Odrodzenie – Gabriel Knight Sins of the Fathers 20th Anniversary Edition

Nitek dnia 26 sierpnia, 2014 o 12:12    20 

gk20th-logo-with-talisman

Voodoo nie było nigdy moim konikiem, jednakże na pytany, na jednym tchu odpowiem, że kiedy po raz pierwszy stykałem się z tematem, robiłem to dzięki Monkey Island, jednemu z lepszych filmów Cravena „Wąż i tęcza” i prezentowanemu dzisiaj, choć wtedy ubranego jeszcze w cztery piksele, Gabrielowi Knightowi. Witaj ponownie, stary druhu.

Gabriel Knight- Sins Of The Fathers_5Gabriel knight Sins of the Fathers 20th Anniversary Edition to remake najlepszego sortu. Choć nie obyło się bez zmian, tak sama rozgrywka została jota w jotę zgodna z oryginałem. W Parku nadal biega upierdliwy mim, wąż złowrogo łypie na nas w muzeum voodoo, a Maria Gedde ocieka seksem dwa razy bardziej niż kiedyś, zupełnie jakby czas dla niej stanął w miejscu. Grace, Gabriel, Mosley, ale także każda miejscówka, którą przyjdzie nam odwiedzić, zostali poddani słusznej rewitalizacji wizualnej i choć wyglądają jakby dopiero ktoś wyciągnął ten stary-nowy świat spod foli,i nie zagubiono ducha oryginału. Na tyle, że ktoś kto grał jeszcze w okolicach 1993 roku, posiadający pamięć delfina, poczuje się jakby poniekąd czas stanął w miejscu. Nie lękajcie się jednak. Danie przyodziano nowymi przyprawami.

gabriel-knight-ksiegarnia-nowa
gabriel_knight_mariaNie tylko gracze nieświeżej daty odnajdą się tu należycie. Pierwsza przygoda Gabriela spośród trzech była jedną z fajniejszych gier wskrzeszonej niedawno Sierra Games. W przeciwieństwie do baśniowych King’s Questów, podobnie jak Laura Bow, sięgała do tematyki mroczniejszej, ciągnęła dorosła historię i była naszpikowana pieczołowicie odwzorowanymi miejscówkami bazującymi na swoich odpowiednikach w rzeczywistym świecie. Jane Jensen przemyciła tu także dużo wiedzy na poruszane tematy, co nie było dla mnie oczywiste te kilkanaście lat temu, ale teraz będąc dużym chłopcem, znającym tematykę voodoo z innych popkulturowych tworów, GK w trakcie dema zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż kiedyś. Tylko o co ten ambaras i czemu chciałbym grać w gatunek przymierający głodem, choć ostatnio wracający do łask, pomyśli młody gracz. Kto nie chciałby wcielić się w właściciela księgarni, nękanego snami własnej śmierci, co noc wierzgającego nogami dyndając z gałęzi dorodnego drzewa, a do tego wizualizującym szalone wybryki wyznawców egzotycznych wierzeń, których siódmy wybryk i ciało pozostawione bez serca na moczarach nie przejdą tym razem bez echa. Nie, kiedy do akcji wkroczysz Ty, drogi graczu, a to dopiero początek ciągu zdarzeń w przededniu Nocy św. Jana. Budzą się demony przeszłości.

gabriel-maria-nowa
Gabriel-Knight-museumRozgrywka zachowała podział na dni i wita nas tymi samymi zagadkami, co dwadzieścia lat. Nie wszystkimi. W niektórych miejscach pofolgowano i dodano coś nowego czy lekko zmodyfikowane stare. To dobrze, bo zawsze to coś nowego, choć nieobowiązkowego, bo szyta historia wraz z fajnie rozpisanymi dialogami nadal trzyma poziom. Spieszę także donieść, że przeklęta latarka, której swojego czasu szukałem przez kilka lat (true story) jest wyeksponowana należycie, przez co jestem skłonny stwierdzić, że wyeliminowano tak zwane polowanie na cztery piksele. Musiano, wszak to nie te czasy. Wieść niesie, że dodano także nowe zagadki, inne podejście do starych, ale w udostępnionych mi dwóch dniach do ogrania z dziesięciu, widziałem faktycznie jeden taki przypadek. Uproszczono interfejs, choć zostawiono znajome ikony. Teraz kontekstowo na obiektach pokazują się czynności jakie możemy na nich wykonać, co uważam za ułatwienie względem odpowiedniego doboru komend jakie próbowaliśmy dopasować kiedyś. Choć pewnie i tak zdarzy Wam się gdzieś zaciąć, dzięki nielinowemu prowadzeniu rozgrywki. Dzięki podzieleniu gry na poszczególne dni w ramach których dzieje się akcja, umożliwiono wykonywanie poszczególnych czynności podług naszego widzi mi się. Owszem, niektóre zdarzenia muszą się odbyć danego dnia, ale co do innych mamy już całkowitą swobodę. I tak, wspomnianą latarkę można zabrać już dnia pierwszego, kiedy przyda nam się dopiero gdzieś w siódmym jeśli pamięć mnie nie myli. To zaledwie jeden, dość prosty przykład. To zadziwiające jak tytuły sprzed dwudziestu lat nadal potrafią prowadzić rozgrywkę lepiej aniżeli twory jakimi raczeni jesteśmy obecnie.

