Gikz w kinie – Lucy

moleskine0 dnia 21 sierpnia, 2014 o 12:00    13 

lucy-baner

Luc Besson stworzył w swojej karierze kilka przełomowych obrazów. “Wielki Błęki”, “Piąty Element” czy przejmujący dokument “Home”, którego był producentem. Te tytuły zapadły w pamięć wielu widzów, poruszały, cieszyły, nawet edukowały. “Lucy” nigdy nie będzie jednym z nich.

Główną bohaterkę, Lucy, poznajemy po ciężkim dniu imprezowania. Ma, w gruncie rzeczy wbrew swojej woli, dostarczyć paczkę do biura tajemniczego pana Janga. Nie wszystko jednak idzie jak po maśle, a sama Lucy wplątuje się w sporych rozmiarów aferę, w której główną rolę grają dragi. Dziewczyna jest żywą walizką, za pomocą której jakaś azjatycka mafia chce przemycić do stanów mocno eksperymentalny środek odurzający. Sprawa niestety rypie się już na samym początku, a spora część przewożonych w podbrzuszu Lucy narkotyków wpada do jej krwiobiegu. I tutaj zaczynają się jaja – Lucy odkrywa przedziwne zdolności swojego – dotychczas wykorzystywanego w niewielkim stopniu – mózgu, łącznie z telekinezą, zdolnością błyskawicznego uczenia się, telepatią etc. Wszystko to okraszone Bessonowskimi pościgami, efektywnymi strzelaninami i standardowym już wpisaniem protagonisty w wręcz kosmiczny wymiar przygody.

lucy-2014-movie-images-is-scarlett-johansson-s-lucy-just-going-to-do-this-the-entire-movieBrzmi zachęcająco? Niestety, w praktyce sprawa wygląda kompletnie inaczej. Zacznę od plusów, których wbrew pozorom wcale sporo nie jest. Do najmocniejszych stron filmu na pewno zaliczyć trzeba realizację. Począwszy od zdjęć i ujęć, z których niemal każde nosi stempel Bessona, po efekty specjalne, świetnie zrealizowane strzelaniny, sceny walki, pościgi etc. Nie brakuje w tym filmie momentów, gdy widz łapie się za głowę bo akcja zasuwa na złamanie karku. I to jest bardzo fajne, tego po Bessonie oczekujemy, tego od Francuza chcemy.
Kolejnym z plusów jest ścieżka dźwiękowa, która fantastycznie współgra z obrazem. Jednym słowem chciałoby się powiedzieć, że wyłączając myślenie film ogląda się nawet całkiem przyjemnie. Problem w tym, że Besson sam wpadł w przez siebie zastawione sidła – on w tym filmie wyraźnie nie chce, byśmy myślenie wyłączyli, to miał być obraz ambitniejszy, głębszy i bardziej znaczący niż na to wygląda. Szkoda, że Francuzowi się nie udało.

