Pięć zdań skreślonych w drodze do Łodzi

bosman_plama dnia 27 maja, 2016 o 8:12    31 

tytpr

Co jakiś czas czytam o ludziach piszących w pociągu. Oczywiście, dzisiejsze pociągi nie są takie, jak w czasach, gdy trzeba było wdzierać się do nich przez okno, by zdobyć miejsce, a możliwość stania przez osiem do dziesięciu godzin w zatłoczonym korytarzu człowiek poczytywał za szczęście. Teraz siedzę w wygodnym fotelu, rozłożyłem przed sobą stoliczek i gdybym sie uparł, mógłbym odpalić którąś z gier na steamie, który właśnie przed chwilą ochoczo zasygnalizował mi swą gotowość. Byle nie była to zręcznościówka, bo jednak ciągle trochę trzęsie.

Podczas gdy Wy wyrzynacie się sieciowo w nowej zabawce od Blizzarda, albo prowadzicie hordy przeciw imperialistycznym ludziom (bądź na odwrót), ja ciągle tkwię w starych tytułach, które odpalam między wklepywaniem literek. Tylko z serialami staram się czasem być na bieżąco. Wprawdzie odkąd odkryłem, że na jednym z kanałów puszczają co rano starego, dobrego Nieśmiertelnego i pod tym względem oddaje się rozpuście tarzania w starożytności, ale poza tym zdarza mi się zobaczyć także coś nowego.

ominic

W ten sposób dotarłem do końca Banshee, by z ulgą stwierdzić, że finał był dokładnie taki, jakim być powinien. Nie wszystkim serialom się to udaje. Jedne brną na przekór sensowi w kolejny z sezonów, ponieważ fani mimo wszystko jeszcze je oglądają. Inne odnoszą sukces dewastujący pierwotne założenia i zamiast skończyć się jak planowano, ciągną akcję powoli zmieniając się we własną parodię. Inne zaś poplątały się do tego stopnia, że żadne zakończenie nie przyniesie nikomu satysfakcji. Są wreszcie i takie, które skasowano nie dając im szansy na porządny finał. Tak na przykład skrzywdzono Life, który otrzymał zakończenie ni stąd ni zowąd i choć jest ono nawet przyjemne, to sensu wynikającego z fabuły nie ma. Z ucięciem serialu poradził sobie nieźle Rome, ale już Deadwood po prostu nie ma zakończenia.

PreacherComic

Banshee również odebrano ostatni sezon, a nawet więcej, odebrano mu też dwa odcinki sezonu przedostatniego. Może mieć to coś wspólnego z kłopotami HBO (Cinemax należy do HBO), któremu ponoć niespecjalnie zwracają się ostatnio nakłady ponoszone na nowe produkcje (tylko Gra o Tron trzyma się mocno). Z drugiej strony oglądalność Banshee akurat rosła. Cóż, HBO miewa finansowe wzloty i upadki. Kompania Braci nieomal doprowadziła je ponoć do bankructwa. Ponieważ ostatecznie nieźle na siebie zarobiła, wystartowano z całą serią drogich seriali (Carnivale, Deadwood, Rome), by potem kasować je jeden po drugim. Być może sytuacja się powtarza. Po ostatnim sezonie Banshee widać było, niestety, że nie takim go planowano. Fabuła jakoś się trzyma, ale „jakoś” to kluczowe słowo. Parę wątków pobocznych poznikało, parę ucięto, bo trzeba je było uciąć. W pośpiechu zgubiono zakończenie jednego pobocznego wątku, który wprowadzono w tym sezonie. Ale całość kończy się zacnie, tak jak powinna kończyć się opowieść o jeźdźcu znikąd. Jakkolwiek do finału musiano zasuwać na skróty, widać, że był on zaplanowany.