Gabriel-Knight-museum-nowe
gk1_03Kruca fux, toż to brzmi idealnie! Otóż nie do końca. Nie udało się odrestaurować oryginalnych plików dźwiękowych, przede wszystkim tych z dialogami. Robota z wypasionej wersji dostępnej na krążkach sprzed dwóch dekad poszła się paść, a wraz z nią cząstka charakteru napotykanych postaci. Nie ma już Tima Curry użyczającego głoś Gabriela w pierwowzorze i pierwszej części, nie ma Markka Hamilla, który tchnął życie w życzliwego policjanta Mosley’a, tak bardzo garnącego się do naszej książki. Zamiast nich pojawiły się totalnie anonimowe struny głosowe, które nie mówią mi nic. Sam Gabriel brzmi jakby w polikach trzymał zrolowane skarpety, a gadanie przez nos nadało mu ton głosu, którego nie powstydziłby się sam Elvis. Drażni także osoba pani narrator, która z charakterystycznym nowo orleańskim akcentem odczytuje myśli Gabriela. Na szczęście ją można wyłączyć, choć gra zalicza pomniejszenie roztaczającego uroku, a i tak przez dwie godziny rozgrywki zacząłem się przyzwyczajać, więc skłonny jestem stwierdzić, że wspomnienia pokłóciły się z rzeczywistością. Nie od dziś wiadomo, że kiedyś było lepiej.

GK_policja
Gabriel_Knight_voodoo_shopW całym zachwycie nad całością, obraz spokoju burzą babole techniczne znane z wcześniejszych produkcji studia Jensen jak Cognition i Moebius. Podobnie jak i tam, tak i postać Gabriela jest często animowana niepoprawnie. Zdarza się także częste przenikanie przez tło, co skutecznie wybija z ekstatycznych doznań. Być może naniuchał się fest pokaźnych ilości voodoo specyfików, ale faktem jest, że nikt nie spodziewa się jegomościa sunącego przez szafki jak gdyby nigdy nic. Do premiery jednak jeszcze trochę, więc trzymam kciuki za szlify w tych rejonach. Sama zmiana oprawy graficznej nie jest drażniąca, wręcz wyszła bardzo fajnie. Zamiast rysowanych ręcznie teł, dostajemy całkiem udane rendery z animowanymi elementami. Modele postaci dupy nie urywają i są zaledwie dobre, nawet na zbliżeniach podczas rozmów. Tu znowu zachodzi dysonans i osobista preferencja, bo mimo wszystko, mimo wodotrysków i wszelkich atrakcji, nie mogę odpędzić się wrażeniu, że klasyk wciąż oprawą lepiej robi. Nie zaimplementowano w Gabrielu płynnego przełączania się z nowego na stare, co wyszło znakomicie w przypadku drugiego podmuchu życia wlewanego w Monkey Island. W zamian za to dołączono fikuśny notatnik w którym znaleźć można zdjęcia tych samych lokacji takimi jakie były kiedyś, szkice koncepcyjne i luźne myśli developerów tłumaczące zamysł kierujący kreacją danej lokacji. Bardzo fajna rzecz, a fakt braku staroszkolnej nakładki prawdopodobnie można tłumaczyć prawem do marki i chyba oryginałów spoczywającym w rękach Activision, które na szczęście pozwoliło Jensen wyprawić Knightowi urodziny. Podejrzewam jednak, że wskrzeszenie Sierry nie wróży dobrze ewentualnej czwartej części.gabriel-knigh-voodoo-shopMożliwe, że na fali nostalgii, ale faktem jest, że włączając Gabrysia po liftingu na chwilę, żeby sprawdzić co tam, nie mogłem się oderwać chłonąć historię, która ani trochę się nie zestarzała. Mało tego, doceniałem smaczki historyczne i sprytnie wplecione elementy folkloru, które za szczyla nie robiły mi różnicy. Przypadkowa wartość dodatnia, która przelała czarę ekscytacji i sprawiła, że nie mogę się doczekać, aż operacja odświeżania zakończy się, a ja po raz wtóry doprowadzę sprawę voodoo morderstw do końca. Czekam na ciebie, stary druhu.

gabriel-hangman

Zagrane dzięki wydawcy.

Dodaj komentarz



20 myśli nt. „Odrodzenie – Gabriel Knight Sins of the Fathers 20th Anniversary Edition

Powrót do artykułu