Widziałem to

Toc85 dnia 26 września, 2017 o 9:02    21 

It-logo-01

W piątek byłem na TYM w kinie. Hitowa ekranizacja sztandarowego horroru „It” autorstwa Stephena Kinga w której dzieciaki z małego miasteczka walczą ze złem miała zamieść jesienny box office. Finansowo film faktycznie radzi sobie nieźle. A jak się to ogląda?

it-kids-01

Ekipa w komplecie

Nie jestem pewien jak Wam o tym opowiedzieć – „płynąć” w tekście potrafi bosman, ja jestem w tej materii ledwie majtkiem. Podzielę zatem moje wrażenia barbarzyńsko, zupełnie nie tak jak robią to szanujący się recenzenci. Mam nadzieję, że taka formuła wam nie dokuczy. W tekście uniknąłem opisu znaczących zwrotów fabularnych, jeśli chcecie całkowicie ich uniknąć pomińcie proszę sekcję 3. i 4.

Widzisz TO?

Ja widziałem i fajnie się na to patrzyło. Pod kątem wizualnym filmowi nic nie można zarzucić. Są fajne małomiasteczkowe scenerie, jest obowiązkowe opuszczone domostwo ze skrzypiącymi drzwiami oraz mroczne, brudne kanały. Wygląda to wszystko świetnie, klimatycznie. Tematy kolorystyczne są doskonale dobrane, wszystko wygląda zgodnie z dzisiejszymi standardami scen „pocztówkowych”: malownicza scenografia + filtry. Efekty specjalne są bardzo dobre – nie jest to nowa jakość, ale produkcja AAA. Zdjęcia na zewnątrz są fajne, naturalne, wyglądają świetnie. Dzieciaki bawią się na zielonych nieużytkach i wygląda to rzeczywiście jak zarośnięty brzeg rzeki a nie kawałek Tajemniczego Ogrodu. Zaułki miasteczka są sterylne i puste. Mam wrażenie że był to zabieg artystyczny, niekoniecznie udany. Zdjęcia we wnętrzach wyglądały dobrze, chociaż były momenty kiedy CGI  prezentowało się zbyt plastikowo.

Słyszysz TO?

Udźwiękowienie jest. I tyle. Dzieci krzyczą, bestia ryczy, kości chrzęszczą.  Dźwięk nie odgrywa w tej produkcji wielkiej roli. Akcja filmu rozgrywa się w latach 80′tych i próbowano nieco ten klimat odtworzyć, także za pomocą muzyki. W mojej opinii albo ktoś nie odrobił lekcji ALBO odrobił je zbyt dokładnie i na siłę wybrał nie pasującą muzykę z tamtego okresu. Dobór uważam za nietrafiony. Reszta jest poprawna.

Czujesz TO?

I tutaj głaskanie się kończy, bo do filmu mam niestety sporo zarzutów. Wcześniej wspomniana muzyka miała budować klimat końca lat 80′tych, ale coś poszło nie tak. Nie umiem tego dokładnie wskazać paluchem, ale świat przedstawiony w filmie nie wyglądał wiarygodnie. Ktoś powinien wziąć korepetycje u producentów Stranger Things.

Sama akcja nie przystaje do klimatu małego miasteczka. Całość pędzi, widz nie ma wytchnienia. Brakowało naturalnego rytmu:

  • uśpienie czujności
  • powolne budowanie napięcia
  • jeszcze więcej napięcia aż obgryzasz panokcie
  • BUM!
  • wróć do początku listy

Tego w It nie ma. Film w ogóle nie buduje napięcia między jedną sceną akcji a drugą. Nie wydaje mi się przy tym że to wina obszerności książki - uważam że to scenopis został spieprzony. Po jaki grom przez 1/3 filmu pokazywać jak każdy z siódemki bohaterów spotykał tytułowe to? Można było zrobić to zgrabniej, szybciej i mniej dosłownie – chociażby w formie mglistych retrospekcji kiedy grupa przyznaje się przed sobą że każde z nich miało styczność z klaunem. Najlepiej nie pokazując w pełnej krasie samego klauna. Co zrobili filmowcy? Widzimy tytułowego potwora w całości już w pierwszym kwadransie filmu. W dodatku w scenie gore z udziałem kilkulatka. Widziałem lepsze budowanie napięcia w amatorskich filmach porno.

it-kids-02

Patrz jak ją bierze od tyłu! Zaraz…. To mój stary?

