Echoplex – przechytrz samego siebie

Nitek dnia 5 maja, 2017 o 15:32    0 

echoplex

Ostatnim czasy coś sporo łamigłówek wszelkiej maści gości na naszych ekranach. Do grona fikołków jak Portal czy QUBE próbuje przemknąć się Echoplex. Próbuje, bo to zaledwie wczesny dostęp. Bardzo dziwny wczesny dostęp.

Nie tyle jest dziwne, że to taka a nie inna forma wydawnictwa, co Echoplex sam w sobie. Zasady realizowanej zabawy przypominać mogą trochę The Swapper, który swojego czasu robił robotę dobrze (nadal robi, bo i jest ładny i z pomysłem na siebie). Podobnie jak i tam, tak i w Echoplex przyjdzie wam klonować samego siebie. To ta łatwiejsza część, bo kolejną sprawą do podjęcia jest takie manewrowanie w dostępnych pomieszczeniach, by niczym Marty McFly na siebie się nie nadziać w zawijasach korytarzy.

Wygląda to tak, że biegnąc po wielobarwnych korytarzach w pewnym momencie za nami startuje echo samych siebie, powtarzając dokładnie wykonane przez nas czynności. Pal sześć, kiedy korytarze są w miarę proste i należy umiejętnie się wyminąć, ale kiedy zagadki nabierają tempa, robi się dość ciekawie. Gra szybko dorzuca do kolejnych komnat bramy, które należy przekroczyć, a które działają jak dźwignie, otwierając nam dalszą drogę. I tak, wbiegacie w jedną, przekraczacie, klon otwiera wam drzwi, przeskakujecie z platformy na platformę, wspinacie się do góry, bang! Od początku, bo zapomnieliście o drugim klonie, który w wyniku przekraczania portali także się tam pojawił. No to najpierw portal, drzwi, kółko wokół jednej ściany, by klony wytraciły prędkość, szast, prast! Oddzielacie ich drzwiami i z oddechem na plecach lecicie do drzwi końcowych.

ECHOPLEX Early Access Screenshots - 1 of 18 (5)

A to dopiero jakaś początkowa zagadka, acz zdradza, że rozkminy będą nietęgie i wymagające zręczności, pojemnej głowy zdolnej pomieścić wszystkie wykonane czynności i ogólnego ogaru, by przejść kolejne miejscówki. No i odporności na stres, bo wszystko trzeba robić z pieczołowitością i w odpowiednio wyliczonym czasie. Tych póki co jest piętnaście.

Gdzieś w międzyczasie toczy się historia prowadzona filmowo zrealizowanymi scenkami umoczonymi mocno w klimatach sci-fi ze smakiem horroru. Tam też panuje wizualny przepych, bo cała reszta to nagie kolorki bez zbędnych tekstur, co może trochę odrzucać. Zapewniam was jednak, że intryga jest grubymi nićmi szyta i niestety urywa się, no bo early access. Klimat jest jednak odpowiednio wykręcony, by zaszczepić chęć dalszej zabawy przy kolejnych łamigłówkach, które są odpowiednio trudne. Nie dość, że zabawy z własnymi projekcjami to jeszcze manipulacja czasem, panie.

Zapowiada się odpowiednio dziwnie, by zainteresować, aczkolwiek twórcy dają sobie rok na dłubanie w Echoplexie, więc wypada poczekać z ewentualnym klonowaniem.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz