KeeperRL – loszki polskie

Nitek dnia 4 listopada, 2017 o 17:15    3 

keeperRLtyt

Mało kto wie, ale w kazamatach Steama, w pieczarze wczesnego dostępu dojrzewa pewien polski projekt. Projekt łączący w sobie element Dwarf Fortress, Dungeon Keepera, pomazany szczyptą roguelike’a. 

Sprawa jest rozwojowa, bowiem to dopiero alfa numer ileś tam i długa droga przed tak złożonym tematem jakim jest zarządzanie własnym lochem. Zabawa rzuca nas u stóp góry, w której wkrótce zalegną cienie. Graficznie szału nie ma, jest skromnie, ba, można nawet włączyć całość w trybie ASCII, coby oczu nie drażnić zbyt złożonymi pikselami. Do naszej dyspozycji oddany zostaje zarządca loszku, wraz z kilkoma minionami od robót wszelkich. Naszym zadaniem budowa lochu tak atrakcyjnego, by skusić w jego skromne progi nie tylko wachlarz maszkar wszelkich, ale także żądnych przygód mężów, by następnie zasadzić im kosę i porachować kości. Dla many, oczywiście. Założenia znane i dość charakterystyczne dla tego typu zabawy. Na tym jednak się nie kończy.

Okalające krainy należy przetrzebić z zakrzewionego tam dobra i splendoru, wieśniaków wymordować, szczęście jednorożcom odebrać. Podbić jednym słowem. Tu KeeperRL z zarządzania w czasie rzeczywistym przeradza się w turowe sterowanie drużynami zagłady i pożogi, ulepionymi z menażerii zamieszkującej nasze chłodne korytarze. O ile założenie słuszne, tak sterowanie poszczególnymi członkami, bądź drużynami, na chwile obecną jest dość nieporęczne, a w trakcie walki często nie wiadomo kto kogo, jak i dlaczego. A trzeba trochę mikrować, bo i jakimś czarem motać i uciekać, i czasem wszyscy się rozbiegają i nie wiadomo jak ich zatrzymać. Chaos w pełnym tego słowa znaczeniu. Niemniej jednak miks zarządzania w czasie rzeczywistym zapowiada się przednio. Zresztą sama idea dzielenia loszków na bułę z harcowaniem po świecie zewnętrznym najnowsza nie jest, bo występuje także w serii Dungeons, choć to dwa różne smaki zabawy. Oczywiście zawsze istnieje szansa, że jestem nieogarem, a sterowanie to rogal z masłem, bo i możliwości sporo i komend dla poszczególnych minionów także. Wystarczy jednak zwolnić nad nimi kontrolę, a ci wracają do wcześniej powierzonych im zadań, a gra do czasu rzeczywistego.

keeperRL (3)

Za redukcje etatów wiejskich chłopów i innych spolegliwych dzieci lasu obdarowywani jesteśmy nie dość, że pieniądzem to jeszcze manę można wyhaczyć. Oba środki są do rozdysponowania na ulepszenia naszego przybytku bólu i cierpienia o nowe pokoje zabaw, ale też pozwalają na tworzenie lepszych elementów ekwipunku dla każdego z dzielnych zielonych wojów, którzy poprzez liczenie pałami żeber nie tyle uczą się matematyki, co kunsztu wojownika, a to przekłada się na większą ich przydatność w boju. A lekko nie jest. Raz jak dokopałem się do krasnoludów, ci zdzielili mnie w try miga i musiałem zaczynać nauki machania pałami od nowa. To też dlatego, że wepchałem się w wąski korytarz i nie bardzo miałem gdzie uciekać, więc bili na oślep, a i tak wszystkich zabili. Na szczęście lochy cały czas były rozwijane, więc do leszczy orków dołączyli wkrótce magowie, harpie, ale też sukuby i nawet miś. Niemniej jednak i ci zginęli, bo jak wpadłem na rewir jednorożców, te tęczą onieśmieliły i wytłukły wszystkich.

keeperRL (2)