W ogóle samego klauna jest za dużo, w rezultacie w ogóle nie straszy. Nie wgniata Cię w fotel kiedy się pojawia. Żadnego skoku ciśnienia, czysta ambiwalencja. Co innego poboczni antagoniści: mieszkańcy Derry będący pod wpływem złego. Sceny z nimi były bardzo dobre – a gdyby był czas aby tak jak w książce nadać im pewną głębię charakterologiczną… to tak. To wtedy byłoby fajnie. Zamiast tego mamy festiwal efektów specjalnych i sztucznie przeciągnięte sceny akcji.

Kiedyś TO było…

Poznajecie? To ten typ który nie pomagał w ekranizacji...

Poznajecie? To ten typ który nie pomagał w ekranizacji.

Właśnie, jak było w książce? Inaczej. Opowieść miała swój powolny, małomiasteczkowy rytm którego w filmie brakuje. Ramy czasowe były kompletnie inne, akcja rozgrywała się w latach 60-tych ale to akurat celowy zabieg, więc się nie czepiam. Dużo ważniejszy był wątek natury zła. W filmie nie wyjaśnione jest to praktycznie w ogóle. W powieści dochodzimy do tego krok po kroku, w filmie pod sam koniec antagonista sam musi wydusić z siebie „żywię się waszym strachem„. Dobrze że dopisali mu tą linijkę, bo gdybym nie czytał książki to z akcji filmu raczej bym się nie zorientował. W samej książce narrator był trzecioosobowy wszechwiedzący, ale wprowadzając nową postać zawsze przedstawiany był ich rys charakterologiczny za pomocą opisu emocji które postacią targają – jest to zabieg typowy dla Kinga. Stąd znów wracam do tematu spotkań dzieciaków z klaunem: przynajmniej część powinna być to przedstawiona retrospektywnie, z narracją pierwszoosobową. W ten sposób od razu nadałoby się głębię samym bohaterom i lepiej przedstawiono ich słabości.

Na koniec

Film miał za duży budżet. Trzeba było wszędzie powtykać krzyczące dzieci i cudaczne CGI zamiast zrobić dobry film zgodnie ze sztuką. Zdaję sobie sprawę że przed scenarzystami stało spore wyzwanie – chociażby zmiana zakończenia które w oryginale jest kompletnie nie do przyjęcia. Myślałem że może podołają. Prawda jest dużo gorsza: oni nawet nie podjęli walki. Wykorzystali fajną, znaną książkę do stworzenia słabego sezonowego blockbustera za którym bez etykietki „It” nikt by się nawet nie obejrzał.

Szminka podkreślała uśmiech Kariny, ale efekt "baked makeup" psuł nieprawidłowo nałożony podkład.

Szminka podkreślała uśmiech Kariny, ale efekt „baked makeup” psuł nieprawidłowo nałożony podkład.

Czy się wynudziłem i wymęczyłem? Nie, nieszczególnie. Oglądało się to jakoś – bez emocji, przy końcowych scenach z trochę skwaszoną miną. Oczekiwałem filmu który będzie niósł jakiś ładunek, napięcie. Jedyne napięcie jakie mną targało było bardzo przyziemne – w multikinie przed seansem można kupić piwo. To było najbardziej pozytywne odkrycie tego wieczora.

Byłem z dobrym kumplem który książki nie czytał. Stwierdził: „teraz naprawdę mam ochotę przeczytać książkę i zobaczyć o co Kingowi naprawdę chodziło, bo z filmu to ja nie za bardzo zrozumiałem„. Zostawiam do przemyślenia. Moja ocena? IT to niezła adaptacja treści książki, ale niezbyt dobry film.

