Co w trawie piszczy – Shadowrun Dragonfall

mokraTrawa dnia 28 lutego, 2014 o 13:36    6 

dragonfallLaunchCapsuleWeb

Dziś premiera pierwszego dodatku do Shadowrun Returns. Czas więc na wrażenia.

Z tym dodatkiem było trochę zamieszania, miał być darmowy dla Kickstarterowiczów, okazało się że nie będzie. Później przesunięto premierę, ale to już nie ważne i nie będziemy się w to zagłębiać, bo bardziej interesujące jest czy warto wydać 14 euro.

Postaram się tak opisać wrażenia, żeby nie zdradzić nic z fabuły, więc można śmiało czytać.

2014-02-26_00006

Jak wiadomo od dłuższego czasu odwiedzimy Berlin. Nowe miasto, nowi bohaterowie, nowe bronie i nowa historia. Oto co nas czeka. Zacznijmy od miasta. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to że żyje. Tzn w porównaniu do podstawki. Więcej ludzi stoi na ulicach. Ktoś się nawet przechadza, jakoś sprawia lepsze wrażenie. Berlin jest także bardziej kolorowy i zadbano o większą szczegółowość. Wielkość porównywalna do poprzedniczki.

Tym razem mamy zgraną paczkę twardych chłopaków (i dziewczyn), którzy ruszają na banalną misję. Trzeba ukraść dane, ochrona ma być minimalna a zarobek dość pokaźny. Jak można się domyślać poszło źle, strażników nagle przybyło i wydarzyły się niewesołe rzeczy (unikam spojlerów jak mogę). Kampania polega na wyjaśnieniu kto, co i dlaczego. Zdradzę tylko że dostajemy zwierzę futerkowe.

Fabuła jest ok, nie wiem czy zakończenie będzie tak jak w podstawce słabe, ale póki co jest dobrze. Jak zwykle ściana tekstu, pełno rozmów, opisów, wszystko świetnie napisane. Tym razem budujemy także związki drużynowe.

2014-02-26_00001

Poznajemy swoich kompanów, którzy bardzo różnią się od siebie i różnie odnoszą się do naszej postaci. Każdy z nich ma swoją historię i swoją osobowość np. nasz szaman jest byłym członkiem brytyjskiego zespołu punkowego. Jednych polubimy innych niekoniecznie, ale jakoś trzeba będzie współpracować. Podczas gry szczerze znienawidziłem jedna laskę i jakbym miał możliwość to wpakował bym jej kulę w łeb. Tu Harebrained odwalili kawał dobrej roboty.

Na tyle co widziałem historia jest także liniowa, ale w porównaniu do poprzedniej więcej tu zakrętów i rozgałęzień. Można decydować które misje przyjmujemy, a które odrzucamy i ma się wrażenie że wybory coś znaczą i gramy na własnych zasadach (chociaż to ułuda). Uporać się z kampanią mamy w około 12 godzin.

Są nowe przedmioty, ale system lootu i ekwipunku jest taki jak był. Nadal nie szabrujemy, nadal ekwipunek śmiesznie mały, ale mnie to nie przeszkadza i liczyłem się z tym że tak będzie. Progresja i tworzenie bohatera odbywa się po staremu. Tu żadnych zmian nie zauważyłem.

2014-02-27_00006

Walczy się mam wrażenie trochę inaczej, jakby bardziej taktycznie. Przebieg walki wzorowany na xcom jest podobny, ale wydaje mi się że pozycjonowanie naszych podwładnych ma większe znaczenie. Starcia są także bardziej wymagające niż w gołej wersji (ja miałem w każdym bądź razie więcej problemów na tym samym trybie trudności).

Jak wiecie pojawił się nowy system sejwowania, w którym zapisujemy kiedy chcemy i co chcemy. Działa gładko i nic się nie psuje. Zapisów gry jeszcze nie straciłem, cóż tu więcej pisać.

Podsumowując jeżeli podobała się podstawka to tutaj zawiedzeni nie będziecie. Trochę niewielkich zmian, dodane nowe rzeczy, nowi bohaterowie i historia na 12+ godzin. Dodatek jak za starych dobrych czasów i wart swojej ceny w mojej skromnej opinii.

Dodaj komentarz



6 myśli nt. „Co w trawie piszczy – Shadowrun Dragonfall

Powrót do artykułu