Sam system rozwoju zapowiada się dobrze, choć pozyskiwanie materiałów potrzebne do kolejnych zmagań jest dość kłopotliwe. Same badania robimy za manę. Tą dostajemy za podboje poszczególnych typów przeciwników w ichniejszych obozowiskach. Premia ta przyznawana jest jednak raz na mapę, czyli wybijając tych niedobrych ludzi na północy, a potem południu, manę dostaniemy tylko za pierwsze plemię. Inna sprawa, że można też pojmać jakichś tubylców i wrzucić na rozciągliwe koło rozkoszy, by zdoić ich z many. Twist polega na tym, że chyba miałem wojaków w trybie terminatorów, bo jeńców żadnych nie brali, ino łoili na plasterki. Być może poszedłem nie w tą stronę co trzeba na drzewku technologii i się przyblokowałem, ale z drugiej strony tak być nie powinno. Szybko okazało się, że kolejne porcje many są wręcz niemożliwe do uzyskania. Podobne wrażenie odniosłem jeśli chodzi o bardziej zaawansowane niż drzewo surowce. O ile na początku widać jakieś złoża żelaza, tak po ich wydobyciu raczej trzeba odkryć zaawansowaną geologię, by więcej złóż znaleźć. A tak to kopałem i mogłem sobie tak kopać, ale nieopodal loszków nic więcej nie znalazłem. Zastanawiam się też jak w kampanii wygląda ewentualna ekspansja, bo loszek rozwijamy na jednej mapce, a podboje szerzymy na osobnych, wysyłając szwadrony śmierci do szerzenia demokracji, którzy niekoniecznie później wracają w jednym kawałku. Jednak wiadomo, to alfa, wczesny dostęp, acz zaprezentowana zawartość napawa pozytywnie. Być może brak więźniów spowodowany był tym, iż to głównie ja najeżdżałem, a ci, co zapukali do mych wrót to jakieś wredne dzieciaki na halloween. Niech ich szkielety na wejściu będą dla innych przestrogą! Przypadek, szefie #takbyło.

keeperRL (1)

Dodatkowo, co już napomknąłem, wszelkie postacie obecne w naszym loszku mają swoje statystki. Nie dość, ze wysyłanie ich w bój podnosi słupki, tak można wysłać ich na intensywny trening. Mało tego. W warsztacie tworzymy elementy ekwipunku, niczym w rasowym RPG, który dysponujemy pośród chętnych odziewając ich w rękawice, zbroje czy inne rodzaje broni. Magowie wchodzą cali na purpurowo z przepastną księgą zaklęć, buffów i debuffów, a i w bój można wziąć Zarządce, choć jego śmierć to insta game over i zabawa od początku.

A jeśli tak, to wtedy możecie wskoczyć w buty łowcy przygód i najechać lochy zbudowane przez innych graczy. Ino nie moje, moje na pierwszy raz okazały się słabe, KeeperRL zaś, fest pozytywny. Teraz tylko przebiję się przez krzywą naukę i wam, niedowiarkom ze świata nad, jeszcze pokażę! Bo ogólnie to wiem, że poszło mi strasznie kiepsko, huehue.

A chętni, którzy chcieliby sprawdzić KeeperRL, mogą to zrobić na stronce producenta. Darmoszka w wersji ASCII tam się gnieździ. A ci, co chcieliby kupić, mogą to zrobić ze specjalną zniżką jaka została nam udzielona, z tego linku, -40%, 9USD, wersja DRM Free i Steam klucz.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „KeeperRL – loszki polskie

  1. aryman222

    Brałbym… Ale już wziąłem na Halloween wyprz :) Dodam, że trzeba cierpliwym być, bo grę robi bodaj 1 gość i trochę to wszystko czasu zajmuje. Tak z półtora roku temu grałem w jakieś demo i bardzo mi się podobało, tylko już po kilkunastu godzinach czuło się powtarzalność. Powód? Mała różnorodność przeciwników i celów jakie można było sobie wyznaczyć.Obawiałem się, że przy tak ograniczonych siłach deweloperskich projekt nie zostanie dokończony czy rozwinięty do jakiejś głębszej formy. Jednak kiedy podczas Halloween Sale rzucił mi się w oczy KeeperRL (a raczej liczba zmian, które otrzymał), uznałem, że nawet jeśli jeszcze gra nie jest skończona to samotny (?) deweloper dowiódł już długoterminowego zaangażowania w projekt (co nie jest przecież normą w ea). Także moim zdaniem, jeżeli lubicie być mrocznym masterem w podziemiach (złem emanującym na okolicę) to warto spróbować KeeperaRL :)

Powrót do artykułu