Dodaj komentarz



21 myśli nt. „Widziałem to

  1. Revant

    Dzięki za recenzję, bardzo przyjemnie się czytało ;-) dodałbym tylko informację, że ten film to tylko część książki i ma być kolejna. Ja osobisci filmow i książek Kinga nie tykam. Probowalem kiedys i sie po prostu za każdym razem niesamowicie nudzilem.

    PS. ktoś widział nowego Star Treka? Jak dla mnie żenujący, choć wizualnie bardzo pociągający.

    1. Daimonion

      @Revant

      „Misery” uwielbiam:) „To” czytałem i rzygać mi się chciało. Z nudów i nie tylko. Wyjątkowo nie polecam. Jak dla mnie King jest cholernie nierówny, czasem pisze naprawdę dobrze, a czasem jest to nie do wytrzymania.
      O nowego Treka właśnie Ciebie miałem spytać:) Ja widziałem tylko zwiastuny. Pierwsze recenzje chyba są pozytywne, ale doskonale pamiętam, że kinowe rebooty też się podobają i są superhiperświetne. Więc ostrożnie podchodzę do opinii, bo moja niekompatybilność z gustami epoki dziwnym trafem pogłębia się z biegiem lat.

      1. Revant

        @Daimonion

        @Bosman

        Ja obecnie kończę Voyagera, którym jestem zachwycony i mam ogromny zgryz. Z jednej strony podobał mi się kinowy reboot od JJa, ale tylko jako kinowy – nie widzę potencjału serialowego w tym. Twórcy Discovery zaś chyba mieli w głowie, że skoro na wielkim ekranie to wychodzi to zróbmy to na małym. Te dwa odcinki mocno namieszały – główna aktorka niezbyt daje sobie radę z postacią, która też mimo fajnego na nią pomysłu, jest źle poprowadzona w scenariuszu. W dodatku to co boli najbardziej – totalne olanie kanonu wyznaczonego przez poprzednie serie, mimo, że podkreślana jest wciąż kanoniczność tej serii. Dam szansę bo ładnie wygląda, ale może skończy się tak jak z DS9 – sceny gadane przeklikam i pozostawię sobie samą akcję ;)

    2. bosman_plama

      @Revant

      Wizualnie fajny. Klingoni mówią cały czas po klingońsku – to plus. Jak się ma do starych ST? Jeszcze nie wiadomo. Na arzie zapowiada się na gwiezdne wojny z Klingonami. Wpisywałby się więc w „nowe odczytanie” ST – jako historii o nawalankach a nie o naukowcach badających galaktykę.

      Tak irytującej głównej bohaterki nie miały jeszcze żadne ST. Ostatnio z podobnie wkurzającą postacią spotkałem się w serialu Revolution. Tamten aż przestałem oglądać, bo doprowadzała mnie do berserka i przestawało mnie być stać na kolejne telewizory i monitory wywalane przy okazji oglądania serialu.

      1. Daimonion

        @bosman_plama

        Zatem lipa. Szkoda. I had a dream… Wyobraźcie sobie kogoś z jajami, kto majstruje prequel Treka w stylistyce retro do bólu. To się wbrew pozorom naprawdę może udać (zob. „Stacja kosmiczna 76″). Fryzury, stroje, scenografia… Ale nie, bo po co. Lepiej brnąć w drogę, która uśmierciła seriale poprzednio – najwyraźniej los „Enterprise” niczego ich nie nauczył. Pytam się więc – skoro koniecznie chcą, żeby wszystko było nowe, z hukiem i budżetem, to dlaczego upierają się przy prequelach, zamiast przewinąć uniwersum tak z 50 lat po „Voyagerze”? No i dlaczego to koniecznie musi być nawalanka? Meh…

        1. bosman_plama

          @Daimonion

          Też tego nie rozumiem:(. Chyba, że kieruje nimi ta sama polityka, co twórcami „Przebudzenia Mocy” – uważają, że sięganie po sprawdzone motywy jest bezpieczniejsze niż wymyślanie nowych. Fani kochają Klingonów? No to dostają Klingonów.

