Call of Duty: WW2 – wrażenia z bety

Nitek dnia 4 września, 2017 o 12:51    10 

cod-ww-22

Za oknem słonko nie grzeje już tak bardzo jak kilka tygodni temu, a portfel drży z myślą o nadchodzących premierach. Jest wrzesień, za rogiem Call of Duty, które chce wpaść jak co roku na nasze monitory, niczym Kevin. Wszystko się zgadza. Poza tym, że na tle niedawnych Call of Duty, nie zgadza się praktycznie nic.

W trzyletnim cyklu produkcyjnym nielubianego przez wielu, lubionego przez licznych, nastąpiło załamanie passy i powrót do mniej wykręconych realiów, z których nomen omen, seria niegdyś słynęła. Wiadomo, bo trąbiono o tym nie od dziś. Jak zatem wypada to nowe-stare Call of Duty? Cóż, całkiem przyjemnie.

Zacznijmy od tego, że beta nie była jakaś przesadnie napompowana, a na domiar złego, dostępna tylko dla posiadaczy zamówień przedpremierowych. Całość zamknęła się na trzech mapach właściwych dla tych najbardziej klasycznych trybów zabawy i jednej odmiennej, którą można było wzdłuż i wszerz w największej nowości dla serii, trybie wojny. Prawda, że skromnie? Zupełnie jak możliwość doboru perków, co zostało przemodelowane i wydaje się być mocno uszczuplone względem poprzedniczek. Wydaje się, bo podczas bety trzykrotnie zwiększano level cap postaci i dorzucano kolejne zabawki, które wcześniej nawet nie były widoczne w menusach. Kto wie zatem co do gry trafi finalnie.

CoD_WWII_Gamescom_MP_01_WM

Teraz perk pierwszy zależy od dywizji, w której najmocniej się udzielamy, czytaj – najwięcej nią gramy. Im dłużej siedzimy, tym większy profit, bo każda dywizja ma pięć poziomów, które możemy wbić i odblokować nowe dary, w tym dodatkową tajną broń dla każdej z nich. Możemy być snajperem, oczywiście, piechurem, który robi PTING przy zmianie magazynku w Garandzie (zawsze robię paszczowe PTING, +20 do klimatu), czy też grasować w oddziale nadzwyczajnym, gdzie pierwsze kilka strzałów ze strzelby sieje płomieniami podpalając przeciwników. A potem dodatkowe bądź większe magazynki, bieganie i strzelanie i tak dalej, choć muszę przyznać, że nie są to jakieś fest szałowe zdolności. Uzupełnieniem dla dywizji jest baretka, która jest niczym innym jak odmiennym perkiem. Oba warianty zaś można skonfigurować na wojaku Waszego wyboru i wyglądu. I tak, w multi nie ma swastyk. Tak wspominam, bo to ponoć ważne.

Sama zabawa w trzech wariantach multi jakie zaprezentowano to faktycznie mocne odwołanie do klasyki. Nie ma biegania po ścianach, nie ma podwójnych skoków, nie ma robotów zamieniających się  w psy, ani psów zamieniających się w roboty. Są cuda, kolimatory na pepeszkach chociażby, co może przeszkadzać i mierzić, acz wynika to z faktu kolejnych slotów i poziomów broni, które wbijamy z czasem ich efektywnego wykorzystania. Zniknęły jakieś warianty z czapy typu ustrzel 100 headów czy zabij 25 leżąc. Ot, im więcej strzelasz i dobrze orzesz, tym większy pasek postępu i kolejne dodatki do broni z czego, jak zawsze, można mieć nałożone dwa. No i killstreaky, są. Bliżej im do World at War, niż innych cudów, choć oczywiście, jest ich więcej. Ciężko rzec ile finalnie, bo co najmniej dwa zostały dodane już w trakcie bety. Jest standardowy zwiad, zrzut paczki z losowym streakiem, zrzut bomby i przywołanie wojaków botów, którzy cedzą drużynę przeciwnika. Doszła obsługa działka w samolocie oraz operator miotacza płomieni już na ziemi. Nie wbiłem żadnego.