Preacher-TV-Show-Cassidy-Actor

Coś się skończyło (było mi tak żal, że od razu odpaliłem pierwszy odcinek, by obejrzeć go sobie ponownie), coś się zaczyna. Pojawił się pilot ekranizacji Kaznodziei, komiksu tak brutalnego i zakręconego, że nikt chyba nie sądził, iż jakaś stacja odważy się po niego sięgnąć. Ponieważ jednak mamy teraz modę na ekranizacje komiksów i to nie tylko tych traktujących o herosach w majtkach nakładanych na rajtuzy, ktoś się odważył. Stacja AMC zaryzykowała podwójnie. Po pierwsze samą ekranizacją, a po drugie robiąc ten serial po swojemu. Pilot ma bowiem dość umiarkowany związek z komiksem w detalach. Nie wiem jaką ścieżką podąży całość i czy zachowa wszystkie elementy ogólnej fabuły komiksu. Ale bohaterowie spotykają się w pilocie serialu trochę inaczej niż w komiksie. Tulip sprawia wrażenie jednoosobowej armii, Kaznodzieję dotykają problemy, jakich w komiksie nie ma itd. itp. Ale to właśnie te detale – sposób wprowadzenia postaci, takie poprowadzenie akcji, żeby pojawił się solidny łomot i żeby każdy z bohaterów miał odpowiednio widowiskowe wejście. Jest brutalnie, jest krwawo i jest to wszystko podane z czarnym humorem. Mnie się podobało. Może dlatego, że od czasów Agentów Tarczy bardzo lubię Ruth Neggę (mniej więcej od końcówki pierwszego sezonu Agentów… kibicowałem tym złym, bo wydawali mi się fajniejsi od tych dobrych)  która teraz gra Tulip. Tak, blondynka jest grana przez brunetkę o kręconych włosach i etiopsko – irlandzkim pochodzeniu. Ortodoksyjni fani komiksu nie są z tego zadowoleni, jak wynika z paru wpisów, jakie widziałem tu i ówdzie w necie, a oburzeni na zmienianie koloru skóry bohaterów otrzymali kolejny powód do irytacji. 

tulip

I tyle wieści z drogi. Czas sprawdzić jak też sprawdza się pisanie w pociągu powieści. Udanego weekendu!

 A nie, zaraz. Właśnie sobie uświadomiłem, że nie każdy musi wiedzieć co to jest ten cały Kaznodzieja. Komiks ukazywał się u nas już jakiś czas temu, nie każdy musi go pamiętać. No więc jest tak – pewien kaznodzieja z Teksasu jest takim sobie pasterzem owieczek i przechodzi załamanie wiary, kiedy w okolicę przyjeżdża jego była w towarzystwie tajemniczego jegomościa nie przepadającego za światłem słonecznym, za to dużego jajcarza. Dzieje się to i owo a bohatera nagle trafia kula światła, w wyniku czego wszyscy giną. To znaczy, oprócz bohatera, jego byłej dziewczyny i jegomościa w okularach przeciwsłonecznych. Potem następuje potężna strzelanina, aniołowie klną jak szewcy, przybywa najbardziej zabójczy zabójca pod niebem i nad piekłem, zaczyna się jedna paskudna masakra za drugą. Między nimi bohaterowie wymieniają kilka smutnych rozmów o miłości oraz rzucają mięsiste dowcipy. Jest mnóstwo pokręconego seksu i jeszcze bardziej pokręconych postaci, a bohater wyrusza spuścić łomot Bogu Ojcu. Jest Wietnam, jest sado maso (z owieczkami!), jest pokręcona rodzina z prowincji i wsiok uprawiający seks z kurczakiem. Dużo bólu, dużo miłości, bardzo dużo krwi i flaków. I sporo śmiechu. Aha, i wampir. No, to właśnie o tym to jest.

owce

Dodaj komentarz



31 myśli nt. „Pięć zdań skreślonych w drodze do Łodzi

  1. iago

    Jako że jestem jednym z tych, co po premierze pilota „Preachera” siedli do klawiatury i zaczęli rzucać mięsem, to się wypowiem. Nie przeszkadza mi obsada (Jesse nawet mi pasuje, Cassidy jest genialny, zmiana Tulip z aryjskiej blondynki na etnicznie pomieszaną jest bez znaczenia). Nawet fakt, że serial nie odtwarza komiksu kadr po kadrze jestem w stanie zaakceptować (choć pierwowzór wielbię).
    Ale całkowitej zmiany historii postaci, braku chemii między Jessem i Tulip oraz wyrżnięcia w niebyt Herr Starra i Świętego od Morderców nie mogę już przetrawić. Casus Dresden files i Wiedźmina, fuck.
    Fuck you, AMC!

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @iago

      Może wiesz więcej ode mnie. Ale czy fakt, że w pilocie nie było Świętego do Morderców oznacza, że faktycznie go wycięto? Czytałeś coś więcej o serialu? Ja podszedłem do niego bez przygotowania. Mnie brakuje Johna Wayne, ale nie przypuszczałem, że go dadzą, choć technicznie byłoby to możliwe. No ale nie stać ich na prawa, a pakowanie innego aktora byłoby bez sensu.
      Co do braku chemii – może zaistnieje? Co oni mieli dotąd?Jedną rozmowę, w której Jesse starał się być cały czas na „nie”.
      W kwestii obsadowej – choć Cooper też mi pasuje, to od zawsze uważałem, że jedynym słusznym Kaznodzieją byłby Michael Keaton. Tylko, oczywiście, tak ze dwadzieścia lat temu:P.

