkać wszelkie dobra i dogodności.

Mamy dojrzałego bohatera, który korzysta ze swojego wieloletniego doświadczenia by stawić czoło niebezpieczeństwom obcej planety. Żołnierza wyszkolonego by z powodzeniem wykonać misję. Wierzącego w rzeczy, które da się naukowo wytłumaczyć.Nie wdającego się w zbędne dywagacje filozoficzne, a potrafiącego trzeźwo myśleć i wyszukać różne drogi prowadzące do upragnionego celu. Zderzenie z cywilizacją Midgaardu zmusza go do nauki i zmiany strategii prowadzącej do ukończenia misji. 

Młody następca tronu uczy się wszystkiego, co do zaoferowania ma ten przebogaty świat, w zupełnie inaczej niż Vuko, ziemski, jednoosobowy odział ratunkowy. Nabywa doświadczenia raz w przyjemniejszy, a raz w brutalniejszy sposób. Jest otoczony troską swojego ojca. Stale pobiera lekcje pod bacznym okiem swoich mentorów.

3_5.jpg

Autor, dzięki umiejętnemu operowaniu narracją, przedstawia nam losy tej dwójki. Są świetne monologi bohaterów, opisujące wydarzenia z ich perspektywy. Po nich następuje przeskok w narrację trzecioosobową. Świetnie wzmacnia to dynamikę czytanej historii. W odpowiednich momentach przyhamowuje akcję, by potem ruszyć z wydarzeniami niczym lawina z górskiego szczytu. Miejscami miałem wrażenie, jakbym był na rozpędzającym się rollercoasterze. Bez nudności i zawrotów głowy. W pełni delektowałem się adrenaliną i widokami podczas przejażdżki.

Treść, jaką Grzędowicz prezentuje czytelnikowi, jest pisana językiem prostym. Świetnie dobranym, uwypuklającym dynamikę scen walki. Zachowującym cechy potrzebne do przedstawienia nagłych zmian i zwrotów akcji. Czyta się szybko i przyjemnie. Kartki przeskakują pomiędzy palcami i ani się nie obejrzymy, a już po powieści.

Wydawać się może, że koniec następuje zbyt szybko. W końcówce akcja nabiera jeszcze szybszego, niż do tej pory, tempa. Tak prędkiego, iż miałem wrażenie, że wagonik z tytułem "Rollercoaster fantasy", na który dałem się zabrać przez Grzędowicza, zaraz się wykolei. Jakby autor gnał już do meritum. Za wszelką cenę.

Miejscami zdarzają się kwestie budzące pytania, na temat logicznej całości czytanego tekstu. Autor broni swoich postanowień. Po paru stronach wszelkie niejasności albo znikają, albo zapominamy o nich, wciągnięci w rwący potok wydarzeń.

Pan Lodowego Ogrodu jest pełen tego co świetne fantasy powinno w sobie mieć. Wartka akcja jest oddana z należytymi szczegółami. Sceny walki, miłości nie są może zbyt szczegółowo opisane, jednak w zupełności wystarczają. Nieprzewidywalne, zaskakujące wydarzenia są środkiem do wprowadzenia rezolutnych, żwawych scen. Bohaterowie są przedstawieni bardzo wyraziście. Nie dają o sobie szybko zapomnieć. Książką jest wyśmienitą dawką fantasy. Posiada swojską magię, która przemawia do czytelnika. Pozwala mu się spróbować, tylko po to by potem uzależnić od siebie. Narkotyczne wrażenia wspominam mile. Przeczytawszy, po raz pierwszy ten tom, nie miałem dostępu do kolejnego. Tak, czytelnik pragnie zdecydowanie więcej po osiągnięciu ostatniej strony. Pragnie, poznać odpowiedzi jakie zostają zadane na końcu tej części. Końcu, być może zbyt szybkim. Teraz na szczęście jest to możliwe dużo szybciej, niż w czasach, kiedy książka zadebiutowała. Polecam miłośnikom fantasy, szukającym adrenaliny podczas czytania. 

——————————-

PS1 Niedawno "Fabryka Słów" ogłosiła datę premiery 4 tomu "Pana Lodowego Ogrodu" Jarosława Grzędowicza. Będzie go można kupić w sklepach w mikołajki, w dwóch wydaniach. Starym pasującym do pierwszego nakładu i całkiem nowym, wraz z odnowionymi trzema poprzednimi tomami.

PS2 Niedługo będzie bardzo, bardzo fajny konkurs związany z tą serią. Bądźcie czujni!

Dodaj komentarz



16 myśli nt. „Zbyt zacofani na technologię, w sam raz na magię – recenzja Pana Lodowego Ogrodu

  1. Kirq

    Fajna recka, dzięki. Wkradł się jednak mały babol merytoryczny: „Odpowiednio przystosowany, ulepszony wszczepami cybernetycznymi, które pomogą mu w komunikacji z mieszkańcami Midgaardu”. Vuko nie ma żadnych cyberwszczepów, ponieważ na Planecie Midgaard z niewyjaśnionych przyczyn nie działa elektryczność. Co jest jednym z głównych zakrętów w książce.
    Cyfral jest rodzajem inteligentnego guza mózgu, który sztucznie stymuluje mózg do nadludzkich osiągów – strzały adrenaliny, pamięć jak baza danych, wpływanie na zmysł wzroku, słuchu etc.

    A sama książka jest świetna. Dzięki zam info o czwartym tomie, nawet ostatnio zastanawiałem się kiedy w końcu się go doczekam.

  2. idomes

    Pierwszy tom był (jest?) rewelacyjny, świetny pomysł, mój pierwszy kontakt z twórczością Grzędowicza, totalny zachwyt i w ogóle. Na drugą część czekałem z wielką niecierpliwością, do księgarni poszedłem w dniu premiery i… potężnie się rozczarowałem. Kilkaset stron gdzie w zasadzie nie dzieje się nic, to nawet nie jest syndrom „środka trylogii” bo z reguły te części bywają moimi ulubionymi (powiedzmy,że z wyjątkiem Matrixa:) ), ktoś niby podróżuje z punktu A do punktu B, ale fabuła wcale nie rusza z miejsca. Minęło trochę czasu, wyszedł trzeci tom, w którym wreszcie dowiedziałem się kto jest Panem Lodowego Ogrodu (to żaden spoiler bo nic z tego nadal nie wynika), książka skończyła się cliffhangerem… Na tym etapie przestała mnie ta seria ruszać na tyle, że gdyby nie wpis Yerza nawet nie wiedziałbym, że czwarty tom wychodzi. Pewnie sięgnę, tylko po to, żeby się przekonać, że trzeba będzie czekać na piąty bo się nie dało podomykać wszystkich wątków.
    Nie zdziwię się, jeśli osoby, które do tej pory nie znały tej książki i przeczytają wszystkie tomy ciurkiem odniosą zupełnie inne wrażenie i lektura może dostarczyć im masę frajdy (bo potencjał po temu jest) ale w moim przypadku kilkuletnie przerwy między tomami zabiły resztki entuzjazmu.

  3. Ghoulek

    Mam wszystkie trzy tomy,w sumie cykl ciekawy chociaż za drugim podejściem elementy z Filarem omijałem.
    Co do radosnej premiery 4 części to proponuje prześledzić jak długo jest już ona odkładana.
    Wszak polecić warto.
    Autorowi felietonu polecam Wojnę o Smoczą koronę….genialna książka, spróbujcie a nie pożałujecie.

Powrót do artykułu