          Jasne, że aż prosiłoby się o przeniesienie akcji w przyszłość. Nie trzeba by liczyć na to, że fani przymkną oko na nowocześniejsze wyposażenie starszych nominalnie statków kosmicznych. Ale do tego trzeba by wymyślać naprawdę nowe rasy i historię uniwersum. A po co, skoro to wszystko już jest w przeszłości:P.

  2. Fantus

    Toc, nie tłumacz się z formy recenzji, bo jest bardzo ciekawa i przyjemnie się czyta.

    Ja horrory omijam z daleka – nie lubię się bać, za słabą mam na to psychikę :) Maksimum na co mnie stać to jakieś thrillery typu Se7en, ale i tak mnie za bardzo trzepie. Niemniej byłem ciekawy jak sobie IT poradzi, bo szum marketingowy był spory. Box office’owo sobie radzi świetnie.
    Kto wie, może zacznie się nowa moda na reedycje klasyków z lat 80tych? Nie żebym na to czekał, ale może lepsze to niż „Szybcy i Wściekli 24: Żoliborz”…

  3. iago

    Taka uwaga: los Georgea Denborough w książce jest oczywisty i pokazany ze szczegółami (tymi krwawymi). Za to w tej wersji jest niedopowiedzenie – a przez to inny rozkład punktów ciężkości i motywacji postaci (co uważam za błąd). No i to przeładowanie akcji jumpscareami.
    Jeśli chodzi o muzykę to mogli pójść na całość i w scenie sprzątania w łazience puścić Don’t You (forget about me). Dopiero by było nostalgicznie i zabawnie ;)
    Ogólnie mam dokładnie odwrotną opinię niż Ty: fajny film, ale marna ekranizacja.

    1. Toc85 Autor tekstu

      @iago

      Hah. I motyw przewodni „don’t feel the reaper” Blue Oyster Cult. Ale to z lat 70tych ;)

      EDIT
      Tłumaczę się ze swojej opinii:
      1. Film nie jest fajny bo jest przepchany CGI i scenami szokującymi które nie szokują bo nie ma fazy budowania napięcia.

      2. Akcja filmu pokrywa w miarę dokładnie to co było w książce, zatem ekranizacja jest dobra o tyle że jest WIERNA, przynajmniej o ile mnie pamięć nie zawodzi (książkę łyknąłem ~5lat temu)

      1. iago

        @Toc85

        Kiedy mnie nie chodzi o tłumaczenie się z opinii. Do tej każdy ma prawo.

        Zwracam jednak uwagę na rozbieżności między mediami, które powodują, że film z 2017 jest inny w samym zamyśle, niż książka (a tę mam na świeżo bo przeczytałem po raz n-ty przed pójściem do kina :) ).
        BTW: tak a propos Twoich uwag o retrospekcjach i narracji (spotkania Tego z dzieciakami – nb. tylko dwójka z nich zalicza je tak, jak w książce): film wymaga podejścia „show, don’t tell” i wywiązuje się z tego idealnie. Niestety.

  4. shani

    @Toc85 Nooo, recenzja pierwsza klasa, dzięki. Myślę, że można by tu robić zrzutki dla Toc`a na kino, a on by nam recenzje pisał… i tak zaoszczędzilibyśmy kupę dutków unikając takich nieudanych produkcji… W przypadki „It” to wielka szkoda, potencjał fakt, był naprawdę ogromny, a ja … raczej nie przypomnę sobie remaku, nie przypomnę sobie tych chwil, gdy jako mały dzieciak ukradkiem oglądałem TO, jednocześnie „robiąc” pod siebie ze strachu ;-D

    Nienawidzę klaunów!
    Jeszcze raz dzięki!

Powrót do artykułu