      1. iago

        @bosman_plama

        Obsada pierwszego sezonu w całości większości jest na imdb. Jest Odin Quincannon (9/10 odcinków), są Fiore i Deblanc – ale tych wymienionych wyżej nie ma. W ogóle nie wiadomo czy AMC choćby dotknie wątku Graila (choć był kluczowy w komiksie – dla telewizji może okazać się nie do przełknięcia).

        Update: od zeszłego tygodnia pojawiło się więcej informacji. Quincannon będzie jednak przez 6 odcinków. Pojawi się niejaki The Cowboy (zdaje się, że to będzie jednak Święty od Morderców – przynajmniej wg grającego go aktora), ale ma tylko 1 odcinek zakontraktowany póki co (backstory? i ujawnienie dopiero w 2 sezonie?). O Grailu nadal nic.

    2. MusialemToPowiedziec

      @iago

      Na razie poczekam do odcinka trzeciego, ale takie dwa spostrzeżenia:

      - Święty na początku nie miał za wiele do roboty, więc dla oszczędności można wyciąć,
      - Herr Starr w komiksie nie pojawił się do 13 odcinka – a biorąc pod uwagę, że w Precherze „sezon” (czy jak tam przetłumaczyć komiksowy „arc” na polski) jeszcze nie miał aktualnie standardowych 6 odcinków, to sprawny scenarzysta by mógł zrobić z pierwszej dwunastki ze 3 serialowe sezony (jak będą się trzymać 10 odcinków na sezon).

  2. Tasioros

    U mnie wczoraj na ekranie też było komiksowo, ale Preacher musi chwilę poczekać. Dokończyłem drugi sezon Daredevila i moim zdaniem jest on słabszy od pierwszego. Typowa sinusoida jeśli chodzi o poziom. Nieźle, tak sobie, nieźle, tak sobie – mniej więcej po trzy odcinki. Po diabełku przyszedł czas na innego kolesia w obcisłym czerwonym stroju, czyli: Kapitan Deadpool! Ubawiłem się przy nim setnie. Dawno nie oglądałem tak dobrej komedii. Na tyle mi się spodobało, że mam ochotę sprawdzić i komiks, i grę.
    Na koniec pozdrowienia dla wszystkich, którzy muszą dzisiaj siedzieć w pracy, mimo że nic się nie dzieje.

  3. Beti

    Preacher, będzie dobrym serialem – czuję to w kościach :)
    Cassidy wygrywa wszystko <3 zaraz po nim jest Arseface (jak go zobaczyłam myślałam, że połknę piwo z butelką) :D Jesse wyrobi się (uważam, że dobrali idealnego aktora).

    Nie mogę doczekać się drugiego odcinka! :)

  4. slowman

    W niedzielę na wieczór kupiłem sobie Pillars of Eternity. Grałem już 56 godzin. Wybudowałem też loszek. Z pracy już przestali dzwonić. Loszek nadal jest pusty a jak klikam prawym na portretach postaci, to nie mogę ani revokować tytułu, ani imprisonować, ani nawet wziąć sobie konkubiny :(

    1. lemon

      @slowman

      Ech, kupić grę (albo książkę) i od razu w nią grać (czytać). Dawno nie zaznałem.

      Nahajpiony nieco bosmanowo-nitkową laurką dla Uncharted 4, odpaliłem w końcu U1 na PS3, w czym pomogła trochę mała awaria peceta oraz krótki urlop. Grałem już 8 godzin i przeszedłem. Zabiłem kilkuset mężczyzn i uczyniłem wyspę na powrót bezludną. Z pracy zadzwonili tylko dwa razy.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Zebulah

      Hehehehe, z Łodzi wróciłem (to nadal miasto grozy, gdyby ktoś chciał tam kręcić film o zombie, nie potrzebowałby ani dekoracji ani statystów; poważnie, gdy robiłem zakupy w jakichś osiedlowych delikatesach, rozgrywała się tam scenka rodem z filmu o początkach inwazji zombie). Tyle, że potwór zwany deadlinem wisi mi u gardła, w związku z czym odcinam się od innych aspektów rzeczywistości póki bestii nie zatłukę.

Powrót do artykułu