CoD_WWII_Gamescom_MP_02_WM

Nie wbiłem, bo to nie lada sztuka i pomijam fakt, że grane było na konsoli. Przecież umiem. Zdziwiłem się tylko jak mocny jest recoil, którego obecność ostatnio w COD widziałem w… nie wiem gdzie. Tymczasem teraz czułem się jakbym motał się z tymi karabinami niczym z miotłą, strącając pajęczyny z sufitu. Nie pomaga też wysoki dynamizm starć na mapach i ich konstrukcja, gdzie niczym na wspomnianej pajęczej sieci, mnóstwo tu odnóg i opcji, by komuś wleźć na plecy. I włażą skubani. Team Deathmach to popisowe przyjmowanie kul między łopatki. Hardpoint, gdzie bronimy punktów na mapie, któe losowo się gdzieś na niej podoba to ciągły trip w stronę światła pomiędzy bunkrami niemieckimi, czy na słonecznych klifach Gibraltaru. Sieka w lesie ardeńskim to strzelanie do pieńków, tak na zaś, gdyby któryś z nich był przeciwnikiem. jest lekko klaustrofobicznie, hej, to Call of Duty. Jest też niezwykle trudno. Nie ma co prawda apteczek, ale moment, kiedy gasi nas przeciwnik to jedna kula. Czasem dwie. I tyle. A to nawet nie hardkor tylko zwykłe arcade. Tak mi dobrze, tak mi rób.

CoD_WWII_Gamescom_MP_03_WM

Najwięcej nowości wylądowało w nowym trybie, wojnie. Przede wszystkim wprowadza mocny teamplay, hoho, co jest realną nowością w serii. Poważnie. Wojna to skondensowana wariacja trybu rush z Battlefielda i mieszanka zabawy z różnymi celami rodem z Chivalry. W zaprezentowanej mapce celów było cztery. Zabawa zaczyna się od obrony posterunku, by potem przenieść się w rejony zniszcoznego mostu, który druga strona musi naprawić, by mogli przejść dalej. Kolejny cel przeprawy to wysadzenie w powietrze składzika amunicji, a całość wieńczy wjazd czołgiem w rejony stanowisk dział przeciwlotniczych. Całość trwa jakieś dziesięć minut i oferuje większy wygrzew, niż Arnold w końcówce Commando. Wspomniałem o trybie rush, bo podobnie jak tam, mapka się przeciąga z każdym celem w inne rejony. W tym szaleństwie ciężko o zabawę w samotnego wilka, co zawsze w COD jako tako wychodzi, niezależnie od trybu, bo tutaj albo trzeba granaty dymne rzucić, by stawiających most zasłonić, a to jakąś ścianę postawić, by przeciwnicy nie wsypali się od sztycha do składziku. Ściany te można też wysadzać, co wlewa w tryb nawet lekką dozę strategii. Jak na COD, wow. Wszystko to na gołe klaty, bez killstreaków. Zdecydowanie znakomita sprawa i mój ulubiony tryb w prezentowanej becie mimo, że jestem betonem serii i gram zazwyczaj tylko hardkorowe team deathmatche. Ciekawy jestem na ile wystarczy zabawy w tym trybie, choć zapowiada się ciekawie. Zwłaszcza, że w pełnej wersji mamy dostać Omahę i móc stanąć po stronie niemieckiej.

CoD_WWII_Gamescom_MP_War_04_WM

I gra się znajomy, a jednak trochę inaczej, bo bez szału z butami głęboko w błocie, z szaleńczą szarżą i małymi detalami, które cieszą. Jak choćby patent na kamperów, prosty i fajny. Teraz każda mapka jest podzielona na rejony, a postacie graczy dzielą się okrzykami między sobą o pozycjach przeciwników, tudzież informują, że gdzieś tam kogoś dostrzegł i ten ktoś rusza na jakąś tam pozycję. Z tym, że słyszą to wszyscy wokół, więc trzeba uważać, bo można samemu się wkopać, ale także adwersarza. Fajny patent, ciekawe rozwiązania, no i brzmi w końcu jak wojna, a nie strzelanie kapiszonami, ciekawe jak całość się obroni. Sam sprawdzę, bo COD to już nie moje coroczne guilty pleasure, już nie od dawna. Ot, lubię przejść singla, wyrwać dzieścia godzin w multi i czekać rok na więcej, hacząc czasem DLCki. I wygląda na to, że po fatalnym multi w Infinite Warfare zagram w końcu w coś innego niż remaster czwórki.

O, jeszcze jedną mapkę do bety dodali. Idę.

Wmontowałem tu obrazki prasowe, bo jak chciałem robić swoje to łapało same ekrany śmierci. Bez sensu.

Obejrzyj transmisję na żywo z kanału Nitek69 na stronie www.twitch.tv

Dodaj komentarz



10 myśli nt. „Call of Duty: WW2 – wrażenia z bety

  1. Revant

    A ja dzisiaj miałem w łapkach prawdziwego Kar98 i choć nie dano mi z niego postrzelać, to jednak samo przeładowanie na sucho robi robotę. Obiecano, że skorzystam z niego na kolejnym wyjeździe i może nawet Mosin się trafi ^_^ lubię rozpoczęcie roku na strzelnicy z moją klasą mundurową :D CoD dla mnie zaś nadal w multi hen daleko za RO, może jednak zaskoczy jakimś klimatycznym singlem jak 1 czy 2.

Powrót do artykułu