Zacznijmy od tego, że co bardziej opatrzeni w klimatach s-f/action i anime mogą sobie spokojnie to kino odpuścić. Bo “Lucy” jest kalką “Jestem Bogiem” (“Limitless” z Cooperem w roli głównej), “Matrixa”, animowanych “Akiry” i “Serial Experiments Lain”, z sporą domieszką “Piątego Elementu”. Dlaczemu? Lucy odkrywa zupełnie nowe, niemal niczym nie ograniczone możliwości swojego mózgu za pomocą nowego narkotyku (“Limitless”), pozwala jej to na manipulację materią i czasem (“Matrix”), i mimo wszystko decyduje się na ratowanie świata, w którym de facto nie ma dla niej miejsca, którego nie rozumie już jako człowiek (“Piąty Element”). Co do animowanych odnośników – “Akira” to dość skomplikowana historia z eksperymentami wojskowymi i telekinezą w tle, ale jedna z finałowych scena filmu Bessona do złudzenia przypomina sceny z finału “Akiry” – tzw. wchłanianie materii. Lucy i Lain łączą zaś ostatnie sceny filmu, swoiste przejście z świata materialnego w coś “wyższego”. Ogólnie rzecz biorąc – nie zdarzyło się w filmie nic, co byłoby oryginalne, odkrywcze, ujęte na nowo. Wyszedłem bardzo znudzony, wręcz poirytowane, że Besson wcale nie krył się z nawiązaniami.
SUB20Besson1-master675Druga sprawa to sama fabuła. Idiotyczny wniosek, że wykorzystujemy tylko kilka procent mózgu można sobie odpuścić, bo to film s-f po części, może to inny time-line i ewolucja nie poszła tak jak powinna. Dziury logiczne w strukturze scenariusza są już jednak nie do odpuszczenia. Główna bohaterka filmu zachowuje się momentami jakby narkotyki raczej spowodowały regres aktywności mózgu. Pana Janga sprzątnąć może już niemal na samym początku fabuły, jednak z niewiadomych przyczyn tego nie robi – zabijając jednocześnie niemal całą jego obstawę. Na bezsensowną śmierć skazuje ścigających ją policjantów, mimo że jej partner może bez problemu pościg odwołać. Przykładów tego rodzaju irytujących infantylizmów scenariusza jest sporo i przeszkadzają w odbiorze.
Przejdźmy teraz do warsztatu. Tego aktorskiego oczywiście. Kudosy należą się Bessonowi za odkopanie Min-sik Choi’a do roli pana Janga. Aktor, którego uwielbiam za główną rolę w filmie “Oldboy” (kto nie widział – polecam gorąco), sprawuje się całkiem nieźle. Gorzej niestety z całą resztą. Scarlett Johansson i Morgan Freeman zdają się grać tak, jakby wiedzieli, że film jest kompletnym fabularnym bełkotem. Szczególnie odtwórczyni roli głównej bohaterki sprawia wrażenie, jakby zupełnie nie chciało jej się grać. Zamiast lekko odhumanizowanej dziewczyny mamy letarg i apatię w oczach, przeplatane odgrywaniem roli od niechcenia. Filmu nie ratuje też Morgan Freeman, który jest kompletnie nijaki, bezbarwny i nieprzekonujący.

Kończąc więc wywód, pozostaje pytanie – czy warto iść do kina?
Jeśli nie nastawiacie się na nic nadzwyczajnego, chcecie zobaczyć film z fajnym pościgiem, dobrymi efektami i strzelaniem, a na dodatek nie będą wam przeszkadzały absurdy fabuły, słabe aktorstwo i klisze – można iść.
Jeśli jednak szanujecie swój czas i chodzicie do kina tylko na dobre filmy, na coś, co zapadnie w pamięć, jest w pewien sposób czymś nowym, albo przynajmniej nową wersją starego motywu – to nie warto na “Lucy” wydawać pieniędzy. Jeśli widzowie z was bardziej wymagający – nie tyle od filmu, co od reżysera – odpuście sobie tę produkcję. Tylko was to zdenerwuje, jak łatwo można wziąć kilka motywów do jednego worka, okrasić pseudo-naukowym bełkotem, dodać ujęcia z National Geographic i udawać, że to iście mesjańska opowieść o poświęceniu w imię dobra i poznania. “Lucy” jest dobrze nakręconą powtórką z wszystkich wymienionych w tym tekście filmów. I niczym więcej.

Dodaj komentarz



13 myśli nt. „Gikz w kinie – Lucy

    1. moleskine0 Autor tekstu

      @Beti

      Ależ oczywiście, że będą podzielone. Mojej żonie film przypadł do gustu. Uwielbia Bessona, więc tutaj było dla niej jak znalazł. Choć przyczepiła się do kilku rzeczy, ogólnie odebrała film pozytywnie. Ale tak jak mówię – być może ja za dużo klisz tam widziałem, dlatego miałem taki a nie inny odbiór.

  1. jaGrab

    Jako że chłopaki z kina w moim miasteczku w końcu użebrali kasę na projektor cyfrowy (czy jakkolwiek się on zwie) i akurat się przebudowują, miałem się wybrać do jakiegoś multipleksa ale widzę że dodatkowo zaoszczędzę na kosztach dojazdu. Thx,

  2. Probabilistyk

    Byłem wczoraj w kinie, widziałem. Film mi się podobał, jednak szału nie robił. Dzień wcześniej oglądałem Amazing Spiderman 2 i w sumie nie wiem, który z nich jest lepszy (oba reprezentują dość niski poziom). Ogólnie taki średniak, ale dzięki Scarlet +1 do punktacji ;-)

Powrót do artykułu